sobota, 29 lipca 2017

Zdrada Andrzeja Dudy (I)

(Manifest antyprezydencki )
 
W tekście tym odsłaniam dla szerszego grona wiele faktów mało znanych z życia i wystąpień Dudy, cierpliwie wygrzebanych z wielostronnej literatury na jego temat.
 
Najhaniebniejszym i zarazem najbardziej wstydliwym wydarzeniem ostatniego roku było ogłoszenie w dniu 24 lipca 2017 r. przez prezydenta Andrzeja Dudę dwóch wet paraliżujących na nie wiadomo jak długo, gruntowną reformę sądownictwa w Polsce. Sądownictwa stanowiącego najbardziej patologiczną dziedzinę III Rzeczpospolitej, faktycznie swoistej stajni Augiasza. Sądownictwa, które umożliwiło zablokowanie skazania największych zbrodniarzy PRL-u na czele z gen. W .Jaruzelskim i C. Kiszczakiem, które wielokrotnie prowadziło do uwalniania wielkich złodziei i skazywania ludzi niewinnych. Weta Dudy doprowadziły do czasowego utrącenia najważniejszej reformy rządu Dobrej Zmiany, przygotowanej przez zespół ministra Zbigniewa Ziobry i cieszącej się ogromnym poparciem Pani Premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Krzysztof Wyszkowski: A. Duda podpalił Polskę

Jeden z czołowych działaczy dawnej opozycji solidarnościowej , członek kolegium IPN Krzysztof Wyszkowski wystąpił 24 lipca 2017 r. ze szczególnie ostrym potępieniem wet prezydenta Dudy, stwierdzając bez ogródek: „Panie Prezydencie - Podpala Pan Polskę. Może ma Pan subiektywne poczucie odpowiedzialności, ale nie ma Pan politycznego rozumu”.(Podkr.- JRN).

Już dziś widać jak katastrofalne są wielostronne skutki obu wet prezydenckich. Najważniejszym negatywem jest to, co znana z odwagi i bezkompromisowości publicystka i reżyser Ewa Stankiewicz wyraziła w słowach: „To jest moim zdaniem bardzo zła decyzja, która będzie miała swoje złe konsekwencje dla Polski. Prezydent stanął po stronie uprzywilejowanej kasty i tych, którzy opłacali protesty. Pan prezydent dał paliwo tym ludziom. (Podkr.-JRN). - My musimy zmieniać Polskę, ale moim zdaniem jest to utrata szansy na systemowe zmiany”. W innej wypowiedzi - z 24 lipca 2017 r. E. Stankiewicz stwierdziła expressis verbis: „Panie Prezydencie. Właśnie stracił Pan mój głos. Jeden z 30 mln. To niewiele. Stracił Pan zaufanie i zawiódł nadzieję. To dużo”. Bardzo krytycznie i szczegółowo skrytykował weta prezydenta Dudy inny znakomity publicysta Michał Karnowski, pisząc o trzech błędach prezydenta A. Dudy: 

Po pierwsze, Andrzej Duda założył, że deklaracje totalnej opozycji i świata sędziowskiego o pragnieniu reformowania sądownictwa, tylko „mądrzej” i „lepiej”, są szczere. To nie jest prawda. Z dziesiątek oświadczeń, zjazdów, kongresów, wywiadów establishmentu prawniczego wyłania się obraz środowiska zachwyconego sobą, uważającego, że wszystko jest świetnie, że trzeba jeszcze więcej tej patologicznej „samorządności”, w rzeczywistości będącej oligarchizacją. I dlatego mimo weta, ani jedna osoba z tego świata, nie zdobyła się na powiedzenie swoim wspólnikom z ulicy i ich płatnikom od Sorosa: kończcie, bo teraz rozmawiamy poważnie z prezydentem. I dlatego z panią Gersdorf, niestety, pan prezydent niczego nie zreformuje.

Po drugie, i co gorsze, sam Andrzej Duda nie udzielił poważnego napomnienia protestującym. Jakby wezwania do wieszania byłych kolegów z Prawa i Sprawiedliwości były normą. Jakby wezwania do zorganizowania w Polsce krwawego „odwróconego” - bo w obronie oligarchii - majdanu, były do zaakceptowania. Jakby nad wulgarnymi, palikociarskimi w stylu, manifestacjami pod domem prezesa partii, który wskazał go jako kandydata na prezydenta, można przejść do porządku dziennego. A przecież mógł postawić warunek, że zawetuje, a więc da coś opozycji, jeśli ona zaprzestanie tej wojny domowej. Zdecydował się jednak oddać zasób wypracowany przez swoje środowisko, niczego się od obozu przeciwnego nie domagając.
Po trzecie, Andrzej Duda ustąpił w kulminacyjnym punkcie protestów, tuż po niedzieli, zwykle takie akcje ułatwiającej. Nie poczekał nawet aż manifestacje zaczną przygasać, co było o tyle oczywiste, że ani na moment nie przekroczyły stanu krytycznego, ani na chwilę nie przekroczyły stałego zasobu opozycji, o czym zresztą pisałem codziennie na tych łamach. Nie było też żadnych poważnych sygnałów sondażowych wskazujących iż postulaty tej hałaśliwej grupy podzielane są przez większość społeczeństwa. Odwrotnie - wsparcie dla zmian w sądownictwie, dla prezesa Prawa i Sprawiedliwości oraz działań rządu Beaty Szydło i ministra Zbigniewa Ziobry było na stałym, ogromnie wysokim poziomie. To pozwalało przynajmniej poczekać. Prezydent zdecydował inaczej - oddał wszystko, w momencie najgorszym.

Dlatego właśnie totalna opozycja żąda i będzie żądała więcej. W tej sprawie, ale 

także w każdej innej. Jeśli raz się udało zaszantażować kilkoma milionami rzuconymi nie wiadomo skąd, kilkoma tonami świeczek i kilkudziesięcioma zaledwie tysiącami demonstrantów, to już zawsze będą próbować. I wszystko wskazuje, że nie będzie ani reform, ani spokoju.
Przykro to pisać, ale ten cios zadany obozowi reform pod względem politycznym trudny jest do zrozumienia i usprawiedliwienia. Długo będziemy za niego jeszcze płacili. Polityka to jednak poważna sprawa, za takie błędy i złudzenia płaci się słono. (Podkr.-JRN) .I nie chodzi tylko o to, że dziś cieszą się u Sorosa, u Schetyny i w „Wyborczej”, a smucą w tych polskich domach, gdzie na płotach wieszano plakaty Dudy, często płacąc za to cenę prześladowań i ostracyzmu. Chodzi przede wszystkim o twardy polityczny realizm, w którym nie kapituluje się bez konieczności. Nie trzeba było, nie należało tego robić”.
Zdradził polityk, który wszystko zawdzięcza PiS-owi i J.Kaczyńskiemu
Moim zdaniem zaskakujące dwa weta prezydenta A. Dudy, paraliżujące gruntowniejszą reformę sądownictwa, należy uznać za zdradę. I to zdradę tym bardziej oburzającą, że dokonał jej polityk, który wszystko zawdzięcza PiS-owi i J. Kaczyńskiemu. A jest to zdrada brzemienna w skutkach. Prezydent Duda wielokrotnie zdradził. Zdradził zaufanie ministra sprawiedliwości Z. Ziobry, paraliżując mu reformę. Ziobry, który w 2005 r. wyciągnął mało znanego krakowskiego prawnika Dudę z politycznego niebytu, powołując go na wiceministra sprawiedliwości, a potem polecając prezydentowi L. Kaczyńskiemu. Co gorsza, Duda zdradził zaufanie prezesa PiS J. Kaczyńskiego i PiS-u jako partii, bez których nie miał żadnej szansy zostać prezydentem RP. Ten mały człowieczek zdradził zaufanie milionów Polaków, którzy na niego głosowali. Postępowanie Dudy wywołało oburzenie wśród polityków PiS-u. Sam prezes PiS-u Jarosław Kaczyński, występując w Telewizji Trwam w dniu 27 lipca nazwał weta prezydenta Dudy „bardzo poważnym błędem”. Duda zdradził również zaufanie obecnej premier Beaty Szydło, której pracowitości i poświęceniu jako szefowej jego kampanii prezydenckiej zawdzięczał w niemałej mierze swój triumf wyborczy. Sam Duda mówił o niej na wieczorze wyborczym: „Beata była wspaniałym, dobrym duchem tej kampanii”. Nieprzypadkowo właśnie Szydło, zawiedziona zablokowaniem przez Dudę tak ważnych reform przygotowanych przez jej ministrów mówiła z takim rozgoryczeniem o prezydencie w transmitowanym przez TVP orędziu: „Dzisiejsze weto Pana Prezydenta spowolniło prace nad reformą. Co więcej, zostało potraktowane jako zachęta przez tych, którzy walczą o utrzymanie niesprawiedliwego systemu. Systemu wielkich i małych nadużyć i opresji dla wielu uczciwych obywateli. Ale aby dobrze zreformować polskie sądy, trzeba przede wszystkim słuchać głosu zwykłych Polaków (...) Chcemy państwa prawa, a nie państwa prawników”. (Podkr.-JRN).
 
Z ostrą krytyką zachowania Dudy wystąpiło bardzo wielu publicystów (przegląd ich głosów, a także nielicznych wybielaczy Dudy typu Ziemkiewicza , Terlikowskiego i Zaremby, dam za parę dni w trzecim odcinku tekstu „Zdrada Andrzeja Dudy”). Teraz zaznaczę, że 27 lipca w wieczornym programie TVP Info z miażdżącą krytyką obu wet prezydenta Dudy wystąpił Wojciech Cejrowski, nazywając je krokiem „głupim”, a nawet „idiotycznym”. Duże brawa dla p. Wojciecha za ten tak szczery osąd! Niezwykle ostre tony krytyki prezydenta Dudy zabrzmiały w wystosowanym do niego liście otwartym naczelnego redaktora „Warszawskiej Gazety” Piotra Bachurskiego: „Z terrorystami się nie negocjuje” (nr z 28 lipca 2017 r.). Red. Bachurski pisał m. in. : „Jest Pan naszym prezydentem (...) Ludzie czekali na zmiany i walczyli o nie przez osiem lat oszukańczych rządów PO. A Pan dziś negocjuje z tymi, którzy niszczyli naszą Ojczyznę (...) Dlaczego nie odwołał się Pan do Narodu . Patriotycznego Narodu, który Pana wybrał na Prezydenta? Milionów Polaków, które Panu zaufały. Gdzie jest nasza wieloletnia praca na rzecz wolnej katolickiej Polski? Dzisiaj jednym gestem zmarnował Pan lata pracy. Zmarnował Pan zaufanie Polaków”. (Podkr.-JRN).

Red. Eliza Olczyk z „Wprost”. przytacza bardzo krytyczne dla Dudy wypowiedzi rozmówców z PiS. Jeden z ich mówi „Straciliśmy go. Kroczy drogą Marcinkiewicza i tak jak on skończy (Te słowa „straciliśmy go” - choć wydają się przesadzone, takie nie są. PiS bowiem stracił zaufanie do swego prezydenta, a w polityce to jest kluczowa sprawa. - Już w niektórych środowiskach zyskał etykietkę zdrajcy, w mediach społecznościowych pojawił się te hashtag: „Szydło na prezydenta” opowiada nasz rozmówca z PiS (...) Andrzej Duda, dziś aspirujący do roli lidera całej prawicy, zostanie niespełna 50-letnim emerytem i nigdy juz nie odegra żadnej roli na scenie politycznej - ripostuje polityk z twardego jądra PiS”. ((Por. Eliza Olczyk : Sąd ostateczny”, „Wprost” z 24 lipca 2017 r.)
 
Co skłoniło A. Dudę do zawetowań, godzących w politykę i pozycję PiS?
 
Myślę, że w głównej mierze wpłynął na Dudę jego kompleks niedowartościowania, poczucie zmarginalizowania, spychającego go do roli ośmieszanego „Adriana”. Po drugie. Duda wpadał w coraz bardziej jadowitą zawiść w związku z rosnącą rolą ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, którego oceniał jako najgroźniejszego rywala w późniejszej walce o schedę na czele PiS po J. Kaczyńskim. Swoją rolę w tej sytuacji mogły też odgrywać podjudzania ze strony lobby żydowskiego, którego silnym przedstawicielem we własnej rodzinie jest teść - żydowski polakożerca J. Kornhauser, a być może i żona Agata, przypuszczalnie znacznie mądrzejsza od nieszczęsnego „Dudusia”. Lobby żydowskie przypuszczalnie uznało, że doprowadzenie najbardziej prożydowskiego prezydenta w Polsce po 1989 r. A. Dudy do pozycji Numer Jeden w naszym kraju może stać się okazją do podporządkowania Polski w pełni wpływom żydowskim. Tak jak to się stało na Ukrainie dzięki Żydom: prezydentowi Poroszence (Walcmanowi) i premierowi Hrojsmanowi oraz większości ukraińskich oligarchów o żydowskim rodowodzie. Dodatkową role mogły oddziałać podjudzania Dudy z zewnątrz Polski.
 
Czy to A. Merkel podjudziła A. Dudę do weta
 
Prezydent A. Duda zapewniał, że do zawetowania ustaw przekonała go 76-letnia opozycjonistka (nota bene lewaczka z KOR-u ) Zofia Romaszewska. Być może jednak ten ulegający wpływom innych miękki człowiek zawetował pod wpływem zupełnie innej pani, spoza Polski - Angeli Merkel. Red. Mirosław Kokoszkiewicz z „Warszawskiej Gazety” (nr z 28 lipca 2017 r). przypomniał : „Kiedy we wtorek 18 lipca toczyły się parlamentarne boje o reformę sadownictwa, media podały lakoniczną wiadomość, że oto w czasie tego politycznego amoku totalnej opozycji Angela Merkel odbyła 45-minutową rozmowę z prezydentem Andrzejem Dudą )...) Chciałbym wierzyć, że ta dziwna koincydencja zdarzeń, czyli telefonu z Berlina i wystąpienia prezydenta, to zwykły zbieg okoliczności. Niepokoi jednak to, że rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seifert, pytany o rozmowę na linii Merkel-Duda, jako jeden z tematów rozmowy wymienił „kwestie związane z państwem prawa”. (Podkr.-JRN). Trzeba być bardzo naiwnym, by sądzić, że łatwo wyswobodzimy się z objęć Moskwy i Berlina”. (Por. M. Kokoszkiewicz: William i Kate kontra Adaś i Henia, „Warszawska Gazeta” 28 lipca 2017 r.) Były tak wpływowy polityk Platformy Obywatelskiej Jan Maria Rokita widzi w decyzji Dudy także wpływ oddziaływań na Dudę jego byłych kolegów z krakowskiej Unii Wolności, a także polityków z PO, podjudzających prezydenta do zdystansowania się od PiS. W tekście : Kto postawił na Dudę, „Polska the Times”z 28 lipca 2017 ) Rokita przypomniał: „Tu przed sławnym podwójnym wetem, prezydenta w sprawie sądów dziennik „Rzeczpospolita” zamieściła artykuł - apel pod znaczącym tytułem: „Postawmy na Andrzeja Dudę”. Autorem tekstu był jeden z najbliższych współpracowników Donalda Tuska i były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz,. W żarliwym tonie apelował on do przeciwników PiS-a, aby przestali wbijać szpile i ciskać gromy na prezydenta, gdyż to nie demonstranci uliczni, nie Platforma, KOD, ani Nowoczesna, ale Andrzej Duda obali pisowską władzę. (Podkr.-JRN). Wedle Sienkiewicza, polityczny plan opozycji winien więc nie tylko zakładać konflikt i podział wewnątrz obecnego obozu władzy, ale także ów konflikt i podział ułatwić i przyśpieszyć. To zaś wymaga zasadniczej zmiany postawy wobec Dudy (...)”. Dobrze znający sytuację polityczną w Krakowie, jego mieszkaniec Rokita dodawał : „Andrzej Duda, niegdyś działacz z krakowskiej Unii Wolności, znając w związku z tym osobiście wielu dawnych sympatyków tamtej partii, wywodzących się z Krakowa, z natury rzeczy musiał stać się teraz w PiS-ie obiektem podejrzeń (...) I właśnie przez to podejrzenie powrót partii do dawnego zaufania do prezydenta graniczy z niepodobieństwem”. Zabiegi wrogów PiS-u przyniosły rezultat .Wśród gorąco gratulujących Dudzie za jego weta znaleźli się lewacki rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, Bronisław Komorowski, Monika Olejnik i Lech Wałęsa. Ogromnej satysfakcji nie kryje „Gazeta Wyborcza”. Mięczaka A. Dudę pochwalił za wetowania także inny mięczak , jego ojciec profesor AGH. Ten sam, który niedawno „wsławił się” wystąpieniem - wbrew rządowi Zjednoczonej Prawicy - za przyjmowaniem imigrantów w Polsce. Faktycznie na szkodę Polski. A co na ten temat myśli sam prezydent Duda ?

Życiorys Dudy z jedną dużą skazą
 
W młodości Duda jakoś nie wyróżnił się żadną samodzielną inicjatywą - w przeciwieństwie do Z. Ziobry, który w 1998 r .był współzałożycielem . Stowarzyszenia Katon, zajmującego się pomocą ofiarom przestępstw i Centrum Pomocy Ofiarom Przestępstw. Swą działalność polityczną Duda zaczął od niegodnego falstartu. Ten obecny „nasz prezydent” przez lata, jeszcze po 2000 r „błąkał się” jako działacz tak antynarodowej partii jak Unia Wolności, przewodzonej przez wyjątkowo złowieszczego palanta W. Frasyniuka, który jeszcze w 2009 r. występował za wystawieniem pomnika wdzięczności Wojciechowi Jaruzelskiemu. Ciekawe jak wytłumaczą panegiryści Dudy tę wielką skazę w jego życiorysie - udział w Unii Wolności, jak wyjaśnią motywy ,które nim kierowały przy akcesie do tak podłej partii. Kurzą ślepotą polityczną? W 2005 r. wszedł do zwycięskiego wówczas PiS-u, gdzie na swe szczęście znalazł prawdziwie dobrego protektora - Zbigniewa Ziobro. To Ziobro zapewnił mu wyjście z niebytu politycznego w 2006 r, gdy jeszcze był tylko mało znanym radcą prawnym, powołując go na wiceministra sprawiedliwości. W 2007 r. także Ziobro, promując karierę polityczną Dudy, polecił go prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu do jego kancelarii. Jeszcze w 2007 r. Duda przegrał w swych pierwszych wyborach parlamentarnych, startując z okręgu tarnowskiego. W 2007 r. został jednak wybrany do Trybunału Stanu, a w 2008 r. został podsekretarzem stanu w kancelarii prezydenta L. Kaczyńskiego. W wyborach samorządowych w 2010 r. Duda bez powodzenia kandydował z ramienia PiS na prezydenta Krakowa, zajmując dopiero 3 miejsce w pierwszej turze glosowania z wynikiem 22,38% głosów. Został jednak radnym miejskim . W 2011 r. Ziobro walczy dla Dudy o jedynkę” na liście PiS w Krakowie. (Wg. Anna Gielewska, współpraca Joanna Misiołek : O dwóch takich, „Wprost” z 24 lipca .2017 r.). I wtedy właśnie Duda uzyskał pierwsze liczące się powodzenie , zdobywając mandat z poparciem 79 981 głosów.. z listy PiS-u. W 2014 r. został eurodeputowanym. W grudniu 2014 r. został wysunięty przez prezesa PiS J. Kaczyńskiego na kandydata na prezydenta RP, wygrywając w 2015 r. wybory prezydenckie dzięki bardzo dynamicznej kampanii, prowadzonej przez Beatę Szydło. Jak z tego widać swą nadzwyczajną karierę polityczną zawdzięczał wyłącznie kolejnym poparciom: Z. Ziobry, J. Kaczyńskiego i B. Szydło. Bez PiS-u byłby nikim! Ciekawe, że podczas kampanii prezydenckiej Duda celowo pomijał Ziobrę w swym politycznym życiorysie.(Wg. A.Gielewska: op.cit.,)
 
O Andrzeju Dudzie bez taryfy ulgowej
 
Od kilku miesięcy już alarmowałem na tym blogu w sprawie niegodnych „wyczynów” prezydenta A. Dudy. Poświęciłem przeanalizowaniu jego wszystkich „dokonań” ponad miesiąc czasu, dochodząc do coraz bardziej nieoczekiwanych spostrzeżeń. Początkowo , jeszcze z pół roku temu myślałem, że winę za jego błędy ponoszą głównie źle dobrani doradcy. Stopniowo jednak coraz bardzie przekonywałem się, że ten krasomówca, wygłaszający piękne przemówienia bez kartki, w rzeczywistości jest tylko mięczakiem politycznym, celebrytą i unikającym rozwiązywania trudniejszych spraw miglancem, „prezydentem- strusiem”. A przy tym ,pomimo wygłaszania świetnych przemówień nad grobami bohaterów (znakomity „mówca pogrzebowy”) faktycznie jest na bakier z polskim patriotyzmem.
 
Czy tak zachowuje się dobry patriota polski ?
 
Pytam jak wytłumaczyć polskiego „męża stanu”, który na każdym kroku występuje z potępieniem domniemanego polskiego „antysemityzmu”, nawet w rozmowach z największymi zagranicznymi żydowskimi polakożercami, a milczy jak grób o dużo groźniejszym zagranicznym i polskim antypolonizmie? W komunikatach z wizyt A. Dudy w Izraelu i w USA ,tak eksponujących problem antysemityzmu zabrakło jakiegokolwiek zdania o i martyrologii polskiej w drugiej wojnie światowej. Dlaczego pan prezydent zap „zapomniał” o martyrologii, która dotknęła miliony polskich rodzin (ja też straciłem wówczas ojca) ? Mógł prezydent wspomnieć o tym zresztą poprzez uwagę, że zarówno Polaków jak i Żydów łączy ogrom cierpień z doby wojny. Dlaczego nie przypomnieli o tym prezydentowi K. Szczerski i inni doradcy? Można powiedzieć, że w swych wystąpieniach w Izraelu i w Nowym Jorku prezydent Duda reprezentował żydowską, a nie polską politykę historyczną.  

Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który bezkrytycznie prowadzi rozmowy w Nowym Jorku z jednym z największych tamtejszych polakożerców i katolikożerców Abrahamem Foxmanem, prezesem Ligi Antydyfamacyjnej, związanej z żydowską masońską Bnai Birth. Co więcej w tej rozmowie nawet na chwilę nie zająknął się o rozmiarach tak potężnej w USA żydowskiej christianofobii i polakożerstwie. Chętnie gaworzył natomiast o polskim antysemityzmie i o tak bezprawnych żydowskich roszczeniach wobec nas, do czego nikt w Polsce go nie upoważnił. Czy nie było to zdradą polskich narodowych interesów? Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który przyznał największe polskie odznaczenie Szewachowi Weissowi, zajadłemu żydowskiemu roszczeniowcy wobec Polski, skrajnemu faryzeuszowi i oszustowi. Weissowi, który niejednokrotnie publicznie wybielał rolę żydowskich katów w UB, mówiąc, że w UB było może 5- 6 Żydów. Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który obściskiwał się w Izraelu z największym izraelskim polakożercą - prezydentem Reuvenem Rivlinem. To ten polityk izraelski. który głosił w Knessecie w czasie wizyty W. Bartoszewskiego w Izraelu w 2000 r., że Polacy są współodpowiedzialni za Holocaust Żydów. Dodajmy: prezydent Rivlin jest strasznym głupolem, który parę lat temu podczas wizyty w Warszawie na otwarciu wystawy w Muzeum Historii Żydów pochwalił się, że jest w prostej linii potomkiem jednodniowego żydowskiego króla Polski, jakiegoś Srula (żydowska legenda w stylu opowieści o królu Ćwieczku, czy szewczyku Dratewce). Rivlin twierdził tam również, że Żydzi dali Polakom wielu wojskowych bohaterów. Świetnie wyszydził to red. Mirosław Kokoszkiewicz z „Warszawskiej Gazety” ( w tekście „O królu, Srulu i żydowskiej husarii”) pisząc, że to pewnie żydowskie chorągwie zmiażdżyły Krzyżaków pod Grunwaldem, żydowska husaria rozniosła Turków pod Wiedniem, a Zawisza Czarny był oczywiście śniadym. Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który bezmyślnie podniósł pośmiertnie do rangi generała Jana Karskiego. choć ten w ostatnich 15 latach życia był zajadłym antypolskim renegatem. Karski w we wszystkich debatach polsko-żydowskich w USA stał niebywale stronniczo po stronie Żydów, pisał w postkomunistycznej „Trybunie”, że „Polska była wrzodem Europy w XIX wieku”. W czasie kampanii prezydenckiej 1995 r. Karski całkowicie poparł Kwaśniewskiego, wybielając Jaruzelskiego, Bermana, Bieruta, Cyrankiewicza etc., sugerując, że byli to polscy patrioci, zmuszeni do wykonywania rozkazów Kremla. Brednie te wywołały w „Rzeczpospolitej” otwarty protest byłych żołnierzy Państwa Podziemnego, m.in. Zofii Korbońskiej, Jana Nowaka - Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego.
 
Czy można uznać za dobrego polskiego patriotę polityka, który przyjeżdża w lipcu 2016 r. do Kielc, by powtórzyć dawno już obalone oszczercze tezy komunistycznej propagandy PRL-owskiej o rzekomym pogromie Żydów przez Polaków w odniesieniu do zbrodni NKWD i UB? Zapytam, czy dobry patriota polski może sobie pozwolić na bezkrytyczne wysławianie Ludowego Wojska Polskiego w służbie komunistów i Sowietów, tak jak to zrobił prezydent A. Duda występując w kwietniu 2017 r. podczas uroczystości z okazji 72. rocznicy forsowania Odry przez 1. Armię Wojska Polskiego .Prezydent Andrzej Duda. powiedział wówczas m.in. „Moim obowiązkiem jako Zwierzchnika Sił Zbrojnych jest, by pochylić głowę i uklęknąć przy grobach tych, którzy przelali krew za ojczyznę. Chylimy czoło nad ich bohaterstwem, nad ich poświęceniem, nad ich dziełem, którego umiłowanym efektem jest wolna Polska (podkr.,-JRN) – Prezydent A. Duda podkreślał także, że „krew przelana za ojczyznę jest jedna, krwi przelanej za ojczyznę nie można dzielić i nie można dzielić tych, którzy za nią oddali życie".). Podkr.-JRN)  
Przypomnijmy: to Ludowe Wojsko Polskie było od początku jego powstawania dowodzone przez sowieckich i żydowskich politruków, a od maja 1945 r. jego głównym zadaniem było zwalczanie wielotysięcznej armii polskich patriotów -„żołnierzy wyklętych”. Nic dziwnego, że członek kolegium IPN Sławomir Cenckiewicz, wybitny badacz historii PRL ostro skrytykował Dudę pisząc: „Nie rozumiem potrzeby pisania takich listów, nie akceptuję honorowania LWP i PRL, tej niezgodnej z prawdą historyczną nowomowy III RP o „wyznaczaniu zachodniego krańca naszego państwa” (to nie Stalin wyznaczył granice tylko LWP w ciężkim boju z Niemcami?) i różnych „żołnierskich drogach”… (czyli II Korpus Andersa czy podziemie niepodległościowe zwalczane dokładnie przez formacje LWP forsujące Odrę biły się o to samo?) Z szacunku do Głowy Państwa nic więcej nie napiszę!” Ten sam prezydent Duda, który tak bezrozumnie patronował wybielaniu roli Ludowego Wojska Polskiego, w lipcu tego roku odmówił przyjęcia patronatu nad uroczystymi społecznymi obchodami kolejnej rocznicy okrutnego ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Wywołało to ostre protesty takich działaczy kresowych jak ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, słynny pisarz kresowy Stanisław Srokowski, współautorka monumentalnego dzieła o ludobójstwie na Kresach Ewa Siemaszko, prezes Witold Listowski.
 
Katolicyzm Dudy w ogniowej próbie
 
A. Duda wciąż występuje w roli arcyreligijnego „bohaterskiego” polityka, który zręcznie ratuje hostię przed upadkiem, zręcznie ratuje przewracający się obraz Matki Boskiej przed upadkiem. Zastanawia mnie, jak z tą jego tak mocno eksponowaną religijnością współgra fakt, ze nie wystąpił z publicznym potępieniem podłego bluźnierczego spektaklu „Klątwa” w Warszawie.? Zastanawia mnie niesamowicie fakt , jak to się stało, że Duda, ten domniemany „wielki katolik” , choć nagrodził Orderem Orła Białego żydowskiego wyłudzacza Szewacha Weissa, nie zdobył się na przyznanie tegoż wielkiego polskiego odznaczania największemu polskiemu bohaterowi drugiej wojny światowej - świętemu o. Maksymilianowi Kolbe. Przypuszczalnie bał się ostrej reprymendy ze strony swego teścia polakożercy J. Kornhausera, który pewnie uważa św..ojca Maksymiliana za antysemitę, jak robi dotąd wielu Żydów. A robią to wbrew jednoznacznym ustaleniom w czasie procesu beatyfikacyjnego, a potem kanonizacyjnego o. Kolbe. Jak to się stało, że Dudzie „gorącemu katolikowi” nie przeszkodziło w wybraniu S. Weissa na kawalera Orderu Orła Białego to, iż Weiss kiedyś brutalnie zaatakował Prymasa Polski kardynała Józefa Glempa. Zaatakował go za jego jakże słuszny postulat po Jedwabnem, żeby Żydzi też zdobyli się na przeproszenie Polaków za swoje zbrodnie wobec nich. Przypomnijmy tu, co stwierdził znakomity żydowski publicysta Jack Sack, autor świadomie przemilczanej w Polsce przez służalczych żurnalistów doskonałej książki „Oko za Oko” o zbrodniach S. Morela i innych żydowskich ubeków w Świętochłowicach (zabili wówczas ponad 1600 niewinnych Polaków i Niemców w ciągu niecałego roku). Uczciwy, szlachetny Żyd J. Sack w wywiadzie udzielonym polonijnemu „Tygodnikowi Polskiemu” w Australii ,apelował do Żydów, by przeprosili Polaków za swe zbrodnie. Na tak rzecz nigdy nie zdobyłby się tak służalczy wobec Żydów „nasz prezydent” A. Duda. Jak to się stało, że tak „gorliwy katolik” Duda nic nie zrobił w czasie rozmowy z żydowskim katolikożercą A. Foxmanem dla potępienia rozlicznych żydowskich akcji antychrześcijańskich w USA (m. in. niebywale chamskich napaści na papieża Jana Pawła II ). 

 Dlaczego „wielce katolicki” prezydent Duda wyraźnie promował skrajnego katolikożercę Aleksandra Smolara, prezesa sorosowskiej Fundacji Batorego? Dlaczego zaprosił tego socjologa, nie mającego nic wspólnego z badaniami historii na spotkanie historyków z prezydentem. Podczas tego spotkania socjolog Smolar „wyróżnił się” jako jedyny uczestnik spotkania atakiem na politykę historyczną PiS-u. Przypomnijmy, że Smolar wielokrotnie atakował Kościół katolicki w Polsce (m.in. na łamach „Le Quotidien de Paris”), atakował Prymasa Polski Józefa Glempa, oskarżał Kościół o rzekome niszczenie demokracji w Polsce. (Por. szerzej: J. R. Nowak: „Czerwone dynastie”, Warszawa 2014, t.3,ss.102-103).

Dowiedziałem się z internetowej wypowiedzi red. Stanisława Michalkiewicza z 27 lipca 2017 r., że tegoż dnia Duda spotkał się z A. Smolarem. Ciekaw jestem, o czym pouczył Dudę Smolar, szef Fundacji Batorego, sterowanej przez arcywroga chrześcijaństwa George’ a Sorosa? Zapytajmy, dlaczego „wielce katolicki” prezydent A. Duda nawet nie odpowiedział na skierowany do niego list b. europosła z LPR Witolda Tomczaka, proszącego prezydenta o przerwanie przez ułaskawienie toczonej przeciw niemu od 11 lat nagonki policji i prokuratury za odrzucenie kamienia przygniatającego papieża Jana Pawła II w antykatolickiej pseudo rzeźbie. Bycie katolikiem nie oznacza tylko gorliwego eksponowania się w czasie udziału we Mszach Świętych. To oznacza bronienie wiary i wartości chrześcijańskich w trudnych sytuacjach, wobec przeciwników Kościoła. W takich sytuacjach jednak pan Duda woli być prezydentem - strusiem, zamiast „stanąć w prawdzie”.

sobota, 22 lipca 2017

Histeria opozycji i straszna miękkość PiS-u, który nadal tylko szczeka, a nie gryzie


Bezkarność rozzuchwala. Władze PiS nie zdobyły się na ukaranie sprawców haniebnych zakłóceń obrad Sejmu przez posłów PO i Nowoczesnej w grudniu 2016 r. W efekcie doszło w lipcu br. do kolejnych skandalicznych incydentów podczas posiedzeń sejmowej komisji sprawiedliwości. Wyrywano mikrofon z rak przewodniczącego, uderzono jednego z posłów PiS, zakłócano przebieg obrad ciągłymi krzykami, rzucaniem papierów itp. W trakcie liczenia głosów odśpiewano hymn Polski, co akurat robili posłowie PO i Nowoczesnej nie znani z większego patriotyzmu. Na dodatek część posłów PO i Nowoczesnej, w tym liderzy tych partii zachowują się jak współczesna Targowica, posyłając co i rusz donosy na Polskę do Komisji Europejskiej. Na tym tle nie zrozumiała jest skrajna miękkość PiS-u. Dlaczego nie zrealizowano wysuniętych w styczniu 2017 r. gróźb pod adresem totalnej opozycji, a przede wszystkim zapowiedzi ukarania najbardziej anarchizujących posłów i posłanek zabraniem połowy poborów za ostatnie trzy miesiące ich „pracy”, a ściślej warcholstwa, w Sejmie. Dlaczego nie odwołano winnych uczestnictwa w gorszących zajściach koło mównicy sejmu wicemarszałkiń Sejmu Małgorzaty Kidawy Błońskiej i Barbary Dolniak pozbawieniem ich funkcji wicemarszałkiń. Dlaczego nie zabrano kierownictw komisji sejmowych awanturującym się posłom PO i Nowoczesnej. Szczególnie szokującym jest fakt, że kierownictwo komisji spraw zagranicznych Sejmu, które PiS oddał wielkodusznie w 2015 r. Grzegorzowi Schetynie, nie zostało mu wreszcie zabrane. Powody : głoszenie zasady „totalnej opozycji” w kraju i słanie „donosów na Polskę” do Brukseli. Dlaczego nic nie zrobiono dla usunięcia ze stanowiska rzecznika praw obywatelskich tak niegodnego tego urzędu rzecznika antywartości Adama Bodnara? Dlaczego rząd nie naciskał na rzecz odwołania tak niekompetentnej i wręcz głupiej Elżbiety Bieńkowskiej, świadomie szkodzącej interesom narodowym Polski z funkcji komisarza? Dlaczego PiS śpi ? I wreszcie, dlaczego w sytuacji bezprecedensowych brutalnych nacisków czołowych luminarzy UE PiS nie zdecydował się na zorganizowanie wielkiej publicznej manifestacji przeciw naciskom UE. Jest pod tym względem piękny wzór Węgier Orbana , gdzie już w styczniu 2012 r. doszło do wielkiej 400 tysięcznej (na niecałe 10 mln. Węgrów) manifestacji przeciw naciskom Brukseli pod hasłami „Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela!”, „ Nie będziemy kolonią”. W efekcie tej manifestacji presja UE na Węgry znacząco osłabła. A za miękkość tylko się płaci.

Czy J. Kaczyński rozliczy się z kanaliami?

Od dawna apelowałem, aby głównym podziałem w Polsce był, tak jak na Węgrzech podział na patriotów i targowiczan, a nie anachroniczny podział na prawicę i lewicę Czas powiedzieć wprost, że kibicujący dziś w wielu sprawach polityce PiS stary lewicowiec profesor Kazimierz Kik, nie mówiąc o stanowczo popierającym PiS Tadeuszu Fiszbachu są nam dużo bliżsi niż szkalujący polskich patriotów „łże prawicowcy” Niesiołowski, Michał Kamiński czy Rulewski. Dlatego tak ucieszyłem się, gdy prezes PiS-u Jarosław Kaczyński wypowiedział w dniu 18 lipca wreszcie gorzką prawdę o kanaliach z PO: „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami!” (Podkr.-JRN).

Nie da się ukryć, tylko absolutne antypolskie kanalie mogą donosić na własny polski rząd do Brukseli I tych, co to robią trzeba traktować tylko jako kanalie, i nic więcej. Nie uważam, żeby było coś złego w słowach Kaczyńskiego o kanaliach. Przeciwnie jego jedynym błędem było to, że użył tego zwrotu zbyt późno! I tu wracam do szerszej sprawy. Przy obecnym kierownictwie PiS , po zdziesiątkowaniu PiS-owskich elit w Smoleńsku tylko Jarosław Kaczyński zdolny jest do zachowania godnego twardego męża stanu, który może zrobić zdecydowany porządek z antynarodowymi politykami. Piszę tak pochlebnie o J. Kaczyńskim, mimo, że nie jestem jego bezkrytycznym fanem, a wręcz przeciwnie. Od lat zarzucam mu skłonność do kształtowania PiS jako partii wodzowskiej, brak szerszego otwarcia na inne siły patriotyczne .Niewątpliwie najlepszy strateg polityczny w Polsce, J. Kaczyński cierpi niestety od dziesięcioleci na brak szerszego zainteresowania sprawami ekonomicznymi, co skutkuje błędnymi decyzjami w gospodarce (vide nominacje na ster gospodarki liberałki Z. Gilowskiej, a ostatnio bankiera M. Morawieckiego).

Nieraz śmieję się ,gdy czytam krytyczne uwagi na mój temat w części komentarzy pod moimi wystąpieniami na You Tube ,etc. Z satysfakcją stwierdzam , że przeważająca część tych komentarzy popiera mnie. Jedna czwarta komentarzy zarzuca mi jednak zbytnie idealizowanie Kaczyńskiego i PiS-u. Otóż nie idealizuję ani trochę Kaczyńskiego. Dam temu pełny wyraz w obszernym pogłębionym szkicu na jego temat w drugim tomie „Alfabetu Jerzego Roberta Nowaka”, który specjalnie będę odkładał na później, aby dać Kaczyńskiemu czas na realizację najważniejszych spraw. M.in. przeprowadzenie tak koniecznego audytu (czystki) w PiS-ie, usunięcie tak dużej ilości niekompetentnych pazernych działaczy i lizusów. Tych ostatnich zaś jest ciągle za wielu w otoczeniu Prezesa .Nie mamy jednak dzisiaj wyjścia. Musimy poprzeć Kaczyńskiego, choć naciskając nań, na dużo bardziej stanowcze zrywanie z układami III RP. Musimy to zrobić w konkretnej sytuacji, tu i teraz, gdy przy władzy jest rząd Zjednoczonej Prawicy, a niestety ciągle jeszcze nie ma na prawo, tak jak marzę, prawdziwie silnej radykalnej partii prawicowej, która naciskałaby na PIS w duchu szybszych i mocniejszych reform. Zbyt dużo płacimy za upadek LPR zniszczonej przez jej własnego „wodza” R. Giertycha.

Uważam, że w ostatnich kilku latach J. Kaczyński dał dowody, że w szeregu sprawach zdobył się na coś, co wcześniej nie wydawało się do pomyślenia w kontekście jego natury. Przede wszystkim Kaczyński zdobył się w końcu na porozumienie z ziobrystami i gowinowcami (za tymi ostatnimi nie przepadam-vide: Bielan czy Kowal) i odpowiednie uhonorowanie ich w rządzie, a więc na coś, co się wydawało nie do pomyślenia w przypadku „dawnego” Kaczyńskiego. Przypomnę, że przez parę lat wciąż naciskałem w moich programach w Telewizji Trwam i w Radiu Maryja na pogodzenie się z ziobrystami, co bardzo nie podobało się niektórym PiS-owcom w stylu superlizusa A. Hofmana, który całą swą karierę w PiS-ie zrobił na oskarżaniu Ziobry i ziobrystów o zdradę PiS-u. Po drugie to Kaczyński w końcu przeciął karierę tak wielkiego szkodnika jak Hofman, popieranego przez niegdyś drugą osobą w PiS-ie Adama Lipińskiego. Jako kolejną zasługę Kaczyńskiego uważam jego stanowcze uderzenie w ministra skarbu D. Jackiewicza i skupione wokół niego lobby ( w tym znowu A. Hofmana).

Dobrze również, że Kaczyński zdobył się w końcu na tak bolesne dlań usunięcie tak zaprzyjaźnionego z nim Lipińskiego, faktycznego zastępcy prezesa PiS-u, do drugiego szeregu. Mam jak najgorszą opinię o Lipińskim, i oskarżam go o poddawanie tyłów przez PIS zarówno wobec PO w regionie wrocławskim, jak i w negocjacjach telewizyjnych z SLD (niechlubnie poświęcił wówczas nawet red. A. Gargas). Grzegorz Braun oskarżał Lipińskiego wręcz o udział w jakże szkodliwym „ układzie wrocławskim”, ktoś inny o to, że był „kretem” w najbliższym otoczeniu Kaczyńskiego. (Szerzej napiszę w moim „Alfabecie” o moich zastrzeżeniach co do Lipińskiego, nieprzypadkowo chwalonego przez tak obrzydliwą postać jak W. Frasyniuk.) Przypomnijmy, że Lipiński od dziesięcioleci należał do starego zakonu PC, więc odsunięcie go było czymś na prawdę trudnym dla lidera PiS. Chwała mu więc za to, że się w końcu zdobył na taki krok.

Jest wreszcie jeszcze jedna rzecz bardzo istotna w postawie Kaczyńskiego, która go mocno różni od innych polityków PiS, w tym szefów gospodarczych na czele z wicepremierem M. Morawieckim. Tylko Kaczyński wielokrotnie od czasu powstania nowego rządu krytykował eksploatację Polski z zagranicy, co nigdy nie przeszło przez usta M. Morawieckiemu, związanemu z lobby bankierskim. W czasie, gdy w czołowych kręgach PIS-u jest aż nadto wielu proukraińskich iluzjonistów (Waszczykowski, Morawiecki, Duda, Kuchciński) Kaczyński jako pierwszy stanowczo powiedział, późno, bo późno: że Ukraina nie wejdzie z Banderą do Europy. Ważne wreszcie było to, że Kaczyński udzielił zdecydowanego poparcia Z. Ziobrze w najtrudniejszym i najważniejszym zarazem działaniu reformatorskim - gruntownym zmienianiu sądownictwa. W tej chwili obok PiS-u tylko w Ziobrze widzę dostatecznie twardego polityka, bardzo wątpiąc w Gowina, który wciąż spiskuje z Dudą i Morawieckim. Stąd, i tylko stąd płynie w obecnej chwili moje bardzo realistyczne, bez złudzeń, poparcie dla Kaczyńskiego, bo niestety tylko w nim widzę szanse twardych działań w interesie PiS i Polski. Musi jednak ostatecznie przeciąć ślady dawnych powiązań okrągłostołowych i wydać nieubłaganą walkę pozostałościom Unii Wolności, PO i Nowoczesnej w różnych sferach życia. Ciekawy, choć anonimowy komentarz w związku z moimi ostatnimi wpisami na blogu przesłał jeden z internautów, pisząc m.in.: „Smutny przykład Dudy każe uważniej przyjrzeć się innym politykom rządowym powiązanym z UW/PO/ lewactwem, np. Gowinowi, Glińskiemu i przede wszystkim Morawieckiemu. Skoro D. potrafi się tak haniebnie zachować, to przestaje dziwić antypolska postawa wymienionych osób. Jeśli JK tego nie ogarnie, to rządy PiS-u można uznać za zakończone: żadnych poważnych reform, serwilizm wobec zagranicy, propaganda sukcesu zamiast realnych zmian na lepsze”.

Histeryczne ataki notorycznych jędz z PO i Nowoczesnej

Ostatnie miesiące stały pod znakiem niebywale ostrej antyrządowej kampanii ze strony rozjuszonych agresywnych babsk z Nowoczesnej i Platformy. Przez lata zdawało się, że nic nie przebije głupot tępawych babsk z Platformy w stylu J. Pitery , E. Kopacz czy Śledzińskiej- Katarasińskiej. Nowoczesna szybko obaliła to przekonanie, występując z całym tabunem kobiet zajadłych, jazgotliwych i niekompetentnych, które mogłyby szybko doprowadzić do upadku, nawet samorząd szkolny, a cóż dopiero Sejm. Opowiadała mi jedna świetna merytorycznie posłanka PiS z Lublina, że nie mogła wprost przejść do siebie po pierwszym posiedzeniu Sejmu z udziałem posłanek z Nowoczesnej, które od razu zademonstrowały całą skalę niepowstrzymanej agresji z magla rodem. Trzeba przyznać, że Klub Nowoczesnej, poza jednym wyjątkiem - wybranką R. Petru, rzeczywiście niebrzydką Joanną Schmidt, prawdziwie celuje w ilości brzydkich pyskatych babsk typu Kamili Gaziuk-Pichowicz czy Joanny Scheuring-Wielgus. Można powiedzieć o niektórych kobietach „brzydkie, brzydsze i te z Nowoczesnej”. Posłanka Pichowicz ostatnio wszędzie gwałtownie pcha się do dyskursów, przekrzykując innych. Posłanka Pawłowicz nazwała ją, chyba zbyt pieszczotliwie „myszką agresorką”. To nie jest żadna myszka, lecz drapieżny złośliwy gryzoń. Zdecydowanie najbardziej odrażającą ze wszystkich babsk w „Nowoczesnej” jest jednak Joanna Scheuring-Wielgus. Zabawne. że ta pyskata zrzęda nader przebiegle próbowała zareklamować swą wyimaginowaną „urodę”. Np. poskarżyła się w jakiejś bulwarówce, faktycznie chwaląc się, że jakiś z posłów powiedział o niej, że jest „ładną dupeczką”. Facet miał chyba niebywałą wadę wzroku. Bo w rzeczywistości Scheuring-Wielgus to kobiecina z typu tych , o których moi Węgrzy mówią, że jest „brzydka jak druga wojna światowa”.

Jakiś mój znajomy powiedział, że takiej Scheuring-Wioelgus za nic nie pocałowałby, chyba, że po kilku głębszych. Przypominam sobie jak Dana W., żona pewnego znajomego pułkownika Andrzeja W. mawiała: „Dla Andrzeja nie ma brzydkich kobiet ,może być za mało wódki”.

Słynny kobieciarz biskup Ignacy Krasicki pisał w kontekście takich pań: „Kto z brzydką zgrzeszy, dwa razy zgrzeszy ,Boga obrazi i siebie ośmieszy”. Cóż, można nie być ładną, ale pociągać miłym stylem bycia. Posłanki z Nowoczesnej zaś zaskakują właśnie tym, że są strasznie antypatyczne, agresywne i pyskate, zmieniając Sejm w małpiarnię.

Ciekawe, że również w czasie różnych KOD-owskich manifestacji też głównie przeważają jakieś straszliwie brzydkie, za to stare i zajadłe raszple, babochłopy, maszkarony i sekutnice. Wygląda na to, że część tych osób to babska niezaspokojone i zakompleksione. Chwytają się więc za każdą okazję, aby choć na sekundę pojawić się na wizji TVN 24, Superstacji czy Polsatu. Stąd starają się błysnąć jak ekshibicjonistki co najbardziej wulgarnymi wyzwiskami antyrządowymi, czy odpowiednio nienawistnymi plakatami. Może trochę poniosło mnie przy tym pisaniu. Jest jednak akurat około 3 nad ranem, a ja wciąż boję się zasnąć. Wszystko przez to, że oglądam w telewizjach wszystkie antyrządowe manifestacje. Nie tracę przy tym czasu, bo równocześnie czytam - mam wielka podzielność uwagi. Tyle, że boję się usnąć , bo w ostatnich dniach po naoglądaniu się tabunów tych koszmarnych „manifestantek” (tyle brzydoty na raz) mam co i rusz niemiłosiernie koszmarne sny. To jest doprawdy nie do zniesienia. Dlaczego figiel Opatrzności skazał nas teraz na oglądanie tylu jędzowatych babsk. a przedtem przez cztery lata skazywał na oglądanie tak straszliwej baryszni, żony bucowatego ból B. Komorowskiego. Za jakie grzechy?

W każdym razie zastanawia mnie skąd opozycja wytrzasnęła aż tyle brzydactw naraz w Polsce, kraju słynącym z piękna i przede wszystkim, urokliwości kobiet. Patrząc na te „manifestanki” z KOD-u mam trochę takie wrażenie jak w pierwszych dniach pobytu w Anglii. Wciąż natrafiałem na jakieś Angielki z ogromniastymi zębiskami i siekaczami, niemal kłami. I wtedy zrozumiałem , dlaczego w Anglii nakręcono tak wiele filmowych horrorów! Szczególnie groteskowy był protest tabuna bab, które 20 lipca położyły się pokotem przed Sejmem, rozstawionymi nogami waląc co sił w barierki. Na miejscu policjantów te kopiące w barierki kobieciny natychmiast obdarowałbym mandacikami za niszczenie mienia publicznego. Policja by się nieźle obłowiła! Słyszałem, że w szpitalach psychiatrycznych są osobne oddziały dla furiatek wyżywających się kopaniem w łóżka czy w ściany. Może część z nich uciekła i zabawiała się tak aktywnie w manifestacji.

Podstarzała aktorka Stalińska w roli KOD-owskiej ”rewolucjonistki”

Podczas opozycyjnej manifestacji przed Sejmem w dniu 16 lipca 2017 r. wyróżniła się szczególnym awanturnictwem swego wystąpienia antyrządowego (nazwała rząd „garstką opętanych”) ponad 60-letnia aktorka Dorota Stalińska. Z zawodu komediantka, niegdyś szczególnie udanie wcielała się w role podstarzałych wulgarnych prostytutek, czasem w bardzo trzeciorzędnych filmach ( „Ga,ga. Chwała bohaterom” Piotra Szulkina -dojrzała prostytutka, „Temida” (serial telewizyjny), prostytutka Rączka, „Męskie sprawy”- prostytutka Róża, „Eucalyptus”- prostytutka Shella”. (Według Marcina Boruty: La Passionaria opozycji, czyli nowa rola Stalińskiej, „Warszawska Gazeta” z 21 lipca 2017 r.)) Jak pisał Boruta Stalińska „kiedyś gwiazdorzyła u boku porucznika Milicji Obywatelskiej Sławka Borowicza”. Jak się zdaje ze względu na wiek Stalińska niezbyt nadaje się teraz nawet do roli podstarzałych prostytutek, więc zdecydowała się zabłysnąć w roli lewackiej furiatki -„rewolucjonistki” na antyPiSowskiej manifestacji, z pasją wykrzykując pełne zajadłej nienawiści hasła.

A swoją drogą szkoda, że siły obozu patriotycznego, o wiele większe od PO, Nowoczesnej, KOD-u, etc., (vide najnowszy sondaż) od dawna nie zdobyły się na zorganizowanie prawdziwie dużej manifestacji ulicznej, która przesłoniłaby uliczne wystąpienia rozhisteryzowanej opozycji. W tej sytuacji do wrogich nam luminarzy-cymbałów z Brukseli płynie z Warszawy jakże pocieszający ich złudny przekaz, że w Polsce prawdziwe znaczenie ma tylko opozycja. Kiedyż ten PiS się obudzi?

I znów ten „niewdzięczny” Duda. Czy Duda knuje przeciw J. Kaczyńskiemu?

Szczerze mówiąc trochę się już znudziłem pisaniem o prezydencie A. Dudzie. Postać to bowiem faktycznie nie nazbyt interesująca, o intencjach aż nadto łatwych do rozszyfrowania. Niestety aktualne sprawy znów zmuszają mnie do pisania o tym niewydarzonym „mężu stanu”. W związku z usiłowaniami Dudy na rzecz zabrania ministrowi sprawiedliwości wielkiej części kompetencji i obdarzenia nimi urzędu prezydenta RP warto przypomnieć przedrukowany w „Polsce Niepodległej”z 19 lipca 2017 r. smakowity cytat z publikowanego na twitterze tekstu Leszka Millera: „Prawo o ustroju sądów powszechnych z 1926 r. Art .71 : „Naczelny nadzór nad wszystkimi sądami i sędziami sprawuje minister sprawiedliwości.”.Koniec, kropka I po co ten Duda tak nachalnie się pcha, chcąc na swoją rzecz uszczuplić kompetencje ministra Z .Ziobry, swego byłego dobroczyńcy, który wyciągnął go w 2005 r. z całkowitego niebytu politycznego na urząd wiceministra sprawiedliwości. Przecież ludzie co nieco pamiętają. W dzisiejszym „SuperExpressie”, (nr z 22 lipca 2017 r.) w wywiadzie Marka Migalskiego, udzielonym Mirosławowi Skowronowi pt. „Andrzej Duda zaczynał jako ziobrysta” Migalski przypomina: „Andrzej Duda był ziobrystą. Za początkami jego kariery stał Ziobro i Duda „zdradził” Ziobrę w 2011 roku.”. A teraz zdradza PiS i Kaczyńskiego poprzez swój szantaż w sprawie Sądu Najwyższego. Ciekawy komentarz publicystki Magdaleny Rubaj na ten temat zamieścił „Fakt z 21 lipca 2017 r. pt. „Duda knuje przeciw Kaczyńskiemu. Prezydent tworzy własny obóz”. Rubaj pisze m.in.: „ Siedzibie PiS jednak rośnie konkurencja - Pałac Prezydencki. Już od dłuższego czasu właśnie to miejsce odwiedzają m.in. wicepremierzy : Mateusz Morawiecki i Jarosław Gowin. Jak dowiaduje sie „Fakt”, te konsultacje są przyczyną niepokoju prezesa PiS (...) Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, ostatnio w gorących dniach wojny o Sąd Najwyższy u prezydenta był wicepremier Morawiecki. Co ciekawe, to właśnie on pierwszy z PiS pochwalił Andrzeja Dudę za zgłoszenie poprawki, by to 3/5 Sejmu decydowało o składzie Krajowej Rady Sądownictwa. Głowa państwa jest też w stałym kontakcie z wicepremierem Gowinem”.

Osobiście uważam, że te „knucia” nieudolnego Dudy są z góry skazane na przegraną, a prezes Kaczyński je dobrze zapamięta! Posłanka Krystyna Pawłowicz stwierdziła w kontekście poprawek prezydenta Dudy do projektu reformy sądownictwa: „Jest mi tym bardziej przykro, że prezydent swoimi działaniem pokazał, że chyba nie bardzo nam ufa”. (Por. wywiad Przemysława Harczuka z K.Pawłowicz : Prezydent chyba nie bardzo nam ufa, „SuperExpress” z 21 lipca 2017.) A ja zamiast delikatnego sformułowania posłanki Pawłowicz użyłbym raczej sformułowania: po związanych z szantażem wobec PiS poprawkach prezydenta nie mamy żadnego powodu, by mu dalej ufać. Sam sobie podłożył nogę. Och, ten nieporadny Duda! Na dodatek wygląda na to, że ostatecznie to Kaczyński przechytrzył Dudę, a nie odwrotnie. KS w „SuperExpressie” z 22 lipca napisał pt. „Kaczyński wykiwał Dudę: „PiS oszukał Andrzeja Dudę, a Kaczyński go wykiwał. Jeśli prezydent podpisze ustawę o Sądzie Najwyższym, to minister Ziobro zadecyduje, których sędziów SN dostanie do zatwierdzenia prezydent, czyli został on sprowadzony do roli długopisu” Z kolei Anna Wojda napisała w tekście Gra do jednej bramki, „Rzeczpospolita” z 21 lipca 2017 r.: „Bitwę o Sąd Najwyższy wygrał jednak Zbigniew Ziobro. To on przygotowuje listę sędziów, którzy nadal będą mogli orzekać i choć nazwiska z listy ma opiniować Krajowa Rada Sądownictwa, a ostatnie zdanie w tej sprawie będzie miał prezydent, nikt nie ma wątpliwości, że nie będzie dzierżył realnej władzy nad SN. Nawet, jeśli odrzuci kilku sędziów z ministerialnej listy, nie będzie mógł dopisać do niej ani jednego, którego chciałby tam umieścić”.

 To Ziobro „odkrył” Szydło

Według informacji „Polska the Times” (tekst Zbigniewa Bartusia z 21 lipca 2017 r.), to Zbigniewowi Ziobrze zawdzięczamy „odkrycie” talentu politycznego obecnej premier Beaty Szydło. Jak pisze Bartuś: „Przywódcy lokalnego PiS (w Oświęcimiu -JRN) w ogóle nie chcieli jej (Szydło-JRN) przyjąć do partii. Potencjał dostrzegł w niej dopiero Zbigniew Ziobro, ówczesny lider PiS w Małopolsce, dał drugie miejsce na liście. Zdobyła najwięcej głosów w okręgu, bijąc lokalnych liderów PO i PiS”. Ziobro ma w ogóle szczęśliwą rękę przy doborze osób, poza nieszczęsnym promowaniem na wiceministra sprawiedliwości niewdzięcznego nieudacznika A. Dudy. Przypomnijmy bardzo udaną grupę dobranych przez Ziobro wiceministrów sprawiedliwości na czele z Patrykiem Jakim, zdecydowanie najlepszym w wszystkich prawie stu obecnych wiceministrów, czy znakomitego zastępcę prokuratora generalnego Bogdana Święczkowskiego.

środa, 19 lipca 2017

Duda szantażuje PiS. (Kukułcze jajko prezydenta)

Ostrzegałem od dawna, iż skrajny mięczak prezydent A. Duda może okazać się zawalidrogą w realizacji reform PiS. I stało się - ultimatum Dudy z 18 lipca pod adresem PiS może bardzo mocno osłabić skuteczność. realizacji najważniejszej reformy rządu Dobrej Zmiany- gruntownych zmian w sądownictwie. Zgłoszone przez prezydenta Andrzeja Dudę poprawki do ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa przede wszystkim zmieniają tryb jej wyboru: sędziowie będą wybierani przez trzy piąte ustawowego składu Sejmu w obecności co najmniej połowy posłów. „Żeby nie było takich podejrzeń, że to jest skok jednej partii na Krajową Radę Sądownictwa, żeby uwolnić te kwestie od bieżących sporów partyjnych” - powiedział rzecznik prezydenta. Krzysztof Łapiński. Aby wzmocnić swój nacisk na PiS w tej sprawie prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że nie podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym, jeżeli nie zostaną wprowadzone proponowane przez niego zmiany do ustawy o KRS. Co więcej prezydent Duda zażądał zwiększenia jego kompetencji kosztem ministra sprawiedliwości Z. Ziobro w odniesieniu do zmian w Sadzie Najwyższym.
W niespodziewanym ultymatywnym wobec PiS wystąpieniu prezydenta Dudy widziano przede wszystkim chęć umocnienia własnego Ego przez prezydenta Dudę i pozyskania poparcia przynajmniej części elektoratu opozycji przez wyraźne ustępstwo wobec niej, zakładające uzależnienie reform od uzyskania poparcia trzech piątych posłów Sejmu. Wiadomo jak trudne będzie uzyskanie poparcia tego typu dla PiS przy obecnym składzie Sejmu. Będzie to wyraźnie zmuszało PiS do ustępstw wobec opozycji przy dokonywaniu zmian. Ta niewytłumaczalna ustępliwa postawa Dudy skrajnie odbiegała od jakże twardego wystąpienia sejmowego premier B. Szydło w sprawie potrzeby gruntownych reform w sadownictwie.. Ale to ona zawsze zachowuje się jak twardy mężczyzna w odróżnieniu od mięczaka Dudy.
Szczególnie ostro skrytykował ultimatum Dudy wobec PiS znany politolog i historyk dr Jerzy Targalski w programie TVP Info „Minęła dwudziesta” w dniu 18 lutego 2017 r. Targalski stwierdził, że patrzy na inicjatywę prezydenta w trzech płaszczyznach. –„ Po pierwsze jest to sabotaż pod pretekstem demokracji. Można wprowadzać zasadę wyboru KRS trzema piątymi głosów, ale nie w Sejmie, w którym reprezentowana jest targowica, która walczy o interesy dawnego układu, który żerował na Polsce, ale także zagranicy, konkretnie interesy niemieckie – mówił. Dodał, że w praktyce oznacza to, że w sądownictwie nic się nie zmieni. – Będzie to miało to będzie miało katastrofalne skutki dla PiS-u, bo będzie odebrane przez przeciętnego wyborcę jako coś ukartowanego, że  PiS nie jest zdolny do przeprowadzenia zmian, bo miał ich dokonać , nie pudrowania, ale zmiany systemu”. Zdaniem Targalskiego: „propozycja prezydenta uderza w jego środowisko politycznym To bardzo poważny cios ze strony prezydenta dla PiS-u, bo odbije się to w wyborach samorządowych, ale to także bardzo poważny cios i w rząd, i w prezesa Jarosława Kaczyńskiego. – Myślę, że prezydent dał pokaz infantylnego stosunku do polityki. . Naoglądał się „Ucha prezesa” i daje sobą manipulować. Skutki tego poniesie rząd i Polska”.
Z kolei b. wiceprezes partii „Ruch Narodowy”, polityk i publicysta Marian Kowalski z Telewizji „Idź pod prąd” powiedział, że „ gdyby dzisiejsza opozycja miała na uwadze dobro Polaków, to gest prezydenta uznałby za prodemokratyczny. – Ta opozycja będzie robić awanturę o każdą sprawę. Uważam, że prezydent postąpił bardzo źle i dał paliwo polityczne wrogom Polski”.
Powszechna krytyka ultymatywnych żądań prezydenta A. Dudy
 
Godny uwagi jest fakt, że ultimatum Dudy spotkało się z powszechna krytyką w internecie. Oto kilka charakterystycznych głosów:

Szymon Wasal 

Chief executive officer w firmie Własna działalność gospodarcza
Pierwszy raz od czasów wyborów Andrzej Duda mnie zawiódł. Bardzo mocno mnie zawiódł.
Dekomunizacja w sądach będzie postępować bardzo wolno, o ile w ogóle, bo prezydent chciał się przypodobać elektoratowi opozycji, która w podzięce za jego czyn wykrzykuje teraz przed pałacem „będziesz siedział”. Z Kukizem i PSL będzie bardzo ciężko dojść do porozumienia przy głosowaniu a bez 3/5 głosów ani rusz
.

Bartlett, Illinois

Czy prezydent dostał wytyczne z Brukseli i się ześwinil ?
ł Konstytucję

Wrocław

To dziwne, że prezydent, którego lubię, robi tak bulwersujące rzeczy. Mam nadzieję, że to jakaś gra.

Mariusz Anczarski

Prezydent A. Duda przed podjęciem tej niespodziewanej inicjatywy przeprowadził rozmowę telefoniczną z liberalno-lewicowymi ośrodkami decyzyjnymi w Niemczech i USA. Widocznie reprezentuje interesy nie tylko Polaków.

Edward Lacosta

Kaczor nie dasz rady z tymi Polskimi reformami to p .Duda ma większość, jego następnym ruchem będą nowe wybory Jest mi wstyd za takiego prezydenta

Maciej Wiak

Glosowałem na Dudę ,po tym co zrobił jest u mnie spalony. Jaro zrobił z niego prezydenta a on tak
dziękuje PiS. Niedługo wybory, co budyń (podkr.-JRN) zrobi bez PiS. Przez jego 3\5 zmiany w sądownictwie będą zablokowane. Będzie obstrukcja. Czekam na ruch Jaro jako stratega.
 
Zwiększenie kompetencji prezydenta Dudy kosztem ministra sprawiedliwości Z. Ziobro
 
Prezydencki minister Krzysztof Szczerski stwierdził, że: „Poprawki do ustawy o SN zwiększą kompetencje Prezydenta RP”.  Z kolei rzecznik prezydenta Krzysztof Lapinski zaakcentował, że prezydent zgłosił pewne swoje poprawki czy uwagi do ustawy o Sądzie Najwyższym. Jak już wiemy, posłowie PiS zgłoszą to jako poprawki - zostaną wzmocnione kompetencje prezydenta kosztem wzbudzających kontrowersje kompetencji ministra sprawiedliwości” - mówił Łapiński. Jak podkreślił, nie będzie już tak, jak straszyła opozycja, że minister sprawiedliwości, będzie decydował o obsadzie stanowisk w Sądzie Najwyższym. Dodał :„Na przykład nie będzie tego zapisu, że jeżeli prezes Sadu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku, to pełniącym obowiązki będzie osoba wskazana przez ministra sprawiedliwości; to będzie osoba wskazana przez prezydenta”. 

To Duda, a nie minister Ziobro będzie decydował o tym, kogo z sędziów Sądu Najwyższego zostawi się, a kogo pośle na spoczynek. To rozwiązanie wskazuje na małostkowość działań Dudy, wyraźnie zawistnego o szczególnie akcentowaną ostatnio rolę ministra Zbigniewa Ziobry w reformowaniu wymiaru sprawiedliwości. Małostkowość ta jest tym bardziej szokująca, że to właśnie minister sprawiedliwości Z. Ziobro w 2005 r. wyciągnął nieznanego przedtem Dudę dosłownie z niebytu i dał mu jego pierwsze w życiu znaczące stanowisko - wiceministra sprawiedliwości./ Pan Duda jakoś nie lubi o tym wspominać, bo wdzięczność w ogóle nie należy do jego największych zalet.
 
Forsowanie zapisu o większych kompetencjach w odniesieniu do Sądu Najwyższego dla prezydenta Dudy kosztem ministra Ziobro wywołało osobne krytyczne komentarze. Np. Mariusz Anczarski napisał w internecie: „Tylko oddanie reformy wymiaru sprawiedliwości ministrowi Z. Ziobrze będzie dawało szansę na prawdziwą i skuteczną jej realizację. Prezydent A. Duda odsłonił się już swoją propozycją wyboru członków KRS 3/5 głosów, co w praktyce uniemożliwi skuteczną naprawę wymiaru sprawiedliwości. Jeśli teraz będzie decydował o tym, jaki będzie regulamin Sądu Najwyższego w drodze rozporządzenia zamiast ministra sprawiedliwości i o tym, kto spośród sędziów pozostanie w SN po uchwaleniu nowej ustawy to będzie oznaczać paraliż reformy i kosmetyczne zmiany. Widoczne stało się że prezydent A. Duda nie działa w interesie Polaków, którzy go wybrali. Wpływy obcych państw są aż nadto widoczne w tym przypadku, a P.A.D. im ulega”.
 
Zgadzam się z tym komentarzem. I nie chodzi tu tylko o ewentualną zależność mięczakowatego prezydenta A. Dudy od wpływów obcych państwa. W świetle dotychczasowych praktyk działania prezydenta A .Dudy obawiam się, że jego decyzje personalne będą nazbyt subiektywne i stronnicze, uderzając w radykalizm reform sądowniczych. Dość przypomnieć jego głupią, niczym nie wytłumaczalną kumoterską decyzję powołania w skład tak ważnej instytucji jak KRRiT ojca byłej sympatii córki prezydenta Kingi - Andrzeja Sabatowskiego. Osobnik ten znany był zawsze jako liberał, który na dodatek skompromitował się jako pełnomocnik do spraw etyki Hajdarowicza, gdy ten usuwał red. P. Lisickiego i licznych innych dziennikarzy z „Rzeczpospolitej”. (Jako pierwszy bardzo ostro skrytykował bezrozumną decyzję Dudy w sprawie Sabatowskiego znakomity publicysta Witold Gadowski)
 
Niejednokrotnie wskazywano na dość fatalny wybór doradców do Narodowej Ray Rozwoju przy Prezydencie A .Dudzie. Znalazł się wśród nich skrajny karierowicz i b. agent kontrwywiadu Adam Daniel Rotfeld (później sam ustąpił) i liczni ekonomiści o poglądach balcerowczowskich (m.in. szef doradców ekonomicznych prezydentów A. Kwaśniewskiego i B. Komorowskiego prof. Witold Orłowski. Dość fatalnie wygląda stan kancelarii prezydenckiej Dudy, w której ciągle dochodziło do różnych zgrzytów i rezygnacji (ostatnio rezygnacji najlepszego profesjonalisty w tej kancelarii red. Magierowskiego). Długo można wyliczać nieszczęsne błędy polityki odznaczeniowej Dudy, choćby przyznanie orderów Orła Białego dla faryzeusza i roszczeniowca wobec Polski Szewacha Weissa, czy dla kardynała Stanisława Dziwisza, który niczym szczególnym sobie nie zasłużył, poza wsadzeniem A. Kwaśniewskiego do papamobile. 

Obecny krok Dudy, wychodzący na przeciw postulatom opozycji każe przypomnieć o licznych wcześniejszych nieprzemyślanych przymilnych posunięciach Dudy w stron opozycji, o których już wcześniej pisałem. Najbardziej nonsensowne pod tym względem było jego wystąpienie z 10 kwietnia 2016 r., gdy prezydent Duda wystąpił z inicjatywą, aby środowiska rządzące i opozycja nawzajem sobie powybaczały przeszłość. Pytanie, co mają wybaczać obozowi patriotycznemu ludzie z SLD, PO, Nowoczesnej, KOD-u. Kaczyński jeszcze tego samego 10 kwietnia olstro polemizował z nieszczęsnym apelem A. Dudy.

"Rodzina, ach rodzina..."

Obawiam się, że miękkawy prezydent A. Duda ,tak trafnie charakteryzowany w „Uchu Prezesa” jako Adrian, prezydent popularnie zwany Duduś, nadmiernie ulega niekorzystnym wpływom swej najbliższej rodziny. Przypomnę tu, że ojciec A. Dudy Jan Andrzej Duda, skądinąd bardzo elegancki profesor Politechniki Krakowskiej, niejednokrotnie występował publicznie w sprawach politycznych, choć nie ma o nich ani dostatecznej wiedzy, ani kompetencji. Ostatnio wystąpił 24 czerwca 2017 r. w wywiadzie dla „SuperExpressu” wbrew jakże słusznej polityce obecnego rządu Zjednoczonej Prawicy za przyjęciem nielegalnych imigrantów w Polsce. Nie mogę zrozumieć, dlaczego ojciec prezydenta przeszkadza takimi swoimi wystąpieniami polityce rządu.? Dwa lata temu, dosłownie w tydzień po wysunięciu przez J. Kaczyńskiego w krakowskim klubie Sokół kandydatury A. Dudy na prezydenta RP profesor Duda uczestniczył w spotkaniu ze mną w tym samym klubie. W odpowiedzi na mój ostry postulat rozliczenia wszystkich afer po 1989 r. profesor Duda mitygował, że tak nie można, trzeba dążyć do pojednania. Byłem przerażony taką postawą ojca naszego kandydata do prezydentury. 

Z kolei teść prezydenta A. Dudy poeta Julian Kornhauser jest żydowskim polakożercą, który „wsławił się” haniebnym oszczerczym wierszem o Kielcach w 1946 r., za który dotąd nie przeprosił kielczan. W zeszłym roku J. Kornhauser był jednym z sygnatariuszy listu do ministra kultury P. Glińskiego, atakującego politykę kulturalną PiS. 

Szwagroszczak Dudy Jakub Kornhauser jest też poetą, choć raczej niskiego lotu. W młodości był anarchistą , podebrał ojcu pieniądze i uciekł z domu. Ten zajadły leming i lewak, kiedyś zbierał podpisy dla Anny Grodzkiej! Uczestniczył w paru manifestacjach KOD-.u W czerwcu 2016 r. w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” publicznie zaatakował prezydenta Dudę za jego związki z PiSem,. Stwierdził, że Duda łamie konstytucję. – „To jest dla mnie jasne i przeciw temu protestuję. Nie zdziwię się, jeśli prezydent Duda stanie za to przed Trybunałem Stanu” .Wkrótce potem dostał od lewaków nagrodę W. Szymborskiej na sumę 100 tysięcy złotych. Na tym tle mądra żona prezydenta Agata przynajmniej milczy i nie ujawnia swych poglądów. Za to wraz z córką olały premierę filmu „Smoleńsk”, wybierając akurat tego dnia komedię żydowskiego reżysera Woody Allena. Szwagier Dudy Jakub Kornhauser ujawnił dziennikarzom, że „jego siostra wcale nie ma tak konserwatywnych poglądów, jak jej mąż”. Jakub Kornhauser uważa, że „Agata jest bardziej umiarkowana pod względem politycznym”. Sam A. Duda był jeszcze po 2000 r. działaczem antynarodowej Unii Wolności, kierowanej przez tak nędzną postać jak W. Frasyniuk. Trudno zrozumieć, co skłoniło Dudę do tak głupiego, wręcz beznadziejnego wyboru politycznego? Wszystko to jest jakieś pokręcone!

wtorek, 18 lipca 2017

Minął tydzień (4)

Czy J. Kaczyński zrobi wreszcie audyt (czystkę ) wewnątrz PiS-u?
 
Cieszę się, że nagłaśniana przeze mnie po tylekroć potrzeba czystki (audytu) wewnątrz PiS-u podjęta została wreszcie piórem znakomitego nonkonformistycznego publicysty prawicowego Witolda Gadowskiego, i to na łamach bardzo lizusowatego wobec luminarzy PiS-u tygodnika „Gazety Polskiej”. Rzecz to bardzo nieoczekiwana. Jak taki „heretycki” tekst mógł przejść przez sito arcycenzora „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza? W artykule zatytułowanym „Półmetek rządzenia” („Gazeta Polska” z 12 lipca 2017 r.) Gadowski pisze m.in.: „Twarda ręka wymiaru sprawiedliwości musi dosięgnąć także środowiska lokalne, gdzie - niestety - działacze PiS szybko weszli w komitywę z aferzystami z PSL, postkomunistami i działaczami promowanymi przez PO. (Podkr.- JRN). W tym wypadku kary powinny spadać solidarnie i na przedstawicieli PiS uwikłanych w lokalne gangi i na nietykalnych do tej pory samorządowych baronów. PiS musi bezwzględnie karać przede wszystkim własnych ludzi nie respektujących zasad, na których rozpoczęto proces odbudowy kraju. Karanie lokalnych przedstawicieli nowej władzy, którzy postanowili dorobić się na dobrej zmianie -powinno być bezwzględne i natychmiastowe. PiS musi być twardy przede wszystkim dla swoich.(Podkr.- JRN). Tylko wtedy będzie miał poparcie, które pozwoli mu wygrać następne wybory (...) Dwa ostatnie lata tej kadencji powinny przebiegać pod znakiem eliminowania z kręgów władzy ludzi przypadkowych i interesownych oraz logicznego i twardego karania aferzystów”.
 
Święta prawda, pod którą można podpisać się oburącz!
 
Wielka szkoda, że wyjątkowo odważne, demaskatorskie teksty typu artykułu Gadowskiego są tak rzadkie w patriotycznej prasie. Najwyższy czas „na półmetku rządzenia”, by bardzo uważnie przyjrzeć się terenowym kadrom PiS-u i wyciągnąć z tego nader ostre, konkretne wnioski. Tylko, że w parze z oczyszczaniem własnych szeregów z ludzi pazernych i karierowiczy, różnych małych Hofmanów, powinno iść dużo szersze niż dotąd otwarcie na inne środowiska patriotyczne, dotąd pomijane lub lekceważone. Przytoczę tu dla przykładu nazwiska: Cezarego Mecha, b. twórcy programu gospodarczego PiS-u w 2005 r. i b. wiceministra finansów, najlepszego znawcy wojskowości na prawicy Romualda Szeremietiewa, dziwnie pomijanego za obecnych rządów, Jana Łopuszańskiego jednego z niewielu posłów z ZChN prawdziwie wiernego ideałom patriotycznym Janusza Dobrosza, b. wicemarszałka Sejmu, Witolda Tomczaka. b. europosła z LPR-u. Sugerowałbym też dużo szersze zbliżenie z politykami typu Grzegorza Brauna, kukizowcami , czy narodowcami. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego u władz PiS-u większe zaufanie od nich budzili byli członkowie antynarodowej Unii Wolności, tacy jak Andrzej Duda czy Piotr Gliński? W ogóle to przedziwne jest w PiS-ie, że w tej partii tak łatwo ufano ludziom o naturze zdradzieckiej typu B. Borusewicza czy A. Urbańskiego, i to , że nadzwyczaj silnie promowano skrajnych karierowiczów typu Michała Kamińskiego czy Joanny Kluzik Rostkowskiej. A jak określić to, że w Telewizji Publicznej i w TV Repu8blika starannie dba się o to, by nie było dosłownie żadnej wzmianki o znakomitym tygodniku prawicowym - „Warszawskiej Gazecie”, która przekroczyła już ponad 100 tysięcy nakładu? Czy wynika to głównie z zawiści o „Warszawską” zatrwożonych o swój monopol redaktorów ‘Gazety Polskiej”?
 
Podnieść kulturę z obecnego upadku!
 
Od dawna należę do nielicznego kręgu sympatyzujących z rządem Zjednoczonej Prawicy osób, które tak jak reżyserzy filmowi Jerzy Zalewski i Krzysztof Wojciechowski, czy poeta i pisarz Bohdan Urbankowski wciąż alarmują z powodu przewlekłego upadku narodowej kultury. Dodam, że za obecnego rządu faktycznie nic się nie robi dla poprawy sytuacji w tej sferze, choćby ze względu na postać zarządzającego kulturą nadzwyczaj nieudolnego ministra Piotra Glińskiego,. Ten dość zarozumiały były naukowiec, a dziś stetryczały urzędnik, faktycznie nie ma zielonego pojęcia o sytuacji kultury i potrzebie jej naprawy. Stąd wynikają problemy, o których wspomina w drugiej części swego cytowanego wyżej jakże ważnego tekstu w „Gazecie Polskiej” Witold Gadowski. Jak pisze ten mój ulubiony publicysta: „Pomimo upływu wielu miesięcy sfera kultury nadal znajduje się w rękach ludzi namaszczonych przez postkomunistyczne środowiska. (Podkr.-JRN). Nadal znaczącą rolę odgrywają w niej nagrody przyznawane przez media niechętne suwerenności naszego kraju- Paszporty tygodnika „Polityka”, nagroda „Nike”, opanowana przez środowisko Adama Michnika, rozliczne nagrody przyznawane w każdej dziedzinie sztuki. Na czele największego mecenasa krajowej produkcji filmowej -Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej -nadal stoi Magdalena Sroka, była zastępczyni postkomunistycznego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego. Osoba pozbawiona kompetencji, jednak wyznająca poglądy zgodne z życzeniami „Gazety Wyborczej”: i TVN (...) Jeśli film najmocniej przemawia do wyobraźni publiczności, to należy zdać sobie sprawę z faktu, że w tej dziedzinie nie dokonała się jeszcze żadna zmiana. Stary postkomunistyczny układ trwa tu w najlepsze i okopuje się, a finanse z budżetu państwa wydawane są na tefałenowskie komedyjki i filmy ukazujące Polskę i polskość w jak najgorszych barwach. Ministerstwo Kultury dało się zakrzyczeć przez zorganizowany chór klakierów i politruków, którzy dbają o to, aby do środowiska filmowego nie wdarł się nawet przebłysk twórczej swobody. Zarówno w teatrze, jak i w filmie niezmiennie panuje brutalna cenzura narzucona przez środowiska rodem z PRL. (...) Nie może być, że garstka upolitycznionych pseudotwórców trzęsie całym środowiskiem, a Ministerstwo Kultury nie znajduje sposobu, aby wprowadzić w ten obszar prawdziwą wolność i promować niezależne postawy i myśli”. (Podkr.- JRN). Można tylko oburącz podpisać się pod tak ostrą krytyką rządzonego przez Glińskiego Ministerstwa kultury. Trudno jednak dość nadziwić się temu, że J. Kaczyński dotąd nie zareagował i nie wpłynął na wyrzucenie ministra -niedojdy Glińskiego.
 
Warto dodać, że Gadowski, choć bardzo skrótowo dotyka słabości obecnej telewizji publicznej, zarządzanej przez Jacka Kurskiego. Pisze wprost, że „słabnąca pozycja mediów publicznych wynika z błędów popełnianych prze obecne kierownictwo -- dotyczy to szczególnie telewizji publicznej”.
 
Trzymanie balcerowiczowskich kadr w gospodarce
 
Wielokrotnie słyszałem od znajomych ekonomistów, że Mateusz Morawiecki ma wyjątkową słabość do kadr z balcerowiczowskiego wychowu. Np. w styczniu 2017 r. wytypował na stanowisko szefa warszawskiej giełdy liberała Rafała Antczaka. Ekonomista ten przez 12 lat pracował w Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE – założonym przez Ewę i Leszka Balcerowiczów Dodajmy, że w 2005 roku Antczak był głównym ekspertem ekonomicznym PO i współtworzył program gospodarczy partii. Znakomity niezależny ekonomista Janusz Szewczak, obecnie poseł PiS w swym najnowszym artykule gospodarczym we „w Sieci” (nr z 17 lipca 2017 r.) ostro zaprotestował przeciw zalewaniu życia gospodarczego nominacjami balcerowiczowskich liberałów. Jak pisał Szewczak : : „Sami sobie też nie podkładajmy nóg. Nie promujmy i nie awansujmy ludzi związanych z dawnymi właścicielami III RP, oligarchami czy wreszcie przez lata współpracujących z prof. Balcerowiczem. (Podkr.- JRN). Kompetentnych ekspertów i prawdziwych fachowców, zachowujących wysokie standardy i przestrzegających zasad etycznych, po prawej stronie wcale nie brakuje. Co najmniej zdziwienie budzi to, że w sektorze finansowym i bankowym nie brakuje zaś nominatów, którzy niegdyś ochoczo popierali wyprzedaż polskiego sektora bankowego podmiotom zagranicznym, a dzisiaj powierza im się realizacje słusznej przecież idei repolonizacji”. (Podkr.-JRN).(Cyt. za J. Szewczak : Fakty same się nie obronią, „w Sieci” z 17 lipca 2017 ). Szczególnej pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że posła Szewczaka, czołowego krytyka banksterów niedawno utracono (nie bez wiedzy Morawieckiego) , gdy był wysuwany jako doskonała wręcz kandydatura na funkcję szefa KNF (Kontroli Nadzoru Finansowego ). Zamiast niego dano na tę tak kluczową dla kontroli działań banków jakiegoś mało znanego i doświadczonego doktora ekonomii. Warto przypomnieć, że to właśnie Morawiecki utrącił rok temu kandydaturę J. Szewczaka na prezesa Orlenu. Jak widać nazbyt woli balcerowiczowskich liberałów!
 
Fiasko pomysłu M. Morawieckiego na nowy podatek

17 lipca 2017 r. prezes PiS J. Kaczyński ogłosił publicznie wycofanie pomysłu na podwyższenie ceny paliw. A ten niebywale głupi pomysł był przypuszczalnie inicjatywą szefującego gospodarce wicepremiera M. Morawieckiego. Czy ten nadmiernie przechwalany szef gospodarki nie widzi innych możliwości działania niż podwyższanie podatków. Dlaczego wzorem Węgier nie zabierze się za obniżenie tak strasznie rozbudowanej biurokracji ? Według Romana Kluski biurokracja za obecnego rządu jeszcze się zwiększyła. Najwyższy czas, by zabrać się za ponowne przedyskutowanie bezkrytycznie akceptowanej gospodarczej polityki Morawieckiego.

Parada bankrutów politycznych w manifestacji przed Sejmem
 
15 lipca 2017 r. doszło do dość groteskowej manifestacji przed gmachem Sejmu na znak protestu przeciwko reformie sądownictwa. Groteskowej, bo przewodzili jej obok liderów obecnej „totalnej opozycji” różni bankruci polityczni. Dość wymienić takie nazwiska jak Adam Michnik dawniej bardzo wpływowy redaktor, a dziś lider dogorywającej „Gazety Wyborczej”, której czytelnictwo spadło o ponad dwie trzecie, Władysław Frasyniuk , b. lider upadłej Unii Wolności, Leszek Balcerowicz, b. pracownik Instytutu marksizmu-leninizmu, a później współtwórca przestępczego Planu Sorosa-Sachsa-Balcerowicza, który zniszczył podstawy egzystencji materialnej milionów ludzi, oraz inni liderzy upadłej Unii Wolności Henryk Wujec ,Jan Lityński i Andrzej Celiński , znany z przeskoczenia z UW do postkomunistów. Prawdziwym „hitem” manifestacji stał się chamski wybryk Michnika, który nawymyślał od skurwysynów dziennikarzowi, który zapytał go o samorozliczenie się jego brata - mordercy sądowego Stefana Michnika. A propos skurwysynów- warto przypomnieć, czyim synem jest Adam Michnik .Otóż jego ojcem był Ozjasz Szechter, ,skazany za zdradę kraju przez sąd Polski Niepodległej, Jego matką była zaś Helena Michnik, niebywałai kłamczucha, politruczka, ucząca historii w najciemniejszym duchu stalinowskim. Widząc na manifestacji paradę tych bankrutów, czy raczej trupów politycznych, tym mocniej odczuwam ogromne zaniechania tak źle kierowanej przez Kurskiego telewizji publicznej. Już dawno powinna ona odsłonić rodowody i antynarodowe działania rozlicznych liderów Unii Wolności, postaci takich jak Balcerowicz, Frasyniuk, Michnik etc. Kiedy wreszcie dojdzie do usunięcia z szefostwa telewizji Jacka Kurskiego, który „tak zmienia, aby nic nie zmieniać” i znany jest z nadto wielu fatalnych posunięć personalnych, choćby takich jak opisany wcześniej na blogu awans fanatyka Dawida Wildsteina.

Przeraziły go taczki stoczniowców
 
W najnowszym numerze „ w Sieci” (nr z 17 lipca 2017 r.) Ryszard Makowski robi sobie jaja z Lecha Wałęsy w związku z jego rzekomą choroba, która nie pozwoliła nobliście zdobyć się na zapowiadany udział w protestacyjnej manifestacji przed Sejmem. Jak pisze R. Makowski w tekście „Cykorus pospolitus”: „Lech Wałęsa w szpitalu! Sam zainteresowany udostępnił L4 na Facebooku. Dołączył imponujący serwis zdjęciowy. A to z gołym torsem pozuje przy bardzo apetycznej pielęgniarce, a to na łóżku w ubraniu ściska dłoń szczęśliwego lekarza. Jeśli ktoś wyrzeka na naszą służbę zdrowia, wystarczy mu pokazać, jak leczą w Gdańsku. Personel roześmiany od ucha do ucha, a pacjent zadowolony i wyluzowany. Co tu dużo mówić. Lech Wałęsa zaniemógł na cykorus pospolitus. Gdy się dowiedział, że czekają na niego stoczniowcy z taczkami, i to może pójść w świat, zwyczajnie skrewił (...)”. (Podkr.-JRN).

Biedny zidiociały „Bolek”
 
Wałęsa przeskoczył nawet siebie w rozmiarach zidiociałych kłamstw. Świetnie go wypunktował Rafał A. Ziemkiewicz w tekście Syndrom „Bolka” w najnowszym numerze „Do Rzeczy”(nr z 17 lipca 2017 r.), pisząc o Wałęsie: „Człowiek , kreowany na bohatera, autorytet i przywódcę, wije się od lat jak przyłapane na podrobieniu zwolnienia dziecko, potykając się o własne kłamstwa i codziennie sam sobie zaprzeczając. Jednak w ubiegłym tygodniu, występując po raz kolejny u Moniki Olejnik ( u której, mówiąc nawiasem, kiedyś twierdził, że oczywiście był agentem, bo jako przywódca „musiał grać” ) pobił nawet własne wyśrubowane rekordy. On nie był agentem SB, tylko esbekami rządził, bo jeśli chciał pieniędzy, to mu przynosili, a jeśli chciał mieszkanie, to mu dali, a właściwie, jak natychmiast zmienił wersję, nie chciał, tylko siłą mu to mieszkanie dali, żeby go wyrwać z hotelu robotniczego”. Ziemkiewicz zapomniał przytoczyć kolejne groteskowe tłumaczenie Wałęsy - to, że esbecy chcieli go wyrwać z hotelu robotniczego, żeby nie „demoralizował politycznie kolegów robotników! Grotecha.
 
A propos wygłupów „Bolka” . Przyjaciele z Polonii amerykańskiej wytłumaczyli mi kiedyś, dlaczego Wałęsę tak często zapraszano w ostatnich latach do USA, na „wykłady”, głównie na żydowskie uczelnie. Przyczyna była bardzo prosta. Podczas spotkań na tych uczelniach Wałęsa niczym się nie krepując plótł jak największe farmazony, tokował tak, jak tylko on potrafi. A żydowscy szefowie uczelni dokładnie nagrywali jego żałosne wystąpienia. A potem wyświetlano je Żydom z komentarzem: „Polacy to wyjątkowo głupi naród. Jeśli ich prezydent opowiada takie głupoty, to cóż można powiedzieć o zwykłych Polakach”. Smutne!

Mężczyźni nie jedźcie do Zimbabwe
 
Dorota Łosiewicz w swej świetnej rubryce we „w Sieci” (nr z 17 lipca 2017 ) opowiada alarmującą historyjkę z Zimbabwe. Pewien tamtejszy nauczyciel został porwany przez gang kobiet z przystanku autobusowego. Cztery nabuzowane seksem megiery nafaszerowały go narkotykami i wielokrotnie zgwałciły. Wcześniej kierowca autobusu zaoferował nauczycielowi podwiezienie do pobliskiej miejscowość, a w autobusie już czaiły się dyszące od żądzy seksualnej Afrykanki .W związku z tym przypomniała mi się historia z doby jaruzelszczyzny. W owych czasach z nudy uparcie wertowałem Mały Rocznik Statystyczny. Szczególnie bulwersujące były tam dane o stanie kultury. Okazywało się, że wielu dziedzinach (np. ilości miejsc w kinach, ilości przeczytanych książek na mieszkańca itp.) Polska była na przedostatnim miejscu w krajach RWPG, tuż przed Albanią. Ta Albania była wielkim pocieszeniem, że wcale nie jesteśmy na końcu, zawsze była jeszcze zamykająca peleton Albania. Najbardziej frapowała mnie jednak rubryka gwałtów. Okazało się, że przez osiem lat w rubryce gwałty mężczyzn na kobietach podawano z 9 tysięcy przypadków. Natomiast w rubryce gwałty kobiet na mężczyznach przez 8 lat co roku odnotowywano tylko jeden przypadek tego typu. Ciekaw byłem, czy tą sprawczynią gwałtu wciąż bywała za każdym razem ta sama sprośna seksualna recydywistka.