piątek, 30 grudnia 2016

Ponad dwieście pytań do p. prezydenta A.Dudy, p.premier B.Szydło oraz do władz PiS (XXIII)

Zbyt duża miękkość władz wobec awanturników z opozycji (IV)
Nowa „Lista Hańby” (I)
Przedziwna miękkość PiS-u wyraziła się w braku natychmiastowego zdemaskowania prawdziwego oblicza ideowego 32 sygnatariuszy listu otwartego b. działaczy opozycji w PRL do prezydenta Andrzeja Dudy, a faktycznie listu grupy lewaków i lemingów. Sygnatariusze listu atakowali, prezydenta A. Dudę w niezwykle agresywny sposób, zarzucając mu „ideowy nawrot do czasów komunistycznej władzy sprzed 1989 r.” Twierdzili: „Miała być IV RP ,jest PRL- bis”. Zarzucali jakoby obóz rządzący „wysługiwał się ugrupowaniami, „których program i praktyka niebezpiecznie zbliża się do faszyzmu, a historia „na wzór bolszewicki” staje się elementem propagandy”.
Dziwię się bardzo dziennikarzom prawicowym, a zwłaszcza tłumowi próżniaków z publicznej telewizji, że od razu nie rozszyfrowali manipulacji autorów „listu otwartego”. Chodzi o to, że za określeniem „list 32 działaczy opozycji” kryje się dość jednorodne ideowo stadko lewaków i lemingów. Składają się na nie następujące nurty : ludzie z „czerwonych dynastii”, b. współpracownicy KOR-u, działacze UD, UW i PO, oraz redaktorzy i współpracownicy znanej „żydowskiej gazety dla Polaków”, by użyć jakże trafnego określenia Stanisława Michalkiewicza. Odnosi się to do aż 31 z 32 sygnatariuszy „listu otwartego”. Jedyny wyjątek to b. minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski, tak służalczy wobec Wałęsy. Jegomość ten najwyraźniej ma wielkiego pietra, bo boi się wznowienia za rządu Zjednoczonej Prawicy umorzonego przeciw n niemu śledztwa za inwigilację prawicy , tj. PC, ROP-u i in. (osławiony zespól płk. J. Lesiaka). Przyjrzyjmy się więc po kolei wszystkim 32 postaciom sygnatariuszy „Listu otwartego”, a faktycznie swoistej „Listy Hańby”.
Sygnatariusze „Listu otwartego” do prezydenta A. Dudy
I) Ludzie z kręgów „czerwonych dynastii”
1) .Odpowiednio „czerwonym rodowodem” mógł się poszczycić jeden z czołowych sygnatariuszy wspomnianego „listu otwartego” do prezydenta A. Dudy Ernest Skalski, współzałożyciel „Gazety Wyborczej” i przez lata zastępca jej naczelnego redaktora A. Michnika. Jego ojciec Jerzy Wilker (Skalski) przed wojna był funkiem (funkcjonariuszem) partii zdrady narodowej -KPP. Był też więziony za zdradę Polski w II RP. Po wojnie awansował na szefa personalnego KM MO w Krakowie. Również matka Skalskiego Zofia Nimen należała do funków KPP, a nawet awansowała do rangi sekretarza technicznego KC znanej komunistycznej przybudówki - MOPR. Po wojnie pracowała w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie jako kierownik Wydziału Śledczego. (Por. szerzej Leszek .Żebrowski: Ludzie UD-trzy pokolenia, „Gazeta Polska” z 30 września 1993 r.) Tak więc oboje z rodziców obecnego „obrońcy demokracji” Skalskiego zaznaczyli się jako budowniczowie systemu komunistycznych represji po wojnie. Skalski był zawsze pełen skrajnych uprzedzeń do Kościoła katolickiego. Piętnował Kościół katolicki w Polsce jako „instytucję zasklepioną w sobie i skupioną na sobie, w oderwaniu od świata na zewnątrz”. Twierdził, że Kościół ten cechuje ułomne postrzeganie świata. Procesy cywilizacyjne, które nie są przez kogokolwiek planowane i sterowane, odbiera się jako świadomy i zorganizowany spisek, atak wrogich sił na wiarę, na utożsamianą z nią polskość, na Kościół i duchownych”. (Por. E. Skalski: Si Deus pro nobis, qui contra nos? w Studiu Opinii na Niezależnym Portalu Dziennikarskim w dniu 28 listopada 2013 r.)
2) Z „czerwonych dynastii” wywodzi się żona Henryka Wujca Ludmiła Wujec, córka działaczki partii zdrady narodowej -KPP- Reginy Okrent. Po wojnie matka Wujcowej R. Okrent pracowała w latach 1946-1949 w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi, a potem została dyrektorem Biura Kadr w Radiokomitecie. Sama Ludmiła Wujec była uważana za najbardziej wpływową kobietę w Unii Wolności „Wyróżniała się” tam bardzo mocno zakorzenionymi w jej mózgu uprzedzeniami do katolicyzmu.
Jak już wspomniałem matka Ludmiły Wujec- Regina Okrent działała w II Rzeczpospolitej w antypolskiej partii KPP, dążącej do rozbioru Polski, a po wojnie była pracownicą złowieszczego stalinowskiego UB. 3)Czyżby więc mąż L. Wujec Henryk Wujec. właśnie od swojej teściowej R. Okrent przejął skrajne uprzedzenia do Polski Niepodległej sprzed 1939 roku W wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” z 13 sierpnia 1989 roku jako domorosły historyk Wujec piętnował Drugą Rzeczpospolitą za rzekomy „ustrój niesprawiedliwości społecznej”. Nie powiedział jednak ani słowa o tym, że w przeciwieństwie do Polski Niepodległej lat 1918- 1939 jego własna partia Unia Demokratyczna vel Unia Wolności po 1989 r. dynamicznie wsparła rozgrabienie majątku Polski przez zachodni kapitał, prowadząc do neokolonizacji naszego kraju.
4) Jan Lityński, syn komunistycznego aktywisty. Złośliwie przezywany „pieszczoszkiem Bieruta” bo 22 lipca 1952 r. jako sześciolatek podczas uroczystości komunistycznego święta 22 lipca wręczył kwiaty sowieckiemu namiestnikowi w Polsce Bolesławowi Bierutowi. W latach 60-tych Lityński należał do lewackiej organizacji harcerskiej, walterowców, którym patronował Jacek Kuroń. Walterowcy noszący nazwę ku czci starego agenta NKWD gen. Karola Świerczewskiego walczyli z ideałami tradycyjnego polskiego harcerstwa i byli całkowicie antynarodowi. W pierwszym tomie moich pamiętników „Wichry życia”, (Warszawa 2016,s. 195) pisałem: „Część walterowców była antypolska. Bronisław Wildstein przypomniał w swym dłuższym książkowym wywiadzie, że „walterowcy śpiewali o Budionnym, który dorzynał białych i „polskich panów”.(Podkr.-JRN) (Por.B. Wildstein: „Niepokorny”-rozmowa Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby z B. Wildsteinem, Warszawa 2012,s.98). I takie śpiewające szuje jadły polski chleb! Lityński był .później współpracownikiem KOR-u, wreszcie posłem z UD i UW. Był zajadłym przeciwnikiem ustawy lustracyjnej w 1992 r. Został przyłapany w Sejmie przy głosowaniu na dwie ręce - stał się swego rodzaju pierwowzorem kanciarstwa tego typu. Był wiceprzewodniczącym Unii Wolności. Od 12 października 2010 r. był doradcą prezydenta B. Komorowskiego. W czasie kampanii prezydenckiej „wsławił się” określeniem dyskredytującym Andrzeja Dudę: „Pan Duda jest w zasadzie konferansjerem. nie samodzielnym politykiem”.
5). Barbara Toruńczyk, córka Henryka Toruńczyka, komunistycznego działacza sprzed wojny, dowódcy komunistycznych Brygad Międzynarodowych w Hiszpanii, a po wojnie dyrektora departamentu w Ministerstwie Przemysłu Lekkiego. Przez wiele lat bardzo blisko współpracowała z A. Michnikiem.
6) Jan Kofman, syn Józefa, sekretarza i członka Prezydium komunistycznych związków zawodowych CRZZ do 1968 r., b. wiceprzewodniczącego Komitetu Pracy i Plac. Po 1989 r. „wsławiony” dość szczególną prywatyzacją wydawnictwa PWN.
II) Działacze związani z KOR-em, UD ,UW i PO 
7) Mitomanka i oszustka Henryka Krzywonos- Strycharska, , od 1995 r. w Unii Wolności, od 2015 r. posłanka z listy PO, bohaterka fałszywej legendy, spreparowanej przez PO, niektóre media i Andrzeja Wajdę. W zamieszczonym na portalu „Niezależna .pl” tekście: „Krzywonos – fałszywa legenda Solidarności. Opozycjoniści ujawniają kłamstwa” pisano m.in.: „Henryka Krzywonos nie ma prawa wypowiadać się w imieniu Solidarności – mówią zgodnie uczestnicy wydarzeń Sierpnia 1980 r. zbulwersowani wykorzystywaniem i zakłamywaniem przez obecną posłankę Platformy Obywatelskiej historii pierwszej Solidarności. W ubiegłym tygodniu podczas posiedzenia Sejmu, tuż przed głosowaniem ws. nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, posłanka Platformy Obywatelskiej Henryka Krzywonos, oburzając się na działania obecnego rządu, powoływała się wielokrotnie na swoją legendę. Trzymała w ręku Konstytucję RP z 1997 r. i wymachując nią w stronę Jarosława Kaczyńskiego, krzyczała: „Jest mi wstyd za taki Sejm […] ja tę konstytucję drukowałam w 1982 r.!”. „Siedzieliśmy i byliśmy poniewierani, drukowaliśmy i robiliśmy różne rzeczy” – wykrzykiwała Krzywonos, która – jak sama twierdzi – w Sierpniu 1980 r. miała zatrzymać tramwaj i tym samym rozpocząć strajki w Gdańsku. 
Powoływanie się na historię Solidarności zbulwersowało uczestników wydarzeń Sierpnia 1980 r. – Przede wszystkim, co należy podkreślić, Henryka Krzywonos nie zatrzymała żadnego tramwaju. Pojazd stanął, gdy już wszyscy dołączyli do strajku i postanowiono odciąć prąd – podkreśla stanowczo Karol Krementowski, przewodniczący Komitetu Założycielskiego w Gdańskich Zakładach Elektronicznych UNIMOR, doradca Solidarności w ponad stu zakładach na Wybrzeżu. – Nigdy też niczego nie drukowała, nie chciała się angażować nawet w kolportaż naszych ulotek – dodaje. 
Zarówno on, jak też Joanna i Andrzej Gwiazdowie wyjaśniają, że Krzywonos współpracowała z nimi od 17 sierpnia do połowy września. 17 września, kiedy wszystkie związki zjednoczyły się pod jednym sztandarem Solidarności, już jej nie było. Wbrew temu, co się mówi, nie było jej także wśród kobiet, które na czele z Anną Walentynowicz ratowały strajk, nawołując do pozostania w stoczni, po tym jak Wałęsa go poddał – podkreśla w rozmowie z nami Andrzej Gwiazda(Por. Krzywonos – fałszywa legenda Solidarności. Opozycjoniści ujawniają ...niezalezna.pl/73656-krzywonos-falszywa-legenda-solidarnosci-opozycjo..7 gru 2015 ).-. Jak pisał Krzysztof Feusette : „Historyk Arkadiusz Kazański z oddziału IPN w Gdańsku po przeanalizowaniu licznych materiałów tamtego okresu, nie ma jednak żadnych wątpliwości, że „wielka Henia” to w rzeczywistości wielka ściema”. (Por .szerzej K. Feusette: „Alfabet Salonu”, Warszawa 2015,s.114 ).
Mitomanka Krzywonos nie przejmuje się faktami miażdżącymi jej samochwalcze brechty. W oryginalnej, acz wielce prymitywnej polszczyźnie stwierdziła: „Mnie to loto (.. .) Ja wiem, co zrobiłam (...) Jeśli ktoś chce mówić o mnie „Hienia Łamistrajka”, to niech sobie mówi. Loto mi to”.(Cyt. za K. Feusette: op.cit .s,112)
Jak Krzywonos kradła pieniądze strajkujących w Stoczni
Na portalu „Frondy” pisano :Henryka Krzywonos od kilku lat kreowana jest na ważną postać, czy wręcz legendę „Solidarności”. Ten obraz  jednak wydaje się znacząco odbiegać od prawdy. Krzywonos miała się bowiem dopuszczać kradzieży na szkodę komitetu strajkowego - swoim świadectwem na ten temat podzielił się z nami Henryk Jagielski – współorganizator strajku w Stoczni Gdańskiej. Jagielski, który był jedną z najważniejszych postaci w Komitecie Strajkowym w stoczni, wspomina, jak  to dwóch innych stoczniowców – Sylwester Niezgoda i Marek Mikołajczuk – złapało za rękę Krzywonos.. „W komitecie strajkowym były dwadzieścia dwie osoby. Funkcjonował podział pracy, każdy miał przydzielone określone zadania. Jedni byli odpowiedzialni za stołówkę, inni za porządki itd. Codziennie rano o szóstej lub o siódmej każdy mówił o tym, co się wydarzyło dnia poprzedniego i w nocy. Pewnego dnia dwóch kolegów – Sylwek Niezgoda z Wolnych Związków Zawodowych i Marek Mikołajczuk opowiedziało o wydarzeniach związanych z Henryką Krzywonos, które miały miejsce poprzedniej nocy”.
Jak stwierdził Jagielski, Krzywonos została przyłapana na próbie kradzieży: „W Stoczni Gdańskiej były dwie sale – duża i mała. Duża sala przeznaczona była dla wszystkich delegatów. Mała sala zaś była przeznaczona dla komitetu strajkowego i do rozmów z rządem. W tej sali zawsze stało dwóch strażników, którzy pilnowali tej sali, nikt nie miał tam wstępu. Niezgoda i Mikołajczuk mieli pewnego razu wartę i pilnowali sali, nie mógł na nią wejść nikt poza przedstawicielami komitetu strajkowego i komitetu międzyzakładowego. W sali znajdowały się m.in. plastikowe worki, w których było bardzo dużo pieniędzy należących do strajkujących. Pani Krzywonos zakradła się tam, wyjmowała pieniądze z worków i chowała je sobie za biustonosz”.
Nad Krzywonos miał się zlitować Lech Wałęsa: „Pilnujący złapali ją i zaprowadzili do Lecha Wałęsy. Wałęsa był oburzony jej zachowaniem. Jednak stwierdził, żeby pozostawić Krzywonos w stoczni, jako że strajk dopiero się zaczął i pokazywanie, że miała tu miejsce próba kradzieży nie byłoby rzeczą dobrą dla sprawy” – wyznał Jagielski. Jak się okazuje, nie był to odosobniony przypadek. Jagielski wspomina: „Krzywonos zresztą również później oskarżano o kradzieże. Mówił o tym m.in. Zenon Kwoka, jeden z uczestników strajku. Natomiast to, że Krzywonos dopuściła się kradzieży pieniędzy w czasie strajku jest faktem, mam pełne zaufanie do relacji Marka Mikołajczuka, który jest jednym z najuczciwszych ludzi, jakich znam”. ( Por.Henryk Jagielski dla Fronda.pl: „Pani Krzywonos wyjmowała ...www.fronda.pl/.../henryk-jagielski-dla-frondapl-pani-krzywonos-wyjmo...16 gru 2015).
Przypominam, że relacjonujący sprawę złodziejstw H. Krzywonos Henryk Jagielski był współorganizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej w grudniu 1970 r., a także współorganizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Od września 1980 r. był wiceprzewodniczącym Komitetu Założycielskiego w Stoczni Gdańskiej i członkiem Prezydium Komitetu Zakładowego.
Na portalu „Nikezależna.pl” pisano r.: „Hasło: „Byłeś w ZOMO, byłeś w ORMO, teraz jesteś za Platformą” zyskało całkiem nową jakość. Dzięki Henryce Krzywonos-Strycharskiej – poseł PO – która w jednym z kolorowych pism opowiedziała o swoim mężu. Okazało się, że Krzysztof Strycharski ma za sobą zaskakującą przeszłość – był zomowcem.
Robi się coraz ciekawiej. Niedawno pisaliśmy o tym, że w 2009 r. 56-letnia Henryka Krzywonos uzyskała od Donalda Tuska specjalną dodatkową emeryturę, która w sumie wyniosła ponad 6 tys. złotych. – Żadnemu z prawdziwych działaczy i twórców „Solidarności” nie przyznano nigdy tak wysokiej emerytury, wielu z nich żyło lub żyje do tej pory w nędzy. Widocznie tyle wynosi opłata za granie legendy „Solidarności” pogodzonej z tajną policją Kiszczaka – komentował ten fakt były opozycjonista Krzysztof Wyszkowski.” (Cyt. za portalem „Niezależna .pl” z 10 grudnia 2015 r.:
Henryka Krzywonos czule o swym mężu -zomowcu”.).
8) Waldemar Kuczyński, wyjątkowo antypatyczny nienawistnik do granic idiotyzmu, zakała polskiej publicystyki, człowiek, który potrafił napisać o wspaniałych reformach Viktora Orbana jako o „smrodku PRL-u”. Poznałem go w 1964 r wśród uczelnianej opozycji.. Przez kilka lat był jeszcze członkiem PZPR- i asystentem, na ekonomii u Włodzimierza Brusa, którego wychwalał ponad wszelką miarę. Dziwiło mnie to, bo już wówczas od znajomych sporo wiedziałem o skrajnie przyspieszonej karierze Brusa w czasach stalinowskich. (W wieku 29 lat został profesorem na SGPiS, choć jako jedyny dorobek miał straszne komunistyczne broszury piętnujące Drugą RP i wychwalające komunistyczny raj gospodarczy w Związku Sowieckim). Nie próbowałem wtedy wdawać się w polemiki z Kuczyńskim. Zdawałem sobie bowiem sprawę jak wiele znaczyła dla Kuczyńskiego, ubogiego chłopaka z akademika, asystentura u bardzo znanego profesora. Dopiero wiele lat później przeczytałem informacje o jakże ponurej roli Brusa w stalinowskim Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kuczyński miał zawsze wiele kompleksów z powodu ciężkiej ułomności trapiącej go od dzieciństwa. Swe kompleksy juz wtedy nadrabiał zarozumiałością i wielką dawką złośliwości wobec ludzi. Z jednym wyjątkiem Tadeusza Mazowieckiego, który wyniósł go z nicości do rangi zastępcy naczelnego redaktora tygodnika „Solidarność”. A potem uczynił nawet ministrem i swym głównym zausznikiem, czym, się Kuczyński chwali już w tytule swych wielce zakłamanych wspomnień „Zwierzenia zausznika”(Warszawa 1992). Jako minister u Mazowieckiego polecił mu do rządu -na nieszczęście Polski- Leszka Balcerowicza, realizatora pod wpływem G. Sorosa i J. Sachsa tak katastrofalnej dla nas terapii szokowej. Będąc w rządzie zdołał sobie załatwić przyznanie luksusowego (100 metrów kwadratowych) mieszkania komunalnego, które potem wykupił po zaniżonej cenie. Odsunięty od rządu wraz z fatalną przegraną wyborczą swego protektora Mazowieckiego w grudniu 1990 r. poczuł się wygnanym z raju i nie mógł przeboleć swego zepchnięcia z chwilowego wywyższenia. Wraz z latami ciągle rosła jego złośliwość i wręcz zoologiczna mizantropia aż w ostatnim dziesięcioleciu przekształciły się we wręcz patologiczne nienawistnictwo do obozu patriotycznej prawicy.
Wsławił się szczególnie ordynarnymi napaściami na braci Kaczyńskich i PiS. Niepohamowana, wręcz dzika wrogość do PiS-u juz w 2006 roku podyktowała Kuczyńskiemu obrzydliwe i antypolskie w swej istocie życzenia dla premiera J. Kaczyńskiego : „Życzę porażki na wszystkich frontach. Życzę także porażek gospodarczych, choć za to płacą ludzie. Wszystkiego złego, Panie premierze” (Podkr.-JRN). (Cyt., za : Kataryna : Poor Standards, „Do Rzeczy” 25 stycznia 2016). Nawiązując do tej niesławnej wypowiedzi Kuczyńskiego słynna blogerka Kataryna pisała: „
Te serdeczne „życzenia” Waldemar Kuczyński złożył Jarosławowi Kaczyńskiemu w 2006 r. i - jak sam twierdzi - dzisiaj je podtrzymuje, nienawiść do Kaczyńskiego okazała sie silniejsza niż miłość do Polski. I choć taki upadek byłego ministra to przykry widok, trzeba docenić szczerość (...)”.W „Rzeczpospolitej” z marca 2010 r. Kuczyński sugerował, że generał Jaruzelski lepiej zaprezentowałby Polskę w Moskwie niż prezydent Lech Kaczyński. (Por. tekst W. Kuczyńskiego : Generał Jaruzelski nie przyniesie Polsce wstydu, „Rzeczpospolita” z 31 marca 2010 r.) Czy takie porównanie na korzyść zbrodniczego twórcy stanu wojennego nie ilustruje szczególnie dobrze całej głębi upadku dawnego opozycjonisty W. Kuczyńskiego ? W swej nienawiści do prawicy posuwał się do wręcz groteskowej antypisowości” - jak zauważył Piotr Semka pisząc o Kuczyńskim: „Wzywa na przykład w TVN, by jednemu z posłów PiS przywalić kastetem w zęby”.(Por. P. Semka: Szermierze, którzy tworzą otulinę władzy”.). Ubecki zakapior Kuczyński mnie też groził pobiciem w 2006 r. tylko za to, że dokładnie zacytowałem niewygodna dlań jego wcześniejszą wypowiedź. Cóż nienawiść zaślepia. Tak zajadły wróg PiS-u Kuczyński odznacza się równocześnie niebywale wielkim zrozumieniem dla działań W. Jaruzelskiego, łącznie z wprowadzeniem przez niego stanu wojennego. Pisał w „Gazecie Wyborczej”: „Tkwiąc w środku walki, po stronie „Solidarności”, szukałbym w 1981 r. polubownego złagodzenia konfliktu. Ale jestem pewny, że znalazłszy się w kręgu uzależnień, w jakich działał generał Jaruzelski, doszedłbym do wniosku ,że nie ma szans na zatrzymanie katastrofy, że „Solidarność” musi zostać rozbita (podkr.-JRN) (...) I jest generał Polski satelickiej, ale Polski, którego patriotyzm dostrzegał Jan Paweł II i który wedle dużego prawdopodobieństwa czemuś bardzo tragicznemu zapobiegł, a siedzi od prawie 20 lat na ławie oskarżonych. Uważam to za mściwe, a nie za sprawiedliwe”. (Por. W. Kuczyński : Wyznanie po latach, „Gazeta Wyborcza” 8 października 2008 r.)
Już w 2009 dano bardzo trafną charakterystykę W. Kuczyńskiego na portalu „Niepoprawni.pl, pisząc m.in.: „Jest taki jeden dziennikarz, publicysta, polityk, w sumie to nawet nie mam pojęcia jak go nazwać, trudno bowiem określić z czego się obecnie utrzymuje, który w swojej ślepej nienawiści do poprzedniego rządu i braci Kaczyńskich bije na głowę wszystkich pozostałych redaktorów TVN24, Gazety Wyborczej, Trybuny, Przekroju i Polityki razem wziętych. Waldemar Kuczyński, bo o nim mowa, jest przykładem osoby która w swych żarliwych "odezwach", bo trudno to nazwać komentarzami, w sposób przeniknięty obsesyjną wręcz nienawiścią piętnuje wyimaginowane niegodziwości poprzedniej władzy, używając przy tym epitetów i tonu, przy którym nawet ostry język Stefana Niesiołowskiego wydaje się być delikatną, zmysłową kołysanką. Kuczyński, ilekroć ktokolwiek dopuszcza go do głosu, próbuje niczym kowal rozżarzonym żelazem wypalać wszystkie rzekome niegodziwości, kłamstwa i przewiny siepaczy ze środowisk bliskich Kaczyńskim - waląc przy tym czasami na oślep ale brutalnie i ostro.
Wystarczy zajrzeć na jego blog, aby przekonać się jak wyglądają prawdziwe, nieokiełznane seanse nienawiści w wykonaniu człowieka, który sam siebie uważa wręcz za świętego. W absurdalnych tekstach autor przekonuje nas do tez które już dawno zbankrutowały i ośmieszyły się. Chociażby co do Stanu Wojennego i 13 grudnia, który w oczach Kuczyńskiego z perspektywy czasu powinien zostać usprawiedliwiony "Dzisiaj patrzę na stan wojenny, a w każdym razie staram się na niego patrzeć okiem analityka. Moim zdaniem prawdopodobieństwo inwazji Paktu Warszawskiego było ogromne i odtajnione ostatnio materiały CIA je wzmacniają, a nie osłabiają". Zresztą co się tu dziwić skoro ze strony Kuczyńskiego możemy za pomocą wyeksponowanego linku trafić do oficjalnej witryny "człowieka honoru" jakim jest dla autora Wojciech Jaruzelski. Ten fragment, pokazuje też inną, bardzo ważną rzecz o Kuczyńskim. W sytuacji kiedy już wszystkie argumenty przemawiają przeciwko jego karkołomnym i zawsze fałszywym tezom odwołuje się on do najprostszej acz podłej metody - nikczemnego i rażącego kłamstwa. W przypadku dokumentów odtajnionych przez CIA nie może być bowiem mowy o złym ich zrozumieniu. Wynika z nich jednoznacznie i niezbicie że ZSRR nie miało wtedy najmniejszej ochoty wkraczać do Polski a rozprawa z "Solidarnością" miała jedynie zapewnić PZPR utrzymanie się przy władzy. Waldemar Kuczyński, prócz twarzy kłamcy ma też i inne twarze, jeszcze bardziej przygnębiające. Na swoim blogu i we wszystkich prawie wypowiedziach obraża ludzi którzy mają inne niż on poglądy. Najbardziej prostackie jest jednak to że masowo używa argumentów ad personam. O Kaczyńskich mówi "karły moralne" - a sam, moim zdaniem zachowuje się jak człowiek całkowicie pozbawiony honoru i godności. Kiedy atakuje, nie ma żadnych hamulców. Urzędującego prezydenta nazywa "Niegłową państwa" - to jedno z delikatniejszych określeń, a także "prezydentem swojego brata". O Jarosławie Kaczyńskim wypowiada się jeszcze ostrzej. Jego wystąpienia nazywa "parszywymi", a na blogu dodaje "więcej takich mów, by nam nigdy nie wywietrzał do końca zapach IV RP, czyli Chwasta, jak długo będziesz w polityce", a samego zainteresowanego nazywa "szkodnikiem", "karzełkiem", "trollem"... Można by tak wymieniać długo. Jego blogi pełne są dwuznacznych, obrzydliwych i co tu dużo mówić, po prostu niegodziwych aluzji, czasem o zabarwieniu wręcz łajdackim do tego niezwykle prymitywnych. Naśmiewanie się z kobiet z otoczenia PiS, czy żony prezydenta są tam na porządku dziennym, przy jednoczesnych atakach za rzekome wielkie chamstwo działaczy Prawa i Sprawiedliwości”.
(Por. Firmus Piett: Przypadki Waldemara Kuczyńskiedgo, „niepoprawni.pl 28 stycznia 2009 r.)http://niepoprawni.pl/blog/434/przypadki-waldemara-kuczynskiego).
K. Feusette w cytowanym już „Alfabecie Salonu” (op.cit.,ss.120-123) pisał o Kuczyńskim jako „o „Strasznym Dziaduniu”, „herbu Zaciśnięte Usta”, który „przepoczwarzył się w zawodowego nienawistnika”. I który „uznał, iż kopać jest dobrze, ale pluć i gryźć poniżej pasa jeszcze lepiej”.

środa, 28 grudnia 2016

Ponad dwieście pytań do p. prezydenta A.Dudy, p.premier B.Szydło oraz do władz PiS (XXII)


Zbyt duża miękkość władz wobec awanturników z opozycji (III)

Oskarżam Bogdana Borusewicza! (II)

A oto dalszy rejestr oskarżeń pod adresem B. Borusewicza za jego nikczemne zachowania w kręgach solidarnościowego podziemia.

Parę miesięcy później w liście do Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej wystosowanym 12 lipca 2007 przez A. Gwiazdę i jego żonę Joannę, również niegdyś znaną działaczką podziemia solidarnościowego, można było przeczytać m.in.: „Informacje o zamiarze Bogdana Borusewicza ubiegania się o stanowisko prezesa IPN przyjęliśmy ze zdumieniem i najwyższym niepokojem, Naszym zdaniem Borusewicz jest wyjątkowo nieodpowiednim kandydatem i to z wielu powodów. Przez cały okres naszej znajomości, to jest od 1977 roku, Borusewicz postępował nielojalnie, prowadził podwójne gry ze szkodą dla opozycyjnej działalności. W realizacji swoich prywatnych lub, co gorzej, nieznanych grupowych celów, nie cofał się przed kłamstwem i rzucaniem najcięższych oskarżeń na swoich współpracowników. Szczególnie niepokojącą cechą Borusewicza, dyskwalifikującą go jako pracownika IPN jest skłonność do przejmowania i ukrywania ważnych dokumentów. Uważamy, że Borusewicz na stanowisku prezesa byłby gwarantem nierzetelności IPN, gwarantem naginania prawdy do własnych potrzeb (...) Wobec stałego braku materiałów poligraficznych za własne dolary, przy pomocy znajomego marynarza, sprowadziliśmy z Zachodu pakiet matryc do powielacza. Matryce te skryliśmy w trzech miejscach, uprawniając Borusewicza do skorzystania z nich w przypadku naszego uwięzienia. Kiedy matryce były potrzebne, okazało się, że wszystkie nasze schowki są puste. Borusewicz zabrał je następnego dnia po przedstawieniu go gospodarzom naszych konspiracyjnych mieszkań (…)

Po dyskusyjnym spotkaniu WZZ, na którym Lech Wałęsa opowiadał, jak w 1970 roku pomagał SB identyfikować uczestników grudniowej rewolty, Borusewicz pożyczył od nas taśmę magnetofonową, na której (za zgodą uczestników) nagrane było całe spotkanie. Borusewicz nie wierzył, że Wałęsa mógł się przyznać, chciał taśmę odsłuchać, zrobić kopię i oddać. Nie oddał, mimo licznych monitów, dzięki czemu może do tej pory wierzyć w niezłomność Wałęsy, a my mogliśmy tylko gołosłownie oskarżać Wałęsę. Mimo, to wciąż staraliśmy się być wobec Borusewicza lojalni, tłumacząc jego „dziwactwa” kompleksami, małym wzrostem, nieporadnością organizacyjną, a także brakiem jakichkolwiek osobistych doświadczeń w pracy zawodowej (...) Gdy wyszedłem z więzienia w 1985 roku, wielu kolegów z Solidarności przepraszało mnie, że nie mogą się ze mną kontaktować, ponieważ Borusewicz kategorycznie im tego zakazał. Borusewicz przeprowadził w tym czasie spektakularną akcję dezintegrującą środowisko opozycji - ogłosił, że Marek Kubasiewicz jest agentem SB. Według zgodnych relacji ludzi związanych z RKK, Kubasiewicz był organizatorem i kierownikiem sieci kolportażu, uczestniczył w zebraniach RKK, znał wszystkie drukarnie, redakcje, kolporterów i tzw. skrzynki, czyli miejsca przekazywania materiałów i wydrukowanych pism. Po „zdemaskowaniu” „agenta” nie nastąpiła żadna wpadka ani w sieci RKK ani w ugrupowaniach niezależnych. (...) Gdy wyszedłem z wiezienia, „osądzenie” Marka Kubasiewicza już się dokonało. Borusewicz , jako uzasadnienie oskarżenia, podawał ludziom rozmaite dowody, dostosowane do środowiska, w którym miały być przekonujące. W sumie zebrałem 16 takich „dowodów”. Część z nich nawzajem się wykluczała, część była sprzeczna ze względu na czas i miejsce, część oparta na zdarzeniach, które nie miały miejsca, a jeszcze inne wprost wykluczały agenturalność Marka Kubasiewicza. Ci wszyscy, którzy nie uznali tych oskarżeń za prawdziwe, zostali wykluczeni z wszelkiej współpracy z RKK. Objęło to Ewę Kubasiewicz, Magdę i Marka Czachorów, moją żonę, mnie i szereg innych osób. W stanie wojennym Borusewicz oskarżył o współpracę z SB Bożenę Ptak-Kasprzyk, członka Zarządu Regionu. (...) Tego typu niedopowiedziane oskarżenia w szczególny sposób trwale dezintegrowały środowisko, ponieważ nigdy nie zostały rozstrzygnięte ani wycofane. Pomijam inne oskarżenia, rzucane na ludzi nieznanych mi osobiście. O bezpodstawności tych oskarżeń mogę sądzić tylko na podstawie skutków - ujawnienie domniemanego agenta nie wywoływało dekonspiracji grupy, w skład której wchodził.

Podobny charakter miały działania Borusewicza w dziedzinie poligrafii. Np. Borusewicz polecił Andrzejowi Kołodziejowi, aby zabrał Karolowi Krementowskiemu powielacz, ponieważ „Walentynowicz lub Gwiazdowa będą coś na nim drukować". Rzeczywiście Gwiazdowa drukowała, a powielacz był prywatną własnością Krementowskiego (ściśle mówiąc został ukradziony z POP PZPR w Unimorze). Jak twierdził A. Kołodziej, jego jedynym zajęciem w czasie ukrywania się było okresowe przewożenie dużych ilości powielaczy z jednego magazynu do innego. Rozmawiałem z delegacją norweskich związkowców, którzy dostarczyli w stanie wojennym do Gdańska 70 kserokopiarek - pytali, jak je wykorzystaliśmy. Sprawdziłem - żadne z gdańskich lub okolicznych ugrupowań, również struktury RKK nigdy tych kopiarek nie otrzymały. Podobnie było z innym sprzętem - Borusewicz magazynował powielacze i offsety, a tzw. podziemie drukowało za pomocą ręcznych wałków i rakli. Wiem tylko o jednym powielaczu przekazanym dla "Robotnika Lęborskiego" wydawanego przez Marka Balickiego przez dłuższy czas w skutecznej konspiracji. Pierwsza próba użycia powielacza skończyła się wejściem SB i aresztowaniem redakcji - drukarni. Ekipa z pelengatorami wykryła miejsce (w powielaczu zainstalowany był nadajnik). Znany mi jest jeszcze los kilkunastu offsetów, które wpadły pod koniec stanu wojennego w transporcie z Gdańska do Elbląga.

Być może, gdyby takie postępowanie było wynikiem nie złej woli, lecz indolencji organizacyjnej, nieporadności politycznej i atrofii moralnej, byłoby to podstawą do wybaczenia, lecz z pewnością nie jest podstawą do powierzenia kierownictwa jednej z najważniejszych instytucji w Polsce (...) Mamy nadzieję, że Kolegium odrzuci kandydaturę Bogdana Borusewicza i uchroni IPN od kompromitacji”. (Por. szerzej fragmenty listu otwartego J. i A. Gwiazdów do IPN-u w mojej książce „Platforma Obłudników” , Warszawa 2009 ,ss. 122-126 ).

List otwarty Gwiazdów miał doniosły skutek. Przerażony wyliczonymi w nim faktami Borusewicz pospiesznie wycofał się z kandydowania na prezesa IPN-u, pomimo tego, że miał za sobą poparcie wszystkich partii w Sejmie, od PiS-u (naiwny PiS!) i PO do SLD. Borusewicz najwyraźniej wystraszył się po liście Gwiazdów do IPN, że nagle coraz więcej osób zacznie badać sprawę jego „dziwnych”, niczym nie wytłumaczonych, a wielce podejrzanych zachowań z przeszłości, które ujawnili Gwiazdowie.
 
Szczególnie krytyczne sądy o Borusewiczu wypowiadała niejednokrotnie znana działaczka solidarnościowa z Wybrzeża Ewa Kubasiewicz-Houeé, w czasie stanu wojennego skazana najwyższym wyrokiem wśród kobiet, bo aż na 10 lat więzienia. W wywiadzie z 2009 r. powiedziała m.in.: „ Zwróciłam się do Bogdana Borusewicza z prośbą, żeby mi udostępnił jakąś maszynę, abym mogła drukować gazetę i ulotki. Spotkałam się jednak z odmową, ponieważ, jak się później okazało, Bogdan nie zamierzał pomagać konstruktywnej opozycji. Ci, którzy mieli bardziej niezależne poglądy nie mogli liczyć na niego, choć dysponował jako szef podziemnej gdańskiej Solidarności olbrzymią pomocą z Zachodu. Maszyny drukarskie i powielacze chowane były w piwnicach, a ludzie nie mieli na czym pracować. W ten sposób zniknęła prawie cała podziemna prasa na Wybrzeżu. Borusewicz mówił zresztą otwarcie, że nie chce, aby ludzie Gwiazdy mieli na czym drukować. Myślę, że nie chodziło tylko o moją osobę, ale o ubezwłasnowolnienie całego Gwiazdozbioru” (Por. .E. Kubasiewicz- Houeé: Dziesięć lat za ulotkę, „Dziennik Zachodni” 9 stycznia 2009 r.).
 
Ewa Kubasiewicz- Houeé ukazała bardzo negatywny obraz roli Borusewicza również w swej wspomnieniowej książce: „Bez prawa powrotu” (Wrocław 2007). Pisała tam m.in. (s.138): „ Z czasem docierało do mnie coraz więcej sygnałów, że Borusewicz uprawia jakąś sobie tylko znana politykę, spycha na margines i nie dopuszcza do działania ludzi, którzy byli bardzo aktywni w „Solidarności” przed stanem wojennym”. Ewa Kubasiewicz piętnowała również Borusewicza za rzucone przeciw jej mężowi „oskarżenie celowo wyssane z palca”.)(Por. E .Kubasiewicz: op. cit, s. 153). Z ostrą krytyką oszczerczych oskarżeń Borusewicza pod adresem Marka Kubasiewicza kilkakrotnie występował dr hab. Marek Czachór, profesor Politechniki Gdańskiej, który pewien czas, od 1987 r. kierował Oddziałem Trójmiasto Solidarności Walczącej jako Michał Kaniowski. (Por M. Czachór : „List otwarty do Andrzeja Friszke www.sw.org.pl/relacje/friszke.html 19 wrz 2005). Z krytyczną ocen zachowania Borusewicza wystąpiła również znana działaczka opozycji w PRL-u dziennikarka Wiesława Kwiatkowska, m.in. autorka wydanej w podziemiu książki „Grudzień 1970 w Gdyni”. W wystosowanym 20 września 2005 r. liście do profesora Andrzeja Friszke z IPN Kwiatkowska określiła jako prawdziwy „skandal” pomawianie Marka Kubasiewicza przez Borusewicza o współpracę z SB.

Nader krytyczną opinię o Borusewiczu wypowiedział jeden z czołowych działaczy solidarnościowych Wybrzeża Andrzej Kołodziej, zastępca Wałęsy w Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, jeden z sygnatariuszy porozumień sierpniowych 1989 roku, w listopadzie 1987, po aresztowaniu Kornela Morawieckiego przewodniczący „Solidarności Walczącej”, honorowy obywatel miasta Gdańska i honorowy obywatel miasta Gdynia, a; w czerwcu 2016 kandydat PO na członka Kolegium IPN z ramienia Senatu RP. W swym wywiadzie - rzece opublikowanym w książce Alfreda Znamierowskiego „Zaciskanie pięści” Kołodziej stwierdził m..in.: „Z wieloma rzeczami zacząłem się od razu nie zgadzać (...) Raził mnie również brak zainteresowania kierownictwa „Solidarności” losami ludzi, którzy działali, wpadli, a teraz wyszli z więzienia. Większość z nich zostawiano samym sobie (...) Wielu z tych pozostawionych na uboczu podejmowało decyzje o emigracji. Wielokrotnie wiec zwracałem uwagę, na to, że nie wystarczy krytykować tych, co emigrują, trzeba móc im cos zaoferować. Wtedy mówiłem Bogdanowi (Borusewiczowi- JRN), że jeśli dalej tak będzie, to w końcu pozostanie tylko on i będzie musiał wszystko robić sam. On nie tylko, że miał inne niż ja zdanie na ten temat, ale także nie podobały mu się inicjatywy niezależne..Nie tylko je krytykował, lecz nawet starał się je hamować (...) (Podkr.-JRN). Szalę przeważyła sprawa starego powielacza. Bogdan kazał mi go odebrać od naszego wspólnego znajomego, któremu kiedyś go zostawiłem. Dlaczego mam go odebrać? Masz za mało sprzętu? Przecież, o ile wiem to sprzętu mamy dosyć, a ten powielacz nie jest najlepszej jakości - Nie chodzi o brak sprzętu. Zależy mi po prostu, aby ludzie ze środowiska Gwiazdów nie mieli, na czym pisać. (Podkr.-JRN).

Bogdan nie chciał nic wyjaśniać. Po prostu zależało mu na tym, żeby inni nie drukowali bibuły. A powielaczami tymi drukowano dwie gazetki zakładowe i gazetkę „Solidarności” Regionu Białostockiego... Stanowiskiem Bogdana byłem zaszokowany i wtedy na na dobre postanowiłem zakończyć współpracę. Miałem zresztą już wrażenie, że odizolowanie mnie od innych mogło stanowić dla niego gwarancję, że nie podejmę innej działalności. Stąd moje czekanie tygodniami na niego, na jego propozycje, czy decyzje, stąd całkowite uzależnienie od tego, co postanowi i co mi zleci (...)”. (Cyt. za: A. Znamierowski: „Zaciskanie pieści”, Paryż 1998 ,s.82-84).

Ewa Kubasiewicz szerzej opisała „dziwne” zachowanie Borusewicza wobec Kołodzieja Pisała, że po wyjściu po 21 miesiącach z czeskiego więzienia Kołodziej nawiązał kontakt z Borusewiczem i czekał na przydzielenie mu jakichś zadań do pracy w podziemnej „Solidarności”. Czekał kilka miesięcy bez żadnego efektu. Jak napisała E .Kubasiewicz ( op.cit.,s.144): „Andrzej wyznaje mi, że nie może dłużej siedzieć w ukryciu, bo wbrew obietnicom Bogdana niczego nie dano mu do roboty i dostaje po prostu szału od tej bezczynności”. Skomentowała tę sprawę pytaniem, czy Borusewiczowi nie chodziło o zmarginalizowanie znanego działacza solidarnościowego, który mógł konkurować z nim pod względem popularności w „Solidarności”?

Ostro brzmi osąd Borusewicza ze strony innego czołowego działacza „Solidarności” Krzysztofa Wyszkowskiego, wypowiedziany w wywiadzie udzielonym Andrzejowi Fickowi w lutym 2016 r.: „Moim zdaniem Bogdan Borusewicz to nieudolny, nieumiejętny, człowiek który był manipulowany przez SB, bo otoczono go agenturą i kontrolowano bez jego wiedzy. Za to publicznie jest prezentowany jako niesłychanie zdolny przywódca podziemia solidarności. On był przekonany że działa skutecznie i tajnie, ale agenci w jego otoczeniu powodowali, że był tak naprawdę tylko pożytecznym idiotą dla SB i aparatu władzy”. Z wywiadu K. Wyszkowskiego, udzielonego Andrzejowi Fickowi, dowiadujemy sie również, że: „Gdy Borusewicz był szefem komisji która dokonywała weryfikacji funkcjonariuszy dawnej SB w województwie pomorskim i gdy tworzono Urząd Ochrony Państwa, wtedy doszło do czegoś dziwnego. Otóż Gdańsk, gdzie aparat SB był szczególnie rozbudowany, i szczególnie zasłużony w negatywnym tego słowa znaczeniu, to właśnie w Gdańsku największy procent funkcjonariuszy przeszedł pozytywną weryfikację. A ponadto w Gdańsku w największym stopniu zniszczono archiwa SB. Można odnieść wrażenie , że tutaj w Gdańsku gdy Bogdan Borusewicz kierował tworzeniem nowych służb, dla niepodległej wolnej Polski, SB najwięcej na tym skorzystała. Tak jakby on ułatwił sprawę przemiany SB-eków w funkcjonariuszy UOP”. (Por.S-pl.pl - Bogdan Borusewicz to nieudolny, nieumiejętny, człowiek który ...www.s-pl.pl/?id=951216 lut 2016 -). Pytanie, czy ten typ łagodnej weryfikacji esbeków na Wybrzeżu dzięki Borusewiczowi był całkowicie przypadkowy? A w ogóle, czy w świetle tak wielu podejrzanych informacji o zachowaniu Borusewicza w podziemiu solidarnościowym nie należałoby temu jegomościowi wstrzymać korzystanie z immunitetu i poddać śledztwu?

Manipulacje B. Borusewicza w sprawie utajnienia spraw zabójstw działaczy solidarnościowych J. Samsonowicza i T. Szczepańskiego
 
Uczestnik strajku sierpniowego w Stoczni Gdańskiej Zenon Kwoka zarzucił Borusewiczowi, że świadomie przeszkadzał w ujawnieniu sprawy zabójstwa przez bezpiekę związanego z „Solidarnością” dziennikarza Jana Samsonowicza. Był on przewodniczącym „Solidarności” w gdańskiej Akademii Medycznej i jednym z sygnatariuszy odezwy o powołaniu ROPCIA. Kwoka oskarżył w swym wywiadzie filmowym B. Borusewicza o utajnienie sprawy zamordowania Samsonowicza. Przypomniał, że Borusewicz wraz z B. Lisem, A. Hallem i M. Świtkiem byli wówczas największą władzą w regionie „Solidarności” Wybrzeża i właśnie oni rozpatrywali śmierć J. Samsonowicza i ją utajnili. Czyli maja jakby moralny obowiazek wytłumaczenia się z tego, dlaczego tę sprawę utajnili, wręcz odwrotnie potwierdzili wersję ubeka. (Podkr.-JRN (...) Dla mnie Borusewicz, mój kolega zresztą, z którym siedziałem w podziemiu, traci wiarygodność. No ja uważam, że ukrywa zbrodnię, wtedy ukrywał zbrodnię (Podkr.-JRN). Por. portret filmowy Z. Kwoki w książce J. Zalewskiego:: „Pod prąd. Przewodnik po IV Rzeczpospolitej”, Warszawa 2014, s. 316) .
Kwoka ujawnił też, że Borusewicz chodził na tajne rozmowy z przedstawicielami władzy. A Jan Samsonowicz był niebezpieczny dlatego, iż w czasie, gdy rozpoczęły sie tajne rozmowy części działaczy „Solidarności” z Wybrzeża z SB Samsonowicz jako zwolennik absolutnej jawności wszystkich negocjacji jawił się jako autentyczna przeszkoda. (Por. tamże,ss.313-314). Z. Kwoka w swych wspomnieniach powołał się na opinię emigracyjnego dziennikarza Andrzeja Jarmakowskiego. Zdaniem Jarmakowskiego: „Jan ( Samsonowicz- JRN) poniósł śmierć, bo domagał się rozliczeń finansowych „Solidarności”,, a pieniądze były niemałe, bo to było parę milionów dolarów”.( Por. tamże, s.314). Trudno dziś podać motywy ,dlaczego Borusewicz tak mocno upierał się przy wersji zaprzeczającej zabójstwu Samsonowicza przez ubeków i podtrzymywał wymyśloną przez nich wersję o jego samobójstwie? Być może chodziło o bardzo źle rozumiany przez Borusewicza interes polityczny KOR- u, tj. niechęci do nagłaśniania śmierci działacza z konkurencyjnego dla KOR-u nurtu - ROPCIA, który mógłby być uznany za politycznego męczennika.
 
Świadome zaniechania Borusewicza są widoczne również w sprawie wyjaśnienia kulisów śmierci w styczniu 1980 r. w podejrzanych okolicznościach (prawdopodobnie zamordowania przez SB) innego działacza związkowego Tadeusza Szczepańskiego. Lech Wałęsa, do którego zwróciła się rodzina T. Szczepańskiego o wyjaśnienie sprawy jego śmierci skierował całą kwestię do Borusewicza, wówczas wiceministra spraw wewnętrznych. Wałęsa zeznał później podczas przesłuchania w tej sprawie: „Zachęcałem do wyjaśnienia tej sprawy Bogdana Borusewicza, który był wiceministrem spraw wewnętrznych. Niczego się jednak od niego nie dowiedziałem” (Cyt. za: Paweł Zyzak: „Lech Wałęsa..Idea i historia”, Kraków.2009,ss.194-195).

Ciekawe, że nawet Lech Wałęsa w wypowiedzi z 20 maja 2013 r .wyraził wątpliwości co do prawdziwej roli Borusewicza, stwierdzając: - „W swojej dzisiejszej wypowiedzi w jednej z telewizji informacyjnych stawiałem pytania, dotyczące sposobów działania mojego współpracownika Bogdana Borusewicza w okresie Strajku Sierpniowego w 1980 roku. Pytałem otwarcie, jak rozumieć jego niektóre niezrozumiałe, niejasne lub nietrafione propozycje działań z tamtego okresu, które wcale nie pomagały. Pytałem otwarcie, czy był prowokatorem, agentem czy może był słaby i nie znał się na rzeczy, ale nie podpowiadałem żadnej odpowiedzi na te pytania”. Wcześniej w rozmowie z dziennikarzami TVN, dopytywany, czy sugeruje powiązania marszałka senatu z SB, Wałęsa mówił: - „Nie wiem. Pójdźcie tą drogą, dlatego, że wszystkie jego akcje były fatalne. Jest tych akcji dużo więcej. Nie chciałbym na razie dużo ujawniać, ale jak będzie trzeba, będę powoli następne sprawy ujawniał. To wy macie znaleźć te informacje. Ja mam wystarczająco dużo, ale nie będę wam pomagał - deklarował noblista. Mówił też, że gdyby podczas strajku postąpił zgodnie z sugestiami Borusewicza, zostałby aresztowany”.(Por. „Bogdan Borusewicz był agentem?” Oświadczenie Lecha Wałęsy wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Bogdan-Borusewicz-byl-agentem-Oswia. Na temat powikłanych związków L. Wałęsy z B. Borusewiczem zob szerzej moj portret B.Borusewicza w książce „Platforma Obłudników”, Warszawa 2009,ss. 138-141).
Pytanie, czy polityk, którego rolę w przeszłości tak negatywnie oceniają liczni wybitni działacze byłej solidarnościowej opozycji, może być uważany za „autorytet”, a nawet „legendę
Solidarności”? 

Szczególnie podłe, wręcz nie do wybaczenia były świadomie rzucane przez Borusewicza fałszywe oskarżenia o współpracę z SB, które m.in. zniszczyły małżeństwo Kubasiewiczów. Borusewicz w świetle tak haniebnych fragmentów jego przeszłości nie powinien być dalej wicemarszałkiem Senatu, a nawet senatorem. Niech to przemyślą władze PiS-u ! I kolejne pytanie na koniec .Dlaczego w telewizji publicznej spod znaku J. Kurskiego mówiąc o oszczerczym porównaniu przez Borusewicza J. Kaczyńskiego do WRON-u W. Jaruzelskiego nie przypomina się równocześnie nikczemnych działań Borusewicza dla zniszczenia nie-Korowskiej części opozycji? Czy dzieje się tak przez niepamięć, czy oportunizm i miękkość?
 
Jako pierwszy zebrałem w jednym tekście poświęcone Borusewiczowi fragmenty relacji wybitnych działaczy solidarnościowych z Wybrzeża: Anny Walentynowicz, Joanny i Andrzeja .Gwiazdów, Ewy Kubasiewicz-Houee, Krzysztofa Wyszkowskiego, Andrzeja Kołodzieja, prof. Marka Czachora dziennikarki Wiesławy Kwiatkowskiej, Lecha Wałęsy oraz paru szeregowych działaczy związkowych. Są one w swej wymowie oskarżycielskiej prawdziwie przerażające i stanowią dowody pokazujące nikczemność Borusewicza i całkowicie zrzucające go z piedestału. Większość z tych relacji pochodzi z okresu po 2005 r. i niestety nie mógł ich znać świętej pamięci prezydent RP Lech Kaczyński, gdy poparł decyzję o wytypowaniu Borusewicza na marszałka Senatu. Musiał znać jednak te relacje obecny marszałek Senatu Stanisław Karczewski z PiS-u i można się tylko dziwić, że zgodził się na objęcie stanowiska wicemarszałka Senatu przez takiego niegodziwca. Najwyższy czas, by zmienić tę decyzję!. Apeluję do czytelników tego blogu o przygotowanie specjalnego listu otwartego na rzecz usunięcia Borusewicza z funkcji, na którą w żadnym razie nie zasługuje!

wtorek, 27 grudnia 2016

Ponad dwieście pytań do p. prezydenta A.Dudy, p.premier B.Szydło oraz do władz PiS (XXII)

Zbyt duża miękkość władz wobec awanturników z opozycji (II)
 
Oskarżam Bogdana Borusewicza! (I)
 
W poprzednim odcinku na blogu pokazywałem bardzo nieciekawą przeszłość europosła z PO Janusza Lewandowskiego, który zamiast siedzieć w Parlamencie Europejskim i tam grzmieć na Polskę PiS-u powinien przykładnie siedzieć w więzieniu. Żałowałem, że telewizja publiczna spod znaku Jacka Kurskiego nic nie zrobiła przez cały rok dla odsłonięcia ciemnych sprawek tego specjalisty od zagranicznych „donosów na Polskę”. Pokuszę się teraz o pokazanie innych zaniedbań telewizji publicznej w odsłanianiu ciemnych stron niektórych polityków opozycji, najgwałtowniej atakujących reformatorski rząd Beaty Szydło. Zacznijmy od Bogdana Borusewicza.
Pokazać całą prawdę o Borusewiczu
Do najostrzej atakujących PiS i rząd B. Szydło polityków PO należy b. marszałek, a dziś wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Jegomość ten, chętnie strojący się w piórka herosa solidarnościowej opozycji, wziął w ostatnich paru miesiącach bardzo aktywny udział w kampanii przeciw rządowi Zjednoczonej Prawicy. Tym bardziej więc warto przypomnieć w telewizji publicznej niektóre fakty odsłaniające jego wcześniejszą bardzo nieciekawą rolę. Szkoda, że tego dotąd nie zrobiono w telewizji publicznej, gdyż poważnie osłabiłoby to znaczenie ataków tego szemranego jegomościa na PiS i na rząd Beaty Szydło. Chodzi wszak o polityka niejednokrotnie fałszywie eksponowanego jako rzekoma „legenda „Solidarności”. Przypomnijmy, że wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz już 24 sierpnia 2015 r. zaatakował prezydenta Andrzeja Dudę, twierdząc , że „da się on traktować instrumentalnie”. Nader nikczemna była wypowiedź Borusewicza z 18 września 2015 r. ,dzieląca PiS na dobrych zmarłych i złych żywych. Oto, co powiedział o katastrofie smoleńskiej: „W Smoleńsku zginęła ta lepsza część PiS-u, ta bardziej otwarta, bardziej tolerancyjna, bardziej na lewo. PiS stracił jedno skrzydło, przechylił się na prawo". 28 sierpnia 2016 r. Borusewicz, atakując PiS, powiedział, że: „PiS stworzył nowy obraz Polaka - egoisty, myślącego, że żyje w wyizolowanym świecie, który chce tylko wykorzystać unijne pieniądze, a nic nie dać od siebie”. Kilka dni temu Borusewicz oszczerczo porównał PiS z J. Kaczyńskim na czele do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) z gen. W. Jaruzelskim na czele. I taki człowiek dzięki wielkoduszności PiS pozostaje wicemarszałkiem Senatu, w którym PiS ma tak kolosalną większość. Przypomnijmy, że na początku października 2016 r. Borusewicz złamał regulamin Senatu, bez konsultacji z marszałkiem Senatu przerywając obrady Senatu do 19 października. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski rozważał nawet w związku z tą samowolką Borusewicza pozbawienie go godności wicemarszałka Senatu. Ostatecznie wybrał jednak dużo łagodniejszą karę - pozbawił go prawa prowadzenia obrad Senatu na pewien czas, a w końcu cofnął i tę tak lekką karę. Przypomnijmy również, że Borusewicz samowolnie -wraz z grupą senatorów opozycji - odznaczył medalem prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego „za współpracę z Senatem”.-„Była to taka demonstracja polityczna z wykorzystaniem symboli Senatu, nieuzasadniona i niepotrzebna - skomentował marszałek Senatu Stanisław Karczewski z PiS.
 
Jako wicemarszałek Senatu Borusewicz „wyróżnił się” głównie - poza atakami na PiS- wyjątkowo wielką ilością kosztownych lotów samolotami. Użytkownik internetu Rafał odnotował 5 kwietnia 2016 r. w zapisie, zatytułowanym Borusewicz z samolotu zrobił taxi: „Za podatnika pieniądze Borusewicz były szef Senatu RP latał 650 razy samolotem, najczęściej kursował samolotem między Warszawą a Gdańskiem. A ciemne społeczeństwo musiało pokryć koszty przelotów”. Pazerność Borusewicza znalazła szczególnie wymowny wyraz w jego bardzo kosztownej wizycie wraz z wielką świtą w Australii. Tak pisała o niej polonijna publicystka Elżbieta Szczepańska w tekście „Wielka Niezlustrowana Delegacja w krainie owiec i baranów” z 22 marca 2007 r.: „Na antypodach trwają ostatnie gorączkowe przygotowania przed przyjazdem z Polski prezydenckiego samolotu, na pokładzie którego pod pretekstem zacieśnienia z Australią współpracy i nawiązywania rozlicznych kontaktów, oraz stosunków, przyleci sam marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz Pierwszy Szczodrobliwy, wraz ze swoją liczną, bo aż 69-osobową świtą. (Podkr.-JRN) Wyselekcjonowani polscy senatorowie, posłowie i inni niezlustrowani jeszcze szczęśliwcy z postkomunistycznej nomenklatury, i sfer polityczno-gospodarczego establishmentu III Rzeczpospolitej udali się w podróż swojego życia (...) Bardziej liczną delegację rząd RP wysłał w ostatnich latach tylko raz - na pogrzeb Jana Pawła II”. Oceniono, że samo paliwo do prezydenckiego Iła kosztowało skarb polskiego państwa 480 tysięcy złotych, koszty 14 -dniowych wczasów dla parlamentarno-biznesowej „elity” i jej obstawy - 510 tys. zł. Warto przypomnieć, że „szczodrobliwy” Borusewicz jako marszałek Senatu potrafił wyznaczać sam dla siebie rocznie po kilkadziesiąt tysięcy złotych premii.
 
Borusewicz, czyli jąkała spikerem
 
Na marszałka Senatu Borusewicz nadaje się jak wół do karety. Przede wszystkim dlatego, że jest bardzo słabym mówcą, z powodu tej swojej słabości niegdyś przezwanym Borsukiem. Jego antytalent jako mówcy dostrzegł nawet obecny zastępca naczelnego redaktora „Gazety Wyborczej” Jarosław Kurski, pisząc 20 marca 1993 r. w swej gazecie : „Borusewicz nigdy nie był dobrym mówcą. Powoli i nieporadnie formułuje zdania, posapuje”. Słowem: jąkała spikerem. Przy tym jest przeraźliwie nudny, bo na ogół ma niewiele do powiedzenia. Dobrze znający Borusewicza były działacz opozycyjny Kazimierz Maciejewski, tak pisał na jego temat w 2011 r.: „Będąc jednym z najgorszych mówców w gronie i tak ubogiej pod tym względem krajowej politycznej elity, zapomniał wyraźnie o mądrej dewizie, że milczenie bywa złotem. Tak więc pędzi z zapałem wszędzie tam gdzie widzi jakiś przyjazny mikrofon i natychmiast zaczyna perorować. Z chwilą zajęcia fotela marszałka senatu nabrał pychy podobnej do tej prezentowanej przed laty przez komunistycznych bonzów z PZPR. Ta cecha zupełnie wyparła obowiązek przygotowania się do większości zagranicznych wyjazdów. Pan Marszałek kompromitował nas więc przez ostatnie lata na niemal wszystkich kontynentach. Wystarczy przypomnieć skandalicznie żałosne wystąpienia w Australii, Kanadzie czy pośród rodaków na dalekiej Syberii, których zdołał obrazić w każdy możliwy sposób.
 
To wszystko można jednak jakoś przeżyć bo Polonia nie raz już pokazała, że potrafi być więcej niż wyrozumiała. Inaczej ma się jednak sprawa Jego krajowych wystąpień. Te są już zupełnie czym innym niż wynikiem zwykłego lekceważenia ich potencjalnych odbiorców. Są wykalkulowanym elementem brudnej propagandy i napaści na ludzi, przy których moralny kręgosłup pana marszałka wydaje się być wyjątkowo giętki.(Por. K. Maciejewski: Dwie twarze Bogdana Borusewicza https://wzzw.wordpress.com/2011/01/.../dwie-twarze-bogdana-borusewic...16 sty 2011).
Wśród największych głupstw wypowiedzianych przez Borusewicza do Polaków za granicą palma pierwszeństwa należy się niewątpliwie jego wypowiedzi na Syberii we wrześniu 2010 r. . Podczas obchodów 100. rocznicy założenia Wierszyny, największej polskiej wsi na Syberii, powiedział: „Drodzy rodacy, gdzie wasi przodkowie zajechali, prawie na koniec świata (…) ale faktycznie wybrali piękne miejsce, urodziwe, takie, gdzie chce się mieszkać i przyjeżdżać.” Publicysta Robert Wit Wyrostkiewicz tak skomentował tę niebywale głupawą wypowiedź marszałka polskiego Senatu: .Czy Borusewicz, który z urzędu powinien zajmować się Polonią, nie zna historii i losu Polaków z Wierszyny? Czy nie wie, że przez lata Syberia była dla nich miejscem biedy, niespełnionych marzeń i represji z powodu polskości, na których końcu niejednokrotnie czekała na nich śmierć zadawana przez bolszewików?”. (Umieszczone przez nieodżałowanego Wojtka Kulińskiego na portalu „Wirtualna Polonia” 18 września 2010 r.). A swoją drogą życzyłbym Borusewiczowi, żeby do końca życia zamieszkał na Syberii, na „miejscu, gdzie chce się mieszkać” i nie przeszkadzał polskim patriotom.
Jak takie beztalencie zostało marszałkiem Senatu?. Wszystko zaczęło się od ciężkiego błędu Lecha Kaczyńskiego, którego Borusewicz wielokrotnie nawiedzał po swej strasznej klęsce wyborczej w 2000 r., gdy niefortunnie startował z listy wyborczej „Unii Wolności”. Borusewicz dobrze wiedząc że L. Kaczyński był niestety aż nadto dobrotliwym i nazbyt naiwnym, wielokrotnie apelował do jego współczucia. Uskarżał się, że on ,tak rzekomo zasłużony dla „Solidarności” będzie miał bardzo niską emeryturę i wciąż prosił o pomoc. Dobrotliwy Lechu Kaczyński w końcu zlitował się nad skamlącym o wsparcie
Borusewiczem i obiecał poprzeć go w wyborach do Senatu. Co więcej, i to jest wprost niewiarygodne, choć słyszałem to z ust kogoś bardzo kompetentnego w całej sprawie, Lech Kaczyński jesienią 2005 r. przerwał na dzień kampanię prezydencką i pojechał do Trójmiasta, aby osobiście wesprzeć kandydaturę Borusewicza do Senatu. A później tylko dzięki jego poparciu Borusewicz został marszałkiem Senatu. Dobrze wiemy jak później „odwdzięczył się” Kaczyńskim i PiS-owi za to poparcie. Poparcie dla kandydatury Borusewicza na marszałka Senatu było chyba najcięższym błędem personalnym świętej pamięci prezydenta L. Kaczyńskiego.
Były opozycjonista przeciw dekomunizacji 

Gdy się przeczyta nieco niżej podane dość zaskakujące fakty o podejrzanym zachowaniu Borusewicza w podziemnej „Solidarności” może nieco bardziej zrozumiały będzie szokujący fakt, że ten były opozycjonista po 2000 r. stanowczo występował przeciwko dekomunizacji. Stopniowo dawny „radykalny” opozycjonista stawał się coraz bardziej pojednawczy wobec postkomunistów i zyskiwał nawet ich przychylność gotowi byli poprzeć właśnie jego kandydaturę na szefa IPN-u!). Jakże wymowny był fakt, iż Borusewicz głosował nawet przeciwko ustawie dekomunizacyjnej. W listopadzie 1998 r. Borusewicz zaskoczył wiele osób r. relatywizmem swego podejścia do komunizmu w czasie przeprowadzonej w Radiu Plus debaty na temat dokumentu o strukturze Układu Warszawskiego. W trakcie dyskusji Borusewicz (wówczas wiceminister spraw wewnętrznych) wypowiadał się w kontekście wymowy dokumentu nie tylko o Jaruzelskim , ale faktycznie i komunizmie i PRL. I wtedy padło jego szczególnie szokujące stwierdzenie, zamazujące odpowiedzialność W.Jaruzelskiego i innych sprawców stanu wojennego.: „Jeśli pan mnie pyta, kto dopuścił sie zdrady narodowej i czy dopuścił sie zdrady narodowej - ja nie jestem w stanie odpowiedzieć”.( Cyt. za: Jacek Kwieciński: Wycinki, „Gazeta Polska” z 25 listopada 1998 r.).

Innym przykładem „dziwnej” ewolucji Borusewicza była jego ocena prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, wypowiedziana w czasie rozmowy z telewizyjną publicystką Dorotą Gawryluk: „Nie była to zła prezydentura”. Chwalący Kwaśniewskiego były opozycjonista miał za to tylko słowa najgorszego potępienia dla Radia Mqaryja. W wypowiedzi z dnia 22 lipca 2007 r. stwierdził: „Antysemickie wypowiedzi O. Rydzyka mają negatywny wpływ na wizerunek Polski za granicą. Sprawa przestała mieć charakter wewnątrzkościelny, dlatego jego słowami powinna się zająć Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu, powołana do rozwiązania spraw konfliktowych”. Warto przypomnieć, że związany z KOR-em Borusewicz był zawsze zajadłym przeciwnikiem najbardziej patriotycznych środowisk w „Solidarności”. W „Zeszytach Historycznych” paryskiej „Kultury” (nr 24 z 1983 r.) zamieszczono tekst wypowiedzi Borusewicza w podziemnej „Konspirze”. Borusewicz posunął się tam do obrzydliwej napaści na przedstawicieli nurtu patriotycznego „Solidarności”, stwierdzając m.in. : „Powstało w „Solidarności” skrzydło porównywalne tylko z „Grunwaldem” czy z „Rzeczywistością”. Prawdziwi Polacy z „Solidarności” reprezentowali ideologię totalitarną”.

Anna Walentynowicz: „Borusewicz to zdrajca, to człowiek, który sprzedał swoją duszę”
 
Wbrew panegirystom przypisującym Borusewiczowi wielką rolę w „Solidarności” na Wybrzeżu liczni wybitni świadkowie wydarzeń wskazują na to, że polityk ten jako lider środowiska KOR-u na Wybrzeżu zapisał się dość fatalnie w dziejach niezależnego związku. Oto kilka jakże charakterystycznych wypowiedzi: Anna Walentynowicz stwierdziła: „ Bogdan Borusewicz miał za zadanie nie dopuścić do powstania wolnych związków, a później oskarżał nas o agenturalność”. (Por. Jednak w Sejmie, nie na rogu ulicy, „Nasz Dziennik.pl” 8 września 2008). m Pod koniec życia A. Walentynowicz zadała Borusewiczowi następujące 10 pytań: Kogo pan oskarża o spowodowanie nędzy w kraju, czy nie widzi pan tu swojego udziału?
  1. Czy z powodu tej nędzy żyje pan równie ubogo jak pana wyborcy?
  2. Dlaczego pan - opozycjonista spotykał się z majorem STASI, czyżby chciał pan dorównać Oleksemu?
  3. Co pan zrobił z materiałami dotyczącymi Grudnia’70, które Macierewicz przekazał panu?
  4. Dlaczego magazynował pan sprzęt poligraficzny, który w ogromnych ilościach przychodził z Zachodu (np. 75 kserokopiarek z Norwegii) podczas gdy grupy opozycyjne w Gdańsku nie miały na czym drukować?
  5. W stanie wojennym przekazał pan redakcji „Robotnika Lęborskiego” powielacz, w którym był nadajnik, ludzi aresztowano. Jak pan wytłumaczy ten fakt?
  6. Skąd pochodziły pieniądze, które w 1986 r. proponował mi pan (5 tys. zł miesięcznie) w zamian za zaniechanie krytyki L. Wałęsy?
  7. W 1983 r. usiłowałam wmurować tablicę upamiętniającą śmierć górników z Wujka. Tablicę zabrano, a mnie uwięziono. Potem bezskutecznie domagałam się zwrotu mojej własności przez sąd, prokuraturę, UOP i Ministerstwo Sprawiedliwości. Pan tę tablicę wmurował w 1990 r. Na jakiej podstawie bezpieka wydała ją panu?
  8. W WZZ i stanie wojennym powoływał się pan na informacje w komendzie. Dlaczego informacje, szczególnie dotyczące oskarżeń działaczy o agenturalność były fałszywe?
  9. W 1981 r. wysłał mnie pan do Radomia. Komu pan podał adres mojego pobytu w Radomiu, gdzie tajny współpracownik SB przygotował zamach na moje życie?
Oczekuję odpowiedzi: Anna Walentynowicz. (Por. www.wykop.pl/.../10-pytan-anny-walentynowicz-do-bogdana-borusewic...23 sie 2015).
 
Anna Walentynowicz wystąpiła z bardzo ostrą krytyką Borusewicza również na łamach „Najwyższego Czasu” 16 września 2000 r. w wywiadzie udzielonym Elżbiecie Wójcik pt. „A mury rosną, rosną, rosną...”Stwierdziła tam m.in.: „Solidarność” była takim szlachetnym zrywem, ale została zniszczona poprzez wprowadzenie do niej ludzi zupełnie z nią nie związanych. Jedną z takich osób był Bogdan Borusewicz. Jako członek KOR był przeciwny powstaniu Wolnych Związków Zawodowych. Po stanie wojennym do „Solidarności” wprowadził go Lech Wałęsa i mianował szefem Zarządu Regionu. Nie mogę zapomnieć tego, co powiedział o „Solidarności” w Zielonej Górze, że „Solidarność” nigdy nie oczyści się z tego, że doprowadziła kraj do nędzy. Wkrótce potem przeniósł się do Unii Demokratycznej (...) Chcę przez to powiedzieć, że ciągle ci sami ludzie przetasowali się i są gotowi na wszystko, aby tylko zachować władzę”.
Pod koniec życia Walentynowicz wystąpiła z jeszcze ostrzejszym oskarżeniem pod adresem Borusewicza, mówiąc : „Co gorsza, że dzisiaj taki Borusewicz uchodzi za opozycjonistę, a jest to zdrajca. Jest to człowiek, który sprzedał swoją duszę, co będzie każdemu diabłu służyć.(Cyt. za:.You Tube https://www.youtube.com/watch?v=zFa4LlPp0A417 gru 2013 - Przesłany przez: Stanisław J.Zieliński).

Z kolei jeden z czołowych działaczy „Solidarności” na Wybrzeżu Andrzej Gwiazda zasugerował podczas wystąpienia na posiedzeniu Senatu 10 maja 20007 r., iż Borusewicz był w 1980 r. prowokatorem, akcentując :„Pewne rzeczy na to wskazują i mam nadzieję, że to się wyjaśni”. (Podkr.- J R.N).

niedziela, 25 grudnia 2016

Ponad dwieście pytań do p. prezydenta A.Dudy, p.premier B.Szydło oraz do władz PiS (XXI)

Zbyt duża miękkość władz wobec awanturników z opozycji (I)
 
Moim zdaniem to głównie miękkość PiS wobec blokady Sejmu doprowadziła do rozbuchania konfliktu, a ugasić go może tylko twarda konsekwentna postawa. Świeżo przeczytałem wywiad z b. ministrem Gabrielem Janowskim. Wspominał w nim jak za blokadę mównicy sejmowej został ukarany przez marszałka Sejmu Marka Borowskiego zabraniem trzymiesięcznych poborów sejmowych. (Por. wywiad Elizy Olczyk z Gabrielem Janowskim: Najgorszy dla gospodarki był rząd Jerzego Buzka, „Plus-Minus” z 17 grudnia 2016 r.) Dlatego od razu na początku blokady należało przypomnieć precedens z ukaraniem posła Janowskiego przez marszałka Borowskiego i twardo zapowiedzieć, że wszyscy blokujący mównicę będą podobnie ukarani. Ciekawe, ile posłanek i posłów chciałoby dalej blokować mównicę po takiej zapowiedzi? Jak widać w PiS-ie zupełnie zapomniano o tym, precedensie! A za słabość reakcji płaci się słoną cenę. Myślę, że czas jeszcze na zastosowanie groźby surowych sankcji finansowych wobec opozycyjnych posłanek i posłów blokujących salę sejmową i mównicę. Należałoby też jak najszybciej przeciąć dostawę prądu do nielegalnie protestujących. Straż Marszałkowska nie powinna też wpuszczać na salę kolejnych amatorów blokowania.
 
Ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka uważam za jednego z najlepszych ministrów w rządzie Beaty Szydło. A jednak sadzę, że podległa mu policja zachowała się zbyt łagodnie w ostatnich dniach wobec awanturujących się KOD-owców i innych „opozycjonistów”, zachowujących się jak zwykła hołota i łamiących prawo. W tekście Krzysztofa Wołodźko: KOD dziczeje („Gazeta Polska codziennie” z 23 grudnia 2016 r.) czytam o trzyczęściowym filmie na You Tube, zatytułowanym „Walk of shame Krystyny Pawłowicz” (Spacer hańby Krystyny Pawłowicz). Film pokazuje jak: „Kilkaset metrów idzie otoczona zgraja agresywnych zwolenników KOD-u, z których część raz po raz podchodzi bardzo blisko, robi jej zdjęcia, nagrywa. Przynajmniej jeden mężczyzna niemal w twarz wykrzykuje jej przeróżne hasła przez szczekaczkę: to ewidentnie przemocowe zachowanie budzi także zachwyt sporej części internetowych komentatorów, popierających „obrońców demokracji”. Pytam, dlaczego policja nie zareagowała stanowczo w obronie posłanki ? 19 grudnia 2016 r. na portalu „Meritum.pl” przeczytałem informacje, iż: W sobotę, muzyk Maciej Maleńczuk zaatakował fizycznie działacza Prolife. Zniszczył materiały promocyjne, a jednego z prolajferów uderzył pięścią w twarz. Całym zajściem sam pochwalił się na Facebooku”” Pytanie dlaczego, agresywny muzyk-chuligan jeszcze nie siedzi w areszcie? Gdzie jest prawo i sprawiedliwość? W pełni zgadzam się w tym przypadku z opinią Ryszarda Kapuścińskiego, komentującego pobicie działacza Prolife przez „podrzędnego grajka” Maleńczuka słowami: „Bandytom, którzy atakują innych za poglądy, należy stawiać zarzuty z urzędu” (Por. R. Kapuściński: Prośba do Ziobry, „Gazeta Polska codziennie”, 23 grudnia 2016 r.) W piątek 18 grudnia 2016 r. doszło do agresywnego wystąpienia całej grupy „opozycyjnych manifestantów” przeciw posłom z PiS. Jak odnotowano w „SuperExpressie” z 21 grudnia 2016: r.: „W piątek w nocy pod Sejmem miała polać sie krew. Prowokację powstrzymała na szczęście policja. Spokojny przebieg piątkowych wydarzeń zawdzięczamy profesjonalizmowi i stalowym nerwom policjantów i i funkcjonariuszy BOR. W mediach pokazano skrajnie agresywną grupę protestujących, którzy usiłowali zablokować przejazd kolumny samochodów z premier Szydło, ochranianej przez BOR. Wśród najbardziej agresywnych protestujących, którzy próbowali kłaść się pod samochody i tarasować drogę według nieoficjalnych informacji byli przedstawiciele skrajnej organizacji Antify. Tej samej, która przy wsparciu niemieckich chuliganów organizowała napady na grupy rekonstrukcyjne biorące udział w Marszu Niepodległości”. A ja osobiście wolałbym nie czytać o „stalowych nerwach policjantów i funkcjonariuszy BOR”, lecz o tym, że natychmiast zwinęli „opozycyjnych” matołków do więzienia. Chciałbym też przeczytać o natychmiastowym rozpoczęciu śledztwa wobec Antify za zachowanie w dniu 18 grudnia przed Sejmem i za wcześniejsze ich prowokacje w czasie Marszu Niepodległości. Chciałbym również przeczytać o wydaniu rozporządzenia rozwiązującego agresywną organizację, posługującą się iście faszystowskimi metodami! Platforma Obywatelska opublikowała spot, w którym było widać leżącego, rzekomo nieprzytomnego mężczyznę podczas piątkowych manifestacji wokół Sejmu. Scena była tak zmontowana, aby pokazać jak brutalna władza rządzi teraz Polską. Autorzy spotu Platformy starannie wycięli jednak. kilka wcześniejszych klatek, które pokazywały jak mężczyzna sam starannie położył się na ulicy, by udawać nieprzytomnego, do którego zaraz podbiegła jakaś kobieta, by sprawdzić, czy jeszcze bije mu puls Nieprzytomnego udawał prowokator Wojciech Diduszko, były pracownik TVP. Jest on filmoznawcą, a prywatnie mężem dziennikarki i animatorki kultury związanej z „Krytyką Polityczną”, Agaty Diduszko-Zyglewskiej. Agresywnego Diduszkę, który mógł sprowokować swym zachowaniem zajścia i rozlew krwi, ,należałoby jak najszybciej postawić przed sadem, tak aby go oduczono podobnych zachowań na przyszłość! Przed sądem powinni znaleźć sie również autorzy zmanipulowanego spotu Platformy.
 
Skrajnym przejawem agresywnego zachowania chuliganów z tzw. „opozycji” był atak na minister edukacji Annę Zalewską w Jeleniej Gorze po spotkaniu, na którym tłumaczyła swoją reformę edukacji. Jak komentowano w „SuperExpressie” : „Grupka protestujących przeciwko zmianom w szkolnictwie rzuciła się na nią, z okrzykami „spier....a s... cz”. Prawie zdarli z niej szalik”. (Por. KB,AM,SR: Poszarpali minister za gimnazja, „SuperExpress” z 21 grudnia 2016 r.) Ks. Daniel Wachowiak komentował w „TV Republika”: „ Nie brakuje – jak widać w KOD-zie – zwyczajnych barbarzyńców i swołoczy, której obce są jakiekolwiek zasady szanowane i wyznawane w świecie cywilizowanych ludzi”.  Pytanie, dlaczego policja nie przerwała chuligańskiego ataku protestujących, pakując ich natychmiast do aresztu? Inny przykład chuligańskiej agresji odnotowano 20 grudnia w Krakowie. Jak komentowano w „SuperExpressie” z 21 grudnia 2016: „W niedzielę wieczorem doszło do kolejnego przykładu barbarzyństwa i skrajnego naruszenia norm społecznych. Grupa osób inspirowana przez polityków opozycji pod pretekstem walki o wolność blokowała wjazd Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na Wawel. Ci ludzie odmówili Prezesowi PiS prawa dol odmówienia modlitwy przy grobie brata i udziału w Mszy Św. To zachowanie całkowicie sprzeczne z naszą kulturą i przejaw skrajnego politycznego zacietrzewienia”. Znów nasuwa się pytanie: dlaczego policja błyskawicznie nie interweniowała i nie zgarnęła natychmiast „opozycyjnych” chuliganów do więzienia?
Myślę, że ludzie ze środowisk patriotycznych mogą podpisać się oburącz pod ogłoszonym na portalu „Do Rzeczy.pl” Listem otwartym Rodzin żołnierzy Wyklętych pt. „Żądamy rozliczenia i ukarania tych, którzy robią w Polsce burdy".
 
W liście czytamy: „My, dzieci i rodziny Żołnierzy Wyklętych nie możemy być obojętni wobec sytuacji, która obecnie ma miejsce w Polsce. Ze smutkiem obserwujemy próby podważenia demokratycznego ładu, porządku prawnego i konstytucyjnego Rzeczpospolitej.
Opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna używa nawet najbardziej chuligańskich środków, aby obalić demokratycznie wybrane władze Polski. Paraliżują prace drugiej co do ważności instytucji państwa polskiego: parlamentu Rzeczpospolitej. Blokują mównicę sejmową, uniemożliwiając uchwalenie najważniejszych aktów prawnych – budżetu państwa, a także ustawy dezubekizacyjnej, ograniczającej przywileje emerytalne funkcjonariuszom komunistycznych, antypolskich służb.
Te same siły, wśród których są wywodzący się z PRL pułkownicy i generałowie, esbecy, stalinowscy mordercy sądowi, czy ich resortowe dzieci, zagrażają legalnym władzom RP, atakują ich przedstawicieli, nie pozwalają na opuszczenie Sejmu. Co szczególnie przykre, ale też znamienne, te antydemokratyczne ekscesy są organizowane w rocznice polskich tragedii: 13 grudnia – wprowadzenia przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego, czy 16 grudnia – pacyfikacji kopalni „Wujek”. Te zorganizowane działania nie tylko zakłócają upamiętnianie polskich rocznic, ale noszą także znamiona nowego zamachu stanu.
Jako dzieci tych, którzy niezłomnie walczyli o wolną Polskę, a często ponosili za to najwyższą cenę – cenę życia, nie możemy się godzić na takie antydemokratyczne metody. Prowadzą one do niszczenia naszej Ojczyzny, jej osłabienia wewnętrznego i zewnętrznego. Domagamy się przestrzegania prawa i demokracji, a także powszechnie przyjętych norm moralnych. Żądamy rozliczenia i ukarania tych, którzy robią w Polsce burdy, okupują Sejm RP i próbują skłócić Polaków. Wartości Najjaśniejszej Rzeczpospolitej powinny być dla nas wszystkich najwyższym zobowiązaniem i drogowskazem”.
Za Zarząd Stowarzyszenia Żołnierzy Wyklętych
Tadeusz M. Płużański
Apel do środowisk patriotycznych o powszechny udział w manifestacji poparcia dla rządu w dniu 6 stycznia 2017 r.
 
Od wielu miesięcy bezskutecznie apelowałem o prawdziwą mobilizację środowisk patriotycznych i organizowanie masowych manifestacji patriotycznych, tak jak to robią Węgrzy. Jeszcze 13 grudnia 2016 r. doszło do sfuszerowanej manifestacji PiS. PiS-owskie Zosie Samosie zorganizowały samotną manifestację, mniejszą od manifestacji KOD-u, Platformy i Nowoczesnej, mniejszą, choć patriotycznych zwolenników zmian jest bez porównania więcej. Tym mocniej cieszę się więc, że na 6 stycznia 2017 r. wreszcie zapowiedziano wspólną manifestacje PiS-u ,”Solidarności” i środowisk radio-maryjnych. Apeluję do wszystkich, którzy myślą po polsku o solidarny, wspólny udział w tej manifestacji. Równocześnie jednak apeluję do organizatorów manifestacji, aby zwrócili się o współudział do wszystkich innych środowisk patriotycznych, od kukizowców i narodowców po Prawicę Rzeczpospolitej.

Dlaczego publiczna telewizja nie reaguje?

W poprzednich paru dziesięcioleciach dosłownie setki razy atakowano paszkwilancko różne osoby ze środowisk patriotycznych w poszczególnych telewizjach, od TVN-u po telewizję publiczną. Przypomnę np. że mnie atakowano sposób wyjątkowo chamski i prymitywny w poświęconym mi programie TVN-u „Uwaga”, z udziałem m. in. niejakiego Gadzinowskiego (nie tego od Urbana)./ Atakował mnie również w TVN w osobnym programie M. Olejnik stary agent SB „TV Filozof”, a przypadkiem arcybiskup Józef Życiński, występując po stronie polakożercy i wroga Kościoła J.T.Grossa. (Szerzej napiszę o oszczercy, b. agencie Życińskim w drugim tomie moich pamiętników „Wichry życia”.).
 
Dlaczego w telewizji publicznej nie pokazano dotąd prawdziwego portretu antypolskiego szkodnika Janusza Lewandowskiego?
 
Zapytuję, dlaczego obecnie telewizja publiczna nie reaguje dużo szerzej na skrajne ataki wrogów obecnego rządu, niekiedy występujących wprost również przeciw Polsce, tak jak to zrobił europoseł z PO Janusz Lewandowski? Ten wielce złej sławy jegomość od dawna szczególnie gwałtownie atakuje obecny rząd polski w Parlamencie Europejskim, dążąc do napiętnowania go w PE. Ostatnio posunął się w Parlamencie Europejskim do obrzydliwego „donosu na Polskę”, twierdząc, że nasz kraj jest „chorym ogniwem wspólnoty” (europejskiej) i głosząc, ze sytuacja w Polsce bardziej zasługuje na rozpatrzenie niż sytuacja w Aleppo. Przypomnijmy, że Lewandowski, zajadły wróg obecnych rządów wielokrotnie atakował je w ostatnim roku. Np. 14 września 2016 r. powiedział - „Jestem głęboko przekonany, że Polska Kaczyńskiego nie uzyskałaby członkostwa w Unii Europejskiej”. We wrześniu 2016 r. Lewandowski był w Parlamencie Europejskim głównym mówcą przekonującym do głosowania przeciwko Polsce. 15 grudnia 2016 r. Lewandowski stwierdził, że polityka PiS ,to „kroczący zamach stanu na instytucje państwa prawa, społeczeństwa obywatelskiego i zdrowej gospodarki”.
 
Dlaczego po tak licznych antypolskich wybrykach J. Lewandowskiego telewizja publiczna nie przypomniała choćby skrótowego portreciku Lewandowskiego, który powinien być sądzony za nierzetelne prywatyzacje zamiast siedzieć w Parlamencie Europejskim. Nawet w paryskiej „Kulturze” ekonomista Andrzej Koźmiński pisał o „fanatyku Lewandowskikm”, który „wiele zakładów przemysłu państwowego... za pół darmo przekazywał obcemu kapitałowi”.(Por.. A. Koźmiński: Kto wygra następne wybory?, paryska „Kultura”, czerwiec 1997 r., s.145 ). W książce „Zagrożenia dla Polski i polskości” (Warszawa 1999, t.2, ss. 112-113) opisałem szerzej najbardziej skandaliczną transakcją prywatyzacyjną Lewandowskiego. Była nią osławiona sprzedaż za 120 milionów dolarów amerykańskiemu koncernowi wielkich, bardzo nowoczesnych kwidzyńskich zakładów papierniczych, wartych kilkakrotnie więcej od ceny sprzedaży. Chwalił się tym zresztą nabywca - C. Cato Early, dyrektor amerykańskiej firmy International Paper (IP), która zakupiła zakłady w Kwidzyniu. W wywiadzie dla „Journal of Business Strategy” (March-April 1993) Early powiedział, że „Cena była na takim poziomie, iż wierzymy, że zarobimy bardzo atrakcyjny dochód na tej inwestycji (...) Polski rząd wydał prawdopodobnie trzy do czterech razy tyle na zbudowanie tej fabryki i dzisiaj byłaby ona w zasadzie nie do kupienia za nawet zbliżoną cenę nigdzie indziej w świecie”.(Cyt. za listem ekonomisty, profesora University of California, Kazimierza Stańczaka, opublikowanym w tygodniku „Spotkania” z 20 maja 1993 r.). Prof. Stańczak zwrócił uwagę również na świadomą dezinformację w sprawie ceny za jaką sprzedano zakłady w Kwidzyniu. Zakłady warte faktycznie 600 mln. dolarów sprzedano -wg. dyrektora Early za 150 mln. dolarów. Prof. Stańczak odnalazł jednak oficjalną informację Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, jakoby zakłady sprzedano tylko za 120 mln dolarów. Dlatego zapytał: „Gdzie zniknęło 30 mln dolarów?”

Wspomniana wyżej tak szkodliwa dla polskich interesów, wręcz patologiczna transakcja J. Lewandowskiego w Kwidzyniu szybko wywołała ostre protesty. Jak pisał profesor Witold Kieżun: „Obok Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Przemysłu Papierniczego zareagowała Sejmowa Komisja Przekształceń Własnościowych i b. minister Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego Waldemar Kozłowski, który wystosował protest do premier Suchockiej i prezydenta Wałęsy. Otrzymał wyjaśnienie od ministra przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego, że transakcja była korzystna ze względu na przestarzałość zakładu i w związku z tym możliwość jego bankructwa”. (Por. W. Kieżun: „Patologia transformacji”, Warszawa 2012,s.141). Było to wyjątkowo bezczelne kłamstwo Lewandowskiego. Jak się bowiem okazało amerykański nabywca zakładów w Kwidzyniu dyrektor Early stwierdził w cytowanym wyżej wywiadzie: „Ta fabryka jest w całości nowoczesna, zaprojektowana według całkowicie nowoczesnych wzorców zachodnich. Mieści się ona we wszystkich standardach, jakich oczekiwalibyśmy od każdej fabryki na świecie”. (Podkr.- J.R.N.) Dyrektor Early podkreślił w wywiadzie również fakt, że kupiona przezeń fabryka w Kwidzyniu „ma znakomicie funkcjonujące urządzenie do odpadów, będąc „zaprojektowana według całkowicie nowoczesnych specyfikacji zachodnich”. Według „Nowej Europy z 12 sierpnia 1992 r. zakłady w Kwidzyniu „posiadają największą i najnowocześniejszą w Europie Wschodniej zintegrowaną celulozownię i papiernię”.
 
Opublikowanie w Polsce przekładu wywiadu dyrektora Early spowodowało kolejne wznowienie kontrowersji wokół transakcji Lewandowskiego. Jak pisał prof. Kieżun: „Wówczas min Waldemar Kozłowski złożył doniesienie do Generalnego Prokuratora, stawiając ministrowi Januszowi Lewandowskiemu zarzut karygodnej niedbałości, powodującej straty państwa rzędu 500 mln dolarów. Niestety wkrótce po złożeniu tej skargi min. Kozłowski umarł nagle na atak serca. Sprawa została skierowana do prokuratury w Elblągu, która przekazała ją do Delegatury NIK-u w Gdańsku, ta odesłała ją do Centrali NIK-u w Warszawie. Tu utknęła bez dalszego ciągu. Gdyby min. Kozłowski nagle nie umarł, prawdopodobnie w dalszym ciągu by interweniował”. (Por. W. Kieżun: op.cit.,s. 141).. Przypomnijmy, ze poza skandaliczną transakcją z zakładami w Kwidzyniu minister Lewandowski miał na sumieniu również wiele innych oburzających prywatyzacji „za bezcen”, m.in. osławionej prywatyzacji Cementowni Gorażdże. (Por. W. Kieżun: op.cit.,ss.141-142).
 
Dodajmy tu to, co pisał Xawery Lipinski w „Gazecie Bałtyckiej” w styczniu 2016 r. : „Janusz Lewandowski jest m.in. współtwórcą Programu Powszechnej Prywatyzacji. Programu, który według powszechnie dostępnych źródeł nazwany został „najdroższą porażką III RP”. Majątek obejmujący 512 przedsiębiorstw państwowych „stał się przedmiotem afer, korupcji i nielegalnych transakcji, na których wzbogacili się pseudobiznesmeni i politycy”. Na portalu „Wolne media” z 15 września 2016 r. pisano w tekście zatytułowanym: Kim jest główny referent antypolskiej rezolucji? :„Janusz Lewandowski to nie tylko główny referent antypolskiej rezolucji. To przede wszystkim pomysłodawca rabunkowej „powszechnej prywatyzacji”! W kontekście przedwczorajszej aktywności Janusza Lewandowskiego w Parlamencie Europejskim i przyjęciem antypolskiej rezolucji, warto przypomnieć wcześniejsze „osiągnięcia” tego europosła. Jednym z nich jest niewątpliwie Program Powszechnej Prywatyzacji, nazywany również „najdroższą porażką III RP”. W trakcie przymusowej prywatyzacji ponad 500 przedsiębiorstw doszło bowiem do mnóstwa afer i przekrętów, na których wzbogacili się pseudobiznesmeni i koledzy polityków. Tradycyjnie straciło nasze państwo, czyli my wszyscy. Pomysłodawcą programu powszechnej prywatyzacji był wspomniany powyżej Janusz Lewandowski, który w rządzie Hanny Suchockiej pełnił rolę ministra przekształceń własnościowych”.
 
Świetny ekonomista, główny ekspert Skoków, a od 2015 r. poseł do Sejmu Janusz Szewczak pisał 19 września 2015 r. na portalu „Gospodarka.pl” Lewandowski, bój się Boga, czyli „osiągnięcia wielkiego wyprzedawczyka” : „Mózg gospodarczy PO, doradca premier Ewy Kopacz, specjalista od głupiej, szkodliwej, a często wręcz aferalnej wyprzedaży, często za bezcen polskiego majątku narodowego, nazywanej dla niepoznaki prywatyzacją, zapragnął nagle debaty z kandydatką na premiera Beatą Szydło (...) Ponieważ nie wszystkim jest dana łaska niewiedzy i niepamięci warto przypomnieć „osiągnięcia wybitnego wyprzedawczyka” polskich rodowych sreber i liczne afery związane z wyprzedażą za bezcen, poniżej zasobów gotówki w kasie prywatyzowanej firmy, dokonywane w atmosferze skandali, często, gęsto przy ewidentnej sprzeczności z polskim prawem. Poczynając od tzw. prywatyzacji Wedla, poprzez Stocznię Gdańską, fabrykę papierów w Kwidzyniu, warszawski Polcolor, który sprzedano partyjnemu sponsorowi liberałów, oficerowi WSI Wiktorowi Kubiakowi czy też antydatowaną transakcję sprzedaży partyjnym kolegom Lewandowskiego z KLD, krakowskich firm: Techma i Krak-chemia. Proces w tej sprawie trwał blisko 10 lat, z małymi przerwami, a min. Lewandowski zasłaniał się jak mógł, w tej sprawie poselskim immunitetem, by przeciągnąć sprawę. Wiem, co mówię w tej sprawie gdyż byłem świadkiem oskarżenia w tej krakowskiej aferze prywatyzacyjnej. Z opresji ratowali Lewandowskiego wielokrotnie jego mocno zarobieni, głównie zagraniczni sponsorzy i mocodawcy, skutecznie unikał on jakiejkolwiek odpowiedzialności za wyrządzone ogromne szkody w polskiej substancji majątkowej, zwłaszcza za podwartościową ocenę dochodowych przedsiębiorstw”. (Zob. również J. Szewczak: Główni macherzy kręcący lody nad Wisłą zawsze byli bezkarni. 20 lat polskiej prywatyzacji jest tego najlepszym przykładem, na portalu „wPolityce” 28 kwietnia 2013 ).

Przypomnijmy przy okazji, że Janusz Lewandowski od początku swych działań politycznych w Kongresie Liberałno-Demokratycznym (KLD) reprezentował skrajnie antynarodowe i antykościelne stanowisko. Jego szokujące fobie w tej sprawie obnażył kiedyś otwarcie Lech Mażewski, w swoim czasie przywódca prawego skrzydła KLD. Stwierdził on, że Lewandowski jest „dziedzicem francuskiego Oświecenia. Kościół, naród to według Lewandowskiego - reakcja, przeżytek, nacjonalizm, ksenofobia. Są to poglądy zbieżne z poglądami lewego skrzydła Unii (Demokratycznej- J.RN.) z prof. Kuratowską na przykład”.(Cyt za rozmową Barbary Szczepuły z L.Mażewskim: To jest spór ideowy, „Przegląd Tygodniowy”,1992, nr 45 ).