niedziela, 28 sierpnia 2016

„Szeryf” Ziobro ich załatwi

Zawsze wyjątkowo mocno ceniłem ministra Zbigniewa Ziobro i dlatego ogromnie cieszę się z tego, że właśnie on daje najlepszy przykład konsekwencji w rozprawianiu się z patologiami tak chorego dotąd wymiaru sprawiedliwości. Przypomnę tu, że przez kilka lat ciągle apelowałem w Radiu Maryja o pogodzenie się z ziobrystami i występowałem na rzecz unikania epitetów we wzajemnych polemikach, aby nie utrudniło to ostatecznego tak niezbędnego dogadania się przedwyborczego,. Zdaję sobie sprawę, że moje wypowiedzi w Radiu Maryja na powyższy temat bardzo nie podobały się niektórym egoistycznym PiS-owcom. Choćby takim jak Adam Hofman, który starał się umacniać całą swą karierę głównie przez lizusostwo i agresywne ataki na Ziobro i ziobrystów jako rzekomych „zdrajców” Na szczęście Hofman już nie bryluje w PiS-ie, a Ziobro doskonale spełnia swą rolę jako minister PiS-owskiego rządu. Cieszę się, że jest to coraz bardziej doceniane w mediach. Nader wy mowny pod tym względem jest najnowszy tekst w ‘Warszawskiej Gazecie” z 26 sierpnia „Brawo Ziobro”, sygnowany literkami ipw. Autor tekstu pisze m.in. : „Warto z uznaniem odnotować dwie bardzo ważne inicjatywy ministra Zbigniewa Ziobro. Pierwsza to wprowadzenie nowelizacji do ustawy o IPN, dzięki której za określenie typu: „polskie obozy koncentracyjne będzie groziła kara do trzech lat więzienia. Druga to wznowienie śledztwa w sprawie głośnego zabójstwa Jolanty Brzeskiej- kobiety, która walczyła z dziką reprywatyzacją w Warszawie i stała się jej ofiarą. Jej zwęglone zwłoki odnaleziono w marcu 2011 r. w Lesie Kabackim (…) Działalność mafii reprywatyzacyjnej nie byłaby możliwa bez co najmniej cichego przyzwolenia prezydent Warszawy, której rodzina sama weszła w posiadanie kradzionej kamienicy. (Podkr.- J.R.N.) Deweloperzy i urzędnicy związani z urzędnikami ratusza, którzy przez lata brali udział w tym złodziejskim procederze, muszą trafić za kratki”. Pełna zgoda z tymi wnioskami. Stawiam tu jednak pytanie: a co powinno spotkać prezydent Warszawy, która po cichu przyzwalała na wszystko ?

Uhonorować zamordowaną bojowniczkę o prawa lokatorów

Już w XIX wieku pisano o tym, że Polacy znakomici pod względem odwagi na polu bitwy, zawodzą ,jeśli chodzi o odwagę cywilna na co dzień. (Vide teksty Cypriana Norwida). Dlatego tym mocniej należy docenić osoby walczące dziś w życiu cywilnym o Prawdę i Sprawiedliwość, tym bardziej jeśli zapłaciły za to życiem (casus Jolanty Brzeskiej) W związku z tym szczególnie polecam obszerny tekst Doroty Kowalskiej w najnowszej „Polska the Times” z 26-28 sierpnia 2016 ::„Jest szansa, że zabójcy Jolanty Brzeskiej zostaną wreszcie ukarani”. Tekst pokazuje zarówno bardzo rozległe działania Jolanty Brzeskiej przeciwko mafii reprywatyzacyjnej w Warszawie jak i metody jakimi próbowano zatuszować sprawę jej zabójstwa, dowodząc, że rzekomo popełniła samobójstwo, sama podpalając się w lesie. Ciesząc się, z tego, że minister Ziobro ponownie podjął śledztwo w sprawie przyczyn jej śmierci, zastanawiam się ,czy nie przydałoby się większe nagłośnienie sprawy tej cywilnej, nieustraszonej bohaterki. Choćby poprzez przyznanie jej pośmiertnie wysokiego odznaczenia za to, co robiła. Życia to jej nie zwróci, ale przynajmniej szerzej spopularyzuje jej częstokroć samotną walkę

Koniec państwa komorników, nieuczciwych sędziów i prokuratorów.

Za jedno z najważniejszych osiągnięć ministerium Z. Ziobry uważam wydanie zdecydowanej walki dotychczasowym nadużyciom prawa ze strony niestety bardzo licznych bezdusznych komorników. Wyrazem tego jest jeden z ostatnich wyroków skazujący bezwzględnego komornika z Działdowa na 30 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Wojciech Kamiński z „Gazety Polskiej Codziennej” (nr z 4 sierpnia 2016 r.) zatytułował tekst swój na ten temat „Koniec państwa komorników”. Można tylko przyklasnąć temu wyrokowi i prosić o dalsze, jeszcze wyższe wyroki. Choćby na tego komornika-łobuza, który bezkarnie zabrał na koszt rzekomego zadłużenia ciągnik nie tej osobie co trzeba. Musi się skończyć bezkarność komorników, których część od lat zmieniała się w rodzaj bezlitosnego gangu. Inną ważną częścią praktycznych działań Ministerstwa Sprawiedliwości pod „rządami” Ziobry jest uderzenie w jakże częste przejawy nieuczciwości sędziów i prokuratorów. Polecam w tym kontekście lekturę świetnego tekstu dr Leszka Pietrzaka:„Prawo Ziobry” („Warszawska Gazeta” z 12 sierpnia 2016 r. z wymownym podtytułem: „Wreszcie będzie bat na nieuczciwych sędziów i prokuratorów". Autor akcentuje : „Minister Zbigniew Ziobro rozbija korporacyjna solidarność sędziów i prokuratorów. W ubiegłym tygodniu powstał specjalny wydział zajmujący się przestępcami z wymiaru sprawiedliwości”,

Leon Kieres powinien stanąć przed sądem za przestępstwo

W najnowszym numerze dodatku „Rzeczpospolitej” – Plus-Minus” z 27-29 sierpnia szczególnie polecam szkic Jakuba Kowalskiego o historii IPN-u : „Pancernik płynie nadal”. Jakub Kowalski opisze o prawdziwej bombie, jaka wybuchła za prezesury Leona Kieresa. Była nią sprawa Lecha Wałęsy. Kowalski pisze: „Dokumenty potwierdzające agenturalną przeszłość byłego prezydenta znalazł Janusz Marszalec z gdańskiego IPN, który wolał jednak odstąpić ryzykowne znalezisko Sławomirowi Cenckiewiczowi. Kieres jak tylko mógł zniechęcał historyka do zajęcia się tym tematem. Sam słyszał o ciemnej karcie z przeszłości byłego prezydenta, lecz zdecydował się przyznać mu status pokrzywdzonego. I uczynił to nawet nie w siedzibie IPN, lecz na gościnnym występie u samego Wałęsy, co – jak mówiono-stało się symbolem jego prezesury”. (Podkr.- J.R.N.) Dość szczególny to był symbol – przypochlebienie się byłemu agentowi SB z równoczesnym złamaniem prawa, z popełnieniem jawnego przestępstwa. Przyjrzyjmy się bliżej tej sprawie, którą już teraz polecam uwadze ministra sprawiedliwości..

W 2005 r., w czasie kiedy w IPN analizowano wniosek Wałęsy, a sprawę statusu pokrzywdzonego uznawano za otwartą, Kieres złożył w Gdańsku zaskakującą publiczną deklarację: „Różni mali ludzie próbują zabłysnąć poprzez bezpodstawne ataki na prezydenta Wałęsę. Ja zawsze będę publicznie potwierdzał swoją wiarę w niego i walczył z tymi haniebnymi praktykami, które niektórzy stosują. Lech Wałęsa otrzyma z IPN status pokrzywdzonego – to moje przekonanie graniczące z pewnością”. Nieco później, zapytany o to, czy byłemu prezydentowi przyznany zostanie status pokrzywdzonego, Kieres wspomniał o przeszkodzie prawnej: „Oczywiście! Powiedziałem to już raz w lipcu. Teraz to podtrzymuję. A jeżeli za Lecha Wałęsę będzie trzeba iść do więzienia, to pójdę. (Podkr.- J.R.N.) Ja jestem profesorem prawa; pewnie, że boję się prokuratora i więzienia, ale dla mnie jest to kwestia wartości” (Cyt. za: Sławomir Cenckiewicz: Jak Wałęsa dostał status pokrzywdzonego, publikacja internetowa z 14 kwietnia 2009 r.)

No, cóż, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Na Kieresa czeka ciupa. Dobrze wiedział, że przyznał Wałęsie status pokrzywdzonego, łamiąc prawo, bo już w 2005 r. były znane fakty dowodzące, że Wałęsie taki status nie przysługuje. Przypomnijmy, że w 2009 roku szef Biura Edukacji Publicznej IPN dr hab. (dziś profesor) Jan Żaryn w czasie niebywale mocnych nacisków na IPN, wręcz groźby jego rozwiązania, został odwołany z funkcji za publiczną krytykę w TOK FM decyzji Kieresa o przyznaniu statusu poszkodowanego Wałęsie. J. Żaryn powiedział wówczas w TOK FM, iż uważa przyznanie statusu pokrzywdzonego Wałęsie przez rządzony wówczas jeszcze przez Leona Kieresa IPN za „wrzód na ciele Instytutu”. Jak stwierdził Żaryn: „Lech Wałęsa dostał ten status w sytuacji niewyjaśnionej, jeśli chodzi o życiorys. Mieliśmy dylemat, czy należy przeciąć tego typu wrzody, tkwiące w historii instytucji, czy udawać, że tych wrzodów nie ma”. (Podkr.- J.R.N.)

Odkłamać niektóre nazwy ku czci postaci z dawniejszej historii

Dobrze, że wreszcie, choć z tak wielkim opóźnieniem, zabiera się w Polsce za dekomunizację ulic i pomników. Czy jednak przy okazji nie należałoby się zabrać za odkłamanie pozostałości fałszywych symboli z wcześniejszej historii?. Szczególnie oburzają mnie pod tym względem dwie sprawy Dlaczego w Warszawie toleruje się wciąż nazwę ulicy ku czci generała Józefa Zajączka? Przypomnijmy: generał ten walczył odważnie w obronie Konstytucji 3 Maja, w Powstaniu Kościuszkowskim i w armii Napoleona (stracił nogę przy przeprawie przez Berezynę). Niestety później ten sam człowiek straszliwie ześwinił się. Jako pierwszy namiestnik Królestwa Polskiego w latach 1815-1826 odegrał wyjątkowo nikczemną rolę, odznaczając się ogromną służalczością wobec w. księcia Konstantego i Nowosilcowa. Z całą siłą pomagał im w prześladowaniu polskich patriotów. Włodzimierz Knap pisał o Zajączku w tekście : „Wzloty i upadki generała „ ( „Dziennik Polski” z 10 marca 2015 r. :„Ileż wycierpiał gen. Zajączek z powodu nazwiska: „Zajączek herbu Świnka". A im wyższych dochodził zaszczytów, tym mocniej kpiono, wyśmiewano się z niego, używając w tym celu owej zbitki słownej. Gdy był namiestnikiem, mówiono, że „z zajączka car zrobił królika". Wyszydzany z tego powodu był zarówno przez elity, jak i tłum. Drwiono z niego na salonach, uniwersytetach, w karczmach, na jarmarkach(…).po Polsce krążył dwuwiersz: „Oto jest sternik nieszczęsnego kraju. Zajączek z ducha, świnka z obyczaju". Jak długo Warszawa będzie honorować tego nikczemnego sługusa rosyjskich satrapów w nazwie ulicy?

Za inne nieporozumienie uważam to, co się dzieje w Lesznie, gdzie istnieje plac i szkoła Jana Amosa Komenskyego, a także pomnik ku jego czci. Jak można honorować skrajnie niewdzięcznego zdrajcę Polski tylko dlatego, że kiedyś mieszkał w Lesznie! Wolter był najwybitniejszym intelektualistą europejskim w XVIII wieku,, ale równocześnie zajadłym wrogiem i oszczercą Polski, i na szczęście nikt nie myśli o jakimkolwiek honowaniu go w Polsce. Natomiast takie uhonorowanie Komenskyego w Lesznie jest dla mnie przykładem ogromnie głupiego masochizmu narodowego. Przecież ten jegomość odpłacił się Polsce czarną niewdzięcznością za parę dziesięcioleci bezpiecznego schronienia w Lesznie (przebywał tam z przerwami od 1628 do 1655 roku). Nie znosząc katolicyzmu i marząc o „protestanckiej krucjacie” popierał z całej siły „potop” szwedzki na Polskę. W panegiryku do Karola Gustawa nazwał Polskę „trupem”(cadaver). Szczególnie mocno zaszkodził Polsce, zachęcając protestanckiego księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego do niszczącego ataku na Polskę. Usilnie namawiał Szwedów i braci czeskich w Lesznie do rozpaczliwej obrony przeciw oddziałom polskim. W efekcie Leszno zdobyto i spalono, a Komensky stracił całe swoje mienie, w tym cenne rękopisy. (Tym dziwniejsze jest, że w Lesznie upamiętniono pomnikiem faktycznego sprawcę zniszczenia miasta.) Sam Komensky musiał uciekać z Polski, bojąc się surowej kary za swą zdradę.

Skrajnie uogólnił swe ostatnie leszneńskie przeżycia, przedstawiając w wydanej w Niemczech broszurze „Lesnae exciidum” Polaków jako „zdrajców, warchołów, wściekłych psów”, którzy rzekomo wykłuwali oczy i wyrywali języki braciom czeskim w Lesznie. Opinia ta poszła w świat i była jednym z najgorszych przejawów XVII -wiecznego antypolonizmu w Europie. Przedstawienie przez Komenskyego Polaków jako „ciemnych fanatyków” we wspomnianej broszurze było w jaskrawej sprzeczności z tym, co on sam wcześniej pisał o polskiej tolerancji w „Panegirycus Carolo Gustvo” :„Polska nigdy się nie zbroczyła krwią chrześcijańską z powodu różnicy w wierze i nie naśladowała w tej mierze cudzej gorliwości (…) Już od dawna obywatelom swoim rozróżnionym co do religii przykazała wzajemną tolerancję, umocnioną przez zaprzysiężone umowy” ( Cyt. Za: Stanisław Kot: „Rzeczpospolita Polska w literaturze politycznej Zachodu”, Kraków 1919,.s.120). Paweł Jasienica w swej prześwietnej „Rzeczpospolitej Obojga Narodów” bardzo ostro skomentował niewdzięczność Komenskyego wobec Polski, pisząc: „Egocentryzm to ciężka choroba intelektualistów. Jedno przeżycie zabarwia na czarno obraz świata”.

Pobłażanie dla zdrajców w dawnej historii Polski

Z opisywanymi powyżej sprawami wiąże się niestety tradycyjnie już jedna z największych polskich wad narodowych w historii - niespotykane nigdzie indziej w świecie chorobliwe wręcz pobłażanie dla zdrajców. Zaczęło się od wielkodusznego darowania win współsprawcom szwedzkiego „potopu” Hieronimowi Radziejowskiemu, który ściągnął Szwedów na Polskę i księciu Bogusławowi Radziwiłłowi. Wszędzie poza Polską, od Francji i Hiszpanii po Węgry, tego typu niebezpieczni zdrajcy zostaliby odpowiednio potraktowani: powieszeni, wbici na pal, czy ugotowani we wrzątku. A u nas głupio litościwy król Jan Kazimierz z powrotem przywrócił ich do łask królewskich, oddał im majątki, etc. Słynny publicysta Julian Klaczko komentował to po stuleciach z goryczą, stwierdzając, że gdyby przykładnie ukarano wspomnianych zdrajców w czasie „potopu”, byłoby dużo mnie zdrajców w czasie Targowicy. Z kolei Sejm Czteroletni nie potrafił zdobyć się na skazanie na karę śmierci najpodlejszego podłych, głównego polskiego sprawcę pierwszego rozbioru Polski, Adama Ponińskiego. Po wielomiesięcznych debatach sejmowych skazano go zaledwie na banicję. Świeżo skazany natychmiast uczcił ten wyrok wielkim bankietem. W hucznym przyjęciu u zdrajcy i świeżego infamisa nie wstydziło się uczestniczyć ponad czterdzieści osób, wesoło balując przez trzy dni. W kraju z mocnymi zasadami obrony interesów narodowych, typu Anglii i Francji, natychmiast całą czterdziestkę balowników wrzuconoby jakże słusznie do lochu. A tymczasem sam Poniński zwiał do Rosji, by dalej spiskować przeciw Polsce pod opieką carycy Katarzyny. W czasie Powstania Kościuszkowskiego doszło do zamieszek wśród warszawskiego ludu, który zniecierpliwiony miesiącami bezskutecznego czekania na procesy zdrajców, sam powiesił kilku z nich na ulicy, w tym dwóch biskupów. Nadmiernie litościwy, aż do absurdu, Tadeusz Kościuszko, kazał natychmiast stracić kilku uczestników zamieszek. Powiedział, że wolałby dwie bitwy przegrać, niż dopuścić do powtórzenia się tego typu zajść. Co więcej, aby na przyszłość zapobiec podobnym wyskokom tłumu, wzmocnił garnizon warszawski kilku tysiącami żołnierzy, poważnie osłabiając swoją armię. Jakże fatalnie zabrakło mu później tych żołnierzy pod Maciejowicami.
Jakże inaczej postępowali Węgrzy w ich historii. Książę siedmiogrodzki, a później król Stefan Batory po rozbiciu wymierzonego przeciw rokoszu kazał natychmiast stracić aż 600 rokoszan. Gdy na Sejmie w Onod za powstania Franciszka II Rakoczego w 1707 roku przedstawiciele jednego z komitatów (województw) wystąpili za przerwaniem dalszych walk z Austriakami i jak najszybszym zawarciem z nimi pokoju natychmiast uznano to za zdradę Węgier i przedstawicieli komitatu rozsiekano na miejscu. Sam przywódca powstania książę Rakoczy, skądinąd głęboko wierzący katolik, w pełni uznał to rozstrzygniecie, kazał przełamać pieczęć „zdradzieckiego „komitatu i go raz na zawsze zlikwidować. W Polsce natomiast niestety wraz z pobłażaniem dla zdrajców szedł opisywana przez Stanisława Mackiewicza(Cata) „kult poczciwego durnia” , pobłażanie dla przeciętniactwa, a nawet miernoty.(Vide tak eksponowany po 1989 r. kult nieudacznika Tadeusza Mazowieckiego, a później kult innego nieudacznika Jerzego Buzka.

Pobłażanie po 1989 r. dla PRL-owskich zdrajców i katów Polaków

Niestety po 1989 r. dalej trwał w najlepsze upiorny festiwal pobłażania dla najgorszych zdrajców i katów, począwszy od generałów – sprawców wojny wypowiedzianej Narodowi 13 grudnia 1981 r.: W. Jaruzelskiego i C. Kiszczaka po rozlicznych katów esbeckich i ubeckich.. Jakże znamienny był tu przykład stalinowskiego sędziego Mieczysława Widaja, który skazał na śmierć w sfabrykowanych procesach „tylko” ok.100 polskich patriotów –do jego śmierci kilka lat temu wypłacano mu wielką emeryturę na sumę 9300 zł. Zbrodniarzowi ze Świętochłowic Salomonowi Morelowi, mającemu na sumieniu zakatowanie 1600 niewinnych Polaków i Niemców wysyłano do śmierci do Izraela emeryturę 5500 zł.

Największemu zdrajcy gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu jeszcze w maju 2014 r zgotowano uroczysty państwowy pogrzeb,. Co więcej w warszawskiej Katedrze Polowej Wojska Polskiego, gdzie odbyła się msza święta w intencji zmarłego gen. Wojciecha Jaruzelskiego.,  uczestniczyli w niej Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski, trzej byli prezydenci.

Wyrzucić komunistycznych zbrodniarzy z Powązek

Przez 27 lat od 1989 r, w tym ponad osiem miesięcy od dojścia do władzy rządu PiS,. nic nie zrobiono dla usunięcia z cmentarza zasłużonych na Powązkach zaśmiecających je grobów największych komunistycznych zbrodniarzy i katów Polaków z arcypodłym sługusem Stalina Bolesławem Bierutem na czele. Obok niego uhonorowani tam są liczni inni komunistyczni zdrajcy, w tym, Julian Marchlewski, który szedł z bolszewicką armią na Warszawę w 1920 r. i współtworzył samozwańczy antypolski rząd komunistyczny w Białymstoku Okazały grób ma również stary agent NKWD generał Walter (Karol Świerczewski), który jako wiceminister obrony podpisywał wyroki śmierci na AK-owców Wśród zasłużonych spoczywa również inny sowiecki agent , PRL-owski marszałek Michał Rola-Żymierski, wyrzucony przed wojną z wojska za korupcję, a po wojnie jako komunistyczny minister obrony narodowej splamiony podpisywaniem wyroków śmierci na przedwojennych oficerów i AK-owców . Spoczywa tam również wielu innych komunistycznych zbrodniarzy i notabli partyjnych A tuż obok katów leża zwłoki ich ofiar, m.in. zamordowanego w styczniu 1948 r. „Anody” (Jana Rodowicza)

Są Polacy, którzy już dłużej nie mogą ścierpieć tych praktyk. Dwoje osób spośród nich 49-letnia Monika S. i 26 letni Janusz W. (działacze stowarzyszenia Łączka )namalowali na grobie stalinowskiego zbrodniarza Bieruta czerwoną gwiazdę i napisy „Kat” i "Bandyta”. Natychmiast zostali zatrzymani przez policję. Na szczęście minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zażądał natychmiato3wego zwolnienia zatrzymanych Oświadczył też, że zatrzymanie odbyło się bez wiedzy i udziału prokuratury i było „niezasadne”. Komentujący całą sprawę znany historyk zbrodni komunistycznych Tadeusz Płużański napisał w tekście : Aresztowani za Bieruta” („Super Express” z 3 sierpnia 2016) , iż należy „Wynieść wszystkich komunistycznych niegodziwców nie tylko z Alei Zasłużonych, ale i całych Powązek Wojskowych. Najlepiej na cmentarz Armii Radzieckiej. Swój do swego. Może być dostojnie ,przy dźwiękach Międzynarodówki”..(Podkr.- J.R.N.). Przeważająca część wypowiedzi popiera usunięcie komunistycznych zbrodniarzy z Powązek. Komentują tak jak b. żołnierz AK i Powstaniec Warszawski Hanna Szczepanowska : „Mordercy profanują nasz cmentarz’ („SuperExpress” z 6 sierpnia 2016).. Są jednak i skrajni obrońcy zbrodniarzy komunistycznych typu dziennikarzyny z ‘Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego, którzy gorąco protestują przeciw zamiarowi usunięcia komunistycznych katów z Powązek. (Vide tekst W Czuchnowskiego: „Dekomunizacja na Powązkach, „Gazeta Wyborcza” z 4 sierpnia 2016 r.).

Podstawowy wniosek z ostatnich zdarzeń przy grobie Bieruta : nowy rząd i nowy Sejm muszą jak najszybciej przesądzić sprawę usunięcia z Powązek z zaśmiecających je grobów zbrodniarzy, tak, aby w dzień Wszystkich Świętych i w Zaduszki można było spokojnie pójść na cmentarz już oczyszczony z kalających go niezasłużonych grobów PRL-owskich katów.

Przy okazji wspomnę, co w podobnej sprawie działo się na Węgrzech. Otóż musiano tam usunąć i gdzieś schować urnę z prochami największego węgierskiego zbrodniarza komunistycznego Mátyása Rákosiego, bo pomimo czuwających w pobliżu strażników ciągle ktoś ukradkiem docierał w nocy do urny i malował na niej bardzo obrzydliwe słowa na temat osławionego „Krwawego Macieja”. W 2007 roku doszło z kolei do skandalicznego wręcz incydentu przy grobie pacyfikatora Powstania Węgierskiego Jánosa Kádára. Nieznani sprawcy wypisali na grobie słowa niebywale obelżywe dla wieloletniego przywódcy węgierskiej partii komunistycznej. Nie zadowolili się tym, lecz profanując zwłoki, ukradli czaszkę i szkielet Kadara. Ani zwłok ani sprawców ich porwania nigdy nie odnaleziono. Oczywiście nikt nie może się godzić z tego typu profanacją grobu. Wspomniany przykład węgierski wskazuje jednak na to, że nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach, choćby na Węgrzech, sprawy komunistycznych pochówków w bardziej eksponowanych miejscach wywołują poważne problemy.

piątek, 26 sierpnia 2016

AntyPolak Jerzy Stuhr-synem prokuratora z czasów stalinowskich

Kolejny ciekawy przyczynek do znaczenia rodowodu z „czerwonych dynastii”. Aktor Jerzy Stuhr niedawno wyznał w wywiadzie dla Wirtualnej Polski, że jego ojciec był prokuratorem w czasach stalinowskich. (Por. Jerzy Stuhr o „dobrej zmianie” według PiS w wywiadzie udzielonym Grzegorzowi Wysockiemu z Wirtualnej Polski 3 sierpnia 2016 r.) Nieprzypadkowe w tym kontekście wydają się niedawne drwiny J. Stuhra z „żołnierzy wyklętych”. A także utrzymujące się u Stuhra jako efekt „internacjonalistycznego” wychowania skrajne uprzedzenia antypolskie. Już w wywiadzie dla "Tygodnika Solidarność” z 14 maja 1993 roku Stuhr uskarżał się na nasze społeczeństwo, w którym „panoszy się polactwo”.. W wywiadzie dla "Newsweek”-a z 10 listopada 2011 r. Stuhr powiedział:Antysemityzm, płytki katolicyzm...i histeryczny patriotyzm. Z tego składa się polskość (…)” .Antypolskie uprzedzenia Jerzego Stuhra najwyraźniej przejął po nim jego synalek Maciej Stuhr ( (ten z „Pokłosia”), który pisał, że to Polacy pod Cedynia przywiązali dzieci do machin oblężniczych.

Fatalny finał rządów Waltzowej w Warszawie

Ostatnie tygodnie przyniosły prawdziwy zalew informacji o tak kompromitujących PO rządach Gronkiewicz –Waltz w Warszawie, a zwłaszcza uprawianej tu złodziejskiej „dzikiej” reprywatyzacji. Do ataków na Waltzową dołączyła się nawet opozycyjna wobec PIS-u Nowoczesna. Z jednym z najmocniejszych ataków na szkodliwą samowolę działań pod egidą H. Gronkiewicz-Waltz wystąpił naczelny redaktor „Polska the Times” Paweł Siennicki. W publikowanym w tym dzienniku 22 sierpnia 2016 r. artykule: Jak źle kończą się rządy PO w stolicy Siennicki pisał m.in. : „(…) W Warszawie działał w najlepsze reprywatyzacyjny biznes. Dodajmy, że to był „dziki” biznes. (…) Mój zarzut wobec ratusza jest taki: stołeczni urzędnicy co najmniej źle wykonywali swoje obowiązki (…) Przy okazji referendum nad odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz napisałem, że jest to najgorszy prezydent w historii mojego miasta. (Podkr.- J.R.N.) Nie tylko obciąża ją bałagan reprywatyzacyjny, bo jest szefem stołecznych urzędników. Także brak wizji rozwoju stolicy, astronomiczne ceny biletów w komunikacji miejskiej, absolutny bałagan w przestrzeni publicznej, zaśmiecenie całego miasta reklamami. Ta ekipa niewiele zrobiła, aby chronić przestrzeń publiczną przed bałaganem urbanistycznym i dewastacją kolejnych zabytków. Warszawa jest prawdziwą stolicą. Bałaganu i chaosu”.

Odpowiedzialność PO za „dziką reprywatyzację” Warszawy.

Świetnym uzupełnieniem tez naczelnego redaktora „Polski the Times” jest publikowany obok obszerny artykuł Witolda Głowackiego: „Warszawska PO będzie musiała zapłacić za dziką reprywatyzację”. Według autora tekstu:
„(…) Kłopoty (to zresztą dość eufemistyczne określenie ) warszawskiego ratusza i prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz mogą ułatwić Prawu i Sprawiedliwości spełnienie dość oczywistego marzenia o wprowadzeniu w stolicy zarządu komisarycznego (…) Nie można wykluczyć, że niedawni ważni urzędnicy warszawskiego ratusza trafią na ławę oskarżonych. (Podkr.- J.R.N.) Nie wydaje się przy tym możliwe, by Hanna Gronkiewicz- Waltz zdołała się uwolnić od politycznej odpowiedzialności za przebieg dzikiej reprywatyzacji (…) Prawda jest jednak taka, ze temat dzikiej reprywatyzacji wszedł do medialnego mainstreamu (…) ze względu na gigantyczną skalę tego procederu (chodzi o miliardy złotych), zadziwiającą łatwość, z jaką handlarze roszczeń i „łowcy” wschodzili w posiadanie gruntów i kamienic, wreszcie bezwzględność, z jaką odnosili się do ich dotychczasowych lokatorów. Symbolem tej ostatniej jest sprawa śmierci Jolanty Brzeskiej, która toczyła długą, nierówną walkę z Markiem M., najbardziej znanym warszawskim handlarzem roszczeniami i „czyścicielem kamienic”. Zwęglone zwłoki Jolanty Brzeskiej zostały znalezione w 2011 r. w Lesie Kabackim (…) Dziś powrót do tej sprawy zapowiada minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro”.

B. Kempa : „Prezydent Warszawy powinna podać się do dymisji”.

W sprawie strasznych kosztów „dzikiej reprywatyzacji „ w Warszawie zabrała głos minister Beata Kempa. Występując w TVP Info w dniu 21 sierpnia, powiedziała m.in.:„To co się stało jest niepowetowaną stratą. Problem reprywatyzacji od roku 90 jest problemem nie załatwionym. To wykorzystała grupa, którą ja postrzegam jaką tą, która nie wiem, czy nie zostanie zakwalifikowana do kategorii zorganizowanych grup przestępczych. Muszą tu  zadziałać wszystkie mechanizmy prawa Zdaniem minister Kempy głównie nie zadziałał nadzór, a odpowiedzialną za zaistniałą sytuację jest prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz–Waltz. W związku z tym minister Kempa stanowczo zaakcentowała: „Prezydent Warszawy powinna się podać do dymisji. W każdym kraju o wysoko rozwiniętej demokracji tak by się stało. (Podkr.- J.R.N.)
Wcześniej. 20 sierpnia red. Michał Karnowski, mówiąc o patologiach reprywatyzacji w Warszawie stwierdził w TVP Info:: „Hanna Gronkiewicz-Waltz była sparaliżowana, bo jej bliska rodzina przejęła kamienicę pożydowską, której nie byli naturalnymi spadkobiercami. Rodzina pani HGW ma ukradzioną kamienicę Urzędnik musi być poza podejrzeniem. To co się dzieje, kompromituje Hannę Gronkiewicz-Waltz.”. (Podkr.- J.R.N.).
Czy w więzieniu powstanie nowy „Pamiętnik Pani Hanki” ?
Warto dodać, że 22 sierpnia w programie satyrycznym Marcina Wolskiego w TVP Info już wyobrażono sobie możliwość powstania nowego „Pamiętnika Pani Hanki” za murami więziennymi. Jedno jest pewne w ostatnich tygodniach dotąd tak pewna siebie i zarozumiała pani Hanka Gronkiewicz Waltz musi mieć koszmarne sny.
H. Gronkiewicz- Waltz udaje niewiniątko i manipuluje
Gronkiewicz –Waltz nieustannie próbuje wykręcić się od osobistej odpowiedzialności i zrzucić całą winę na podległych jej urzędników, którzy zawiedli jej zaufanie. W wywiadzie dla TVN 24 w dniu 25 sierpnia tłumaczyła, że zwolniła swoich urzędników w trybie dyscyplinarnym, bo zaniedbali swoje obowiązki. Powiedziała:„Za to polecieli moi urzędnicy, że nie poszli do Ministerstwa Finansów i nie sprawdzili dokumentacji. (…) Dowiedzieliśmy się o piśmie z MF przed moim urlopem, pismo znalazło się w zupełnie innej teczce. Dlatego został zwolniony urzędnik”. (Por. wpis na portalu „w Polityce.pl” z 25 sierpnia 2016 r.: „Dobry car, źli bojarzy? HGW w defensywie: Urzędnicy wprowadzili mnie w błąd!” Podczas zwołanej dziś konferencji prasowej Gronkiewicz -_Waltz zrzuciła całą winę za manipulację z przejęciem największej działki na swego pracownika, mówiąc: „Dokumenty, które m.in. ujawniło dzisiaj Radio ZET miały być ukryte przez pracownika, który został już zwolniony. Zostały znalezione dopiero kilka tygodni temu. Ministerstwo Finansów o nich wiedziało, ale nam ich nie przysłało”. Zdaniem Waltzowej głównym odpowiedzialnym za zaistniałą sytuację jest Ministerstwo Finansów, bo to ono jakoby wprowadzało Ratusz w błąd .(Por. „w Polityce.pl z 25 sierpnia 2016 r.)
Czy Waltzowa upadnie przy aferze reprywatyzacyjnej
Coraz gorsze są prognozy na temat przyszłych losów Gronkiewicz –Waltz, tak mocno skompromitowanej przy aferze reprywatyzacyjnej. Dziś .tj. w piątek do skierowanych przeciw niej ataków PiS i „Nowoczesnej”dołączyła z bardzo ostrymi oskarżeniami partia Razem. Magdalena Rubaj w dzisiejszym „Fakcie” komentuje już w tytule : „PO nie chce umierać za prezydent Warszawy” Tuż obok zamieszczono tekst sygnowany literami JSZ informujący o tym jak mąż Hanny Gronkiewicz –Waltz Andrzej Waltz z rodziną „kilka lat temu w podejrzanych okolicznościach odzyskał pożydowska kamienicę w centrum Warszawy.”. Okazało się, że „nieruchomość wartą 40 mln zł sprzedano za 8 mln zł” Andrzej Stankiewicz pisał już w środę 24 sierpnia 2016 r. w „Rzeczpospolitej” w tekście zatytułowanym : „Tańcząca wśród kamienic i parceli” ,że : „Kariera Hanny Gronkiewicz –Waltz wisi na włosku”. (Podkr.- J.R.N.). Z kolei 26 sierpnia 2016 r znany politolog dr hab. Rafał Chwedoruk w wywiadzie udzielonym Tomaszowi Płaskocie z portalu „w Polityce.pl stwierdził m.in.: „To początek końca kariery politycznej HGW. Afera reprywatyzacyjna kryje wiele bardzo ponurych tajemnic". (Podkr.- J.R.N.). Nasuwa się tylko jedno podstawowe pytanie, czy za przekręty reprywatyzacyjne do wiezienia trafią tylko pomniejsi urzędnicy, czy wciąż udająca niewiniątko H. Gronkiewicz –Waltz. Czy pomoże zwalanie winy na urzędników ze strony pazernej pani prezydent, która pracuje na trzech etatach i wyraźnie więcej uwagi poświęca funkcji wiceprzewodniczącej PO niż warszawskiej prezydenturze.? Przecież w takim postępowaniu nie ma ani krzty poczucia odpowiedzialności za stolicę, którą zarządza. Czy takie proceder wieloetatowości w przypadku prezydentów miast nie powinien być raz na zawsze ukrócony
Znakomite wystąpienie księdza Jacka Międlara na łamach „Warszawskiej Gazety”

„Warszawska Gazeta” konsekwentnie występuje na rzecz wzmocnienia więzi Kościoła z Narodem w duchu idei wielkiego Prymasa Tysiąclecia.. Stąd też nieprzypadkowe jest wielkie zaangażowanie tego tygodnika w promowanie tak patriotycznego i charyzmatycznego duchownego – księdza Jacka Międlara. Przytoczę tu kilka jakże godnych przemyślenia fragmentów z jego artykułu: „Prokuratura zajmie się Lisem” w „Warszawskiej Gazecie”: „Posłowie Nowoczesnej oraz usługujący im dziennikarze dostali szału, ponieważ posłankę Joannę Scheuring- Wielgus (to ta, co robiła sobie swoista reklamę, publicznie ogłaszając, że ktoś nazwał ją „niezłą dupeczką”- J.R.N.), słynącą z błazenady w parlamencie, oskarżającą Jezusa o „okrucieństwo” śmiałem określić mianem „konfidentki, zwolenniczki zabijania (aborcji) i islamizacji” oraz przypomnieć, że w czasach okupacji takim jak ona golono głowy (…) Wciąż w II RP mówienie prawdy bez światłocieni jest określane mianem „mowy nienawiści”. Scheuring-Wielgus nazwałem konfidentką, ponieważ nie dość, że bezpodstawnie doniosła na mnie do białostockiej prokuratury za to, że stawałem w obronie Kościoła i Ojczyzny, to również wraz z kolegami i koleżankami z parlamentu donosiła Brukseli na polski rząd i Prezydenta RP, jakoby ci nie respektowali Konstytucji. Po Brexicie na wizji TVP Info bezczelnie plotła, jakoby „:malutka” i „nic nie znacząca” Polska winna podporządkować się woli Niemiec. Natomiast na początku lipca ustawę wołyńską uznała za niepotrzebną. W tych okolicznościach uważam, że nazwanie jej „konfidentką’ jest wyjątkowo delikatne (…) Posłanka Nowoczesnej jest również zwolenniczką islamizacji, gdyż jak sama wielokrotnie stwierdzała, przybywający muzułmanie nie stanowią dla niej wielkiego zagrożenia, w przeciwieństwie do- zacytuję –„ziejącej nienawiścią’ młodzieży z ONR. Tak jest ! Gdyby głupota miała skrzydła, to Scheuring- Wielgus latałaby jak gołębica Czyżby za gwałtami i rozbojami w Europie Zachodniej oraz atakami terrorystycznymi w Paryżu i Nicei stali polscy narodowcy? (…) Dożyliśmy absurdalnych czasów, gdy obrażanie katolików i patriotów to sztuka oraz demokratyczny głos społeczeństwa, natomiast krytyka posłów Nowoczesnej i innych popleczników lewicowych ideologii to przestępstwo. Tymczasem, gdy w sposób ordynarny Jezusa nazywano „k..wą Diabła”, „Mesjaszem z AIDS” i dyskryminowano chrześcijan podczas spektaklu „Golgota Picnic” Joanna Scheuring-Wielgus, Krzysztof Mieszkowski i Tomasz Lis nie reagowali. Co więcej, prokurator Justyna Pilarczyk umorzyła wszczęte w tej sprawie postępowanie.. Czy ktokolwiek z walczących z „mową nienawiści” interweniował, gdy na fanpage’u Komitetu Obrony Demokracji pojawiały się wpisy życzące śmierci Prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie?

Niestety w oczy bije również pasywność pasterzy Kościoła, którzy stanowczo nie reagują na wrogie chrześcijaństwu akty, z jakimi regularnie spotykamy się w naszej Ojczyźnie. Zabrakło Chrystusowej bezkompromisowości w sprawie podarcia biblii przez Adama Darskiego (Nergala), obrazoburstwa w czasie pseudospektaklu „Golgota Picnic”, czy znieważania modlącej się na różańcu młodzieży, która na wrocławskim rynku prosiła boga o przebaczenie za sodomskie grzechy. Nie wolno pozwolić, by bierność pasterzy, podyktowana dyrektywami demoliberalnych mediów, a zwłaszcza „Gazety Wyborczej”, przyzwalała na antychrześcijańskie akty”.

Jest w tekście księdza Jacka Międlara parę zbyt ostrych uwag krytycznych wobec hierarchów popierających nakładanie na niego różnych sankcji i zakazów. Wczujmy się jednak w sytuację księdza Międlara, Po atakach „Gazety Wyborczej” spotkał się z zupełnie niezrozumiałymi ograniczeniami możliwości swoich wystąpień ze strony zwierzchników. A to wszystko dzieje się w czasie, gdy bezkarnie skrajnie stronniczo politykują po stronie PO tacy duchowni jak ksiądz Kazimierz Sowa, i gdy od lat uczestniczy w bezprzykładnej akcji podważania polskości na łamach „Tygodnika Powszechnego” ksiądz Adam Boniecki fanatyczny obrońca Jana Tomasza Grossa. Czy muszę przypominać, z jaką zajadłością występowało przeciwko mnie kilku niegodnych duchownych w obronie najsłynniejszego polakożercy Jana Tomasza Grossa. Prym wśród nich wiódł zmarły parę lat temu „TW Filozof” –arcybiskup Józef Życiński, który kilkanaście razy oszczerczo atakował mnie występując po stronie Grossa, m.in. w półgodzinnym programie Moniki Olejnik. Tenże hierarcha, kalający przez lata dobre imię Kościoła atakował ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, mnie i Radio Maryja nawet na spotkaniu w konsulacie RP w Toronto w Kanadzie.(Mam tego dowód -kasetę z nagraniem jego ówczesnego wystąpienia).. Niestety nie mogłem kiedyś publicznie odpowiedzieć na ataki Życińskiego ze względu na moje co miesięczne prelekcje w Radiu Maryja. Teraz nie mam tego typu ograniczenia. W obronie J. T .Grossa atakował mnie również inny tajny współpracownik bezpieki pro-żydowski fanatyk ksiądz Michał Czajkowski.  W obronie J. T .Grossa atakował mnie również na łamach pseudo-katolickiej "Więzi” niegodny krytyk ks. arcybiskupa  Henryka Hosera, osławiony swym tupetem i arogancją ksiądz Wojciech Lemański. Wszystkimi tymi oszczercami zajmę się dokładnie, punkt po punkcie, w przygotowywanym do druku drugim tomie moich pamiętników „Wichry życia”, gdzie blisko 60 stron poświęcam na rozprawę z moimi kalumniatorami z lewa i z prawa.

Sprawą naprawdę szokującą jest fakt, że z gwałtownym atakiem na ks. J. Międlara nagle wystąpił najpierw w „Do Rzeczy”, a potem w „Gazecie Polskiej” znany łże-katolik i hipokryta Tomasz Terlikowski. Polecam w tyk kontekście komentarz do jego napaści na ks. Jacka, jaki zamieściłem w dzisiejszym numerze „Warszawskiej Gazety” (nr z. 26 sierpnia 2016 r.) pt. „Tomasz Terlikowski-„katolik” faryzeusz”.

Budyń”, tj. europoseł K. M. Ujazdowski wciąż mąci

Spór rządu z Trybunałem Konstytucyjnym ma aż nadto jednoznaczne przyczyny. Sprowokowały go decyzje PO sprzed roku, a podtrzymują jątrzące działania PO i Nowoczesnej. Tym bardziej zdumiewają na tym tle ostatnie wypowiedzi europosła z PiS-u Kazimierza M.Ujazdowskiego,, skłaniające do niepotrzebnych i szkodliwych ustępstw rządu wobec TK. Już osiem miesięcy temu ostrzegałem na tym blogu przed skrajną miękkością Ujazdowskiego, nie przypadkowo nazywanego „Budyniem”. Wskazywałem, że tego typu osoba nie ma żadnych kwalifikacji do zostania ministrem spraw zagranicznych RP, jak sugerowało parę osób w mediach. Swymi najnowszymi wystąpieniami Ujazdowski skompromitował się do końca. Pytanie, kto popierał wpisanie takiego „mięczaka” , dziś nielojalnego wobec PiS, na listę kandydatów do europarlamentu. Wygląda na to, że ja się lepiej poznałem na Ujazdowskim niż niektóre osoby z kierownictwa PiS, które zapewniły mu to kandydowanie. Czy PiS ciągle nie wyciągnął wniosków z fatalnych skutków promowania takich osób jak B. Borusewicz, R. Sikorski, K. Marcinkiewicz, M. Kamiński, A. Urbański, czy J.Kluzik–Rostkowska? W pełni zgadzam się z komentarzem ipw w tekście „Budyń” bohaterem lewaków („Warszawska Gazeta” z 26 sierpnia 2016 r.: „Uczynienie Ujazdowskiego europosłem z list PiS-u było wielkim błędem. Nie można liczyć na lojalność ludzi nielojalnych. Jak mówił Stanisław Jerzy Lec: „Chociaż krowie dasz kakao, nie wydoisz czekolady”.

środa, 24 sierpnia 2016

Minister W.Waszczykowski na usługach geremkowców

Znakomity znawca problematyki polskiej polityki zagranicznej b. ambasador III RP Krzysztof Baliński już kilka lat temu w swej podstawowej wręcz książce „MSZ- polski czy antypolski” ulokował Witolda Waszczykowskiego w stajni protegowanych Bronisława Geremka. (Z nominacji Geremka jako ministra spraw zagranicznych Waszczykowski uzyskał w 1999 r. pierwsze ważniejsze stanowisko w MSZ-cie – urząd ambasadora RP w Teheranie). Nieprzypadkowo chyba Waszczykowski tak długo opierał się nader potrzebnej decyzji usunięcia czołowego geremkowskiego szkodnika ambasadora RP w Waszyngtonie Ryszarda Schnepfa. Najnowszy, arcyciekawy tekst K. Balińskiego w „Warszawskiej Gazecie” (nr z 19 sierpnia 2016 r.) daje bardzo udokumentowane potwierdzenie „niebezpiecznych związków” W. Waszczykowskiego, ministra w rządzie PiS-u z geremkowcami. Wymowny jest już sam tytuł tekstu K. Balińskiego :„Waszczykowski na smyczy” i podtytuł: „Ministerstwem Spraw Zagranicznych rządzą protegowani Bronisława Geremka” i „Gazety Wyborczej”. W tekście artykułu Baliński zapytuje: „Kogo Waszczykowski szczególnie hołubi? Ludzi z korporacji Geremka, czyli jego protegowanych, gdyż to właśnie ten polityk, miał największy wpływ na kadry MSZ. (Podkr.- J.R.N.). Ministrowie się zmieniali, a Geremek przez trzy kadencje był szefem sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, by w końcu objąć kierowanie MSZ-em. Przez te lata uformował grupę swoich ludzi, która do dziś stanowi główne zaplecze Waszczykowskiego (przypomnijmy, że i on sam służył Geremkowi)”.

Awansowanie przez Waszczykowskiego b. „faktycznego komisarza politycznego” w MSZ za czasów Geremka - Michała Radlickiego

Niezwykle wymowne i strasznie kompromitujące dla Waszczykowskiego jest to, jak jego najnowszy nominat (od 2 lipca ) ambasador w Dakarze Michał Radlicki został przedstawiony w tekście Balińskiego. Według Balińskiego: „Radlicki działalność polityczną rozpoczynał u boku Geremka w Sejmie jako jego osobisty asystent-sekretarz (wcześniej był nauczycielem geografii w szkole podstawowej). Geremkowi zawdzięcza też wielką dyplomatyczną karierę. (Był to wręcz niebywały awans dla nauczyciela ze szkoły podstawowej -J.R.N.) W MSZ to ważna persona, zawsze w grupie rozdających karty, zwłaszcza te kadrowe. Na polecenie Geremka został dyrektorem gabinetu Krzysztofa Skubiszewskiego, a później Olechowskiego i Bartoszewskiego, czyli faktycznym komisarzem politycznym ministerstwa. (Podkr.- J.R.N.) W swym gabinecie prowadził nieformalne koło gminy żydowskiej w Warszawie. To głównie tam ustalano plany czystek kadrowych i stamtąd Geremkowi „pilnował interesu” A propos jego kwalifikacji dyplomatycznych – razu pewnego w nieistniejącej już restauracji żydowskiej „Menora” przy placu Grzybowskim na oczach osłupiałych (ale z podziwu!) pracowników MSZ Radlicki perfekcyjnie odtańczył majufesa, obrzędowy taniec chasydów. W międzyczasie znalazł się na tzw. liście Nizieńskiego, tj, zestawieniu osób, które zarejestrowane były przez SB jako tajni współpracownicy, lecz co, do których nie zachowały się w archiwum MSZ materiały operacyjne (…) Radlicki podobnie jak inni „dekomunizatorzy” Geremka, pochodzi z rodziny prominenta partyjnego i milicyjnego, powiązanego ze stalinowskim układem nomenklaturowym, funkcjonariusza Ministerstwa Sprawiedliwości i dyspozycyjnego prokuratora na Pradze Północ, znanego z procesów i represji wymierzonych przeciwko uczestnikom robotniczego buntu w Radomiu. W centrali MSZ zasłużył się nie tylko czystkami personalnymi (lub, jak kto woli, etnicznymi,) naraził także Skarb Państwa na milionowe straty. To on pilotował budowę ambasady w Berlinie. Wyszła z tego wielka afera – MSZ utopił kilkadziesiąt milionów, otrzymując za to straszącą w centrum Berlina ruderę”. Zapytam wprost, jak to się stało, że minister spraw zagranicznych w rządzie PiS W. Waszczykowski mianował na ambasadora jednego z najbardziej skompromitowanych faworytów B. Geremka? Przy okazji przytoczę inny dość szczególny „kwiatek” z życia Waszczykowskiego. W postkomunistycznej „Angorze” (nr z 15 listopada 2015 r.) pochwalono Waszczykowskiego za to,, że był świetnym szefem komisji zagranicznej Zarządu Łódzkiego Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Pięknie zaczynał, nieprawdaż?

Dlaczego potępiamy B.Geremka?

Ktoś pewno zapyta, czy Baliński i ja nie jesteśmy zbytnio uczuleni negatywnie wobec takiego luminarza czasów po 1989 r. jak Bronisław Geremek. Odpowiem więc, że Geremka uważam obok Michnika i Kuronia za jednego z trójcy szkodników - liderów b lewicy solidarnościowej, którzy zdeformowali transformację po 1989 r. i zahamowali dekomunizację w Polsce. Dość przypomnieć tu jedną jakże skandaliczną wypowiedź Geremka z 1989 roku w wywiadzie dla „Tygodnika Kulturalnego, w której skomentował on fakt, że ogromną część wszystkich stanowisk kierowniczych, prawie milion tych stanowisk, piastowali ludzie z PZPR-u.. Odpowiadając na pytanie redaktorki „Tygodnika Kulturalnego”, czy te stanowiska nadal mają pozostać w rękach PZPR- Geremek stwierdził : „Czystek nie powinno być, bo to jest praktyka starego systemu, natomiast musi być stosowane kryterium kompetencji. Sądzę, że w ramach tego miliona stanowisk ogromna część stanowią ludzie kompetentni, którzy potrafią działać skutecznie , (podkr.- J.R.N.) a reszta musi przestać sprawować swoje funkcje”. .Co prawda, to prawda, ogromna część tych ludzi działała rzeczywiście „skutecznie”, doprowadzając Polskę w 1989 roku do prawdziwej katastrofy gospodarczej,. (Por,. szerzej: J.R.Nowak: „Jak oszukano naród” Warszawa 2001,ss.14-15 ).

Rozmiary zachwaszczenia MSZ pod egidą Waszczykowskiego – w relacji K. Balińskiego

Warto przyjrzeć się szerzej dalszym fragmentom relacji Balińskiego na łamach „Warszawskiej Gazety.”. Przytoczę tylko kilka co „smaczniejszych” faktów:„Ekipa zajmująca się Wschodem to całkowita porażka. Dyrektorem Departamentu Strategii Polityki Zagranicznej jest Wojciech Zajączkowski. Do połowy ubiegłego roku ambasador w Moskwie, wcześniej doradca Tuska 
ds. zagranicznych. W latach 90. był dyrektorem w Fundacji Batorego, skąd do MSZ ściągnął go Geremek,. Jeszcze gorzej jest na Białorusi Tamtejsza ekipa „polskich dyplomatów” to katastrofa. Ambasadorem jest niejaki Pawlik,, resortowe dziecko ( przy czym chodzi o resort dowodzony niegdyś przez gen.Jaruzelskiego), który wcześniej u Sikorskiego z polecenia Ewy Kopacz był wiceministrem, wyjątkowa, nawet jak na MSZ-owskie standardy, miernota, intrygant i lawirant. Waszczykowski, czy to z poczucia humoru, czy to na złość Macierewiczowi, posadę radcy prasowego w Mińsku dał b. dziennikarzowi Michnika – Marcinowi Wojciechowskiemu. Pracuje mu się tam łatwo, bo to osobnik, który dwa dni po katastrofie smoleńskiej dziękował na łamach „Wyborczej” braciom Moskalom. Wojciechowski to także notoryczny paszkwilant i rewizjonista wołyński. Wśród nominacji Waszczykowskiego są też zupełnie absurdalne. Sławomir Dębski był za czasów PO dyrektorem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Po Smoleńsku mówił publicznie, że stosunki dwustronne są najlepsze od kilkuset lat i powtarzał tezy, że Polacy maja skłonność do przeceniania znaczenia rosyjskich służb specjalnych w polityce Moskwy. 25 lutego został dyrektorem podlegającego MSZ Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Jak to możliwe” Czyja niewidzialna ręka się za tym kryje?”.

Mógłbym jeszcze długo kontynuować wymienianie podobnych „kwiatków’ czy raczej „chwatów” ze znakomitego tekstu Krzysztofa Balińskiego. Wolę jednak odesłać czytelników tego wpisu na blogu do oryginalnego tekstu Balińskiego w „Warszawskiej Gazecie”. Pozwolę sobie jednak jeszcze na koniec tej relacji zacytować jakże ważne stwierdzenie K. Balińskiego:: „W MSZ nadal pracuje 142 dyplomatów, którzy przyznali się do służby lub współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi, a siedmiu kieruje polskimi placówkami. (Podkr.- J.R.N.) A tak w ogóle to trochę głupio, gdy bohaterowie raportu Macierewicza panoszą się po gmachu ministerstwa”. Czy to wszystko jest normalne”?

Kiedyż wreszcie usunie się arcyszkodnika Witolda Waszczykowskiego?

Patrząc na to, co wyrabia Waszczykowski jako minister w rządzie PiS, należałoby skierować do niego stwierdzenie: „Źle się bawicie, panie ministrze”. Nie wiem, czy prezes PiS Jarosław Kaczyński czyta na bieżąco „Warszawską Gazetę”, ale tekst Balińskiego powinien mu ktoś jak najszybciej podrzucić, aby uprzytomnić, jaki szkodnik siedzi na czele MSZ-u. A swoją drogą, nasuwa się pytanie, kto protegował Waszczykowskiego na tak ważne i odpowiedzialne stanowisko, na które tak się nadaje jak siodło na krowę? Informacja o tym byłaby niewątpliwie bardzo pouczająca! Cieszę się, że już kilka miesięcy temu Kaczyński wymienił kierowany przez Waszczykowskiego resort spraw zagranicznych jako jeden z trzech resortów, budzących kontrowersje co do obsady. Może wreszcie w ślad za tym przyjdzie tak wyczekiwana decyzja o dymisji.

Kompromitacja starej kłamczuchy H. Gronkiewicz –Waltz
Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz- Waltz postanowiła podpiąć się pod wielki sukces Anity Włodarczyk – jej złoty medal na Igrzyskach w Rio. Napisała na Twitterze: „Z ogromną satysfakcją przyznałam Pani Anicie Włodarczyk Nagrodę Sportową „Warszawa” za ustanowienie nowego rekordu i rozpowszechnianie sportu” Wpis Gronkiewicz-Waltz wywołał prawdziwą burzę na Twitterze. Wpisujący się tam przypomnieli, że właśnie Gronkiewicz- Waltz swa polityką wobec klubu „Skra”, w którym trenuje Włodarczyk, zmusiła ją do wyjazdu z Warszawy. Przypomniano przy tej okazji mocny list A. Włodarczyk do prezydent Warszawy Gronkiewicz - Waltz, przypominający, że pani prezydent zażądała od „Skry” wielokrotnie zawyżonych opłat za użytkowanie wieczyste. List kończył się słowami: „Obiecała Pani zwolnienie z tych opłat, a zamiast tego je podwyższyła, i to bezprawnie .To nie fair”. (Podkr.- J.R.N.). W dniu .21 sierpnia) TVP Info pokazała w jak fatalnym stanie wegetuje stadion macierzystego klubu A. Włodarczyk „Skry”. Dobrze, że tym razem w TVP Info pokazano sprawę stadionu Skry jako jaskrawy przykład hipokryzji H. Gronkiewicz-Waltz. Ale przecież cała ta sprawa z wpisem Gronkiewicz – Waltz to dosłownie „małe piwo” na tle wielu jakże szkodliwych działań obecnej prezydent Warszawy w różnych sferach życia, choćby tzw. „dzikiej reprywatyzacji”. (Por.. m.in. uwagi w tekście Witolda Głowackiego: Hanna Gronkiewicz – Waltz znów ma problemy, „Polska the Times’ z 19 sierpnia 2016 r.). Nie rozumiem, dlaczego TVP przez całe ponad półroczne urzędowanie Jacka Kurskiego nie zdobyła się na pokazanie wielkiego programu na temat skrajnych defektów warszawskich „rządów” tej prezydent - samochwał.
Czerwona kartka dla komisji odznaczeniowej przy prezydencie Andrzeju Dudzie
Kilka miesięcy temu apelowałem na tym blogu o przyznanie jak najwyższego odznaczenia, najlepiej Orderu Orła Białego, słynnemu naukowcowi polonijnemu profesorowi Ivo Cyprianowi .Pogonowskiemu z USA. Profesor ten zrobił niezwykle dużo dla popularyzacji historii i kultury polskiej w USA, a także dla walki z antypolonizmem, a nigdy nie został uhonorowany żadnym wysokim polskim odznaczeniem. Zwracałem uwagę na to, że sprawa jest bardzo pilna, bo profesor Pogonowski jest w bardzo podeszłym wieku, ma 95 lat. Starałem się różnymi kanałami dotrzeć do komisji odznaczeniowej przy prezydencie A.. Dudzie. Na próżno. Profesor Pogonowski zmarł 21 lipca br., bez wcześniejszego odpowiedniego uhonorowania go w jego tak ukochanej Ojczyźnie. Polsce,. Uważam to za fakt skrajnie oburzający. Przy okazji pozwolę sobie wyrazić bardzo krytyczny osąd wobec prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej pana Franciszka Spuli za to,. że jak widać nic nie zrobił dla przekonania prezydenta Polski, choćby w czasie jego niedawnej wizyty w USA, o potrzebie odpowiedniego uhonorowania wielkiego polonijnego naukowca i patrioty.
Podejrzane interesy syna słynnej przyjaciółki Buzka
Od, lat twierdzono, że były premier Jerzy Buzek rozwiódł się ze swą starszą o lat żoną Ludgardą i zamienił ją na młodszą o około lat Teresą Kamińską Ta ostatnia była szefową zespołu jego doradców, uważaną za prawdziwą „szarą eminencję” w otoczeniu Buzka w czasie jego premierostwa. Twierdzenia na ten temat ponawia jeden z ostatnich numerów „Faktu” (nr z 11 sierpnia 2016 r.) Piszą tam o Teresie Kamińskiej : „Tajemnicą poliszynela jest to, że związała się potem prywatnie z byłym premierem, później szefem Parlamentu Europejskiego”..(Por.łukasz Majewski: CBA poluje na ludzi Buzka) . O związku Buzka z Kamińską wspomina również Mariusz Bach w „Warszawskiej Gazecie” z 12 sierpnia 2016 r w obszernym tekście zatytułowanym : Kochanka Buzka na celowniku CBA. Bach pisze na temat związku Buzka i Kamińskiej : „Ich doskonałe pozazawodowe relacje były tajemnicą poliszynela,. Tygodnik „Polityka” sugerował nawet, że mieli romans, który doprowadził później do końca małżeństw byłego premiera” .
Dużo ważniejsze od wspomnianej plotki wydają się inne informacje zawarte we wspomnianym tekście Ł. Majewskiego w „Fakcie”. Stwierdza się tam m.in.: „Wojciech K., syn Teresy Kamińskiej (60 l.) bliskiej przyjaciółki Jerzego Buzka (76 lata ) z zarzutami wyłudzenia unijnych dotacji. Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura przyznają, że sprawa jest rozwojowa. I może dojść do samej Kamińskiej, wieloletniej szefowej Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (PSSE). A nawet wyżej (…) Gdańska prokuratura nie wyklucza zarzutów także wobec samej Kamińskiej, która jako szefowa PSSE dawała zlecenia na gigantyczne kwoty firmie swojego syna. W październiku ubiegłego roku zarzut taki postawiło już unijne biuro antykorupcyjne OLAF. Teraz jej syn usłyszał zarzuty wyłudzenia i próby wyłudzenia dotacji unijnych z instytucji rządowych”. Majewski pisze o T. Kamińskiej: „ Za czasów rządów Donalda Tuska (59 l.) dostała we władanie PSSE i panowała tam niepodzielnie. A z dobrodziejstw finansowych strefy korzystał nie tylko jej syn, ale i politycy Platformy w mateczniku tej partii, czyli na Pomorzu.- To może być afera, która pogrąży PO, a której ujawnienia domagają się nasi wyborcy- przyznaje polityk z władz PiS”.
Szerokie omówienie całej afery znajdujemy w cytowanym już artykule Mariusza Bacha : Kochanka Jerzego Buzka na celowniku CBA („Warszawska Gazeta” z 12 sierpnia 2016 r.) Bach pisze o zarządzanej przez T .Kamińską Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej : „Do strefy przyjeżdżała też śmietanka polityków platformy obywatelskiej. Bywał tam Donald Tusk czy były marszałek senatu Bogdan Borusewicz. W ciągu ostatnich dziewięciu lat Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna rosła jak ciasto na drożdżach (…) Pracę w spółce dostawali działacze PO, byli ministrowie, a nawet gdańscy dziennikarze „Gazety Wyborczej”. Dzięki temu Kamińska budowała swoje wpływy i niezależność. Nikt strefą w Gdańsku się nie interesował. Służby tam nie zaglądały, a politycy przychodzili tylko na uroczystości związane z otwarciem kolejnych inwestycji. – „Była nietykalna” – mówi gdański polityk. Bańka pękła z początkiem 2016 roku. Najpierw odwołano Kamińską z funkcji premiera PSSE. Później na jaw wyszły inne tajemnice ukrywane przez strefę. i Ministerstwo Gospodarki, związane z wydawaniem milionów państwowych dotacji,. W końcu do dawnego księstwa Kamińskiej weszło CBA. Kilka dni temu agenci zatrzymali syna Teresy – Wojciecha. Prokuratura postawiła mu zarzuty podrobienia dokumentów w celu wyłudzenia dotacji(…) Wróćmy jednak do strefy. W 2008 r. PSSE wystąpiła do Pomorskiej Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) o 5,5 mln zł dotacji. Pieniądze miały pójść m.in. na wyposażenie serweru, przedszkola i wirtualnego biura. Strefa, składając wniosek zapewniała, że wyda każdy grosz w przetargu. Ale zrobiła odwrotnie. Kiedy urzędnicy ARP zaczęli pytać dlaczego, Kamińska pokazała ekspertyzę przygotowaną przez syna (…) Sprawa się rozmyła. Urzędnicy, którzy podważali wydanie dotacji bez przetargu, zaczęli tracić pracę. Oficjalnie mówiono, że zmiany kadrowe nie maja nic wspólnego z rozliczeniem dotacji dla strefy. Nieoficjalnie nikt nie miał wątpliwości, że właśnie o to chodzi, bo na celowniku znaleźli się tylko ci, którzy zainteresowali się Kamińską.
Monika Olejnik interweniuje w obronie Kamińskiej , zagrożonej reportażem TVN
Jak pisze dalej red. Mariusz Bach: „ ]W 2012 r.. sprawą wydanych bez przetargu przez strefę pieniędzy zaczął interesować się TVN. Do Gdańska przyjechała ekipa Superwizjera. - „Ustalili więcej niż my podczas tej kontroli. Okazało się, że syn Kamińskiej dostał do obsługi wirtualne biuro, które wybudowano za kasę z dotacji”- mówi jeden z urzędników, (…) Materiał zrobiony przez dziennikarzy TVN nigdy się nie ukazał. Tajemnicą poliszynela jest, że w sprawie reportażu o Kamińskiej u kierownictwa stacji interweniowała jedna z jej gwiazd Monika Olejnik, prywatnie dobra znajoma Kamińskiej .(Ciekawe, kiedy Olejnik zostanie przesłuchana? – J.R.N.) „Prezes była porządnie przestraszona, ale kiedy udało się ogarnąć ten pożar, odżyła. Wiedziała, że lokalnie nikt jej nie ruszy, a media ogólnopolskie nie będą już wnikać w jej interes”- mówi były pracownik tej strefy (..) „Kiedy okazało się, że media nie mogą nam pomóc, jeden z urzędników, który pracował przy kontroli strefy, napisał skargę do OLAF, to taki NIK Unii Europejskiej, sprawdzający jak wydawane są dotacje”- mówi nasz informator. OLAF działa powoli, ale zazwyczaj skutecznie. Jesienią 2015 r,. przysłał do kierowanego przez Janusza Piechocińskiego Ministerstwa Gospodarki pismo, z którego wynikało, że PSSE złamało prawo, wydając 5,5 min dotacji bez przetargu i będzie musiała oddać całą kwotę. Ten sam dokument dostała strefa. Wtedy rządziła jeszcze koalicja PO-PSL. Później przyszły wygrane przez PiS wybory. Zmienił się rząd. Zlikwidowano Ministerstwo Gospodarki. Strefy przeszły pod nadzór Ministerstwa Rozwoju. Urzędnicy znaleźli wówczas skrywane przed światem pismo z OLAF. „Kamińska nie miała szans , by się utrzymać. Została odwołana- mówi pracownik MR (Ministerstwa Rozwoju-J.R.N.).(…) Na początku 2016 r. gdańska policja zatrzymała Wojciecha K. Prawnikowi postawiono zarzuty oszustwa i wyłudzenia 7 mln zł z Europejskiego Funduszu Regionalnego. Jak wynika z akt sprawy, Wojciech K. podrobił dokumenty i na ich podstawie wprowadził w błąd Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Dzięki temu dostał 7 mln. zł dotacji.– „Gdyby nie fałszerstwo nie dostałby ani złotówki”- mówi prokurator znający akta’.(…)”.
Czarne chmury nad prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem
Coraz bardziej zagęszcza się atmosfera wokół prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. To ten, co kiedyś wraz z kolegami z wielkim natężeniem mięśni ciągnął samolot należący do Amber Gold. W „Fakcie” z 25 lipca 2016 r. ukazał się szokujący tekst Magdaleny Rubaj: „Podejrzany majątek magnata z PO”, z podtytułem „Śledczy sprawdza, skąd prezydent Gdańska wziął 750 tys. zł”. Autorka pisze m.in. : „Już w 2013 r. Centralne biuro Antykorupcyjne miało poważne wątpliwości co do uczciwego pochodzenia majątku wieloletniego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza (51 l.) Ostatecznie sprawa została umorzona. Jednak teraz śledczy do niej wracają. (…) Adamowicz i jego małżonka kręcili w sprawie tego, skąd wzięli pieniądze na kupno mieszkań. Wznowione śledztwo, jak opisuje trójmiejska „Gazeta Wyborcza”, dotyczy m.in. zatajenia przed fiskusem dochodów na kwotę ponad 753 tys. zł, nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych oraz przyjęcia tajemniczego rabatu na mieszkania (…)”.
Ujawniła się „dupeczka” z „Nowoczesnej”
Od dawna traktowałem rozhisteryzowane posłanki z „Nowoczesnej” tylko jako stadko donośnie gęgających gąsek i niewiele więcej. Jest dużo gorzej. Przekonało mnie o tym niedawne, iście ekshibicjonistyczne, wystąpienie jednej z tych gąsek, niejakiej Joanny Scheuring - Wielgus. Wyznała ona, że „jednym z najgorszych przeżyć”, jakie ją spotkały w jej pierwszym roku obecności na Wiejskiej były wypowiedziane do niej słowa jednego z kolegów posłów:„Niezła z ciebie dupeczka”. (Por. tekst MAN-a :Poseł wyzywał mnie od niezłej dupeczki , „SuperExpress” z 26 lipca 2016 ). Wygląda na to, że posłanka „Nowoczesnej” faryzejsko poskarżyła się publicznie na takie jej określenie, podczas gdy w rzeczywistości zadbała o swoistą reklamę, chciała głównie zwrócić uwagę na to, jaka z niej „niezła dupeczka”. Szkoda, że Scheuring- Wielgus nie przyszło jakoś na myśl ujawnić coś ze swego jak widać bardzo głęboko ukrytego „intelektu”. Warto dodać, że o poziomie „rozumku” tej posłanki celnie wyraził się już ksiądz Jacek Międlar pisząc na łamach „Warszawskiej Gazety” z 19 sierpnia 2016 r.: „Gdyby głupota miała skrzydła, to Scheuring-Wielgus latałaby jak gołębica”. Ale o tym szerzej w następnym moim wpisie na blogu.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Wsparcie dla Jerzego Roberta Nowaka (Apel)

Szanowni Państwo.

Pan profesor Jerzy Robert Nowak od 53 lat działa na rzecz naszej Ojczyzny. Poprzez publiczne wystąpienia, artykuły oraz książki. Wielokrotnie przychodziło mu walczyć o dobre imię Polski i Polaków. Co warto podkreślić Pan Nowak prowadził często tą walkę jako jeden z niewielu czy wręcz w osamotnieniu.

Walka zaś ta jak to bywa z walką o prawdę, w tym i historyczną, skazuje człowieka na ostracyzm w wielu środowiskach jak np. media. Jest to jednym z powodów niskiego nakładu książek autorstwa Pana Profesora gdyż, jest niezwykle trudno przebić się, do świadomości przeciętnego czytelnika.

Pozwolimy sobie na przedstawienie kilku istotnych faktów:

  • Pan Nowak pozyskuje dochody z następujących działalności:
  1. sprzedaż książek swojego autorstwa
  2. pisanie artykułów dla prasy
  3. regularne wykładanie na wyższej uczelni.
  • Książki profesora Nowaka są wydawane w taki sposób aby każdy czytelnik mógł sobie na nie pozwolić. (Pan Profesor stawia na dostępność a nie zarobek)
  • Profesor Nowak nigdy nie godził się na reklamy.
  • Każdego dnia musi śledzić publikacje prasowe krajowe oraz zagraniczne.
  • (Wydatki tylko na prasę to kilkadziesiąt złotych dziennie!)
  • Zmuszony jest do zakupu publikacji książkowych różnych autorów w kraju i za granicą.
     (Jest to konieczność aby prace Pana Profesora można było nazywać rzetelnymi/naukowymi)
  • Podróżuje po całej Polsce i wielu innych krajach najczęściej finansując te podróże z własnych środków finansowych.
  • Prowadzone badania historyczne łączą się z wieloma wydatkami:
  1. Podróże
  2. Noclegi
  3. tworzenie kopii dokumentów oraz inne wydatki
  • Wiele publikacji autorstwa Pana Profesora jest odkładanych w czasie ze względu na brak środków do ich wydania (wznowienia).
  • Wiele czasu który Pan Profesor mógłby poświęcić na badania kolejnych materiałów do publikacji jest zajmowana na rzecz zwykłego zarobienia na przysłowiowy chleb.
  • Profesor Nowak nie zatrudnia żadnych pomocników (finanse) przez co wiele spraw spada na barki jego najbliższej rodziny.
Powyższe fakty powodują iż chcielibyśmy Państwa zachęcić do rozważenie wsparcia finansowego działalności Jerzego Roberta Nowaka.

Sądzimy iż swoją wieloletnią pracą na rzecz naszej Ojczyzny niejednokrotnie udowodnił iż warto to uczynić.

Cele na które będą poświęcone pozyskane środki to:

  1. odciążenie jeśli idzie o codzienne wydatki
  2. wznawianie niektórych książek (wydanie kolejnych)
  3. stworzenie pełnowartościowego kanału audio-wideo w internecie na łamach którego będzie można regularnie oglądać i wysłuchać Pana Profesora
  4. finansowanie m. in. strony internetowej...
  5. ...oraz innych przyszłych przedsięwzięć mających na celu walkę o dobre imię Polski i Polaków.
Z wyrazami szacunku.
Przyjaciele i sympatycy Jerzego Roberta Nowaka.

Zachęcamy do zapoznania się z tekstem "Jak zostać Donatorem" znajdującym się tutaj TUTAJ 
Dowiedzą się z niego Państwo jak dołączyć do donatorów którzy zostaną wymienieni na specjalnej liście opublikowanej na oficjalnej stronie Jerzego Roberta Nowaka.

Konto Jerzego Roberta Nowaka:

04 1020 1156 0000 7002 0066 7501
PKO BP SA
Oddział 11 w Warszawie


Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękujemy.


piątek, 19 sierpnia 2016

Jakie są kulisy sporów o telewizję?

Jakie są kulisy sporów o telewizję?

Od kilku tygodni toczy się coraz ostrzejszy spór, niepotrzebny i cieszący tylko naszych wrogów, między dwoma obozami rzeczników zmian w TV: tych popierających Jacka Kurskiego i tych, którzy popierają Krzysztofa Czabańskiego. Nie chcę tu wdawać się w istotę tego sporu, bo zamierzam niezadługo wydrukować moje paro częściowe spojrzenie na problemy telewizji, studium, które od miesięcy przygotowuję. Odgraniczę się tu do kilku skrótowych stwierdzeń. Przede wszystkim uważam, że „źle reformowana” TVP zatraciła przez ostatnie pół roku szansę wsparcia ogólnokrajowej Dobrej Zmiany poprzez stanowcze dzień po dniu rozliczenie się z aferami i innymi patologiami PO, portrety ich najgorszych Sprawców, choćby osławionej Gronkiewicz- Waltz i jej podobnych. A ich szkodliwe działania można było przecież doskonale udokumentować i nagłośnić. Po drugie dalej prowadzono w TVP pod rozdaniem Kurskiego przedziwną politykę personalną, godzącą w interesy tej instytucji i generalnie Prawdy przez duże P. Dość przypomnieć, że w nowej „reformowanej” TVP przyznano bardzo wpływowe stanowisko Dyrektora Agencji Produkcji Telewizyjnej i Filmowej w TVP niejakiemu Wojciechowi Hoflikowi. Przypomnijmy, że tenże Hoflik za czasów PO pełnił m.in. znaczące funkcje Dyrektora Programu I TVP, a później pełnomocnika dyrektora Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, kierując działem Produkcji Filmowej i Rozwoju Projektów Filmowych. Na tych stanowiskach dużo więcej szkodził niż pomagał. To on w 2010 r. odwołał z funkcji wicedyrektor ds. publicystyki TVP1 autorkę programu „Misja Specjalna” , znaną z odwagi w podejmowaniu trudnych spraw dziennikarkę śledczą Anitę Gargas To on piętrzył największe trudności w realizowaniu znakomitego filmu Jerzego Zalewskiego „Historia Roja”. To on jako pracownik PISF, podpisał się pod negatywną opinią na temat realizacji filmu pt. „Ulmowie – Rok sprawiedliwych” w reżyserii Mariusza Pilisa. Dokument opowiadał o tragedii rodziny, która została zamordowana przez Niemców tylko dlatego, że pomagali Żydom. I to Hoflik – jak wiem -ze źródeł bardzo dobrze poinformowanych- był tym ,który utrącił wyświetlenie w telewizji publicznej w dniu 10 lipca 2016 r. dawno zapowiadanego świetnego filmu małżeństwa Kujbidów z Kanady , pokazującego wreszcie prawdziwą role Niemców w jedwabieńskiej zbrodni. I takiego to jegomościa promował pan prezes Kurski na bardzo wpływowe stanowisko w jego podobno „reformowanej” telewizji. Doprawdy nie rozumiem dlaczego promowanie tak nieciekawej osoby jak Hoflik nie spotkało się z szerszą zdecydowaną reakcją nowych władz kulturalnych.

Dominacja „prawicy laickiej” w TVP, czy obrona bajecznych interesów

Jednych promują, drugich blokują. Nie rozumiem dlaczego „reformowana’ TVP blokuje występy tak znakomitego pieśniarza i satyryka patriotycznego Andrzeja Rosiewicza (mówił mi o tych blokowniach jeszcze dwa tygodnie temu na kiermaszu Wnet. Dlaczego „reformowana „TVP nie chce programów Wojciecha Cejrowskiego, tłumacząc się w głupawy sposób Jego rzekomo podeszłym wiekiem. Urodzony w 1964, a więc 52 –letni Wojciech Cejrowski ma więcej energii i wigoru niż wszyscy bonzowie telewizyjni razem wzięci. I jeszcze jedne pytanie, dlaczego w „reformowanym” Radiu dalej utrzymuje się na zesłaniu po północy (programy od 24 w nocy w Trójce ) tak znakomitego patriotycznego i antykomunistycznego dziennikarza jak Wojciech Reszczyński. Dodajmy, że zrobiono z nim coś, czego nie zrobiono nawet w czasach rządów SLD – zabrano mu programy w lecie.

Telewizja publiczna ma ciągle za małą oglądalność, a odsuwa się znane osoby, które mogłyby tę oglądalność zwiększyć. Gdzie tu sens i logika? Próbowałem wysondować na ten temat trzech moich przyjaciół, od wielu lat zatrudnionych w mediach elektronicznych: dwóch w TVP, a jeden w Radiu. Pierwszy mój rozmówca na wytłumaczenie blokady Rosiewicza, Cejrowskiego i Reszczyńskiego w mediach elektronicznych podał to, że dominuje w nich swego rodzaju prawica laicka. Nieprzypadkowo dużo mniej rozsądny od swego ojca i mało tolerancyjny Dawid Wildstein (wsławiony pijackim atakiem na narodowca Jerzego Wasiukiewicza) został szefem publicystyki w radiowej Trójce. Nie chodzi tu zresztą tylko o ludzi pochodzenia żydowskiego, a generalnie o fakt, że w TVP i w Radiu nagromadziło się zbyt wiele osób ze skrajnym przeczuleniem na rzekome niebezpieczeństwo fundamentalizmu katolickiego. I dlatego dla nich Rosiewicz podpadł, bo blokowany przez lata gdzie indziej,. często występował w Telewizji Trwam i w Radiu Maryja, Reszczyński jest be, bo wykłada na uczelni o. T. Rydzyka w Toruniu, Cejrowski jest za bardzo chrześcijański w swych wypowiedziach. Drugi mój rozmówca tłumaczył blokadę Rosiewicza, Cejrowskiego i Reszczyńskiego po prostu tym, że są nazbyt niezależni w swych poglądach, a takich bonzowie telewizyjni bardzo, ale to bardzo, nie lubą.

Z kolei trzeci mój przyjaciel, mający szczególnie dobry wgląd w mechanizmy funkcjonowania telewizji publicznej, po wielu, wielu latach pracy w niej, i wnikliwych obserwacjach od wewnątrz wystąpił z najbardziej drastycznym i oskarżeniami. W telewizji od lat dominuje przede wszystkim walka o pieniądze, niewyobrażalne wręcz bajeczne pieniądze, a nie o żadne wizje czy misje. I dominujący w tej telewizji luminarze nie chcą mieć na miejscu osób, które mogłyby zbyt mocno- dzięki swej samodzielności – reagować na niesamowicie wiele rzeczy nieuczciwych, wystawianie fikcyjnych faktur na niewyobrażalnie dużą skalę, etc. Dość znamienna była niedawna rozmowa braci Karnowskich z prezesem Jackiem Kurskim: To był cios w TVP („w Sieci” z 8 sierpnia 2016 roku). Kurski zwierzał się e niej , mówiąc m.in. „„Zatrudnienie około 300, może nawet 350 osób, nie ma uzasadnienia. Niektórzy biorą pieniądze za nic”. (Podkr.- J.R.N.)Zapytany ,czy nie może ich zwolnić, Kurski odpowiedział: „Nie mogę. Prawo mi pozwala na zwolnienie jedynie 1 proc. zatrudnionych miesięcznie, czyli 28 osób”. Jakaś niesamowita Wielka Niemożność. Pan Kurski zachowuje się jak jakieś nieudaczne słowiańskie Lelum Polelum, które nic nie może. Gdzie my jesteśmy? Dlaczego natychmiast nie można, nie czekając na inne zmiany, zmienić choć część działającego dotąd prawa i natychmiast usunąć na zbity pysk wszystkich 350 próżniaków i darmozjadów?!

Powołać Krzysztofa Skowrońskiego na nowego prezesa TVP

Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że istnieje tylko jedna szansa, żeby przerwać coraz bardziej zaostrzający się spór dwóch opcji: wokół J. .Kurskiego i K. Czabańskiego przez powołanie kogoś trzeciego jako rozjemcy. I widzę osobę doskonale się nadającą do tego Krzysztofa Skowrońskiego, dyrektora Radia Wnet i prezesa SDP. Swym doświadczeniem w mediach elektronicznych Skowroński bije na głowę Kurskiego. Przez trzy lata stał naczelne Trójki, a od siedmiu lat kieruje własnym radiem internetowym Wnet.. Właśnie w dzisiejszym „Fakcie” ( z 19 sierpnia) ukazał się krótki, ale bardzo ciekawy tekst, sygnowany przez Radżę : „Skowroński prezesem TVP?”. Au/tor tekstu stwierdził, że nazwisko Skowrońskiego „pojawiło się w PiS jako idealne do pogodzenia zwaśnionych stron” i dyskutuje się o nim na Nowogrodzkiej jako kandydacie na nowego prezesa TVP. „Radza” przytacza dowody niezależności K. Skowrońskiego, cytując jego własną wypowiedź z 2012 r. ., jako dowód, że: ‘”był i jest niezależny” : -Tak jak byłem wtedy, gdy odchodziłem z Radia Zet, nie godząc się na nowy sposób podejścia do programu, jak rezygnowałem z pracy w telewizji publicznej, gdy zmieniano warunki gry w czasie kampanii prezydenckiej w 200O r, czy jak zdejmowano mój program z ramówki TVP, kiedy rządziło PiS”. Red. Skowroński ma dodatkową jakże ważną zaletę w porównaniu z Kurskim, nie ma brata jako zastępcy Michnika i nie ulega podszeptom Salonu. Przypomnę, że niedawno Kurski firmował usunięcie wspomnianego już bardzo odważnego filmu małżeństwa Kujbidów z Kanady, odsłaniającego jakże niewygodną dla michnikowców prawdę o Jedwabnem. Sam mam jak najlepsze wrażenia z kontaktów z red. Skowrońskim W końcu mnie tak „niepoprawnego politycznie” "wykorzystał" w kilku programach Radia Wnet, nie mówiąc o wydrukowaniu moich tekstów w „Kurierze Wnet”. Tak więc uważam, że kandydatura red. Skowrońskiego jest najlepszą szansą na szybkie wyleczenie TVP z jej patologii, choć może się to okazać niezwykle trudne. Nie wiem, czy dla wyciągnięcia telewizyjnej stajni Augiasza z jej umaczania w przekrętach finansowych, nie przydałoby się powołanie specjalnej Komisji Sejmowej, która by ją wreszcie rozliczyła do końca.

Prezes IPN J. Szarek przeciw antypolskim kłamstwom w sprawie Jedwabnego (1941 r.) i Kielc (1946 r.)

Jednym z kilku największych triumfów środowisk patriotycznych w okresie po utworzeniu rządu PIS jesienią 2015 r. jest niewątpliwie wybór dr Jarosława Szarka na nowego prezesa IPN-u. W przeciwieństwie do poprzedniego szefa IPN-u Łukasza Kamińskiego popieranemu przez PO i popierającego relatywizm w nauce (dopuścił obecność hochsztaplera i polakożercy J.T.Grossa na jednej z konferencji w IPN-ie !) nowy prezes jest stanowczym przeciwnikiem „pedagogiki wstydu” i masochizmu narodowego. Już w okresie kandydowania na prezesa IPN-u dr Jarosław Szarek wykazał stanowczość w postawie na rzecz odkłamywania antypolskich oskarżeń w sprawie Jedwabnego, tak mocno upowszechnianych przedtem przez pierwszego prezesa IPN-u Leona Kieresa i b .prezydenta FRP Aleksandra Kwaśniewskiego. Zapytywany na przesłuchaniu w Sejmie, przez posła PO Michała Szczerbę o to, kto dokładnie był wykonawcą zbrodni w Jedwabnem - Szarek powiedział, że „wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, którzy wykorzystali w tej machinie własnego terroru - pod przymusem - grupkę Polaków". - I tutaj odpowiedzialność w pełni za tę zbrodnię pada na niemiecki totalitaryzm. Polskie Państwo Podziemne wszelkie przejawy kolaboracji z Niemcami, szmalcownictwa, karało śmiercią. Nie wykluczył też sprawy powrotu do ekshumacji w Jedwabnem. Przypomniał też, że obecność (socjologa Jana Tomasza Grossa - było "gigantycznym błędem". – Powiedział :” „Nie ma zgody na udział w poważnych konferencjach naukowych takich ludzi jak pan Gross (...). Taka sytuacja nie może się powtórzyć „.Twarde stanowisko prezesa szarka w sprawie „jedwabieńskiego kłamstwa’ ściągnęło nań szereg ataków „

Gazety Wyborczej”. (Por. m.in. tekst pseudo ekspertki w sprawie Jedwabnego starej kłamczuchy z „Wyborczej” Dominiki Wielowiejskiej: PiS kreci w sprawie Jedwabnego,”Gazeta Wyborcza” z 16 sierpnia 2016 r.)
Od początku po objęciu prezesury IPN-u dr J.Szarek zdecydowanie krytykował fakt, że: „Po 1989 r narzucono nam wizję wstydu, braku dokonań”. (Por. udzielony Piotrowi Zarembie wywiad pt. Chcę debaty o polskiej niepodległości, „w Sieci” 8 sierpnia 2016r.) W wywiadzie udzielonym red. Piotrowi Litce z „Wprost” 21 sierpnia 2016 r. pt.
„Depozyt pamięci” prezes Szarka wystąpił za odkłamaniem zbrodni kieleckiej z 1946 r. Powiedział m.in.: „Według mnie, wiele wskazuje, że mogła to być prowokacja. Zwracam choćby uwagę na wielogodzinną bezczynność miejscowej bezpieki i wojska, a nawet zaangażowanie w ten mord niektórych mundurowych. Nie można też zapominać o obecności w Kielcach w tamtym czasie pułkownika Szpilewoja –sowieckiego doradcy kieleckiego urzędu bezpieczeństwa. (Podkr.- J.R.N.). Ponadto tragiczne wydarzenia w Kielcach, gdzie zginęło 40 osób skutecznie „przykryły” sfałszowane referendum z 30 czerwca 1946 r. Komunistom było to bardzo na rękę”. Na tle tego oświadczenia prezesa J. Szarka kolejny raz wraca postawione w jednym z moich poprzednich tekstów ,pytanie, kto z podwładnych pani premier Beaty Szydło „wpuścił ją w maliny”? .Poprzez przygotowanie dla pani premier z okazji zbrodni kieleckiej listu odgrzewającego stare komunistyczne tezy o antysemickim pogromie w 1946 r. i nie wspominającego ani słowem o komunistycznej prowokacji. Doradzałbym z całego serca pani premier jak najszybsze pozbycie się takiego doradcy- nieudacznika i szkodnika!

Prezes J. Szarek wielokrotnie stanowczo wypowiadał się za jednoznacznym potępieniem ludobójstwa ukraińskiego na Polakach na Wolyniu i w Małopolsce wschodniej. W wywiadzie udzielonym Wojciechowi Wybranowskiemu pt.’ „Płacimy za grzech zaniedbania” („Do Rzeczy” 16 sierpnia 2016 r.) powiedział m.in. : „W sprawie ludobójstwa Polaków na kresach historycy maja tu wciąż do spełnienia olbrzymia rolę.(…) Uważam, że gdyby Polska wyraźnie postawiła tę kwestię jeszcze na początku lat 90. w stosunkach z władzami ukraińskimi, być może nie mielibyśmy dziś z tym problemu, a spawa byłaby rozwiązana. Niestety wtedy nie chciano tej sprawy w Polsce podjąć, próbowano zabetonować archiwa, wszystko pod pretekstem „nie rozdrapywania ran” i „budowy dobrych stosunków” .A po latach okazało się, że tej sprawy nie da się zamknąć, wyciszyć. Nie uciekniemy od prawdy historycznej i trudnych tematów. Niestety w sprawie zbrodni na Wołyniu i w Małopolsce popełniliśmy grzech zaniechania (Podkr.- J.R.N.) (…) Przyszedłem do IPMN, by to zmienić. Chcę, żeby nie było tematów niewygodnych, tematów, których się z takich czy innych względów nie podejmuje”.

Jak dotąd najważniejszym posunięciem personalnym prezesa J. Szarka po objęciu kierownictwa IPN-u było zwolnienie z pracy w tej instytucji najbardziej kłamliwego „naukowca” „IPN-u dr Krzysztofa Persaka. Tenże Persak był najpierw zaufanym współpracownikiem czołowego szkodnika w IPN-ie, jego pierwszego prezesa Leona Kieresa i współautorem (wraz z innym kłamliwym „poprawnym politycznie” historykiem niezwykle załganego dwutomowego wyboru dokumentów o Jedwabnem. Później Persak był konsultantem naukowym filmu „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego i wsparł swym nazwiskiem ten haniebny polakożerczy gniot. Persak, który jako dyrektor IPN-u był najbliższym współpracownikiem poprzedniego szefa IPN-u Łukasza Kamińskiego, został zwolniony przez prezesa J..Szarka od razu pierwszego dnia po objęciu przezeń oficjalnych obowiązków. Tylko pogratulować tej wprost symbolicznej decyzji rozstania się z notorycznym paranaukowym krętaczem, upowszechniającym „pedagogikę wstydu”.! Przypomnijmy ,że Persak i jego wspólnik w łgarstwie P, Machcewicz nie zamieścili w wyborze dokumentów o Jedwabnem niezwykle ważnego raportu profesora Andrzeja. Koli w sprawie ekshumacji w Jedwabnem. „Gazeta Wyborcza” opłakiwała usunięcie Persaka z IPN-u w tekście Adama Leszczyńskiego: „Szarek wyrzuca Persaka i Jedwabne z IPN”, („Gazeta Wyborcza” z 29 lipca 2016 r.).

Wielkie brawa dla nowego prezesa IPN-u i życzenia dalszej tak wielkiej niezłomności w przywracaniu polskiej godności narodowej i prawdy o historii!