niedziela, 31 lipca 2016

Polsko – węgierskie małżeństwa

(Fragmenty Pamiętników „Wichry życia”, przygotowywanych do wydania we wrześniu 2016 r)

Osobna, bardzo ciekawa sprawa, to historia licznych polsko-węgierskich małżeństw, które na ogół się źle kończyły, głównie wtedy, gdy mężem był Węgier, a żoną Polka. Jakie były i są tego przyczyny? Otóż wynika to głównie z odwiecznych tradycji węgierskiego patriarchatu, który jeszcze bardziej się nasilił w czasie ponad stuletnich rządów tureckich na wielkich połaciach Węgier. Jeden z moich madziarskich przyjaciół kiedyś żartobliwie mi mówił, że Turcy zostawili Węgrom trzy bardzo dobre rzeczy: bardzo mocną kawę, świetne łaźnie i bardzo dobre panowanie mężczyzn nad kobietami. Efektem tego panowania m.in. było jedno z określeń kobiety na Węgrzech – némber (non ember) czyli nie człowiek. Rzecz charakterystyczna. Jeszcze pod koniec XIX wieku na Węgrzech panował taki oto, dość zadziwiający zwyczaj. Gdy do domu przychodzili goście, to wszystkie kobiety w domu cały czas obsługiwały ich i wszystkich mężczyzn w domu, na stojąco, i dotąd nie siadły same do stołu, aż ci nie najedli się do syta. Z kolei, jak do rodziny wchodziła nowa synowa, to jej teściowa natychmiast przerywała wszelkie własne prace i skupiała się na dyrygowaniu synową, by jak najlepiej obsługiwała męża. Kiedyś znalazłem w bibliotece domowej jednego z moich węgierskich przyjaciół przekład groteskowej wręcz książki szwajcarskiej „Szkoła kochania” (jak wiadomo, w Szwajcarii bardzo długo zwlekano ze zrównaniem kobiet w prawach z mężczyznami, dopuszczeniem ich do wyborów, etc.). Patriarchalny Szwajcar radził kobietom: „Bądźcie dla swoich mężczyzn psychicznym „koszem na śmiecie” – niech w domu na żonach wyładują wszystkie swoje frustracje z pracy.

Nie wyobrażam sobie, by w Polsce kiedykolwiek można było wydać taką brechtę. Tym bardziej, że Polki są dziś kobietami chyba najbardziej wyemancypowanymi w Europie; niektórzy nazywają je „Amerykankami Europy”. (Chodzi tu zresztą o bardzo stare tradycje, sięgające przynajmniej XVII wieku, gdy kobiety bardzo często nawet wodziły rej w polityce i odpowiednio ustawiały swoich mężów. Typowa pod tym względem była słynna wojewodzina bełzka Elżbieta Sieniawska, żona hetmana koronnego A. Sieniawskiego, nazywana „niekoronowaną królową”, „pierwszą damą Rzeczpospolitej”. W jednej z XVII-wiecznych relacji zachował się opis sceny, gdy księżna Sieniawska wzburzona wpadła do komnaty, w której radzili hetmani, wołając: „Wy tu radzicie, a lepiej byście działali, a jeśli wam zbywa na odwadze, to ja wsiądę na koń i wszystko załatwię”. Jędrzej Kitowicz opisywał w swej historii obyczajów XVII wieku, jak to w czasie sejmów żony różnych szlachciców i magnatów siedziały na balkonach i dawały swym mężom znaki, jak mają głosować. Władysław Konopczyński zatytułował nawet swą książkę o XVIII wieku: „Gdy Polska rządziły kobiety”.
tu znów była bardzo duża różnica z potulnymi, zapędzonymi po niemiecku do kuchni i opieki nad dziećmi Węgierkami. Poznałem w życiu kilka tysięcy Węgrów, a utkwiło mi w pamięci jako indywidualności zaledwie z kilkanaście ich partnerek. Były to głównie tłumaczki i polonistki, jak Romana Gimes czy Nina Király, adwokatki jak piękna Erika Perlaki, dziennikarki jak żona Sándora Fekete Marta, czy Żydówki, w których domach wyraźnie dominowały inne standardy. Ze zdumieniem obserwowałem, jak bardzo wiele Węgierek było zapędzonych do kuchni i do obsługiwania męża, i w rezultacie zatracały jakąkolwiek indywidualność, najczęściej z winy mężów. Pamiętam, jak wypłakiwała mi się po latach przy winie niedoszła moja narzeczona Klara, która matka wydała za jakiegoś dyrektora przedsiębiorstwa. Madziar od razu zagonił ją do pracy w domu, nie bacząc na jej własne chęci i uzdolnienia (skończyła architekturę). Dobrze pamiętam pewną scenę w domu bardzo znanego pisarza węgierskiego Ferenca Sánty, autora pięknych, pełnych humanizmu opowieści. Żona Sánty podała kolację, ja opowiadałem o różnych burzliwych sprawach w Polsce. Żona Sánty też chciała posłuchać, na próżno, bo dość grubiańsko odesłał ją do innego pokoju, mówiąc: „Idź spać, boli cię głowa!”. Węgierki, zagonione o stuleci do kuchni, trzeba przyznać, na ogół nie błyszczą inteligencją w porównaniu z błyskotliwymi, często wyróżniającymi się wręcz inteligencją, a na dodatek na ogół urodziwymi Polkami. Nieprzypadkowo chyba sporo wybitnych Węgrów było zauroczonych Polkami, począwszy od przywódcy największego powstania węgierskiego Franciszka II Rakoczego, przez lata rozwijającego wielki romans życia ze wspomnianą wojewodziną bełską – Elżbietą Sieniawską. Z kolei najsłynniejszy XIX-wieczny kompozytor i pianista Ferenc Liszt był przez wiele lat zakochany w Polce, księżnej Karolinie z Iwanowskich Sayn-Wittgenstein. Liszt poświęcił Polkom iście poetycki pomnik w wydanej w Paryżu w 1852 r. książce o Chopinie. W jego parusetstronicowej książce, napisanej po francusku, znalazło się tylko jedno, ale jakże znamienne zdanie po polsku: „Nie ma jak Polki!”. Dodajmy, ze słynny surrealistyczny pisarz węgierski z początków XX wieku Gyula Krudy w swej fantazyjnej „Księdze snów” tłumaczył: „Polkę we śnie widzieć – spotka cię coś rozkosznego!”.

Te różnice w roli i charakterze Polek i Węgierek bardzo mocno odbijały się na losach małżeństw polsko-węgierskich. Jak zaobserwowałem, na ogół bardzo udane są głównie te małżeństwa, gdzie żoną jest Węgierka, a mężem Polak. Odwrotnie na ogół fiaskiem kończą się te małżeństwa polsko-węgierskie, gdzie żoną jest Polka, a mężem Węgier. Lubiłem to na swój sposób, myślę, że dość zabawnie tłumaczyć polskim koleżankom. – „Widzicie – mówiłem- gdy Węgier żeni się z Polką, to następuje obopólne rozczarowanie. Polka nie może znieść na dłużej Węgra, dużo twardszego od przeciętnych polskich mężczyzn. Z kolei Węgier, przyzwyczajony do łagodnych, a bardzo często wręcz potulnych Węgierek, nie może sobie nijak poradzić z umiejącą powiedzieć i przeforsować swoje zdanie Polką. Natomiast dla Polaka dogodnym zaskoczeniem jest miękka i ustępliwa żona węgierska. Z kolei Węgierka z jeszcze większym zaskoczeniem obserwuje, jak bardzo łagodni i delikatni (tu oczywiście mocno przesadzałem!) są polscy mężczyźni, w porównaniu z twardymi Madziarami”. Faktem jest, że miałem możliwość zaobserwować kilka fatalnie dobranych małżeństw polsko-węgierskich z żonami Polkami. Opowiadano mi na przykład, jak wściekali się węgierscy teściowie, słysząc jak Polka Ania na każdym kroku ustawiała ich syna Aronka: „Aronku, przynieś, zanieś, wynieś!”. Na dodatek ciągle przyprawiała mu rogi, co doprowadziło w końcu do rozpadnięcia się z trzaskiem tego stadła. Z kolei inne małżeństwo polskiej dziennikarki z dyrektorem węgierskiego Instytutu Teatralnego skończyło się wręcz skandalem międzynarodowym – Polka oskarżyła swego zbyt patriarchalnego męża wręcz o uciekanie się do rękoczynów!
W latach 70-tych któryś z redaktorów Polskiego Radia zwrócił się do mnie, bym mu podał telefon do jakiegoś małżeństwa polsko-węgierskiego, by mógł na temat takich małżeństw pomówić w osobnym programie telewizji. Natychmiast podałem mu nazwisko żonatego z Polką kierownika katedry filologii węgierskiej prof. Istvána Csaplarosa. Audycja się odbyła, ale miała przebieg bardzo kłopotliwy dla naszego węgierskiego przyjaciela. Był on najwyraźniej mężem – pantoflarzem w swoim domu. Audycja radiowa miała przebieg arcykomiczny. Wszystko dlatego, że żona profesora Csaplarosa nie próbowała w radiu ani na chwilę odejść od swej dominującej roli, wypracowanej w domu przez dziesięciolecia pożycia małżeńskiego. Jak tylko nasz Węgier próbował coś się odezwać w audycji, Csaplarosowa natychmiast mu przerywała, mówiąc: „Tak, tak, Istvanku” i zaczynała swój kolejny, dłuższy monolog kosztem jej męża, całkowicie bezradnego wobec tego tokowania. Biedny stary profesor Csaplaros musiał potem długo znosić swoje śmiechy-chichy swoich studentów i studentek, wciąż powtarzających „Tak, tak Istvanku”, albo złośliwie wychwalających profesorowi jego „przepiękną audycję”. Audycję, o której Csaplaros by jak najchętniej szybko zapomniał.

To, co pisze o węgierskim patriarchacie, jednak już coraz wyraźniej się kończy. Węgierki się coraz bardziej emancypują i zaczynają bardziej stanowczo walczyć o swoją pozycję w małżeństwie. Równocześnie jednak bardzo wzrosła ilość rozwodów na Węgrzech.
Opis małżeństw polsko-węgierskich i dość specyficznej, do niedawna dużo słabszej pozycji kobiety na Węgrzech, chciałbym zakończyć historyjką, ilustrującą dość szczególne obyczaje, panujące w swoim czasie w niektórych środowiskach węgierskich. Barwną opowieścią na ten temat „poczęstował” mnie wiele lat temu znany węgierski historyk literatury i krytyk literacki, profesor Mihály Czine. Historyjka odnosiła się do wybitnego grafika węgierskiego Károlya Koffana, który ze względu na swe poparcie dla działań powstańczych 1956 r. musiał długo ukrywać się w 1957 r. – w okresie strasznych represji rządu Kadara (bywały wtedy wydawane i wykonywane nawet wyroki kary śmierci na niektórych zwolennikach I. Nagya pośród inteligencji). Koffan normalnie mieszkał gdzieś w pięknym mieszkaniu w górzystej części Budapesztu – w Budzie, ale aby się lepiej ukryć, przeniósł się do mieszkania w Peszcie, w robotniczej dzielnicy Buglo. Ze względu na zagrożenie Koffana wytropieniem przez kadarowską policję, tym bardziej szokował fakt, że żona artysty jednak odwiedzała go codziennie w miejscu ukrycia, ryzykując, że wpadną na trop męża. I tu nasuwa się pytanie, dlaczego żona Koffana była tak potrzebna swemu mężowi, że spotykała się codziennie w jego kryjówce, ryzykując jego dekonspirację i uwięzienie. Padały różne odpowiedzi: seks, jedzenie (Madziarzy lubią dobrze zjeść), etc. Czine za każdym razem kiwał przecząco głową, aż wreszcie dawał nieoczekiwaną odpowiedź. Żona artysty jeździła codziennie do drugiej części miasta, aby myć mu nogi. Madziar ogromnie lubił higienę! Niektórzy w tym momencie przypomną pewnie sobie, że zwyczaj mycia nóg mężowi przez żonę istniał kiedyś w dużych środowiskach na Śląsku (pokazał to reżyser Kazimierz Kutz w filmie „Sól ziemi”).

Stracona szansa polskiego geja

Do najzabawniejszych historii z marginesu stosunków polsko-węgierskich należała pewna szokująca „przygoda”, jaka spotkała w Warszawie zdolnego węgierskiego poetę i tłumacza literatury polskiej. Znany on był z dobierania do przekładów szczególnie subtelnych i romantycznych polskich wierszy. Nie bardzo znał jednak plotki z życia warszawskiego salonu. Stąd z łatwością dał się zaprosić do domu jednemu z tłumaczy, należącemu do najagresywniejszych polskich gejów. Wspomniany „homo”, poeta i tłumacz literatury, był już znany w krajach obozu socjalistycznego z agresji seksualnych, po których kolejno wyrzucano go z tamtejszych domów wypoczynkowych dla pisarzy. Agresywny gej zaprosił naszego Madziara na wino i rozmowy o „przyjaźni polsko-węgierskiej”. Wina rzeczywiście nie brakowało, ale przyjaźni polski tłumacz pederasta chciał zafundować Węgrowi o wiele więcej, niż ten potrzebował. Polak miał dość potężne, zwaliste ciało, więc kiedy rzucił się na węgierskiego poetę, ten szybko zorientował się, że to nie przelewki i może się to dlań skończyć prawdziwą katastrofą. Normalnie w takim przypadku ktoś zwymyślałby seksualnego agresora od bydlaków i wyskoczyłby, trzaskając drzwiami. Subtelny węgierski poeta, nie chciał jednak w żadnym razie zakłócić w ten sposób tradycji polsko-węgierskiej przyjaźni. Nie wiedząc, co począć i chcąc jakoś „ochłodzić” nurkującego na niego geja, zaczął rozpaczliwie wołać: „Ja kocham swoją żonę!”. Opowiadał mi dość szczegółowo całą historię swej „przygody”, zwierzając się, jak ostatecznie uratował się z opresji. Przyznam jednak, ze dość groteskowe wydawało mi się apelowanie o poszanowanie czyichś uczuć małżeńskich do rozpalonego erotycznie literata, znanego aż nadto dobrze ze skrajnego cynizmu i immoralizmu. W pewnej chwili nie wytrzymałem i ryknąłem homeryckim śmiechem z całych sił w płucach. Trochę się za to na mnie obraził i później jak mógł unikał już wspominania, jak mało co nie padł dość szczególną ofiarą przyjaźni polsko-węgierskiej.

piątek, 29 lipca 2016

Likwidowanie świadków „pogromu” (Kielce 1946)

(Niżej zamieszczam znacząco rozszerzony tekst mego artykułu dla „Warszawskiej Gazety” z 8-14 lipca 2016 r.)

Komunistyczni sprawcy prowokacji kieleckiej z 4 lipca 1946 r. usiłowali zrobić wszystko co możliwe dla zatarcia śladów popełnionej zbrodni. Przede wszystkim starali się o systematyczne zlikwidowanie wszystkich tych ważnych świadków zajść, którzy mogli „wygadać się” i ujawnić komunistycznych mocodawców rzekomego „pogromu”. I właśnie to likwidowanie kolejnych niewygodnych świadków wydaje się być bardzo mocnym potwierdzeniem tezy o tym, że rzekomy „pogrom kielecki” był starannie zaplanowaną bezpieczniacką zbrodnią. Pierwszą ofiarą ówczesnych Nieznanych Sprawców był nader znaczący świadek wydarzeń- zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach ppor. Albert (Fajwisz Alter) Grynbaum. Warto przypomnieć, że właśnie on już w dwa dni po „pogromie”- 6 lipca 1946 w sprawozdaniu z przebiegu zajść bardzo krytycznie oceniał głównego ich sprawcę ze strony polskiej bezpieki, agenta NKWD, majora Władysława Sobczyńskiego i krytykował brak zdecydowanej postawy wojska (Por. uwagi dr R. Śmietanki- Kruszelnickiego z IPN w drugim tomie IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego, Warszawa 2008,s.112). W czasie zajść Grynbaum na próżno błagał mjr Sobczyńskiego o użycie kampanii ze szkoły UB w Zgórsku, co Sobczyński wciąż odwlekał. Przypuszczalnie organizatorzy zbrodni mogli się obawiać, że ppor Grynbaum może okazać się zbyt dociekliwy w tropieniu sprawców mordu na jego żydowskich rodakach, bo nie zdawał sobie sprawy, że zbrodnia była zaplanowana z góry przy udziale takich czołowych żydowskich komunistów jak Jakub Berman.

Tajemnicza śmierć A. Grynbauma

Grynbaum zginął w nader podejrzanych okolicznościach już 10 sierpnia 1946 r. Dr R. Śmietanka – Kruszelnicki pisał na ten temat: „Zaskakujące (…) są okoliczności jego śmierci. Jest rzeczą niezrozumiałą, że tak ważnego świadka wydarzeń pogromowych (przebywającego prawie od samego początku obok lub w środku obleganego .przez tłum budynku, usiłującego bronić znajdujących się tam Żydów, interweniującego w WUBP (Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego- J.R.N). i będącego świadkiem zachowania się wielu wyższych oficerów sił represji w czasie pogromu, wysyła się służbowo taksówką, bez ochrony, przez tereny powiatu radomskiego, należące wówczas do najbardziej zagrożonych działaniami oddziałów partyzanckich w województwie kieleckim”.(Por, tekst R. Śmietanki- Kruszelnickiego w pierwszym tomie „Wokół pogromu…op.cit.s,70). Samochód z Grynbaumem i towarzyszącym mu H. Ochinem z KW PZPR został zatrzymany przez partyzantów, a następnego dnia obaj zostali zastrzeleni. Dr Śmietanko- Kruszelnicki wskazuje przy tym. że oddział ppor „Dołęgi”, który zastrzelił Grynbauma i Ochina „podlegał nie rozpoznanej bliżej Komendzie Okręgu Narodowego Związku Zbrojnego” (…) Wątpliwości co do zakwalifikowania tej struktury podziemnej do autentycznego nurtu niepodległościowego sprawiają, że można postawić pytanie, czy śmierć ppor Grynbauma była przypadkowym i niefortunnym zbiegiem okoliczności, czy też został on „wystawiony” partyzantom Jego śmierć bardzo ograniczyła możliwości rekonstrukcji przebiegu antyżydowskich zajść w Kielcach”.(Podkr.- J,.R.N.) (Por.tamże,s.71).

Warto w tym momencie przypomnieć, co pisał na temat śmierci Grynbauma prawdziwie uczciwy autor żydowski, b .oficer Informacji Wojskowej WP Michał Chęciński. To on w wydanej w 1982 roku książce „Poland: Communism- Nationaliśm- Antisemitism , oskarżając NKWD o przygotowanie zbrodni kieleckiej, jako pierwszy wskazał na jej głównego sprawcę oficera sowieckiego wywiadu –Michaila Aleksandrowicza Diomina. Pisząc o tak tajemniczym, a tak wygodnym dla sprawców zbrodni kieleckiej zabójstwie Grynbauma, Chęciński stwierdził m.in.: „ Nie ulega wątpliwości, że Grynbaum wiedział wiele, jeśli nie za wiele, o kulisach pogromu. Miał liczną agenturę wśród mieszkańców Kielc i zapewne próbował po pogromie ustalić wiele zagadkowych szczegółów, co należało zresztą do jego obowiązków służbowych”.

Inne tajemnicze zgony świadków „pogromu”

Chęciński pisał w cytowanej książce również o dalszych nader tajemniczych zgonach ważnych świadków kieleckiej zbrodni: „W dziwnych okolicznościach zginęli też inni wtajemniczeni świadkowie pogromu. Wkrótce po tych tragicznych wydarzeniach ginie, otruty w szpitalu, kierowniczy pracownik WUBP Kielce, Majewski, przedwojenny komunista, znany z uczciwości i bezkompromisowości. Pielęgniarz, który otruł Majewskiego, umiera tego samego dnia, gdy nadchodzi ekspertyza potwierdzająca, że Majewski został otruty. Ten splot dziwnych okoliczności nie został do dziś wyjaśniony”

Wiele mówiącym o postępowaniu władz komunistycznych był fakt, że uniknął jakiejkolwiek kary, pomimo przejściowego aresztowania, szef WUBP major Władysław Sobczyński główny wspólnik ze strony kieleckiej bezpieki dla sowieckiego majora Diomina, jako organizatora prowokacji kieleckiej. Co więcej Sobczyński został później nawet ambasadorem PRL –u w Sofii. Na tle całej późniejszej kariery mjr Sobczyńskiego, tym bardziej dają do myślenia represje, które uderzyły w ówczesnego komendanta MO, ppłk Wiktora Kuźnickiego. Podobnie ,jak jego zastępca mjr Kazimierz Gwiazdowicz i mjr Sobczyński, ppłk Kuźnicki był oskarżony o zaniedbanie obowiązków dniu zajść, ale przesiedział od nich znacznie dłużej. Jak pisał M. Chęciński: Sobczyńskiego i Gwiazdowicza uniewinniono, i widać było w czasie rozprawy w grudniu 1946 roku „zniekształcanie faktów w celu wybielenia Sobczyńskiego i Gwiazdowicza”. Zdaniem Chęcińskiego ,o nieporównanie dużo surowszym potraktowaniu ppłk. Kuźnickiego zadecydowało jego niezastosowanie się do dyktowanych odgórnie reguł gry. Otóż- jak pisał Chęciński : „Kuźnicki (…) domagał się, aby jego proces odbył się jawnie i żeby powołano świadków, którzy mogliby dowieść jego niewinności. Zwracał się w tej sprawie do wszystkich możliwych instancji i przełożonych. Ponieważ nikt na jego prośby nie reagował, zaczął w więzieniu głodówkę. Wypuszczono go z więzienia w stanie agonalnym. W domu kontynuował głodówkę. Po kilku tygodniach zmarł”..
Red. Krzysztof Kąkolewski pisał w swej podstawowej książce demaskatorskiej o rzekomym „pogromie kieleckim” : „Umarły cmentarz” (Warszawa 1996, s.134), iż: „Wiktor Kuźnicki zaczął mówić nieostrożnie, że to, co się zdarzyło w Kielcach, było absolutną prowokacją”. Mówił o tym współwięźniem. Kąkolewski nie wykluczał, że w odpowiedzi na tego typu „wyznania” UB poddało Kuźnickiego torturom, tak że z więzienia „powrócił w stanie ruiny fizycznej i psychicznej”. Zmarł w wieku zaledwie 44 lat.

Dość nieoczekiwany tragiczny los spotkał jednak również i b. zastępcę ppłk Kuźnickiego majora K. Gwiazdowicza. Po latach utonął – według jednej wersji – w Wietnamie, według innej – w Laosie./ Kąkolewski pisał (op.cit.,s.136) : „Powierzono mu (…)ważną misję, ale czy przypadkiem nie po, by jako nosiciela tajemnicy zgładzić potajemnie na obszarze bardzo dalekim od Polski”.

Jak zastraszano rzekomo porwanego chłopca –H. Błaszczyka

Przez wiele lat blokowano wyświetlenie w którejkolwiek z telewizji nakręconego w 1996 r. filmu-dokumentu brata Czesława Miłosza- Andrzeja Milosza „Henio”. Było to wyznanie chłopca, którego rzekome porwanie przez Żydów posłużyło bezpiece do sprowokowania zajść kieleckich. Chłopiec Henryk Błaszczyk przez 50 lat bał się wyznać prawdę, z obawy przed zamordowaniem przez ludzi z bezpieki. To, co powiedział było niesamowite. Okazało się, że jego własny ojciec był ubekiem i w towarzystwie innych zaprzyjaźnionych ubeków wspierali prowokację kielecką, a zastraszony Henio był ich narzędziem Znamienne, że tak ważny, odsłaniający prawdę film pokazano dopiero w 18 lat po nakręceniu – w 2014 r. - w posiadającym bardzo małą oglądalność kanale „Historia” Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, ze autor filmów blokowanych przez „nową cenzurę” Andrzej Miłosz był wyróżniony tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów.

Nader ciekawe były szczegóły ujawnionych przez Andrzeja Miłosza na przesłuchaniu w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach w dniu 3 grudnia 2001 r. rozmów z Henrykiem Blaszczykiem: „Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych mój kolega ze Związku Literatów Bogdan Wojdowski, zajmujący się tematyką żydowską, będąc na spotkaniu podczas wieczorów autorskich w Kielcach, dowiedział się, gdzie mieszka Henryk Błaszczyk, wtedy już dorosły mężczyzna. Doszło do spotkania pomiędzy nimi, chociaż Błaszczyk unikał wszelkich kontaktów z ludźmi pióra. Bał się czegoś, ale nie wiadomo czego. Jak Wojdowski mi potem opowiadał, podczas pierwszego ich spotkania poprosił Błaszczyka o prawdziwą relację, jaka była jego rola w pogromie . Użył słów: „niech Pan to nareszcie ujawni”. Błaszczyk wtedy powiedział Wojdowskiemu, że musi poradzić się swojej matki, do której miał wielkie zaufanie i która wiedziała wszystko o okolicznościach pogromu. Następnego dnia ponownie się spotkali i wtedy Błaszczyk oświadczył Wojdowskiemu, co następuje: „Matka powiedziała: synu, ty tej prawdy nie ujawniaj, bo te ubowce jeszcze żyją i będzie koniec z nami”(…)

W tym momencie przypomina mi się, że gdy już Błaszczyk zaczął mówić prawdę, to powiedział też, że ojciec, jak żył, często przypominał mu, że nie wolno z nikim rozmawiać o pogromie, bo może to być tak – tu pokazując ręką podcinanie gardła – dla całej rodziny. Film złożony z dwóch części pod tytułem „Pogrom” skończyłem na początku lata 1996 r. Został on skolaudowany przez program II TVP i wstawiony do programu na rocznicę pogromu. Na kilka dni przed oddaniem filmu do telewizji pojechałem z operatorem do Kielc (…) Na ulicy Sienkiewicza spotkałem przypadkowo Henryka Błaszczyka, który na mój widok bardzo się ucieszył i powiedział : „Panie Miłoszu, chyba Bóg tak chciał, że ja pana spotykam, bo byłem u spowiedzi i ksiądz kazał mi całą prawdę o pogromie powiedzieć”. Dodał przy tym jeszcze od siebie Błaszczyk: „Człowiek nigdy nie wie, kiedy stanie przed Sądem Boskim i powinien być zawsze na to przygotowany, a sprawa tego pogromu to był ciężar, który nie dawał mi spokoju. Bałem się o tym mówić. Pan Bóg może mi to wybaczy,, ale dłużej milczeć nie będę i powiem wszystko, niech pan nakręci o tym film”. Słysząc takie słowa Błaszczyka, od razu umówiłem się z nim na spotkanie i nakręciliśmy film „Henio” ze spowiedzi Błaszczyka.

Po powrocie do Warszawy w ciągu kilku dni i nocy zmontowaliśmy film dokumentalny „Henio” i dostarczyliśmy do telewizji jako trzecia część filmu o pogromie. W programie było na to miejsce, bo po pierwszej i drugiej części filmu zarezerwowano około pół godziny na ewentualną dyskusję. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że telewizja filmu „Henio” nie pokaże. Zamiast podziękowania za dobrą robotę dokumentalną dowiedzieliśmy się, że film nie, będzie –pokazany. Jeden z głównych decydentów miał powiedzieć: „Film oskarża władze bezpieczeństwa, ale oprócz oświadczenia Błaszczyka nie ma żadnych dowodów na piśmie”. Dodać chcę, ze film leżał na półce w TV do 2001 roku (Od 1996 r.- JRN). Po notatkach prasowych atakujących telewizję za nie pokazanie tak ważnego filmu, telewizja film pokazała po północy, bez zapowiedzi, że to film związany z pogromem i z krótką informacją – film dokumentalny. Nic więcej. Dziwne, bo TV zwykle informuje, na jaki temat jest film” (Cyt. za przygotowanym przez Jacka Żurka wykazem dokumentów , publikowanym w pierwszym tomie „Wokół pogromu…op.cit.,ss.433-434). Oto jak telewizja publiczna broniła stalinowskie UB jeszcze w 2001r. , by nie ujawniano o nim prawdy o jego zbrodniach !

Podczas przesłuchania A. Milosz dodał jeszcze jeden interesujący szczegół: „W tym miejscu chciałbym jeszcze podzielić się moimi wnioskami, w jaki sposób Błaszczyk, ojciec Henia, mógł zostać wciągnięty do współpracy z UB. Henryk Błaszczyk opowiadał, że ojciec, który był szewcem, reperował, nocami buty partyzantom. W tych okolicach były silne oddziały NSZ. Wizyty partyzantów. u szewca Błaszczyka mogły wystarczyć już ubowcom do oskarżenia później Walentego Błaszczyka o przynależność do NSZ, za co groziła śmierć. Ratując swoje życie Błaszczyk mógł zgodzić się na współpracę z UB”. (Por.tamże,s.434)
Henio Błaszczyk ciężko zapłacił za to, że był tak niebezpiecznym dla bezpieki świadkiem jej poczynań. W latach 90-tych doszło do tajemniczego wypadku samochodowego, w którym o mało co nie zginął. Wyszedł z tego wypadku ze wstrząsem mózgu, złamaną ręka, uszkodzeniem kręgosłupa. Sprawczyni wypadku, jakoby pracownik ambasady polskiej w RFN. zniknęła. Na listy poszukujące jej nie otrzymano odpowiedzi.(Por. szerzej .K. Kąkolewski : „Umarły cmentarz”,op.cit. ,s. 90).

Kielecki Rejtan” – prokurator Jan Wrzeszcz

Szczególnie obrzydliwą formą rozprawy z człowiekiem w niewygodny dla władz sposób drążącym sprawę zbrodni kieleckiej było zaszczucie i doprowadzenie do przedwczesnej śmierci prokuratora wojewódzkiego Jana Wrzeszcza. Prokurator ten na wieść o oblężeniu żydowskiego domu na Plantach natychmiast udał się na miejsce, chcąc, zgodnie z obowiązującym wówczas jeszcze prawem przedwojennej RP, przejąć władzę nad aparatem policyjnym i wojskiem zgromadzonym wokół budynku i przywrócić porządek.. Na próżno domagał się od wojska rozproszenia tłumu albo przynamniej „wywiezienia wszystkich, oblężonych Żydów samochodami pod eskortą”. Oficerowie wprost stwierdzili, że nie wydadzą takiego rozkazu. W dokumencie o wydarzeniach, sporządzonym po tragedii lipcowej 1946 r. i przechowywanym w Kurii Diecezjalnej w Kielcach zapisano m. in. o wypadkach po przybyciu prokuratora J. Wrzeszcza: „Całą akcja kierowało UB (…) prokuratorowi powiedziano, że jest niepotrzebny, gdyż akcją kieruje UB. Po tym fakcie prokurator złożył oficjalny raport do Województwa i Ministerstwa, zaznaczając, że odpowiedzialność za wypadki kieleckie spada wyłącznie na Urząd Bezpieczeństwa”.(Wg. ks. J. Śledzianowski:: „Pytania nad pogromem kieleckim”, Kielce 1998,s.76),.

Dzień później prokurator J. Wrzeszcz uczestniczył w Łodzi w Zjeździe Delegatów Związku Zawodowego pracowników Sądowych i Prokuratorskich RP jako prezes Okręgu Kieleckiego tego związku. Pisał o tym później m.in. :”Zgłoszona została rezolucja potępiająca mord kielecki, dokonany „przez czynniki reakcyjne” oraz zawierająca stwierdzenie, że mord ten okrywa hańbą cały naród polski ( (…) W dyskusji zabrałem głos, mówiąc, że nie należy w rezolucji przesądzać, kto dokonał mordu, gdyż jeszcze dochodzenie nie ustaliło tego, a my jako sędziowie i prokuratorzy jesteśmy przyzwyczajeni do wydawania wyroku po dokładnym zbadaniu dowodów (…) Następnie powiedziałem, że hańba, jaka spada na nas, jest niezawiniona przez ten naród. Stoję bowiem na stanowisku odpowiedzialności indywidualnej, zgodnie z nowoczesną teorią prawa karnego i obowiązującym u nas kodeksem karnym. Zbiorowa odpowiedzialność była bronią hitleryzmu i nasz naród oraz naród żydowski najbardziej odczuli skutki tej odpowiedzialności na sobie. Za zbrodnię chuliganów oraz niedołęstwo pewnych czynników nie może spadać odpowiedzialność na cały naród. Przemówienie moje spotkało się z gorącym przyjęciem całej sali .”.(Cyt. za: K. Kąkolewski :op. cit.,s. 125 ).

Już w kilka dni później prokuratora Wrzeszcza gwałtownie zaatakowano w organie KW PZPTR „Głos Robotniczy” w artykule pt. „Łajdactwo” nazywając go prokuratorem – obrońcą czarnej sotni (a więc grup antysemicko-szowinistycznych w stylu tych inspirowanych niegdyś przez carską Ochranę). Jeden z najgorszych politruków pochodzenia żydowskiego, stalinizator wymiaru sprawiedliwości, były agent NKWD, a 1946 r. wiceminister sprawiedliwości, Leon Chajn zaatakował prokuratora Wrzeszcza, insynuując jakoby bronił on morderców z Kielc. Wrzeszcza natychmiast zawieszono w pełnieniu funkcji prokuratorskich, Zapowiedziano wytoczenie mu postępowania dyscyplinarnego, ale nic takiego się nie stało. Prokurator Wrzeszcz zdecydował się na odejście z aparatu sprawiedliwości i przejście do adwokatury. Został radcą prawnym kurii kieleckiej i osobiście biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Bezpieka nie zapomniała jednak o nim. Wraz z rozpoczętą później akcją przeciwko ks. bp. Kaczmarkowi aresztowano również i byłego niepokornego prokuratora. Przesiedział dwa lata na Mokotowie, gdzie przeszedł niezwykle brutalne śledztwo. Według relacji jego syna, zmarł przedwcześnie, świadomie zarażony gruźlicą (zamknięto go w więzieniu wraz z umierającym na gruźlicę więźniem Niemcem, który miał otwartą gruźlicę, jej ostatnią fazę). Według relacji syna prokuratora Wrzeszcza, w momencie przyjmowania jego ojca po przywiezieniu go z Kielc na Mokotów oficer bezpieki powiedział mu od razu „na przywitanie” :„ty już stąd nie wyjdziesz”.(Por. K. Kąkolewski : op.cit.,s.128). Tak traktowano w stalinizowanej Polsce polskich patriotów !

Prokurator Jan Wrzeszcz był prawdziwym bohaterem ówczesnych ponurych stalinowskich czasów. Za swój uparty opór w obronie prawdy i dobrego imienia Polski i Polaków prokurator ten powinien być nazwany „kieleckim Rejtanem”. Apeluję do władz miasta Kielce o jak najszybsze uhonorowanie bohaterskiego prokuratora przez nadanie jego nazwiska nowej ulicy. Bardzo mocno na to zasłużył! Myślę też, że pięknym gestem ze strony prezydenta Andrzeja Dudy byłoby jak najszybsze pośmiertne uhonorowanie prokuratora J. Wrzeszcza jednym z najwyższych polskich odznaczeń.

PS. Warto dodać, że we wrześniu 1988 roku miał miejsce niewyjaśniony pożar w archiwum Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Kielcach., mający prawdopodobnie utrudnić szukanie świadectw o ubeckiej zbrodni w Kielcach.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mój apel o uhonorowanie tak zasłużonego dla Kielc i dla obrony prawdy o Polsce prokuratora Jana Wrzeszcza szybko przyniósł bardzo ważny efekt. Znana patriotyczna działaczka kielecka (b prezes kieleckiego Kik-u, a obecnie wiceprezes Stowarzyszenia Ruch Społeczny im. Lecha Kaczyńskiego w Kielcach) Małgorzata Sołtysiak wystąpiła do prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego o pośmiertne uhonorowanie Prokuratora Wojewódzkiego Jana Wrzeszcza poprzez nadanie Jego nazwiska nowej ulicy/skweru w Kielcach, za niezłomną postawę w czasie reżimu stalinowskiego w Polsce i odważne dążenie do podjęcia śledztwa i ujawnienia faktycznego przebiegu, inspiratorów i sprawców tragicznych wydarzeń w Kielcach 4 lipca 1946 roku. Jej wniosek podpisali również czwórka innych znanych kieleckich działaczy patriotycznych:  Wojciech Zapała – prezes Grupy Rekonstrukcji Historycznej im. Por. Stanisława Grabdy ps. Bem,

Michał Sadko – prezes zarządu Fundacji „Odzyskajmy Naszą Historię”,
Karolina Lebiedowicz – Stowarzyszenie „Głos Bohatera”,
Karol Michalski – prezes Stowarzyszenia Kieleccy Patrioci.

Na końcu wniosku do prezydenta W. Lubawskiego stwierdzano, że: „Historyczne uzasadnienie naszego wniosku przygotował prof. Jerzy Robert Nowak (za „Warszawską Gazetą” 8-14 lipca 2016 roku”.).

czwartek, 28 lipca 2016

Kto wpuścił w maliny Panią Premier? (O błędnej ocenie przyczyn zbrodni kieleckiej w 1946 r.)

4 lipca 2016 r. na łamach kieleckiego „Echa Dnia” ukazał się interesujący wywiad  Tomasza Trepki z dr Ryszardem Śmietanką- Kruszelnickim z kieleckiego IPN. Śmietanka- Kruszelnicki faktycznie potwierdził moje zastrzeżenia z 2008 r. wobec raportu prokuratora K. Falkiewicza, umarzającego śledztwo w sprawie zbrodni kieleckiej. Jak stwierdził dr Śmietanka- Kruszelnicki : „Jeśli potraktujemy „Postanowienie” ( o umorzeniu śledztwa – J.R.N.) jako swego rodzaju opracowanie naukowe, to można bez większego problemu krytycznie ocenić część zawartych tam sformułowań. Możemy mieć sporo zastrzeżeń co do „warsztatu badawczego” autora „Postanowienia” i sadzę, że także o tym podyskutujemy w czasie debaty. W śledztwie pominięto, z niezrozumiałych dla mnie względów, niektóre fragmenty ważnych źródeł”.
Dwuznaczna postać prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego
Warto tu dodać, że skrajny prożydowski i antypolski kłamca Bogdan Białek jest od lat bardzo mocno zaprzyjaźniony z prezydentem Kielc Wojciechem Lubawskim, jest nawet oficjalnie od lat jego doradcą. Prezydent Lubawski co roku uczestniczy w oficjalnych obchodach zbrodni kieleckiej i co roku faryzejsko bije się w piersi za rzekomą zbrodnię kielczan, zbrodnię, która była bezpieczniacką prowokacją, jak wykazał już w 1946 r.. w tajnym raporcie kielecki biskup Czesław Kaczmarek i ówczesny ambasador amerykański w Polsce Artur Bliss Lane w wydanej w 1948 r. pamiętnikarskiej książce: „I saw Poland betrayed: An American ambassador reports to the American people”. (w 1984 r. wydanej w podziemnym wydawnictwie „Krąg” pt. „Widziałem Polskę zdradzoną”). W 1982 r. gruntowną analizę sprawy zbrodni w Kielcach jako sowieckiej prowokacji ,wyreżyserowanej przez majora NKWD M.A. Diomina, przedstawił były oficer Informacji Wojskowej pochodzenia żydowskiego Michał Chęciński w opublikowanej w Nowym Jorku książce „Poland: Communism- Nationalism- Antisemitism”. .Dzielny prezydent Kielc pewno nigdy nie czytał tych publikacji, a może nawet nie wie o ich istnieniu. Warto dodać, że na specjalnej konferencji poświęconej sprawom polsko-żydowskim w dniu 9 maja 2016 r. w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach Lubawski siedział w panelu w dość szczególnym otoczeniu: Włodzimierza Cimoszewicza, Ewy Juńczyk- Ziomeckiej i o. dominikanina o. Tomasza Dostatniego. Było to rzeczywiście dobrane grono .Obok Lubawskiego i b. SLD-owskiego premiera W.Cimoszewicza siedziała b. konsul RP w Nowym Jorku E. Juńczyk- Ziomecka , znana z żydowskiego fanatyzmu i wielce gościnnego przyjmowania J.T.Grossa w swym konsulacie i równoczesnego zamykania drzwi konsulatu przed patriotycznymi historykami. Czwartym uczestnikiem panelu był dominikanin o.Tomasz Dostatni, znany z nagłaśniania Grossa, zajadły wróg Radia Maryja i wielki obrońca b. prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.

Sam prezydent W. Lubawski jest postacią bardzo dwuznaczną. Teraz nie wiadomo czemu popierany przez kielecki PiS jeszcze w wyborach 2010 startował z poparciem postkomunistycznej SDPL i konkurując z kandydatem PiS. W czerwcu tego roku doszło do referendum w Kielcach na rzecz usunięcia W. Lubawskiego z funkcji prezydenta Kielc. Komitet Referendalny, złożony głównie z młodych ludzi, tłumaczył w tekście „Odwołajmy Lubawskiego”:-, iż :po 13 latach rządów Pana Prezydenta Lubawskiego, Kielce są:

  1. jednym z najsłabiej rozwijających się miast w Polsce.
  2. miastem, w którym według statystyk zarabia się najmniej ze wszystkich miast wojewódzkich.
  3. miastem, z najwyższym odsetkiem osób pracujących na czarno.
  4. miastem, które w ogóle nie przyciąga inwestorów.
  5. w końcu miastem, które kiedyś kojarzyło się z piękną zieloną krainą, a dziś jest betonową pustynią.
Co jednak najgorsze – Kielce są miastem, które utraciło nadzieję. Bo nadzieja to młodzi, a oni emigrują! 89% maturzystów twierdzi, że Kielce są miastem bez perspektyw i nie widzą tu swojej przyszłości, a 87%, że pracę załatwia się tu po znajomości. Na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego studiuje coraz mniej studentów. W 2005 roku studiowało ponad 30 tysięcy, a w 2014 już tylko 13 tysięcy. Polecam również szczegółowe wyliczenie „błędów i wypaczeń’ Lubawskiego w tekście „13 grzechów głównych" kontra "13 lat sukcesów" prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego (na portalu „Nasze Kielce” on śr., 20/01/2016 ). Lubawski, bojąc się obalenia go w referendum ,usilnie zachęcał mieszkańców Kielc do jego bojkotu. Było to jawnie antyobywatelska i antydemokratyczna taktyka. Niestety taktyka ta, wspierana przez kielecki PiS , przyniosła efekt. Na głosowanie wybrało się dokładnie 27.786 kielczan ze 157.744 uprawnionych do głosowania. Dało to frekwencję 17,61 proc. By referendum było ważne do urn musiało jednak pójść minimum 39.371 osób, czyli blisko 25 proc. uprawnionych. Zdecydowana większość z tych, którzy oddali głos, była za odwołaniem prezydenta Lubawskiego - razem 26.982 osób. Tylko 596 kielczan poszło do lokali wyborczych, by poprzeć. Lubawskiego.
Kto wpuścił w maliny Panią Premier?
Za błędne sformułowania listu premier B. Szydło i za jej niewiedzę o jakże szkodliwej roli B. Białka i kierowanego przez niego Stowarzyszenia im. Jana Karskiego, przypuszczalnie odpowiada kielecki PiS. Niestety po śmierci w Smoleńsku tak wybitnego przywódcy PiS w Świętokrzyskim jak Przemysław Gosiewski i po odejściu Beaty Kempy widać wyraźnie, że kielecki PiS nie ma dziś odpowiedniego lidera., Kielecki PiS zbłaźnił się poparciem dla tak fatalnego prezydenta Kielc jak Wojciech Lubawski, wspierając zbojkotowanie referendum w sprawie jego odwołania.. Wspierając tegoż prezydenta wspiera z całym dobrodziejstwem inwentarza jego kłamliwego doradcę, antypolskiego oszczercę B. Białka. Przypuszczalnie właśnie to musiało zadecydować o dezinformacji, na temat Białka i generalnie zbrodni kieleckiej, jaka dostarczono pani Premier, nie mającej przecież jako etnografka z zawodu zbyt mocnych kontaktów z historią pierwszych lat powojennych w Polsce. Cała sprawa potwierdza jednak wysuwany przez mnie od miesięcy postulat, by prezes PiS Jarosław Kaczyński przeprowadził gruntowny audyt w PiS. Jak widać przydałoby się, gdyby ten audyt zaczęto od kieleckiego PiS.

Zbuntowany zawadiaka intelektualny Jerzy Kenig

Kielce niestety nie mogą się poszczycić liczniejszą grupą prawicowych humanistów, którzy stawaliby w obronie godności swego miasta, co roku obniżanej przez rocznicowe „występy” (z okazji tzw. „pogromu kieleckiego”) B. Białka i prezydenta W. Lubawskiego. Nie sprzyjał rozwojowi nonkonformistycznej myśli humanistycznej w Kielcach fakt, że główna wyższa uczelnia w Kielcach - Uniwersytet im. Jana Kochanowskiego (dawna WSP) jest od zarania opanowana przez lewaków W sytuacji, gdy. kielecki PiS wyraźnie trzyma z wyrachowanym włodarzem miasta W. Lubawskim, dotąd dosłownie na placach można by wyliczyć zdecydowanych przeciwników kieleckiego Establishmentu. Dlatego swoistym przełomem w Kielcach było dojście 3 lipca br. do wielkiego paruset osobowego spotkania dyskusyjnego uderzającego w mistyfikacje o rzekomym pogromie kieleckim. Dumny jestem z tego, że uczestniczyłem w panelu tego spotkania wspólnie z Leszkiem Żebrowskim i Stanisławem Michalkiewiczem. Organizatorami spotkania byli działacze z ONR-u (cała nadzieja w młodych) i świetny działacz patriotyczny Jerzy Kenig. Współorganizator spotkania z 3 lipca 2016 r. Jerzy Koenig jest niezwykle kolorową postacią. Stanowi w jednej osobie nader ciekawe połączenie wolnorynkowca, przedsiębiorcy (prowadzi sklep internetowy Wolna Gospodarka na allegro.pl) z zawadiaką intelektualnym i świetnym erudytą. Mało jest dziś w Polsce osób do tego stopnia rozczytany w prawicowych publikacjach książkowych. Jest przewodniczącym kieleckiego Klubu Gazety Polskiej, a równocześnie wbrew linii niektórych bossów z tej gazety, atakujących przy każdej okazji narodowców, sam opowiada się za współpracą z narodowcami, co więcej nawet kandydował z listy Ruchu Narodowego w eurowyborach. Kenig jest pełnomocnikiem Ruchu narodowego na województwo świętokrzyskie. Warto przypomnieć, że J. Kenig już w 2006 r. zorganizował w Kielcach pierwsze wielkie spotkanie obalające fałsze o rzekomym pogromie kieleckim z nonkonformistycznym prelegentem pisarzem i reportażystą Krzysztofem Kąkolewskim, autorem pierwszej świetnej książki o ubeckiej zbrodni w lipcu 1946 r.

Oszczercze ataki na najdzielniejszą kielczankę Małgosię Sołtysiak za jej przeciwstawianie się fałszom o pogromie

Od lat w zdecydowanej opozycji wobec rządzącego w Kielcach układu jest Małgosia Sołtysiak, bratanica słynnego „Barabasza” – dowódcy oddziału „Wybranieckich” pułkownika Armii Krajowej Mariana Sołtysiaka. była prezeska kieleckiego Kik-u, a obecnie wiceszefowa w skali krajowej Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego. M. Sołtysiak, zaangażowana katolicka działaczka społeczna, była inicjatorką powstania w Kielcach pomnika biskupa Czesława Kaczmarka i szefową komitetu budowy tego pomnika., odsłoniętego w 2012 r. Wielokrotnie przeciwstawiała się godzącym w dobre imię Kielc insynuacjom na temat rzekomego pogromu kieleckiego ze strony B. Białka i prezydenta W. Lubawskiego. Bardzo mocno zaangażowała się też w referendum z czerwca tego roku na rzecz odwołania prezydenta W. Lubawskiego z jego funkcji. Wywołało to oszczercze ataki Lubawskiego przeciw niej. Najgwałtowniejszy oszczerczy atak przeciw Sołtysiak sprowokowała jej zapowiedź wystąpienia na rzecz wznowienia śledztwa w sprawie zbrodni ubeckiej z lipca 1946 r. w Kielcach. Jak zapowiadała : -„Do końca sierpnia będzie przygotowany wniosek, a potem akcja zbierania podpisów nie tylko wśród mieszkańców Kielc, zaangażujemy także Polonię. Damy sobie 2-3 miesiące. Na pewno do końca roku do IPN złożymy ten wniosek - mówi w rozmowie z WP. Jak dodaje, obecnie trzech historyków przygotowuje analizę historyczną pogromu kieleckiego, która ma zostać dołączona do wniosku. - Liczę bardzo na pana prezesa dr Jarosława Szarka. Myślę, że będzie stanowczy w odkłamywaniu naszej historii. Bo układnością można stracić honor, a niczego się nie zyska”.

Z brutalnym oszczerczym atakiem przeciw M. Sołtysiak z powodu zapowiedzianego wniosku wystąpił 26 lipca 2016 r. szerzej nieznany niejaki Piotr Gądek  z „Gazety Wyborczej” na portalu Wirtualnej Polonii, cynicznie manipulując, by przeciwstawić jej wypowiedzi słowom premier B. Szydło i prezydenta A. Dudy. Równocześnie zaś całkowicie przemilczał wysuwane co najmniej od 20 lat coraz liczniejsze przekonywujące dowody kierowniczej roli NKWD i kieleckiej bezpieki w zorganizowaniu zbrodni kieleckiej w lipcu 1946 r. I co taka pisanina ma wspólnego z etyką dziennikarską?!

środa, 27 lipca 2016

Premier Beata Szydło ostro krytykuje „rezygnację Europy z wartości, z kultury, religii”.

W najnowszym numerze „ w Sieci” ( z 25 lipca 2016 r.) szczególnie mocno polecam wywiad z premier Beata Szydło: „Czarne to czarne, białe to białe”, udzielony Naczelnemu redaktorowi „w Sieci” Jackowi Karnowskiemu i jego zastępcy Piotrowi Zarembie. Niewątpliwie jest to jedno z najciekawszych wystąpień Pani Premier w ostatnich kilku miesiącach. Szczególnie interesujące wydają się pierwsze akapity tego wywiadu, w których Pani Premier odpowiada na uwagi swych rozmówców z „W sieci” na temat słabości Unii Europejskiej, ujawnione w związku z Brexitem i atakami muzułmanów na kolejnych Europejczyków. Jak akcentuje premier Szydło: „Przestrogi, najbardziej czarne scenariusze się sprawdzają. Gdyby wzięto pod uwagę diagnozy Prawa i Sprawiedliwości, może byłoby inaczej. To gorzka satysfakcja. Niestety mam wrażenie , że europejskie elity są bezradne wobec zagrożeń. Niestety od, pewnego czasu obserwujemy to, że politycy europejscy nie wiedzą, co robić z zagrożeniami, poza gestami. (Podkr.- J.R.N.) Gesty są ważne, solidarność jest istotna, ale przede wszystkim powinniśmy się skupić na wspólnych działaniach. To smutne, jednak nie widać pomysłów na realną walkę z terroryzmem. A trzeba sobie powiedzieć wprost: terroryzm ,to wojna wypowiedziana cywilizacji europejskiej (… )
Generalnie Europa zbyt łatwo zrezygnowała ze swoich wartości, z kultury, religii. Krok po, kroku ulegała żądaniom tych, którzy nie chcą się integrować z cywilizacją europejską. Ustępowanie, poprawność polityczna, rezygnacja z choinki bożonarodzeniowej w imię nie drażnienia muzułmanów – to ośmieliło również terrorystów. Zaprosiliśmy do siebie gości, ale oni powinni akceptować nasze warunki. Trzeba się z politycznej poprawności wycofywać (Podkr.- J.R.N.) (…)”. Napływ do Polski ludzi z krajów Bliskiego Wschodu jest wykluczony (podkr.- J,.R. N.), bo ani my, ani Unia Europejska nie jest w stanie stworzyć systemu skutecznych zabezpieczeń, oddzielania uchodźców od terrorystów”. Bardzo się cieszę, ze premier Beata Szydło znów dala wyraz swemu bezkompromisowemu stanowisku w imię Prawdy i Wartości. Kolejny raz wystąpiła z nader przekonywującą argumentacją w sporze z tym, co próbują nam podyktować prominenci z Unii Europejskiej .I chwała Jej za to.

Premierzy Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie – przeciw narzucaniu przez instytucje europejskie swej woli parlamentom narodowym

Jednym z największych osiągnięć prezydenta A. Dudy i premier B. Szydło są ich skuteczne działania dla wzmocnienia spoistości Grupy Wyszehradzkiej. Grupa Wyszehradzka konsekwentnie opowiada się za zwiększeniem głosu małych i średnich państw w Unii Europejskiej, przeciw zdominowaniu ich przez najsilniejsze państwa UE i dyktatowi w sprawie narzucania kwot imigrantów. Zwiększają się szanse na poszerzenie w przyszłości składu Grupy Wyszehradzkiej. Istotny jest fakt, że w ostatnich miesiącach doszło do mocnego zbliżenia między Polską a Chorwacją. Obecna prezydent Chorwacji, skądinąd bardzo piękna kobieta, zwłaszcza w stroju kąpielowym, Kolinda Grabar Kitarovic już kilka miesięcy temu powiedziała, że chciałaby widzieć Polskę w roli lidera małych i średnich państw. Przypomnijmy, że premier Węgier Viktor Orbán już kilkakrotnie w okresie od 2009 r opowiadał się za rolą. Polski jako lidera w regionie Europy Środkowej. W ostatnim półroczu doszło do bardzo znaczącego zbliżenia Rumunii do Polski. Rumunia, głównie dzięki prezydentowi Klausowi Iohannisowi, przeprowadziła w ostatnim roku spóźnioną, ale faktyczną dekomunizację. Aresztowano tam za korupcję kilkuset prominentów komunistycznych, w tym kilkunastu ministrów, dwóch premierów i szefa sztabu generalnego. (Niestety radykalne zmiany w Rumunii są niemal całkowicie przemilczane w polskich mediach). Prezydent Rumuni zdecydowanie poparł Polskę w sporze z Komisją Europejską. Warto dodać, że wcześniej również prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves publicznie zaakcentował poparcie dla roli Polski jako lidera grupy mniejszych i średnich państw. naszego regionu.

Pod wyraźnym znakiem umocnienia związków Grupy Wyszehradzkiej przebiegało w lipcu br. warszawskie spotkanie premierów tej Grupy. Panowała na nim wyraźna zgodność we wszystkich dosłownie sprawach. Premier B. Szydło i tu wyróżniła się zdecydowaną stanowczością swych wystąpień na temat obecnej i przyszłej roli Unii Europejskiej. Stwierdziła m.in., iż wyzwania współczesności i bieżące wydarzenia pokazują „z dnia na  dzień, że instytucjonalna Unia Europejska prowadzona w takim kształcie jak do tej pory nie spełnia oczekiwać Europejczyków”. Powiedziała również:: „Wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że UE musi wrócić do swoich korzeni. Musi zacząć bardziej koncentrować się na sprawach obywateli, a mniej na sprawach instytucji.” (Podkr.- J,.R.N.) Jak mówiła: „Każda tzw. żółta kartka udzielona Komisji Europejskiej przez parlamenty narodowe powinna zostać dogłębnie przeanalizowana”. Jej zdaniem: „instytucje europejskie nie mogą być partnerami, którzy „bezkrytycznie narzucają swoją wolę” parlamentom narodowym i  takimi, które nie szanują głosu parlamentów narodowych”. (Podkr.- J,.R.N.)..Unia musi przyjąć reformy, które uczynią ją silniejszą, bardziej elastyczną, bliższą realnym potrzebą państw i obywateli”..(Wszystkie cytaty za portalem „wPolityce.pl).

W czasie dyskusji na spotkaniu premierów państw Grupy Wyszehradzkiej doszło m. in. do bardzo stanowczego wystąpienia premiera Węgier V..Orbána Stwierdził on m. in. : „Uważam to  dzisiejsze spotkanie za niezwykle cenne. Wiemy, że Słowacja, Polska, Czechy i Węgry, kiedy mówią o Europie, to mniej więcej myślą to samo. Rozumiem przez to nasze tradycje narodowe, chrześcijaństwo, wolę współdziałania i bezpieczeństwa oraz dążą do podniesienia obszarów okupowanych przez były Związek Sowiecki”. Krytykując politykę najwyższych gremiów UE, Orbán powiedział: Straciliśmy Zjednoczone Królestwo, bo UE w ostatnich latach podjęła możliwie najgorsze decyzje w sprawie migracji UE nie mówi, jaki jest cel takiej polityki migracyjnej ponieważ my uważamy, że naszym celem jest to, żeby tą migrację zatrzymać. Chcemy zapobiec temu, żeby ktoś bez kontroli mógł wejść na terytorium UE”. )Wszystkie cytaty z wystąpienia V. Orbána za portalem Polityce.pl.).

Falstart w sprawie ubeckiej zbrodni w Kielcach w lipcu 1946 r.

Niestety: „Nobody is Perfect” (nikt nie jest doskonały) jak smutno konkludował zakochany milioner w zakończeniu niezapomnianego filmu „Pół żartem, pół serio”. Premier Beata Szydło, która tak doskonale dawała i daje sobie radę z zagrożeniami, stwarzanymi prze luminarzy Unii Europejskiej, popełniła dość nieoczekiwany i dość fatalny błąd w polityce krajowej. Myślę tu o jej liście przesłanym do mieszkańców Kielc w dniu 4 lipca w związku z obchodami 70 –lecia zbrodni ubeckiej w Kielcach, popełnionej w lipcu 1946 r. i zbyt długo omawianej jako rzekomy pogrom kielecki. (Poza artykułami w "Warszawskiej Gazecie” i „Niedzieli” i dwoma wystąpieniami na konferencjach w Warszawie i Kielcach nie miałem czasu na szersze zajęcie się tą sprawą na mym blogu ze względu na bardzo mocne zaangażowanie w walkę o odpowiednie uczczenie martyrologii Kresowian na Wołyniu iw Małopolsce wschodniej- sześć tekstów na tym blogu). Przypomnę parę faktów.

Obchody 70-lecia zbrodni na Żydach w Kielcach w lipcu tego rodu zyskały sobie szczególne nagłośnienie dzięki wystąpieniom Prezydenta RP A. Dudy i Pani Premier B. Szydło. Wygląda na to, że prezydent RP był dużo lepiej merytorycznie przygotowany do tych obchodów. Po raz pierwszy jako przedstawiciel najwyższych władz w tego typu obchodach w Kielcach zrobił wyraźną aluzję do komunistycznej prowokacji lipcu 1946 r., mówiąc ,obok generalnego potępienia antysemityzmu,: „Władze państwa: wojsko, milicja, UBP zachowały się tamtego dnia w zdumiewający, a często bestialski sposób. To wojsko i milicja pierwsze otwarły tutaj ogień i wiele ofiar, które zginęły, zginęło od kul. To wojsko i milicja zamiast pomóc i chronić polskich obywateli, naszych współobywateli, nie tylko nie zapewniły ochrony, ale jeszcze zaatakowały i pozostawiły sprawę i  UB przez wiele godzin nie reagowało.. Dopiero wieczorem przyszło z ochroną”.. (Podkr.- J.R.N.)

Niestety w liście skierowanym przez premier B. Szydło do kielczan zabrakło choćby cienia aluzji do NKWD-owskiej i bezpieczniackiej prowokacji, jaką była zbrodnia ubecka w Kielcach. Premier B. Szydło skoncentrowała się wyłącznie na potępieniu „antysemickiego” tłumu uczestników zajść w lipcu 1946 r. , tak jak to robiono za czasów PRL-u, czy później w wypowiedziach postkomunistycznych polityków typu D. Rosatiego. Nie napisała ani słowa o złowieszczej roli UB i wojska, a także inspiratorskiej roli NKWD w przygotowaniu zbrodni kieleckiej. Nie napisała także o tym, że rzekomo przypadkowy tłum składał się głównie z paruset komunistycznych agitatorów (agentów) przysłanych tam z huty „Ludwinów” dla brutalnego zaostrzenia zajść. Wszystkie te fakty zostały przecież już dawno wyjaśnione, choćby w książkach K. Kąkolewskiego i ks. J. .Śledzianowskiego, czy w blokowanych przez „nową cenzurę” III RP filmach A. Miłosza : „Pogrom” i „Henio”. W telewizjach blokowano również pokazanie filmu reżysera dokumentalnego i historyka Artura Janickiego „Pogrom kielecki – fałsze i prawda”. Film jednoznacznie odsłaniał komunistyczna inspirację rzekomego „pogromu” kieleckiego, mówił o celach tej prowokacji. 29 czerwca 2015 r. w internetowej telewizji wyświetlono kolejny film demaskujący kłamstwa o rzekomym pogromie kieleckim „Śladami prawdy”. Była to rozmowa Małgorzaty Sołtysiak z sędzią Andrzejem Jankowskim, który pewien czas prowadził śledztwo w sprawie tzw. pogromu,, a w 2008 r. był jednym z 3 redaktorów IPN - owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego”

Sprawę zbrodni ubeckiej w Kielcach w 1946 r. podniosłem w moim kilku odcinkowym tekście „Kulisy zbrodni kieleckiej” drukowanym w drugim tomie IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego” (Warszawa 1998,ss.449-469 ) . Już w tamtym tekście, wydanym w tomie redagowanym przez L. .Bukowskiego, A. Jankowskiego i J. Żaryna bardzo ostro krytykowałem umorzenie śledztwa w sprawie zbrodni kieleckiej przez nierzetelnego prokuratora (z naboru L .Kieresa) – Krzysztofa Falkiewicza. I apelowałem o jak najszybsze wznowienie śledztwa w sprawie zbrodni kieleckiej (por. s 469). W 2010 r. na tydzień przed Smoleńskiem dzięki pośrednictwu prof. J. Żaryna miałem możliwość około godzinnej rozmowy z ówczesnym znakomitym prezesem IPN-u prof. Januszem Kurtyką. Wtedy też wysunąłem postulat wznowienia śledztwa w sprawie zbrodni kieleckiej ,a prof. Kurtyka odniósł się do mej propozycji z wyraźna życzliwością. Niestety zaraz potem doszło do śmierci prof. Kurtyki w Smoleńsku, a za jego następcy Łukasza Kaminskiego, protegowanego przez PO, nie można było nawet marzyć o realizacji tej propozycji. Ostatnio szerzej pisałem o kulisach zbrodni ubeckiej w Kielcach 1946 r. w tekście „Odkłamać pogrom kielecki” na łamach „Warszawskiej Gazety” z 1 lipca 2016 r.

Antoni Macierewicz o zbrodni kieleckiej 1946 r. jako robocie komunistów
Warto tu również przypomnieć, że szef MON w obecnym rządzie, historyk z zawodu, Antoni Macierewicz już 12 lutego 1996 r. w publikowanym w tygodniku „Głos” artykule „Odwołać Rosatiego” bardzo ostro zaatakował postkomunistycznego ministra spraw zagranicznych Dariusza Rosatiego za publiczne zaakcentowanie, że tzw. ż pogrom kielecki był „aktem antysemityzmu polskiego” i za słowa: „Wstydzimy się, że ludźmi, którzy popełnili te zbrodnie byli Polacy i prosimy o wybaczenie”. Macierewicz pisał m.in. :„Jest bezczelnym kłamstwem i potwarzą oskarżanie narodu polskiego o zbrodnię kielecką i to przez człowieka, który mieni się ministrem RP. Jakim prawem pan Rosati śmie twierdzić, że to Polacy byli mordercami Żydów w lipcu 1946 r. w Kielcach?” (…) „Rosati nie wymyślił swych oszczerstw. On po prostu powtarza wieloletnią propagandę komunistyczną mającą ukryć sprawców (…) Pierwszym twórcą tej polityczno-propagandowej koncepcji był Jakub Berman, człowiek numer dwa wśród komunistycznych okupantów w roku 1946 i partyjny nadzorca służb specjalnych”.(Wszystkie podkreślenia .- J,.R.N.) W ocenie Macierewicza sprawcami zbrodni kieleckiej byli komuniści, pragnący odwrócić uwagę opinii publicznej od faktu sfałszowania przez nich referendum kilka dni przed rzekomym „pogromem”. Jak pisał dalej Macierewicz: „Odciągnięcie uwagi mediów od sfałszowania referendum, byłoby niemożliwe, gdyby nie wciągnięto do tego wpływowych ośrodków żydowskich. To zaś można było uzyskać tylko w jeden sposób – stwarzając wrażenie, że to Polacy są antysemitami i że to oni – utożsamiając Żydów z komunistami – zaczęli antyżydowskie pogromy”.
Skrajnie jednostronny, utrzymany w starym stylu opowieści o rzekomym „pogromie kieleckim” list Pani Premier do kielczan wywołał bardzo szybko wiele protestów i wyrazów rozczarowania w Internecie. Przytoczę tu jeden z najbardziej charakterystycznych wpisów w Internecie w portalu „wPolityce.pl” z 10 lipca 2016 r. : wPotylicy@wPotylicy „Naprawdę, to są słowa polskiego funkcjonariusza kierującego polskim rządem – czy ja aby dobrze widzę? Pani premier – może mi pani wierzyć lub nie, ale ŻADNE PANI ATUTY, wypracowywane z takim trudem, nie wystarczą na zrównoważenie NIEDOPUSZCZALNOŚCI kieleckiego wystąpienia. Ktoś panią BARDZO NIKCZEMNIE PODPUŚCIŁ i – teraz najgorsze – MY, NARÓD, WIEMY KTO (!!!) Proszę „ktosiowi” przekazać, że nie życzymy sobie marnowania pani wysiłków, a jak nie posłucha – to go ukarzemy, stosownie do grzechu”.
Bogdan Białek, kielecki poplecznik J.T. Grossa, służalczy wobec Żydów i szkalujący Polaków
Co gorsza, list Pani Premier trafił do możliwie najgorszego adresata w Kielcach – do niejakiego Bogdana Białka, reprezentującego najskrajniejszą ze skrajnych opcję prożydowska, zaprzyjaźnionego od lat z J. T. Grossem, którego osobiście nagłaśniał podczas zorganizowanego przez siebie spotkania w 2008 r. w Kielcach.. Przypomnijmy, że Białek zakładał w Kielcach oddział „Gazety Wyborczej”. i był początkowo naczelnym redaktorem kieleckiej redakcji „GW”. Wbrew niektórym sugestiom (m.in. tym razem bardzo niemądrych określeń zawsze cenionego przeze mnie red. Jana Pospieszalskiego) Białek nie jest żadnym rzecznikiem polsko-żydowskiego pojednania, a wciąż jątrzącym na szkodę Polaków wyrachowanym szkodnikiem. Białek jest typem nie posiadającego żadnych skrupułów donosiciela. Jak pisał na jego temat red. Stanisław Michalkiewicz : „Pan Bogdan Białek doniósł na mnie do toruńskiej prokuratury, jakobym „zaprzeczał holocaustowi” zgodnie z zasadą, że jak oskarżać, to oskarżać”. (Podkr.- J,.R.N.) (Por. S. Michalkiewicz: Rzeczywistość otacza nas coraz ciaśniej, na portalu „Prawy.pl” z13 października 2013 )
Już 6 lipca 2015 Małgosia Sołtysiak pisała o Białku na portalu „wPolityce.pl”: „Prezes cytowanego Stowarzyszenia (J. Karskiego – J.R.N.) zapraszał do Kielc Jana Tomasza Grossa (…) Alinę Całą itd.., itp., których przekaz sprowadza się do wykazania udziału Polaków w Holokauście, wręcz sprzyjaniu polityce Hitlera  w sprawie eksterminacji Żydów. Są to poglądy niesprawiedliwe, krzywdzące, wykluczające możliwość rzetelnego dialogu, dążenia do prawdy o relacjach polsko-żydowskich i pojednania”.(…)Pan Bogdan Białek (który zakładał  w Kielcach oddział Gazety Wyborczej), za pośrednictwem swoich gości, oskarża kielczan o antysemityzm, znieważa pamięć Żołnierzy Wyklętych ( słynna jest wypowiedź Jego gościa Marcina Zaremby z UW o bandytach z AK), których również pomawia  o mordowanie Żydów z powodów etnicznych.”. Komentując te uwagi pani Sołtysiak dodam, że zapraszana przez Białka Alina Cała jest swego rodzaju najskrajniejszą fanatyczką prożydowską, wciąż szkalującą Polskę i Polaków, przy równoczesnych sięgających niemal zera zdolnościach intelektualnych.. Godzące w Polaków jako naród poglądy B. Białka dobrze ilustruje fragment jego tekstu z ‘Gazety Wyborczej” z 23-24 lipca 2016 r.: „Przestańmy na siebie wrzeszczeć’. Stwierdzał w nim, głosząc zasadę odpowiedzialności zbiorowej Polaków : „Zgadzam się z Janem Tomaszem Grossem, że zbrodnie takie jak w Kielcach czy w Jedwabnem obciążają „biografię zbiorową’ wszystkich Polaków, także tych nie identyfikujących się z Kościołem”. (Podkr.- J.R.N.). W przeciwieństwie do Białka ja, jako osoba, która straciła ojca wiosną 1945 r. w obozie na terenie Niemiec, w wieku zaledwie czterech i pół roku, nie życzę sobie, żeby niegodziwy antyPolak obciążał mnie zbiorową odpowiedzialnością za jakiekolwiek wydarzenia doby wojny. Uważam tego typu pomysły za absolutną durnotę i szkodnictwo !
Można tylko ubolewać, że nikt z doradców nie uprzedził Panią Premier B. Szydło, czym może grozić wykorzystanie tekstu jej listu przez tak niegodziwie nastawionego do Polaków jako narodu osobnika. Być może pani premier, nie znając dokładniej roli B. Białka, kierowała się głównie tym faktem, że jest on współprzewodniczącym Rady Chrześcijan i Żydów. Nie musiała wiedzieć, że od czasu rezygnacji ks. prof. Waldemara Chrostowskiego ze składu tej Rady pod naciskiem żydowskim udział chrześcijan w niej trudno uznać za reprezentatywny. Przypomnę, że w latach 1998-2006 polskim współprzewodniczącym tej Rady był obrzydliwy konfident, najszkodliwszy donosiciel w sutannie, agent SB przez 12 lat niejaki ks. Michał Czajkowski. Wspomniana Rada Chrześcijan i Żydów całkowicie się skompromitowała niedopuszczalną stronniczością w 2013 r., gdy jej współprzewodniczący Stanisław Krajewski, reprezentujący stronę żydowską, wydał oświadczenie w sprawie ks. Wojciecha Lemańskiego, od dawna zachowującego się w sposób krnąbrny i jątrzący wobec swego zwierzchnika ks. abp.. Henryka Hosera. Oświadczenie Krajewskiego zachwalało rzekome zasługi ks. Lemańskiego dla dialogu katolicko- żydowskiego. Tego typu pochwały wobec księdza pieniacko przeciwstawiającego się ks. abp. H. Hoserowi zostały oprotestowane przez chrześcijańskiego współprzewodniczącego Rady o. Wiesława Dawidowskiego OSA oraz członka Zarządu Rady : Barbarę Sułek-Kowalską, i członka Rady ks. Henryka Romanika. Cała trójka zrezygnowała z dalszego należenia do składu Rady. W takiej to sytuacji na współprzewodniczącego Rady ze strony chrześcijańskiej dobrano niezwykle służalczego wobec Żydów B. Białka.
5 maja 2016 r. Bogdan Białek gniewnie zaatakował rozwiązanie przez premier B. Szydło Rady ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej i Ksenofobii, której był członkiem. Stwierdził m.in. : brak mi słów na takie działania (…) Rzecznik rządu Rafał Bochenek posługuje się niedorzecznymi argumentami i najzwyczajniej w świecie kłamie. (…) W przeciwieństwie do rozwiązanej Rady obecny rząd nie robi absolutnie nic, by przeciwdziałać wzrastającej fali nienawiści oraz przestępstw na tle rasowym. Czegoś takiego w Polsce dawno nie było(…) „

Białek na obchodach 73 –ej rocznicy tzw. pogromu w Kielcach

4 lipca 2016 r. Białek z ogromnym zadowoleniem przeczytał niesprawiedliwy dla kielczan list Pani Premier, tak wygodny z punktu widzenia jego poglądów jako „tropiciela polskiego antysemityzmu”. A zaraz potem aktor Jerzy Trela przeczytał obrzydliwy w swej wymowie wiersz - paszkwil poety Juliana Kornhausera „Wiersz o zabiciu doktora Kahane”. (Kornhauser jest niestety teściem prezydenta Andrzeja Dudy, co nie przeszkodziło mu niedawno w skrytykowaniu polityki rządu PiS-u)..W wierszu Kornhausera znalazła się m.in. zwrotka: „Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli, Polacy, kielczanie jako psy kłamacze.”. Oszczerstwa w wierszu Kornhausera zaczęły się już od pierwszych 3 linijek tekstu : „A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,żeby pana swego, Seweryna Kahane,
zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!”. W rzeczywistości rabina Kahane nie zabili żadni mieszczenie i chłopi kamieniami i sztachetami. Został zastrzelony zaraz na początku zajść przez oficera kom unistycznego wojska i był to jeden z elementów ówczesnej bezpieczniackiej prowokacji.

Na początku lipca 2016 r. Białek „popisał się” skrajnym wręcz wyeksponowaniem rzekomego zagrożenia „antysemickiego” i „faszystowskiego” w dzisiejszej Polsce. Jak czytamy w kieleckiej edycji „Gazety Wyborczej” z 4 lipca 2016 r. Białek „Zastanawiał się, czy w dzisiejszych czasach mogłoby dojść do podobnej zbrodni. Obawiam się, że tak. Zachodzę w głowę, kto inspiruje, kto prowokuje tych wspaniałych młodych Polaków, patriotów manifestujących przywiązanie do Kościoła i ojczyzny, do hajlowania, czyli wykonywania najbardziej plugawego gestu”. (Cyt. za: Angelina Kosiek: Pogrom, który stał się symbolem. Dziś przyjeżdża prezydent RP, lokalna kielecka edycja „Gazety Wyborczej” z 4 lipca 2016 r.).

Szkoda, że Pani Premier nie czytała tekstów senatora prof. J. Żaryna
W ostatnich latach pojawiło się wiele tekstów prostujących PRL-owskie banialuki o zbrodni z lipca 1946 roku jako p rzekomym „pogromie”. Szczególnie warto polecić w tym względzie teksty jednego z najwybitniejszych badacza najnowszej historii polskim prof. Jana Żaryna, wybranego w 2015 r. jako senatora z listy PiS. : Już 4 lipca 2011 r. na portalu „Fronda pl” ukazał się bardzo jednoznaczny wywiad z profesorem J. Żarynem pt. „Komuniści dążyli do tragedii”. Prof. Żaryn stwierdził w nim m.in.:. „Analiza skutków tragicznego wydarzenia w Kielcach podpowiada historykom, że ani czas, ani miejsce tego wydarzenia nie były przypadkowe. Działo się to bowiem między referendum z 30 czerwca 1946r., a ogłoszeniem jego sfałszowanych wyników. Ten pogrom, wzmocniony propagandową akcją oskarżania podziemia oraz Kościoła (szczególnie bpa Czesława Kaczmarka) o antysemityzm, miał skierować opinię Zachodu na inny tor myślenia. Komuniści chcieli pokazać, że tylko oni są gwarantami poszanowania interesów społeczności żydowskiej, że są jedynymi, którzy są w stanie zaprowadzić porządek w Polsce, ponieważ tutejsze społeczeństwo jest de facto pełne ksenofobów, antysemitów, ludzi zdeprawowanych II wojną światową oraz nazizmem. Ten przekaz dotarł m.in. do Żydów amerykańskich (…)Widoczna jest zadziwiająca bierność Władysława Sobczyńskiego – szefa ówczesnego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, który zachowywał się jakby pilnował, żeby doszło do tej zbrodni (…) W mojej ocenie to porozumienie NKWD i MBP w Kielcach stanowiło genezę mordu. (Podkr.- J.R.N.) Świadczą o tym również relacje byłych komunistów. Wynika z nich, że oficerowie NKWD oraz wspomniany już Sobczyński byli zainteresowani sprowokowaniem tego tragicznego zajścia.(…) Najbardziej logiczna hipoteza, mówi, że komuniści polscy fałszując referendum z 1946 roku chcieli znaleźć wydarzenie, które odciągnie uwagę rządów USA i Wielkiej Brytanii od pilnowania ustaleń jałtańskich. One kazały Związkowi Sowieckiemu i Anglosasom doprowadzić do jak najszybszego przeprowadzenia demokratycznych wyborów, w których Polacy wybraliby sobie władze. Komuniści wiedzieli, że mają w społeczeństwie kilka-kilkanaście procent poparcia. Reszta wspiera PSL i podziemie. W związku z koniecznością sfałszowania wyników referendum, istniała w oczach komunistów potrzeba odwrócenia uwagi. To zdaje się być najważniejszą przyczyną zorganizowania antyżydowskich wydarzeń”. (Por. WWW. Fronda.pl/a/ prof.-zaryn- komuniści-dazyli-do tragedii ,13238 html 04.07.2911).
W niedawnym wywiadzie, udzielonym Krzysztofowi Różyckiemu z „Angory” w dniu 26 czerwca 2016 r. pod tytułem „Dzień świętego Ageusza” prof. Żaryn stwierdził, że ci historycy, do których on się zalicza „uważają ,że od samego początku była to zaplanowana i zorganizowana prowokacja, która wymknęła się spod kontroli, a mordercami były osoby specjalnie wyselekcjonowane przez komunistów (…) Wystarczy spojrzeć na ówczesny plan Kielc, żeby zobaczyć, w sąsiedztwie Plant, w odległości do jednego kilometra, znajdowały się siedziby różnych zbrojnych formacji – od milicji i wojska do UB. Ale nie było woli politycznej powstrzymania tego mordu.(…) Prezydent Duda powinien 4 lipca osobiście oddać hołd ofiarom, ale przepraszać nie powinien. Mógłby to zrobić Aleksander Kwaśniewski, który wywodzi się z formacji odpowiedzialnej za ten mord. (Podkr.- J,.R,.N.).
Profesor Jan Żaryn zwrócił również uwagę na zbyt rzadko poruszany inny problem związany ze skutkami zbrodniczych zajść kieleckich. Chodziło o skazanie na śmierć i wykonanie wyroków śmierci na niewinnych ludziach oskarżonych o udział w zbrodni kieleckiej. Jak powiedział prof.. Żaryn: „Na ławie oskarżonych zasiedli między innymi: robotnik, harcerz, żołnierz, milicjant. Jednak dziś wiemy, że prawdopodobnie ci ludzie nie mieli z tym nic wspólnego i stali się ofiarami zbrodni sądowej”.
Szczególnie wymowny był wywiad prof. Żaryna ,udzielony Michałowi Szukale z PAP-u w dniu 4 lipca 2016 r. na portalu historycznym „Dzieje .pl” pt. „Prof. Jan Żaryn: komuniści wykorzystali pogrom kielecki do ataku na podziemie i Kościół”. Jak stwierdził prof. Żaryn: „Pogrom kielecki stał się pretekstem lub wydarzeniem zaplanowanym przez komunistów, służącym temu, aby Anglosasi przestali interesować się sprawą polską. Przekaz dla opinii publicznej na całym świecie miał być jednoznaczny: Polacy nie zasługują na interwencję, ponieważ są narodem antysemitów mordujących Żydów, zdegenerowanym przez okupację niemiecką. (…) Pytanie więc, czy było to wydarzenie zaplanowane i wykonane przez polskich i sowieckich komunistów, czy też istnieje w nim iskra autentycznego antysemityzmu polskiego, który wywołał i doprowadził do takiego strasznego finału. (…)
Wiemy jednak na pewno, że ówczesne Kielce, szczególnie w ich śródmiejskiej części nasycone były instytucjami szeroko pojętego aparatu bezpieczeństwa i wojska; od milicji, poprzez Urząd Bezpieczeństwa kończąc na Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego i funkcjonariuszach NKWD. W promieniu 500 metrów od tych wydarzeń było tak wiele sił bezpieczeństwa, że nawet jeśli istniała wspomniana przeze mnie iskra samodzielności osób wywołujących pogrom, to można ją było zdusić w zarodku. (Podkr.- J.R.N.).Nie tylko go nie zduszono, ale ze wszystkich znanych relacji, takich jak ta księdza Romana Zelka wynika jednoznacznie, że kordon wojska i funkcjonariuszy bezpieczeństwa otoczył Planty 7 tak, aby nie dopuścić mieszkańców Kielc do środka. Wśród nich byli kapłani pragnący zakończyć te straszne wydarzenia, dziejące się pod parasolem wojska.
Wiele wątpliwości wzbudza również postać Henia Błaszczyka i jego ojca, który - jak wiele na to wskazuje - został poinstruowany przez funkcjonariuszy UB, jak się zachowywać i co mówić na temat jego rzekomego uwięzienia w domu przy Planty 7, aby wykorzystać jego zeznania do stworzenia zaczynu tych wydarzeń. Wszystko, co wiemy na temat przebiegu dwóch faz zbrodni i zachowania sił bezpieczeństwa świadczy, że spontaniczności było tam najmniej. Było natomiast wiele wyreżyserowanych faktów. Np. pierwszy strzał i kolejne, które padły z wnętrza budynku. Czy oficer, który zginął, był wysłannikiem reżyserów pogromu? Rany kłute na ciele ofiar, po bagnetach? Skłania to do stwierdzenia, że pogrom kielecki był wywołany i czemuś służył. Przekazy historyczne są jednak rozbieżne, nie ma dokumentacji, która może znajdować się w Moskwie, mogącej nas przybliżyć do prawdy.
Dużo lepsza jest nasza baza źródłowa do mówienia o skutkach pogromu kieleckiego. Skutkiem było natychmiastowe uruchomienie przez komunistów lawiny propagandowego kłamstwa, służącego zdyskredytowaniu polskiego podziemia niepodległościowego i Kościoła katolickiego. Spowodowało to niechęć Zachodu do Polaków jako rzekomych antysemitów, którzy nie są zdolni do podtrzymania swojej chrześcijańskiej tożsamości lub wedle innej narracji tożsamość ta była przyczyną, fundamentem postaw antysemickich. (…)”.
Warto dodać ,że stanowisko prof. J. Żaryna w sprawie zbrodni kieleckiej jest podzielane przez licznych innych znanych historyków. Np. w dniu 26 lipca 2016 r. występujący w programie TV Info prof. Sławomir Cenckiewicz, nowy członek Kolegium IPN, zaakcentował iż zbrodnia kielecka została zorganizowana przez władze komunistyczne. Niejednokrotnie pisał i mówił o zbrodni kieleckiej z 1946 r. jako o zbrodni bezpieki jeden z najwybitniejszych polskich badaczy historii drugiej wojny światowej i pierwszych lat powojennych Leszek Żebrowski. 8 czerwca 2016 r. na portalu „Frondy” ukazał się tekst znanego historyka i publicysty Tadeusza M. Pużańskiego, jednoznacznie określający rzekomy pogrom kielecki, jako wydarzenie spreparowane przez Sowietów. Jak pisał Płużański: „Było to wydarzenie całkowicie spreparowane i wymyślone przez Sowietów. Inspiracja sowiecka jest tutaj całkowicie jasna. Na gruncie historycznym jest to udowodnione. Chodziło o to, aby uzasadnić trzymanie Polaków silną ręką. I to jest odpowiedź na to, czym był tzw. pogrom kielecki. Namawiałbym też, żeby mówić właśnie o „tak zwanym pogromie kieleckim”. Pogromy są spontaniczne, a wydarzenie kieleckie było inspirowane i ewidentnie wykorzystywane propagandowo. Mam nadzieję, że zostanie to odkłamane również na poziomie popularnym, bo niestety wielu Polaków nie zna tej historii i ciurkiem powtarzają oni wymysły propagandy, że powinniśmy bić się w piersi, bo zarówno pod okupacją niemiecką, jak i później, chodziło nam tylko o mordowanie Żydów.””.(Por. T M Płużański: Oto prawda o Pogromie kieleckim. Został całkowicie spreparowany www.fronda.pl/.../oto-prawda-o-pogromie-kieleckim-zostal-calkowicie-spreparowany...”. Bardzo dziwne, że pani premier wcześniej nie przedstawiono tak wymownych ustaleń prof. J. Żaryna, czy T. M. Płużańskiego., a jak widać dostarczono Jej tylko dawne pseudo-ustalenia, a raczej zamącenia PRL-owskiej propagandy.
( Kontynuacja tego tekstu będzie zamieszczona jutro na blogu pt:Kto wpuścił w maliny Panią Premier? ( O błędnej ocenie przyczyn zbrodni kieleckiej w 1946 r.)