poniedziałek, 28 września 2015




Co się marzy rosyjskiemu ambasadorowi - „Psujowi” w Warszawie?



     Ambasador Siergiej Andrzejew nagle poczuł się w skórze rosyjskiego wielkorządcy z doby stalinowskiej i zaczął „odpowiednio” pouczać Polaków. Wypaczając historię w duchu  Wiaczesława  Mołotowa, współtwórcy  zbrodniczego paktu z Ribbentropem, oskarżył Polskę o współwinę w dojściu do  wojny we wrześniu 1939 r. W audycji  w "Czarno na białym" w TVN 24 powiedział m.in.: „Polityka Polski doprowadziła do tej katastrofy we wrześniu 1939 roku, bo w ciągu lat 30. XX wieku Polska przez swoją politykę wielokrotnie blokowała zbudowanie koalicji przeciwko Niemcom hitlerowskim. Częściowo Polska była więc odpowiedzialna za tę katastrofę, do której doszło we wrześniu” . W tym swoim  fałszowaniu historii ambasador S. Andrzejewa  całkowicie przemilczał fakt, że to Polska była pierwszym krajem, który stawił zbrojny opór agresji  Niemiec, i to, że Polska była ofiarą  paktu Ribbentrop- Molotow, najechaną najpierw przez  nazistowskie Niemcy 1  września 1939 r, a potem przez stalinowską Rosję. 17 września 1939 r. W komunikacie polskiego MSZ przypomniano, że „agresja III Rzeszy na Polskę, a następnie wtargnięcie Armii Czerwonej na terytorium naszego kraju w 1939 roku były pokłosiem paktu Ribbentrop-Mołotow, który dzielił strefy wpływów w Europie Środkowej. Symbolicznym uwieńczeniem współpracy niemiecko-rosyjskiej była wspólna defilada Wehrmachtu i Armii Czerwonej, która odbyła się w Brześciu 22 września 1939 roku”. Dodajmy do tego zbrodnię katyńską i zesłanie setek tysięcy Polaków do gułagów. Obdarzony ułomną pamięcią ambasador Andrzejew  „zapomniał”, że   pakt Ribbentrop- Mołotow już w 1989 r. został potępiony przez Zjazd Deputowanych ludowych ZSRR

 .         Zapytany w toku audycji o represje wobec żołnierzy Armii Krajowej po 1945 r., aresztowanie przywódców Polskiego Państwa Podziemnego i proces moskiewski, Andrzejew cynicznie stwierdził: „Takie były realia. Związkowi Radzieckiemu po zwycięstwie nad Niemcami zależało na istnieniu państwa przyjaznego u jego granic”. I dodał, że „żołnierze AK musieli być wywożeni do łagrów, bo tak duże niekontrolowane siły nie mogły istnieć w pobliżu armii radzieckie”. Dobrze pamiętamy, ile zbrodni popełniono wówczas na Polakach, m.in. z udziałem sławionego przez ambasadora Andrejewa generała .Iwana Czerniachowskiego.  Stąd jakże słuszne było zawarte w komunikacie polskiego MSZ potępienie  „próby usprawiedliwienia stalinowskich represji wobec Polaków, którzy walczyli o niepodległość swego kraju”.

       Na dodatek od przybranego w skórę  ambasadora   Rosji  fałszerza historii „dowiedzieliśmy się” we wspomnianej rozmowie w TVN, że:Stosunki polsko-rosyjskie są najgorsze od 1945 roku i nie jest to nasza wina. To wybór strony polskiej (…)”.  (Podkr.- JRN). Wynika z tego, że lepsze niż dzisiaj  były stosunki Rosji stalinowskiej z  niewolniczo podległą jej Polską w rękach Bieruta, łaskawie narzuconego nam przez Josifa Wisarionowicza. Jak widać ambasadorowi Andriejewowi  marzy się  powrót do tamtych czasów imperialnego sowieckiego dyktatu. Czasów, gdy   w mediach wychwalano wszystko, co rosyjskie jako najlepsze i największe w świecie, gdy opiewano Rosjan  jako genialnych twórców wszelkich możliwych wynalazków od radia po samolot. Czasów, gdy w napisanym przez  rosyjskiego historyka podręczniku do historii można było przeczytać, że Krzyżaków pod Grunwaldem pokonały trzy pułki smoleńskie, a nie jacy tam Polacy czy Litwini. Czasów, gdy  z Kremla przydzielono nam w darze na ministra obrony narodowej rosyjskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego, przedstawiając go jako  naszego rodaka. Przypomnijmy dowcip z lat 50-tych: Dlaczego marszałek K. Rokossowski ma skośne oczy na portretach ? Były dwie odpowiedzi: „Ze zdumienia, gdy dowiedział się, że jest Polakiem!” I druga: „Od picia herbaty z łyżeczką w szklance!”

   Ambasadorowi Andriejewowi marzą się jako „lepsze” stosunki z Polską w czasach  stalinowskich, gdy wojska sowieckie starannie obrabowały z maszyn i urządzeń Ziemie Odzyskane i gdy zabierały za bezcen polski węgiel. Marzą się też jako zdecydowanie „lepsze” od dzisiejszych czasy L. Breżniewa, gdy rabowali, Polaków w ramach RWPG z pomocą tzw. rubla transferowego.  Jak oceniać taki sposób interpretowania historii ? Przecież tego typu banialuki głosi nie jakiś  głupek z zapadłych terenów rosyjskich, gdzieś na pograniczu Azji, tylko „światły”, a raczej skrajnie cyniczny  ambasador wielkiego mocarstwa. Mam nadzieję, że szybko zareagują na jego głupstwa nasi przyjaciele z Rosji, choćby ze słynnego antystalinowskiego Memoriału. Szkoda, że  prowadząca wywiad z Andrzejewem  redaktorka TVN  Brygida Grysiak wyraźnie  się nie  popisała. Nie zdobyła się bowiem na natychmiastowe przytoczenie choć części wymienionych przez mnie powyżej argumentów w polemice z antypolskimi oszczerstwami ambasadora. A swoją drogą po jego ostatnim wyskoku polskie stacje telewizyjne powinny zapowiedzieć, że nigdy w przyszłości nie będą rozmawiać z  dyplomatą o  tak agresywnie antypolskim nastawieniu. Zdumiewa, że rosyjski MSZ idzie w zaparte, wspierając wywody ambasadora Andrzejewa, świadomie służące skłóceniu między Rosją a  Polską.

     A co należy zrobić teraz? Rząd Platformy, jeśli pozostała w nim   choć odrobina godności narodowej ,powinien natychmiast wystąpić od odwołanie do Moskwy ambasadora S. Andriejewa, który wbrew istocie  zadań dyplomatycznych jątrzy zamiast zbliżać i przynosi ogromne szkody wzajemnym stosunkom. Równocześnie jednak należałoby  jak najszybciej zaprosić do Polski  prawdziwych  naszych rosyjskich przyjaciół z antystalinowskiego Memoriału, autorkę książki o Katyniu historyk  Natalię S. Lebiedewą etc. na wspólną debatę o tym, co można zrobić dla polepszenia stosunków  z Rosją, podważanych prze takiego „Psuja” jak S. Andrzejew. A prezydentowi  Andrzejowi Dudzie proponowałbym zrobić to, na co nie zdobyli się jego prezydenccy poprzednicy: zadecydować o natychmiastowym uhonorowaniu Orderem Orła Białego naszego wielkiego rosyjskiego przyjaciela –słynnego dysydenta Władimira Bukowskiego. Byłby to najlepszy gest  dla pokazania, że  dostrzegamy inną lepszą Rosję poza S. Andrzejewem i tolerującymi go mocodawcami. Przypominam tu, że już w wydanej w 2009 r. książce „Alarm dla Polski” (ss. 129- 131)  opowiadałem się za tym, aby „obalając antypolskie kłamstwa rosyjskiej  propagandy (…) na każdym kroku akcentować jak bardzo nam zależy na zbliżeniu z  Rosjanami jako narodem”. Dlatego tak ważne byłyby w tej chwili   proponowane jakże potrzebne gesty wobec W. Bukowskiego czy Memoriału i prof. N.S. Lebiedewej.

 



środa, 23 września 2015

„Donos” A. Michnika na Polaków


      „Donos” A. Michnika na Polaków



    Grubo łudzili się ci, którzy myśleli, że Adam Michnik w końcu zreflektuje się po obrzydliwym paszkwilu swego starego kompana Jana Tomasza Grossa na Polaków w niemieckiej gazecie. Złudne były mniemania, że Michnik  tym razem odetnie się od oszusta Grossa, którego kiedyś chwalił w przedmowie do niemieckiego wydania „Sąsiadów’ jako kontynuatora  Adama .Mickiewicza i Juliusza Słowackiego w obnażaniu polskich kłamstw. Szybko okazało się, że Michnik woli dalej iść w zaparte w swym  oczernianiu Polaków. A zrobił to akurat w tej samej niemieckiej gazecie „Die Welt”, w której  tydzień przedtem „popisał się” swym haniebnym polakożerczym tekstem J .T. Gross. W rozmowie z „Die Welt „Michnik nie skorzystał z okazji, by odciąć się od rasistowskich antypolskich poglądów Grossa. Zamiast tego dołożył uwagi na temat rzekomego „wybuchu postaw ksenofobicznych” i „antycudzoziemskiej histerii” w Polsce”, stwierdzając m.in.: „Opinia publiczna w naszym kraju jest podzielona. Z jednej strony mamy tolerancję i otwartość. Z drugiej – musimy sobie radzić z wybuchem postaw ksenofobicznych. Są one wspierane przez manipulacje części klasy politycznej. To bardzo niebezpieczne”.  Zaraz potem  zaś Michnik przeszedł do ordynarnego ataku na PiS, stwierdzając, że: poglądy PiS na uchodźców „są nacjonalistyczne, ksenofobiczne i zakłamane”.

    

  To nie pierwszy taki „donos” Michnika na Polaków na eksport. Przypomnijmy choćby jego jakże szkodliwy antypolski wybryk w 1993 roku. To wówczas w rozmowie z niemieckim  lewicowym socjologiem Jurgenem Habermasem Michnik „wielkodusznie” zaserwował Polakom pierwszeństwo w tworzeniu obozów koncentracyjnych przed Niemcami hitlerowskimi. Michnik powiedział wówczas dosłownie : „Zanim Hitler przyszedł, myśmy założyli własny obóz  koncentracyjny w Berezie Kartuskiej”. („Polityka”, 1993, nr 47 ). Skandaliczny był sam fakt porównania przez Michnika niemieckich obozów koncentracyjnych, służących do mordowania więźniów, z obozem odosobnienia w Berezie Kartuskiej, który służył do odizolowania na pewien czas przeciwników politycznych, a nie do ich zabijania. Warto dodać, że akurat w kierowanej przez Michnika ‘Gazecie Wyborczej” w marcu 1994 r. ukazał się źródłowy artykuł historyczny Andrzeja Misiuka o obozie w Berezie Kartuskiej, zakończony słowami: „Porównywanie Berezy z hitlerowskimi obozami koncentracyjnymi, powtarzający się w historiografii radzieckiej, służyło przede wszystkim zafałszowaniu obrazu państwa polskiego”.  Rozmowa  Michnika z Habermasem dowiodła, że wcale nie trzeba sięgać do historiografii sowieckiej, by znaleźć przykłady zafałszowywania obrazu państwa polskiego! Dosłownie pod ręką mamy bowiem odpowiednie teksty Michnika, który nie może się przecież tłumaczyć skrajną niewiedzą (ukończył przecież studia historyczne). Można sobie wyobrazić szkody poczynione obrazowi Polski przez powyższe oszczercze stwierdzenia Michnika- tekst rozmowy Michnika  z Habermasem ukazał się najpierw na łamach prasy niemieckiej, a później amerykańskiej ( w prestiżowym „New York Times Review of  the Book”). Użyte przez Michnika oszczercze sformułowanie dobrze sprzyjało potwierdzeniu najgorszych kalumni o „polskich obozach koncentracyjnych”.   Niestety  jegomość z taką postawą wobec historii Polski doczekał się jakże niezasłużonego odznaczenia go  Orderem Orła Białego i przyznania mu tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Mam nadzieję, że po zwycięstwie sił patriotycznych przyjdzie czas na dokładne przejrzenie odznaczeń nazbyt hojnie rozdawanych ludziom  niegodnym i ich odebrania. Czego z całego serca życzę Michnikowi, którego znam jak zły grosz od ponad 50 lat. (Por. mój portret Michnika „Eurołgarz” w książce „Czarny leksykon”,Warszawa 1998, ss.149-185).

Podły wybryk Moniki Olejnik


Podły wybryk Moniki Olejnik



      Znana absolwentka zootechniki Monika Olejnik  jako dziennikarka wyróżnia się niebywałym nagromadzeniem jadu i „mowy nienawiści”. Kilka dni temu „popisała się” dość szczególnym wybrykiem  w stosunku do prezydenta RP Andrzeja Dudy. Usilnie  starając się wykpić prezydenta za jego wystąpienie do Polaków w W. Brytanii, do swego tekstu o nim dołączyła jego zdjęcie z wyciągniętą do przodu z zaciśniętą pięścią.  W rzeczywistości rzekome zdjęcie prezydenta było fotomontażem – twarz prezydenta była doklejona w fotografię norweskiego mordercy Andersa Breivika. Łatwo zorientować się o tym mógł ktoś nawet z minimum inteligencji – gest   ręki z wyciągniętą zaciśniętą pięścią absolutnie nie pasuje do  prezydenta Dudy. Olejnik w reakcji na protesty licznych  internautów z powodzeniem udawała głupią, twierdząc, że rzekomo nie poznała się na fotomontażu, i przeprosiła poniewczasie za swój „błąd”.



      Czy tego typu rzekomo nieświadomy wybryk powinien ujść Olejnik bezkarnie? Dodam tu,  że red. Paulina Jaworska  przypomniała w kontekście podłego wyczynu  Olejnik, że artykuł 135 Kodeksu  karnego  stanowi: „kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej  Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. (Por. P. Jaworska : Olejnik zrobiła z prezydenta mordercę, ale przeprosiła”, „SuperExpress” 16 września 2015). Uważam, że ktoś z Kancelarii Prezydenta powinien zaskarżyć Olejnik za jej obrzydliwy „wyczyn” który powinien się zakończyć przynajmniej surową grzywną dla tej osoby  „chorej z nienawiści” do prawicy. Już raz ludzie z otoczenia  prezydenta popełnili fatalny błąd zaniechania, kiedy nie zaskarżyli do sądu nikczemnego nagłaśniania przez Tomasza Lisa rzekomego wpisu internetowego Kingi Dudy, mającego ją skompromitować. W rezultacie Lis wykpił się przeproszeniem A. Dudy w czasie rozmowy i oszkalowanie  córki  obecnego prezydenta uszło mu na sucho.W rezultacie  dalej  rozzuchwalony wciąż  ordynarnie atakuje  prezydenta. Jest to jakże wyrazisty dowód, że pobłażliwość wobec podłości nie popłaca.



     Monika Olejnik jest córką  wysokiego oficera  komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i niektórzy w tej koligacji doszukują się wpływu na  rażąco tendencyjny prokuratorski ton  audycji. Ciekawe, że sam Aleksander Kwaśniewski powiedział  w jej „Kropce nad  i” z 13 czerwca 2007 r. : „Pani Moniko, Pani ma czasem taki prokuratorski styl”. Szczególnie wymowna była ocena rozmów, a raczej „przesłuchań” Moniki Olejnik, dana przez świetnego specjalistę z zakresu socjotechniki prof. Mirosława Karwata z Uniwersytetu Warszawskiego: „Monika  Olejnik prezentuje popularną wśród części dziennikarzy manierę prokuratorską czy też inkwizytorską, informację podszytą agitacją oraz rozdzielaniem nagród i kar”. Długo można by wyliczać przykłady krytyk jej skrajnej tendencyjności,  kompromitującej wręcz  jakże niedopuszczalny styl jej „dziennikarstwa’. Dość przypomnieć choćby wypowiedzi b. przewodniczącej Rady Programowej TVP red. Janiny Jankowskiej, prof. Z. Żmigrodzkiego, red. Z. K. Rogowskiego, czy ks. D. Oko. (Odsyłam do ich wypowiedzi w moim tekście o „jadowitej dziennikarce” Monice Olejnik w   trzecim tomie moich „Czerwonych Dynastii”.) Olejnik potrafi uciekać się do wręcz haniebnych kłamstw, co kiedyś ostro napiętnował   ks. biskup Piotr Jarecki ( w „Życiu” z  3 października 2000 r.). Jedną z ulubionych  metod manipulowania audycjami przez Olejnik jest dobieranie takiego  składu uczestników audycji (gdy ma dwóch, lub dwoje rozmówców), żeby znalazł się wśród nich podobny jej ideowo  fanatyk.  Ostatnio  taki przykład zauważyłem z 10 dni  temu, gdy w audycji Olejnik uczestniczyli posłanka Beata  Kempa i znany   specjalista od  pełnego obelg słowotoku  poseł Stefan Niesiołowski. Wraz z takim „partnerem” Olejnik starała się usilnie zakrzyczeć  posłankę B. Kempę, łamiąc wszelkie reguły przyzwoitego dziennikarstwa.

        

       Powróćmy jednak jeszcze raz do opisanej na początku tego tekstu próby kopania prezydenta  A,. Dudy przez  jadowitą  dziennikarkę TVN-u. Zalecałbym   polskim siłom patriotycznym, aby po coraz pewniejszym ich zwycięstwie w wyborach  październikowych jak najszybciej wprowadzili na wzór Węgier specjalną ustawę prasową, bardzo ostro karzącą wszelkie przejawy oszczerstw Na Węgrzech wśród dziennikarzy i polityków nie brakowało ludzi formatu Olejnik czy Palikota. Zdarzały się tam wręcz niebywałe wybryki dziennikarzy lewackich i liberalnych. Między innymi w czasie, gdy Orbán był jeszcze w opozycji, doszło do niebywale podłej audycji w jednej z lewackich stacji telewizyjnych. Jej redaktor przeprowadził  tam sfingowaną audycję z rzekomym rosyjskim gangsterem. W czasie audycji zapytano domniemanego  „gangstera’,  za  jaką ilość pieniędzy gotów byłby zamordować Viktora Orbána. Padła odpowiedź: „Za milion dolarów!”  Ostra  węgierska ustawa prasowa zapobiegła powtarzaniu się takich medialnych wybryków. Warto będzie i u nas wziąć  wzór w tej sprawie z Węgier, a może nawet po prostu skopiować węgierskie rozwiązania.



    23 września 2015 r.

niedziela, 20 września 2015




      Bajdurzenia szanownej pani profesor



   Kilka dni temu prof. Jadwiga Staniszkis z werwą perorowała w TVN 24 na rzecz zwiększenia polskiej pomocy dla fali imigrantów. Zaakcentowała, polemizując z prezesem J. Kaczyńskim, że jej „nie podoba się straszenie Polaków uchodźcami”. Przy okazji ostro zaatakowała rzekomą  „ksenofobiczną  polska retorykę w sprawie  uchodźców”.  A mnie się nie podoba to, że p. Staniszkis w swych wypowiedziach ciągle porusza się „od ściany do ściany”, jakby była po jakimś mocno zakrapianym rauszu. Niejednokrotnie powie jakieś ważne, wielce słuszne rzeczy, aby potem wpadać w bajdurzenia typu jej wspomnianej wypowiedzi w TVN 24. Sprawa zagrożeń dla Polski w  związku z napływem uchodźców nie jest kwestią wydumaną i powinien z tego zdawać sobie sprawę każdy, kto poważnie myśli o Polsce. Tym mocniej ubolewam, że  przez swe nieprzemyślane uogólnienia na ten temat prawicowa  profesor  J. Staniszkis stała się mimowolnym sojusznikiem p. E.Kopacz w  jej ataku na prawicę w sprawach uchodźców. O  całym tak istotnym problemie zalewu Europy przez uchodźców napiszę szerzej w  jednym z najbliższych tekstów. W przeszłości parokrotnie z sympatią cytowałem opinie prof. Staniszkis o różnych sprawach,  m.in. pisałem na  łamach „Niedzieli” o jej uwagach na temat postkomunistycznych układów. Trudno mi ukryć jednak wzburzenie, gdy taki prawicowy „autorytet” jak profesor J. Staniszkis popełnia horrendalne głupstwa. By przypomnieć choćby najskrajniejsze z nich- prawicowy „autorytet” - prof. Staniszkis w 2001 r.  proponowała  rządy koalicji SLD z PO !!!



    Szczególnie irytuje mnie u  prof. Staniszkis jakieś nieodpowiedzialne tropienie rzekomej polskiej  „ksenofobii” czy „nacjonalizmu” przy zupełnej obojętności na zagrożenia antypolonizmu. Przed laty kiedyś wystąpiliśmy razem w programie red. Z. Gucy „W samo południe”. Dotąd pamiętam jak prof. Staniszkis  gniewnie żachnęła się, gdy wspomniałem o niebezpieczeństwie antypolonizmu. Kilka lat później  - w maju 2008 r. dowiedziałem się, że prof. Staniszkis  zwierzyła się podczas debaty na UW, iż dręczy ją „kompleks endeckiego wychowania”. Czy rzeczywiście ma  powody wstydzić się swego endeckiego dziadka i ojca? Przypomnijmy, że dziadek prof. J. Staniszkis Witold Teofil był przed wojna endeckim posłem na Sejm, a później został zamordowany w Auschwitz. Jej ojciec Witold Staniszkis  przed wojna był członkiem RNR Falanga, później był więzionym w latach stalinowskich, a w 1992 r. został wiceprzewodniczącym Rady Politycznej Stronnictwa Narodowo –Demokratycznego. Jak widać jednak wychowanie przez tych tak zasłużonych polityków  endeckich okazało się bardzo mało skuteczne. Dowodem niech będzie  nieodpowiedzialne, wręcz żałosne, wystąpienie p. Staniszkis we wspólnym książkowym wywiadzie z zajadłym wrogiem Polski i Polaków reżyserem Kazimierzem Kutzem we wspólnym wywiadzie książkowym „ to … nie tak miało być”(Warszawa 2004). Kutz mnożył w tej książce nienawistne obelgi pod adresem Polski, kilkakrotnie przyrównywał nasz kraj do wiejskiej wywłoki , pisał  wprost:  ”problem Polski to problem wiejskiej wywłoki”. A Pani prof. Staniszkis nic nie przeszkadzało towarzystwo Kutza- polakożercy we wspólnej książce.. Nie przeszkodziło jej nawet to, że w pewnym miejscu swej książkowej rozmowy Kutz stwierdził, że  cały dorobek polskiego życia umysłowego w XIX wieku nadaje się tylko do kosza. A więc według  reżysera i parlamentarzysty RP tylko na wyrzucenie  do kosza nadają się: Mickiewicz, Słowacki, Chopin, Norwid, Wyspiański, Prus, Sienkiewicz, Żeromski, etc. I p. Staniszkis nie przeszkodziło  umieszczenie  swoich wypowiedzi w tomie  obok  takich przejawów mowy nienawiści do Polski. Dodajmy, że wywiad z p. Staniszkis i Kutzem przeprowadził skrajny skandalista i polakożerca S. J. Mac. To była prawdziwa kompromitacja, której o dziwo nikt nie wypomniał szanownej Pani Profesor z tak godnej narodowej rodziny!



    Jeszcze raz podkreślam: p. prof. Staniszkis miała w swym życiu twórczym wiele bardzo ciekawych, czasem nawet odkrywczych sądów. Trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego trwoni swój autorytet powierzchownymi i nieodpowiedzialnymi sądami.  Takimi jak wypowiedź w czasie ostatnich euro wyborów, gdy żarliwie popierała jako  swego faworyta ministra finansów J. Rostowskiego, mistrza w zadłużaniu Polski. Czy  niemądra wypowiedź z czasów ostatniej kampanii prezydenckiej, gdy w maju 2015 r. nazwała  obecnego prezydenta RP Andrzeja Dudę „maminsynkiem” i politykiem bez charyzmy. A poza tym ubolewam, że  Pani Profesor od czasu do czasu zdarza się popełniać jakieś dziwne rzeczy. Z prawdziwą przykrością np. czytałem ekshibicjonistyczne fragmenty jej wspomnień z młodości. Z lubością zwierzała się w nich ze swego burzliwego romansu z pisarzem Ireneuszem Iredyńskim, znanym  m.in. z pasji do picia i skazania za gwałt na 3 lata więzienia. Dziwiłem się  zamieszczanym przez  prof. Staniszkis opisom jak Iredyński pobił ją smyczą czy kluczami oraz posyłał po piwko dla siebie i kolegów. Bardzo lubię piosenki w stylu „Mój kochanek to bandyta! Kiedy jednak zdawałoby się stateczna Pani Profesor masochistycznie rozpamiętywała zdarzenia swej młodości w stylu tej piosenki, to zakrawało na prawdziwą groteskę.

    

 19 września 2015 r.



czwartek, 17 września 2015

Jak prowokator J.T. Gross odsłonił się do końca




 Jak prowokator J.T. Gross odsłonił  się do końca



     Jan Tomasz Gross, najzajadlejszy oszczerca Polaków, od wielu lat był skrajnie wysławiany przez dużą część tak zwanych  „elit” polskich. To ich głosom, ich popularyzacji zawdzięczał urośnięcie na Zachodzie do rangi mniemanego największego „autorytetu” w sprawach polsko-żydowskich. Wynikły stąd niewymierne wręcz szkody dla Polski.  Przypomnijmy choć kilku z tych chwalców Grossa,  jako jaskrawych  przypadków współczesnej „hańby domowej”. Prym w  panegirycznym popularyzowaniu Grossa odegrała jak zwykle niezastąpiona w tym względzie „Gazeta Wyborcza”. Jej naczelny Adam Michnik „popisał się”  szczególnie wyszukaną pochwałą Grossa „na eksport” – w Niemczech, wysławiając go jako kontynuatora A. Mickiewicza i J. Słowackiego w demaskowaniu polskich kłamstw. W przedmowie do niemieckiego wydania „Sąsiadów” Michnik napisał o Grossie m.in.: „Jego odwaga stawia go w jednym szeregu z Karlem Jaspersem, Thomasem Mannem, Günterem Grassem i Hannah Arendt. Wpisuje się on w długi szereg znakomitych polskich intelektualistów, sięgający od Mickiewicza i Słowackiego do Gombrowicza i Miłosza, którzy odsłaniają zakłamanie i powierzchowność panujące w obszernych częściach polskiej kultury narodowej”.



      Inni chwalcy J.T.Grossa



   Socjolog, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego Paweł Śpiewak pisał o Grossie z wyrazami najwyższej ekstazy: „Gross był moim przewodnikiem, mistrzem stylu pisania i interpretowania dziejów.”, (Cyt. za:bibuła. com.7 kwietnia 2012.) Monika Olejnik niejednokrotnie popularyzowała  Grossa w swych audycjach, z  typową dla niej „pasją” występując przeciw jego krytykom.  

     Szczególne szkody Polsce przyniosła przez swe popularyzowanie Grossa niegdyś katolicka oficyna wydawnicza´”Znak”, wydając  dwie kolejne jego paszkwilanckie antypolskie ksiązki „Strach” i  „Złote żniwa”. Tym mocniej uwiarygodniało to książki Grossa na Zachodzie, że autor mógł powoływać się na to, że jego ksiązki wydaje w Polsce „katolicka oficyna”. Ciekawe, że nawet dyrektor „Znaku” Danuta Skóra” przyznała na konferencji prasowej, że „Złote żniwa” są książką „tendencyjną”. Sam prezes „Znaku” Henryk Woźniakowski publicznie stwierdził jednak na konferencji prasowej: „Książka Grossów, którą wydajemy i której autorzy idą śladem badań prowadzonych głównie w Centrum Badań nad Zagładą Żydów, rzuca wyzwanie naszej pamięci zbiorowej, naszej chęci zapomnienia (…) Książka ta domaga się sprawiedliwości dla tych, którzy byli pierwszymi i największymi ofiarami Zagłady(…)„Ambicją tej książki jest wprowadzenie tych okrutnych, często trudnych faktów do świadomości publicznej, wyprowadzenie ich z pracowni badawczych historyków”. „Katolickiemu” wydawcy H. Woźniakowskiemu wyraźne nie przeszkadzało natomiast, że „Złote żniwa” Grossa szkalowały Kościół katolicki, w tym personalnie arcybiskupa, a później kardynała Adama Sapiehę, który był protektorem „Znaku” w początku jego istnienia. (Por. uwagi w mojej książce: „Fałsze i przemilczenia Grossa”, Warszawa 2011,ss.37-39). Wielokrotnie chwalono Grossa na łamach ‘Tygodnika Powszechnego”. Sam naczelny  tego tygodnika ks. Adam Boniecki stwierdził w 2011 r. m.in.: „Powinniśmy być wdzięczni Grossowi za spowodowanie dyskusji.(…) Chwała Grossowi za to, że stymuluje szukanie poważnej  odpowiedzi”. Dodajmy do tej galerii postaci chwalących Grossa  jeszcze Jerzego Urbana, który  w „Nie” ,nr 5  z 2008 r., pisał: „Gross (…) dobrze służy interesom współczesnej Polski. On bowiem miażdży ideowo-moralne fundamenty polskiego nacjonalizmu, mesjanizmu, megalomanii, czyli podstaw polityki historycznej”.



  •    Brak tu miejsca na wyliczanie różnych innych chwalców Grossa (m.in. prof. A. Friszke, prof. M. Kuli i in). Prawdziwie szokująca była ich ilość, zwłaszcza wśród „poprawnych politycznie”  dziennikarzy, mających jeden wielki atut - żadnego pojęcia o historii. Dr Piotr Gontarczyk pisał  w „Życiu” z 9 lipca 2001 r.: „Mimo krytycznych opinii historyków, książka Grossa spotkała się z owacyjnym przyjęciem mediów. Ze zbrodni w Jedwabnem uczyniono temat dnia, otaczając całe wydarzenie mistyczną historiozofią. Z autora Sąsiadów zrobiono proroka, który, dzięki swemu nowatorskiemu spojrzeniu i wybitnym kwalifikacjom, dokonał prawdziwie epokowego odkrycia. Próby naukowej weryfikacji tez postawionych w jego książce traktowano jak coś wręcz nieprzyzwoitego, niemal świętokradztwo”.  Niedawno Filip Meches nazwał w „Rzeczypospolitej” Grossa „pieszczochem polskich środowisk liberalnych”.

        Dzięki  poparciu lewackich i liberalnych salonów w Polsce Gross tym łatwiej mógł stać się czołowym oskarżycielem Polaków w świecie, a zarazem wybielaczem roli Niemców. Jak pisał nasz autentyczny  żydowski przyjaciel profesor Norman Finkelstein: „Z błogosławieństwem Grossa, „Sąsiedzi” stali się kolejnym orężem „przedsiębiorstwa  holocaust w jego dążeniu do ograbienia Polski”. (Podkr. –JRN). (Cyt. za: N. Finkelstein: „Przedsiębiorstwo holocaust”, Warszawa 2001, s.198).



     J.T. Gross: „Polacy zabili więcej Żydów niż  Niemców  

   
   Przekonany o absolutnej bezkarności swych antypolskich oszczerstw Gross posunął się do szczególnie obrzydliwej potwarzy antypolskiej na łamach niemieckiego dziennika :”Die Welt” w dniu 13 września 2015 r., pisząc m.in., iż: „Ohydne oblicze Polaków pochodzi jeszcze z czasów nazistowskich”. „że Polacy w czasie II wojny światowej "zabili więcej Żydów niż Niemców". Zaraz potem dodał, że Polacy w czasie II wojny światowej "faktycznie zabili więcej Żydów niż Niemców”. Aby jeszcze bardziej przypochlebić się Niemcom Gross dodał skrajnie kłamliwe stwierdzenie, żetuż po wojnie około ćwierć miliona Żydów, którzy wrócili do swoich dawnych ojczyzn (Polski, Węgier, Słowacji i Rumunii), znów z nich uciekło przed pogromami i antysemityzmem - tym razem do Niemiec”. W rzeczywistości paruset tysięczna rzesza Żydów emigrowała z Polski wcale nie do Niemiec, lecz do Izraela..

.    Plugawe oszczerstwa J.T. Grossa wywołały szereg ostrych reakcji znanych autorów, m.in. naczelnego redaktora „Do Rzeczy” Pawła Lisickiego, prof.  Jana Żaryna, Tadeusza Płużańskiego, Reduty Dobrego Imienia, protest rzecznika MSZ i setek internautów. To wszystko jest i tak za mało  w stosunku do niebywale podłego tekstu  Grossa zamieszczonego w niemieckim dzienniku. Przytoczę tu kilka szczególnie interesujących stwierdzeń red. :P. Lisickiego:´Pomysł, żeby w debacie na temat uchodźców używać pałki antysemityzmu i walić nią po głowach Polaków, Węgrów czy Czechów tylko dlatego, że nie dość entuzjastycznie zareagowali na wizję napływu setek tysięcy uchodźców muzułmańskich to coś absolutnie niewiarygodnego. A to właśnie zrobił Gross. Zemścił się na mieszkańcach Europy Środkowej i wykorzystał w tym celu najbardziej obrzydliwą broń – pomówienie o współpracę w Holokauście.(…) Twierdzić, że Polacy zamordowali więcej Żydów niż Niemców to w nikczemny sposób opluwać pamięć tak polskich żołnierzy walczących z Niemcami jak i tych tysięcy, które, ryzykując życie, pomagały Żydom.(…) Czekam jeszcze kiedy Gross ustali, że hitlerowskie ostateczne rozwiązanie było humanitarną próbą ratowania Żydów przed Polakami. Albo kiedy ogłosi, że to Polacy byli prekursorami Holokaustu, Hitler zaś jedynie niechętnie i z oporami realizował polski plan Zagłady”.  :

    Czy Michnik i Śpiewak przeproszą za swe wychwalenie Grossa?

  
    Tym razem  Gross maksymalne przeholował, wywołując odcięcie się od niego nawet paru najbardziej skrajnych  tropicieli „polskiego antysemityzmu”. Dość wymowna pod tym względem była rozmowa  Moniki Olejnik z Aleksandrem Smolarem w Radiu Zet 14 września 2015 r. Wytrwała  obrończyni Grossa przez lata M. Olejnik przyznała, że  „Gross zhańbił się”. oraz, że  obrzydliwe było, że Gross mówił to wszystko dla niemieckiej gazety”  A Smolar z kolei przyznał, że   artykuł Grossa jest „nieodpowiedzialny”, ”prymitywny” i „obrzydliwy”. Szkoda jednak, że  nawet teraz  Olejnik nie  przeprosiła Polaków za tylokrotne reklamowanie śmiertelnego wroga Polski Grossa w swoich audycjach. 15 września . nawet Bartosz T. Wieliński, przedstawiciel „Gazety Wyborczej”, tak długo panegirycznie wychwalającej Grossa, przyznał, iż słowa Grossa w tekście dla „Die Welt” to „jątrzący nonsens”. Ciekaw  jestem, czy zdobędzie się  na  napiętnowanie Grossa jego największy i najszkodliwszy chwalca w Polsce Ada Michnik? Czy przeprosi Polaków za swe publikowane w Niemczech przyrównywania Grossa do Mickiewicza i Słowackiego? Czy przeproszą  Polaków za swe pochlebne dyrdymały o Grossie P. Śpiewak, ks. A. Boniecki i H. Woźniakowski? Czy zdobędą się na  potępienie Grossa   tacy tropiciele „polskiego antysemityzmu”  jak D. Warszawski, T. Lis  czy A. Holland? Czy zabiorą głos, piętnując paszkwil Grossa przedstawiciele środowisk żydowskich w Polsce oraz Szewach Weiss, etc.etc. Będzie to prawdziwie dobry sprawdzian! Najwyższy czas, by prymitywni chwalcy Grossa z przeszłości przybrali włosiennice ! Czas przypomnieć tych wszystkich „pożytecznych idiotów” i szkodników, którzy wybielali Grossa i   torowali mu drogę w Polsce.



            Tylko nieliczni bili na alarm!

 
    Dziś wreszcie po tekście Grossa w „Die Welt” wyszła na jaw cała prawda o zwierzęcym antypolonizmie Grossa. Dzięki jego samokompromitacji! Nie musielibyśmy czekać kilkunastu lat na jego zdemaskowanie, gdyby dużo więcej historyków i publicystów na czas zabrało głos od razu po  publikacji „Sasiadów” w 200) roku. Ukróciłoby to natychmiast popisy antypolskiego hochsztaplera.. Niestety  spośród historyków zabrali głos tylko nieliczni, bo coś z odwagą cywilną u naszych naukowców nie jest najlepiej. Osobiście z tych naukowców, co zabierali głos pamiętam Ks. W. Chrostowskiego, prof. T. Strzembosza, dr.W.Gontarczyka, prof. J.Żaryna, prof. I.C. Pogonowskiego ( z Polonii ), Prof. J,.Radzilowskiego i R. Tyndorfa z Polonii, warszawskiego  korespondenta prasy polonijnej R. Strybela, prof. R. C. Lukasa z USA, prof. B.Musiała, prof.T. Szarotę, prof. A. Nowaka, prof. B. Wolniewicza,dr D.Kacnelson prof. S.Radonia, prof.W.Wysockiego, prof. K. Kawalca, prof. R. Brodę, prof. T.Marczaka, prof. Z. Żmigrodzkiego, prof. M.K.Dziewanowskiego z Polonii o. prof. J.Zbudniewka, prof. R.A. Dybczyńskiego, o. prof. Z. Jabłońskiego, A.Zambrowskiego. Proszę o ewentualne uzupełnienie tej listy. Było tych naukowców o wiele za mało, co nie może jednak  usprawiedliwić głosu samochwała zza Oceanu M. Chodakiewicza. Kilka lat temu napisał on na  łamach „Najwyższego Czasu”, że po ukazaniu się „Sąsiadów” wszyscy w Polsce bali się zabrać głos, i tylko on jedyny z USA pospieszył z krytyką.!



        
Godne przypomnienia sprawy

 
     Ze względu na upowszechniane wielu nieprawdziwych sądów w kontekście Grossa  pozwolę sobie na  kilka sprostowań faktów oraz przypomnień zbyt mało znanych, a ważnych  spraw. Po pierwsze absolutna bzdurą jest pisanie o  Grossie  „polski  historyk”. Nie jest on ani  historykiem, ani Polakiem. J,.T.Gross studiował fizykę, a potem  obronił doktorat z socjologii. Nie studiując nigdy historii nie ma zielonego pojęcia o  tym jak należy weryfikować źródła historyczne, etc. Jeden z czołowych badaczy historii drugiej wojny światowej prof. Tomasz Szarota powiedział w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego 28m kwietnia 2002 r. : „Gross… nie ma  fachowego przygotowania do napisania pracy historycznej, spełniającej wymagania warsztatowe tej dyscypliny. On jest socjologiem i nigdy nie nauczył się warsztatu historyka: poszukiwania źródeł, ich oceny. Tymczasem nasze, tzn. historyków zarzuty i uwagi krytyczne, odczytuje jako przejaw zakorzenionego w Polakach antysemityzmu”. Aby lepiej spełniać swoje zadanie w sferze  wymuszenia ogromnego haraczu dla Żydów na Polsce, Gross w ostatnich parunastu latach nagle niespodziewanie zaczął występować jako Polak, pokornie samobiczujący swój naród za rzekome  „polskie zbrodnie”. A przecież jeszcze na początku lat 90-tych tenże Gross publicznie wciąż akcentował swą narodowość żydowską. Np. w maju 1990 r. Gross był sygnatariuszem  deklaracji „grupy żydowskich intelektualistów z 9 krajów”- tzw. Deklaracji z  Yarnton. (Por. tekst tej deklaracji i listę jej sygnatariuszy z Grossem na 4 miejscu – J.R. Nowak: „Sto kłamstw J.T.Grossa”, Warszawa 2001,s.299). Ciekawe, ile jeszcze razy Gross będzie zmieniał swą narodowość w zależności od potrzeby chwili? Był Żydem, teraz jest Polakiem, potem będzie Eskimosem, Japończykiem, etc.etc.



     Naukowcy, czytający hochsztaplerskie paszkwile  J. T. Grossa niejednokrotnie zwracali uwagę na jego  wręcz nachalną skłonność do kłamstw. Były współprzewodniczący Rady Chrześcijan i Żydów ks. prof. Waldemar Chrostowski stwierdził w wielkim  książkowym wywiadzie z 2009 r. :”Używanie slowa „prawda” w kontekście nawiązywania do Grossa jest obraźliwe dla pojęcia prawdy.(Podkr.- JRN). Przerażające jest, że to, co pisze Gross, zostało opublikowane w wydawnictwie, które deklaruje się jako polskie i katolickie (…) Psycholog powinien badać pobudki i motywy tak mocnego zakłamania, a może samozakłamania,  oraz tak silnych antypolskich fobii(…) dzisiaj niestety wiele środków przekazu pełni rolę trenerów złych psów. Przecież Gross nie nabrałby tak wiatru w żagle, gdyby nie był hołubiony, nagradzany w świetle jupiterów”/.(Cyt. Za :”Kościół, Żydzi, Polska’. Rozmowa G. Górnego i R. Tichego z ks.W.Chrostowskim, Warszawa 2009,s.104).

      Głośny publicysta emigracyjny Karol Zbyszewski pisał kiedyś: ”Im głupszy Żyd, tym bardziej dopatruje się wszędzie antysemityzmu”(Podkr.-JRN). W przypadku Grossa, wypisującego tak wiele nonsensów o „polskim antysemityzmie”, nie chodzi jednak o przejawy głupoty. Mamy po prostu do czynienia z cynicznym hochsztaplerem, który zorientował się, że może świetnie zarobić na atakowaniu Polaków w interesie „przedsiębiorstwa holocaust” i niektórych wpływowych środowisk niemieckich. No i korzysta z okazji. Pewną rolę w stachanowskim antypolonizmie Grossa być może odgrywa również nadgorliwość wynikła z chęci zamazania bardzo brzydkiej skazy sprzed lat. Warto przypomnieć tu, na co wskazywał jako na przypuszczalne źródło antypolskich obsesji Grossa Antek Zambrowski. Po marcu 1968 r. był on jednym z więźniów moczarowskiego SB - skazano go w sfabrykowanym procesie na dwa lata więzienia. Z tamtego czasu zapamiętał  Grossa  z jak najgorszej strony, jako jedną z osób, które fatalnie załamały się podczas przesłuchań. Według Zambrowskiego Gross haniebnie wręcz sypał na  swych kolegów współwięźniów. W artykule dla „Gazety Polskiej” 19 lipca 2006 pt. :”łże jak Gross” Zambrowski napisał m.in.: „Jan Tomasz Gross był w 1968 r. więźniem marcowym, załamał się w śledztwie i obciążył swoich kolegów. Czytałem jego zeznania w materiałach własnego śledztwa  i pamiętam obrzydliwości, jakie ze strachu opowiadał przesłuchującym go oficerom. Dziś odreagowuje swoje frustracje, obciążając odpowiedzialnością za ówczesny komunistyczny antysemityzm Bogu ducha winny naród polski”. (Podkr. – JRN).

  

         Gross jako oszust –recydywista

    Niewiele osób wie, że Gross bardzo wcześnie , bo już w 1979r. zaznaczył swe skłonności do eksponowania  ponad wszystko martyrologii Żydów kosztem równoczesnego maksymalnego pomniejszania polskiej ,martyrologii i polskiego heroizmu. Zrobił to w wydanej w 1979 r. w Stanach Zjednoczonych książce „Polish Society under German Occupation”. Gross napisał swą książkę dla amerykańskich czytelników. na ogół nie mających żadnego pojęcia o polskiej historii. Tylko tym  chyba można  wytłumaczyć bezwstydne banialuki, jakie wmawiał czytającym jego książkę Amerykanom.   Np. starał się im wmówić, że działalność polskiej konspiracji wcale nie była ryzykowna, lecz wręcz przeciwnie, podejmowano ją w warunkach zdumiewającej wolności. Kulminacją  tych łgarstw było stwierdzenie Grossa, iż: „Tak paradoksalnie Polacy cieszyli się większą wolnością w okresie 1939-1944 niż w ciągu całego stulecia”.(Podkr.- JRN). Sądzę, iż można  słusznie przyjąć, że rozmnożenie się organizacji podziemnych i obfitość konspiracyjnych inicjatyw należy zawdzięczać w  znacznej mierze istnieniu w Generalnej Guberni w czasie wojny swobody politycznej. Trudno przypuścić, by podziemne organizacje mogły powstać i istnieć w takiej liczbie, gdyby było inaczej”. (Por. J.T.Gross: „Polish Society under German Occupation”,Princeton 1979,s.240.)

   Jak z tego wynika, można było powiedzieć; “prawdziwa sielanka za rządów Hansa Franka”. Tak się złożyło, że dzięki tej niemieckiej „wolności” zginął mój ojciec, podobnie jak kilka milionów innych Polaków. Jako pierwszy obnażył antypolską wymowę wspomnianej ksiązki  Grossa Stefan Korboński, niegdyś jeden z przywódców Polskiego Państwa Podziemnego (były delegat Rządu RP na Kraj). W wydanej w 1989 r. w Nowym Jorku  książce „The Jews and Poles In World War II” Korboński zaliczył Grossa do tych przybyszów  z Polski do USA, którzy uznali, że oskarżanie Polaków o antysemityzm, a nawet o współpracę z Niemcami, przyniesie im korzyści osobiste”. (Podkr.- JRN.. Według polskiego wydania wspomnianej ksiązki  S. Korbońskiego pt.”Polacy, Żydzi i Holocaust”, Warszawa, Komorów 1999,ss.105,106,111). Warto przypomnieć,  że jedną z pierwszych osób, które poznały się na Grossie był naczelny redaktor paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyc. Już 3 kwietnia 1981 r. Giedroyc pisał w liście do Jana Nowaka- Jeiorańskiego, że „J.T.Gross  i jego żona to osoby „nafaszerowane kompleksami”, a ich wykłady „uniwersyteckie” mają  w kraju  (poza kręgiem ich przyjaciół) jak najgorszą opinię”. (Por. J. Nowak-Jeziorański: „Listy  1952-1998”,Wrocław 2001,s.566.)





          Co zrobić z Grossem?

     
     Po najnowszym obrzydliwym wyczynie Grossa należy się zastanowić, o można zrobić najskuteczniejszego, by zapobiec dalszym szkodom ze strony  tego   polakożerczego hochsztaplera . Bardzo dobrą inicjatywą  jest na pewno skierowanie jego sprawy do prokuratury przez posła J. Zalka i Redutę Dobrego Imienia. Warto również  poprzeć inicjatywę jednego z internautów w sprawie listu do Prezydenta RP o odebranie przyznanego Grossowi przez A. Kwaśniewskiego odznaczenia Krzyża  Kawalerskiego Orderu Zasługi RP. Musimy energicznie działać, by nie spełniły się w końcu w odniesieniu do nas gorzkie słowa Aleksandra Fredry: „Naród, który nie ma siły i woli powiedzieć łotrom, że łotry, nie wart być narodem!”