czwartek, 31 grudnia 2015

Węgry: Czas wielkiego odsłaniania

Pięcioletnie rządy Viktora Orbána na Węgrzech to wielkie pasmo sukcesów osiągniętych w bardzo ostrej konfrontacji z zachodnimi korporacjami, niektórymi szefami Unii Europejskiej i Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Orbán zdecydowanie wygrał kilkuletnią wojnę z zachodnimi bankami, okładając je pierwszym i największym w podatkiem w Europie. Osiągnął tak duże sukcesy w poprawie stanu zrujnowanej przez postkomunistów gospodarki, że w maju tego roku został pochwalony za skuteczną politykę gospodarczą nawet przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który parę lat temu wyrzucił z Węgier. Dzięki stanowczej polityce wobec imigrantów Orbán uważany jest za czołowego obrońcę Europy przeciw „najazdowi muzułmanów”. Ostatnio nawet premier Bawarii uznał, że to Orbán ma rację w swej polityce wobec imigrantów, a nie kanclerz Merkel. Węgry stały się prawdziwym laboratorium reform, służących obronie narodowych interesów. Dlatego mogą służyć jako świetny wzór do naśladowania przez zwycięskie siły patriotyczne w Polsce po najbliższych wyborach. Ciągle jednak nie znamy jakże wielu węgierskich rozwiązań, bo są one bądź niedoceniane, bądź świadomie przemilczane jako szczególnie „niebezpieczne” składniki węgierskiej „zarazy”, grożącej istocie III RP.

Nieujawniony charakter węgierskich przemian


    Z wielu powodów przemilczano w Polsce charakter węgierskich transformacji politycznych od 1988 r. Przede wszystkim ze względu na fakt, że już w maju 1988 r. na Węgrzech odsunięto od władzy J. Kádára i współrządzącą z nim grupę starców. Nagłośnienie tej sprawy w Polsce uznano bowiem za precedens godzący w tak wspieraną przez Michnika i Geremka ekipę Jaruzelskiego i Kiszczaka. Starano się również przemilczeć rolę jakże wpływowych na Węgrzech na przełomie 1988 i 1989 r. prawdziwych reformatorów partyjnych: członka Biura Politycznego KC WSPR Imre Pozsgaya i sekretarza KC WSPR Mátyása Szürösa. W odróżnieniu od polskich targowiczan, twórców stanu wojennego W. Jaruzelskiego etc. wspomniani politycy węgierscy byli komunistami narodowymi, którzy w decydującej chwili poszli z narodem w 1989 r. I. Pozsgay zadał nawet śmiertelny cios w plecy węgierskiej partii komunistycznej 28 stycznia 1989 r, publicznie ogłaszając w wywiadzie dla BBC, że w 1956r. było powstanie narodowe. Co oznaczało, że występujący przeciwko temu powstaniu, przywieziony na sowieckim czołgu, Kádár był zwykłym zdrajcą. Powstał w związku z tym wielki wrzask wśród węgierskiego betonu partyjnego, ale nie udało mu się usunąć Pozsgaya z funkcji członka Biura Politycznego KC. Co więcej Pozsgay dalej torował drogę radykalnym zmianom na Węgrzech, a teraz jest od lat jednym z doradców premiera Orbána!


    W Polsce 1989 r. świadomie przemilczano odbyty w tym samym roku węgierski Okrągły Stół. Bo okazałoby się, że był on o wiele większym sukcesem opozycji niż polski. Bo na Węgrzech od razu przy tym Okrągłym Stole ustalono szybkie odbycie wolnych wyborów (w Polsce odbyły się one na końcu reszty krajów tzw. obozu socjalistycznego dopiero w 1991 roku). Co więcej w węgierskim Okrągłym Stole uczestniczyła cała opozycja, a u nas tylko jej lewicowa część. Jak bardzo ograniczony i wyselekcjonowany przez lewicę był skład polskiej reprezentacji przy Okrągłym Stole najlepiej wskazuje szczere wyznanie w „Newsweek”- u z 4 maja 2015 r. jednego z "autorytetów" III RP, skądinąd entuzjasty T. Mazowieckiego prof. Marcina Króla: "Uczestniczyłem w rozmowach podczas których Mazowiecki, Geremek i inni zastanawiali się, kto powinien być w Komitecie Obywatelskim, a potem przy Okrągłym Stole oraz na liście do parlamentu. Bali się każdego, kto miał choć trochę bardziej wyraziste poglądy.(Podkr.- JRN). Mówię o ludziach takich jak Leszek Moczulski, którzy nie mieścili się w schemacie polityka umiarkowanego". W Polsce, gdzie premier T. Mazowiecki bajdurzył o „polskim piekle”, przemilczano fakt, że pierwsi polscy premierzy (za wyjątkiem J. Olszewskiego), a więc T. Mazowiecki, J. K. Bielecki i H. Suchocka, mieli bez porównania wygodniejsze rządy niż pierwszy prawicowy premier węgierski Józef Antall. Pomimo jego zdecydowanego zwycięstwa w wyborach 1990 r. miał on ciągle przeciw sobie niezwykle burzliwe ataki liberalno- lewicowej opozycji, m.in. próbę obalenia rządu w czasie tzw. blokady taksówkowej jesienią 1990 r. i ciągłą zajadłą wojnę o media. Dość powiedzieć, że liberalny szef telewizji E. Hankiss nie dopuścił do telewizyjnej transmisji urzędującego premiera J. Antalla ! W polskich mediach całkowicie przemilczano złowieszczą rolę , jak odegrała w historii Węgier po 1989 r. wciąż wspierana przez Sorosa siostrzana partia Unii Demokratycznej liberalny SZDSZ (Związek Wolnych Demokratów), kierowana przez węgierskie „czerwone dynastie”. Wraz z postkomunistami wspierała ona okradanie Węgier przez kapitał zachodni, Aż wreszcie rozpadła się w niesławie. Skrzętnie przemilczano tak niewygodne informacje o pierwszym „demokratycznym” prezydencie Węgier Árpádzie Gönczu, b. więźniu1956r, który z niejasnych dotąd powodów całkowicie zdradził ideały Powstania 1956 r. i zablokował dekomunizację i lustrację. Spotkało go za to niebywałe upokorzenie. 23 października 1992 r. miał przemawiać na wielkim wiecu przed Parlamentem dla uczczenia rocznicy Powstania. I wtedy tłum byłych powstańców kocią muzyką i gwizdami zmusił go do panicznej ucieczki z podium przed parlamentem bez wypowiedzenia nawet jednego zdania przemowy. Nie przeszkodziło mu to później we wspieraniu rządu koalicji postkomunistów i liberałów na czele z premierem Hornem, b. węgierskim ZOMO-wcem („kufajkarzem”), członkiem formacji, która zhańbiła się strzelaniem do bezbronnych popowstańczych manifestantów.
Węgrów kilkakrotnie srodze oszukano po 1989 r., stąd mściwa zajadłość u niektórych.. Zdarzało się, że mściwość przybierała niedopuszczalne formy – np. w 2007 roku skradziono z cmentarza czaszkę i kości głównego przywódcy komunistycznego J. Kádára – sprawców dotąd nie wykryto.

  Prezydentami w Europie Środkowej w owych czasach byli : „Bolek” Wałęsa w Polsce, na Węgrzech Göncz który zdradził ideały powstańcze, a w Bułgarii Żeliu Żelew, były opozycjonista, który zablokował dekomunizację i lustrację w swoim kraju. Czy taki rozwój wydarzeń był przypadkiem?


Przemilczane rozliczenia

W Polsce niemal całkowicie przemilczano trwające już kilka lat rozliczenia z szefami policji, odpowiedzialnymi za niebywale brutalne tłumienie fali manifestacji przeciwko rządom postkomunisty Gyurcsánya. Nastąpiła ona po przecieku nagrania jego poufnej mowy, w której trzykrotnie nazwał Węgry „kurva ország” (kurewskim krajem) i przyznał: „kłamaliśmy rano, wieczorem i w nocy”. Bezprawnie użyte gumowe kule policjantów spowodowały utratę wzroku kilkunastu osób. Na Węgrzech po 2010 r. zdegradowano szereg szefów policji odpowiedzialnych za pacyfikowanie manifestacji w 2006 r, pozbawiono ich też odznaczeń za tłumienie demonstracji. Ciągle trwają też procesy w tej sprawie. W trakcie jednej z rozpraw (17 września 2013 r.) doszło do dwukrotnego oplucia przez b. manifestantów b. premiera Gyurcsánya- w momencie gdy wchodził na salę rozpraw i gdy z niej wychodził. Myślę, że warto wziąć wzór z tych węgierskich rozliczeń w Polsce, by w pełni zbadać rolę policji i b. ministra spraw wewnętrznych B. Sienkiewicza w prowokowaniu zajść w czasie Marszów Niepodległości!


Niedoceniana rola węgierskiego patriotyzmu


        Polscy autorzy dotąd nie pokazali prawdziwie wielkiej roli, jaką odegrała w zwycięstwie Fideszu i Orbána siła patriotyzmu i walki o węgierskie interesy narodowe. Nawet w wydanej w 2012 r. barwnie napisanej i wielce sympatycznej dla Orbána jego biografii pióra I. Janke w bardzo niewielkim stopniu było zaakcentowane główne źródło triumfu Orbána - jego nieustanna walka o umocnienie węgierskiego patriotyzmu i przywrócenie węgierskiej dumy narodowej, podniesienie narodu z klęczek. A przecież nawet zajadły przeciwnik Orbána, redaktor "Gazety Wyborczej" Krzysztof Varga przyznawał : "Sukces Orbána polega przecież głównie na jego "polityce godnościowej" na wzmocnieniu zszarganego poczucia dumy narodowej (podkr.- JRN), na zaadaptowaniu do dzisiejszych czasów najsłynniejszej frazy z "Pieśni narodowej" Petöfiego: "Przysięgamy, więcej nie będziemy niewolnikami". Orbán nie tak dawno porównując Brukselę do Moskwy w 1956 r. i Wiednia w 1848 r., dobrze wiedział, co robi- Unia jest kimś w rodzaju nowego okupanta, który "mówi nam, co mamy robić", ciemięży wolny naród węgierski". (Por. K. Varga : Niech żyje klęska, "Gazeta Wyborcza" 5 maja 2012). Polscy obserwatorzy węgierskiej sceny całkowicie pomijali rolę Orbána w skutecznym przezwyciężaniu węgierskiego masochizmu narodowego i nihilizmu narodowego, narzucanego od dziesięcioleci przez kolejne władze narodowego zakompleksienia. A trzeba tu dodać, że Węgrzy byli poddawani tresurze narodowego masochizmu i "pedagogice wstydu " na skalę jeszcze większą niż Polacy, W książce "Ojczyzna jest jedna" Orbán pisał: "Od dziesięcioleci pozwalamy, by szkalowano nasz naród, naszą przeszłość sprzed socjalizmu, nasz tysiącletni byt państwowy. Stało się zwyczajem, że przemilczamy fakt bycia Węgrami, miłości do Ojczyzny i poczucia dumy z własnej przeszłości". (Podkr.-JRN). I właśnie to prostowanie karku narodowi węgierskiemu, ogromne wzmocnienie węgierskiej świadomości narodowej, stało się głównym czynnikiem zjednoczenia przeważającej części Węgrów wokół prowadzonej przez Orbána tak skutecznie polityki obrony interesów narodowych.
Przemilczane rozmiary okradzenia Węgier


     W polskich publikacjach zbyt rzadko pokazywano rozmiary ograbienia Węgier przez obcy kapitał po 1989 r. Niewiele się wie o jakże szkodliwej roli odegranej na Węgrzech przez finansistę George'a Sorosa, czy amerykańskiego ambasadora w Budapeszcie w latach 1986 -1990 Marka Palmera, MFW i anglosaskich banków w narzucaniu Węgrom systemu ich przyśpieszonej eksploatacji gospodarczej przez Zachód. A jest to temat w ostatnich latach bardzo silnie eksponowany w pracach czołowych węgierskich politologów i ekonomistów Niezwykle ciekawą informację na temat wyjątkowej roli MFW w zagrożonych upadkiem gospodarczym Węgrzech na początku lat 80-tych czytamy w stenogramie rozmowy z premierem Orbánem z okazji 25 rocznicy Pikniku Paneuropejskiego w sierpniu 2014 r. Prowadzący rozmowę z Orbánem doradca Fideszu i kierownik jednego z programów telewizyjnych Philip Raday przypomniał szokujący fakt z 1981 r. Szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego spotkał się wówczas z pierwszym sekretarzem KC WSPR z Jánosem Kádárem. Szef MFW powiedział Kádárowi : „teraz bez nas Węgry zawalą się, będzie krach."Na co Kádár bez zmrużenia oka- jak opowiadają to świadkowie- odpowiedział tylko tyle : No cóż, zawsze służyliśmy potęgom, teraz, zaczynając odtąd, będziemy Wam służyć”. (Podkr.- JRN). MFW przyznano w 1982 r. na Węgrzech wręcz nieograniczone przywileje, które wykorzystał do dokładnego rozpoznania najlepszych dziedzin węgierskiego przemysłu i pomocy w ich wykupieniu przez kapitał anglosaski za bezcen po 1989 r.

Selektywna informacja o węgierskich reformach


Przemiany węgierskie od 2010 r. mają bardzo wielostronny zasięg, od naprawy gospodarki i prawa po rozliczanie z komunizmem, umacnianie patriotyzmu i odnowę wiary. W Polsce występują jednak bardzo wyraźne dysproporcje w ich ukazywaniu. W przypadku gospodarki najwięcej pisano o podatku wobec banków i koncernów oraz o wymuszeniu przewalutowania kredytów we frankach na forinty. Dużo mniej pisano natomiast o kolejnych ograniczeniach zastosowanych wobec zagranicznych supermarketów, takich choćby jak zaplanowane usunięcie supermarketów z centrów miast na obrzeża. Nie pisano również o wprowadzeniu zasady usuwania z Węgier takich supermarketów zachodnich, które przez parę lat pokazują wyłącznie straty w swych obrotach na Węgrzech. – „Po co mają się biedacy męczyć, dopłacając do Węgier? – mówią przedstawiciele władz węgierskich, tłumacząc usuwanie takich supermarketów ze swego kraju. Przypomnę, że u nas ogromna część zachodnich marketów corocznie wykazuje straty w swej działalności gospodarczej w Polsce! Prawie całkowicie przemilczano wpisanie do konstytucji forinta jako trwałej waluty węgierskiej, zapobiegające wprowadzeniu euro. Nader rzadko pisano o przygotowanym przez rząd Orbána zakazie sprzedaży ziemi węgierskiej w ręce obce. Niemal całkowicie przemilczano wpisanie w nową konstytucję węgierską zakazu sprzedaży produktów GMO na Węgrzech. Bardzo mało, chyba nieprzypadkowo pisano o wysokim podatku reklamowym, godzącym głównie w zagraniczne media. Prawie nie pisano (wyjątek tekst G. Górnego) o jakże ostrym sprzeciwie Węgier wobec próby narzucenia krajom UE układu o wolnym handlu z USA (TTIP), w obecnej formie korzystnego tylko dla wielkich amerykańskich korporacji kosztem gospodarek narodowych na naszym kontynencie.


W polskiej prasie przemilczano przyczyny uchwalenia bardzo ostro karzącej za oszczerstwa i napaści personalne węgierskiej ustawy medialnej. Przemilczano np. sprawę umieszczenia w prasie sfałszowanego przedśmiertnego listu słynnego węgierskiego atomisty Edwarda Tellera z USA z 2003 r., atakującego przywódcę Fideszu Orbána za rzekomy "antysemityzm " i "antyamerykańskość". Przemilczano (poza jednym autorem) jeszcze gorszy wybryk medialny z 2001 r.- nagłośnienie w jednej z liberalnych telewizji sfingowanego wywiadu z rosyjskim mafioso , którego zapytano, za ile pieniędzy gotów jest zabić premiera Węgier Orbána? Rzekomy mafioso odpowiedział -" za milion dolarów. Rozpisywano się na temat rzekomych ograniczeń wolności słowa w węgierskiej ustawie medialnej, a dziwnie pomijano fakt, że w tejże ustawie przewidziano konieczność podniesienia udziału programów z węgierską muzyką do 30 proc. całości radiowych programów muzycznych. Podobnie rzadko wspominano o narzuconym przez ustawę obowiązku zwiększenia udziału filmów europejskich do 50 proc. całego programu.


 Milczenie wobec wrogich działań zachodnich potentatów przeciw Węgrom


Mówi się,, iż klasę człowieka poznaje się po ilości jego wrogów. Patrząc z tej perspektywy można stwierdzić, że Viktor Orbán ma niebywałą wprost klasę, bo jest wręcz bezkonkurencyjny, jeśli chodzi o ogromną ilość przeciwników, którzy go atakowali w czasie dotychczasowych jego rządów od 2010 do 2015 r. Na paru stronach drugiego tomu mojej ksiązki „Węgierska droga do zwycięstwa” wyliczam kilkudziesięciu bardzo wpływowych zachodnich przeciwników Orbána od Obamy, Clintonowej, Clintona i kanclerz Merkel po rozlicznych ministrów niemieckich i francuskich, luminarzy UE, Sorosa etc. Trzeba tu dodać, że w Polsce całkowicie przemilczano, że na przełomie 2011 i 2012 przygotowano spisek dla obalenia rządu Orbána z udziałem kapitału anglosaskiego na czele z Sorosem, MFW, kilku komisarzy UE i wpływowych węgierskich postkomunistycznych polityków. Rząd Orbána miano obalić naciskami gospodarczymi, przede wszystkim przez doprowadzenie do załamania forinta. Całą sprawę dokładnie opisano w dwóch zupełnie przemilczanych w Polsce węgierskich bestsellerach: książce "Kto atakuje Węgry i dlaczego" Cs. Lentnera, P. Farkasa Zaruga i L.Gyuli Tótha oraz książce „Szach i poker” Helgi Biedermann, b. szefowej gabinetu ministra gospodarki Györgya Matolcsyego. Zakulisowe przygotowania antyrządowe zostały udaremnione głównie dzięki ogromnej manifestacji 400 tys. Węgrów (to jak 1 milion 600 tysięcy osób w Polsce) z poparciem dla Orbána w styczniu 2012 r., tzw. Béke menet (Marszu Pokoju).

Wymuszone otwarcie w stosunkach z Rosją


Pół roku temu rozpętano nagonkę na Węgry Orbána z powodu wizyty Putina w Budapeszcie Tylko niewielu komentatorów tak jak b. wiceminister spraw zagranicznych Krzysztof Szczerski czy europoseł Zbigniew Kuźmiuk wskazywało na zasadniczą przyczynę dojścia do wizyty Putina, jaką było uzależnienie Węgier od jedynego dostawcy gazu – Rosji. Węgry ponoszą ciężkie koszty fatalnych umów z Rosją zawartych za rządów postkomunistycznych. Umowy te m .in. zmuszały Węgry do zapłaty nawet za niewykorzystany gaz – z tego powodu spiętrzyło się zadłużenie węgierskie na sumę 3 miliardów euro. Zostało ono umorzone podczas wizyty. Pomimo tego Węgry dalej podtrzymują wszystkie sankcje UE wobec Rosji. Faryzejsko brzmią oskarżenia wobec Węgier, że złamały solidarność krajów UE wobec Rosji, gdy milczy się o poprzednich działaniach Niemiec (gazociąg na dnie Bałtyku ), czy Francji (słynne „Mistrale”). Atakujący Węgry publicyści milczą o tym , w jak wielkiej mierze skrajne izolowanie gospodarki kraju naddunajskiego przez luminarzy skłoniło ich do rosnącego otwarcia na Wschód, nie tylko ku Rosji, lecz także ku Chinom (Węgry dostały od nich pożyczkę na sumę kilku miliardów euro), Singapurowi, Turcji, Kazachstanowi. W mediach skrzętnie milczy się o tym wszystkich, co obalałoby anty węgierski schemat. O tym, że rząd Orbána kilka lat temu wykupił, ku irytacji Putina, udziały rosyjskie w węgierskim koncernie Mol. Dziwnie milczano, także w patriotycznych mediach, gdy na Węgrzech aresztowano i doprowadzono w kajdankach do sądu „za szpiegostwo wobec Rosji” taką szychę jak b. postkomunistyczny minister służb specjalnych (titok miniszter) György Szilvásy. Wraz z nim aresztowano – również za szpiegostwo wobec Rosji-dwóch dyrektorów departamentu służb specjalnych. W Radiu Maryja, komentując sprawę przemilczenia tego faktu nawet w mediach patriotycznych, szyderczo zapytywałem, czyżby nawet dziennikarze patriotyczni bali się "ręki KGB"? Rok temu wydano wyroki w sprawach tych wysokich funkcjonariuszy, a polskie ,media dalej milczały. Przedziwne. Dziwnie milczano również – poza portalem „Niezależna .pl” o tym, że we wrześniu 2014 r. na osobiste życzenie Orbána węgierskie MSW zakazało odbycia w Budapeszcie konferencji prorosyjskich nacjonalistów z różnych krajów Europy, z udziałem nieformalnego ideologa Kremla - Aleksandra Dugina.


Przemilczane wystąpienia hierarchów katolickich w obronie rządu Orbána


Całkowicie przemilczano w polskich mediach rozliczne bardzo stanowcze wystąpienia czołowych hierarchów katolickich i wybitnych duchownych protestanckich w obronie rządu V. Orbána. A były wśród nich teksty ogromnie mocne, swą ostrością przypominające wystąpienia Prymasa Tysiąclecia. Dla przykładu zacytuję fragment jednego z tych wystąpień bardo obszernego i pełnego pasji listu polemicznego arcybiskupa Veszprém Gyuli Márfiego z 27 lutego 2012. List był odpowiedzią na atak na Węgry ze strony wpływowego teologa protestanckiego Davida Baera. Arcybiskup Márfi pisał m.in.: „Viktor Orbán ma problemy w pierwszym rzędzie nie z Unią Europejska, lecz z międzynarodowym wielkim kapitałem, którego właściciele tkwią na Wall Street w Nowym Jorku, i których po prostu zwiemy "Ameryką". To nazwanie jest oczywiście błędne: dolar i jego panowie i słudzy nie mają ojczyzny, ani narodowości. To są obywatele kosmosu, kosmopolici w najgorszym znaczeniu tego słowa, którzy marzą o zagarnięciu całego świata (...)”.


   Wyobrażam sobie jak zareagowano by w Polsce na podobne w stylu wystąpienie któregoś z polskich hierarchów. Natychmiast cała wataha lewackich i liberalnych dziennikarzy oskarżyłaby takiego hierarchę o „bezczelne” mieszanie się do polityki, „nacjonalizm”„antysemityzm’, etc.
Zdumiewające, że w polskich mediach przemilczano tak niezwykle ważne wystąpienie arcybiskupa Gyuli Márfiego. Czyżby się obawiano, że w sytuacji, gdy wciąż strofuje się polskich hierarchów za jakiekolwiek uwagi związane z fatalnym stanem kraju, okazałoby się, że gdzie indziej biskupi zabierają otwarcie bardzo krytyczny głos w sprawach politycznych i społecznych? A postawa węgierskich hierarchów mogłaby o zgrozo "zarazić" polski Episkopat!


(Tekst był publikowany w 19 numerze „Kuriera WNET” z grudnia 2015 r.)


środa, 30 grudnia 2015

J. T. Gross jest „Żydem najgorszego sortu”.

   W świetnie redagowanej „Bibule” (zawsze polecam ten portal) 21 grudnia 2015 r. ukazał się tekst pt. Jan Tomasz Gross określa się mianem „Polaka najgorszego sortu. W tekście pisano m.in., że Gross pojawił się na manifestacji KOD-u z kartką „Najgorszy sort Polaków”. Niżej przytoczono kilka wymownych komentarzy:


„Trudno się nie zgodzić z tą samooceną” – ocenił happening Grossa wicemarszałek Senatu Adam Bielan.


„KOD i @RyszardPetru oraz “prześladowane” banki i korporacje mają nowego sojusznika. To Jan T. Gross, który opluwa PL” – zauważył na Twitterze ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski.


„Bajkopisarz Gross, który mieszał z błotem Polaków stosując wobec nich odpowiedzialność zbiorową ironizuje, że jest “gorszym sortem”. Jest!” – ocenił dziennikarz Jan Pawlicki.

   Pozwolę sobie sprostować uwagi o Grossie jako ”najgorszego sortu Polaku”. Najpodlejszy polakożerca Gross nie ma prawa nazywać się Polakiem. Przypomnę, że jeszcze na początku Gross publicznie akcentował swą narodowość żydowską Np. w maju 1990 r. Gross był sygnatariuszem deklaracji „grupy żydowskich intelektualistów z 9 krajów”, tzw. deklaracji z Yarnton. (Por. tekst tej deklaracji i listę jej sygnatariuszy z Grossem na 4 miejscu- J. R. Nowak: „Sto kłamstw J.T,. Grossa”, Warszawa 2001, s.299). Dopiero później Gross przywdział maskę rzekomego Polaka, aby tym skuteczniej oszczerczo dokładać naszemu narodowi na arenie międzynarodowej. Ciekawe, ile jeszcze razy Gross będzie zmieniał swą narodowość w zależności od potrzeby chwili? Był Żydem, teraz jest Polakiem, potem będzie Eskimosem, Japończykiem etc. Czas przerwać te manipulacje Grossa i stwierdzić, że Gross wcale nie jest „najgorszego sortu Polakiem”. On jest najgorszego sortu Żydem, bo zajadle jątrzy wbrew generalnemu interesowi Żydów ich stosunków z Polakami i Polską której zawdzięczają swoje przetrwanie jako naród. 

 Przypomnę, co pisał współczesny historyk żydowski Burnett Litvinoff w monumentalnym dziele: „The Burning Bush. Antisemitism and World History” (London 1988, s.90): „Przypuszczalnie Polska uratowała Żydów od całkowitego wyniszczenia”(w okresie Średniowiecza i Odrodzenia). (Podkr. – JRN ).


    Zajadły wróg Polski Gross nie powinien być wpuszczany do nas, a po przyjeździe nad Wisłę, do kraju, który opluwał, powinien mieć natychmiast postawione zarzuty prokuratorskie. Wiadomo, że szereg osób zażądało postawienia Grossa przed sądem w związku z jego haniebnym antypolskim tekstem w „Die Welt”. Dlaczego prokuratura milczy w tej sprawie. Apeluję do generalnego prokuratora o wyjaśnienie tej niezrozumiałej bierności!

wtorek, 29 grudnia 2015

Zwycięskie walki Viktora Orbána

     Dokonania rządów Viktora Orbána można tym lepiej docenić na tle ostatnich kilku tragicznych stuleci dziejów Węgier. Już w 1526 r. roku po rozbiciu Węgier przez Turków w bitwie pod Mohaczem rozpoczął się ciąg katastrof w dziejach Węgier. W rezultacie podboju wielkiej części Węgier przez Turków aż do ich wyzwolenia w 1686 r. Węgrów wywożono dziesiątkami tysięcy na targi niewolników do Istambułu ( i to z większej części Węgier, a nie tylko z kresów jak w Polsce).W rezultacie ludność Węgier, które w 1490 r. liczyły 4,5 miliona osób (tyle, co ówczesna Anglia) stopniała ok.1700 do zaledwie 2 milionów osób. Klęską zakończyły się dwa wielkie powstania antyaustriackie: powstanie F. Rakoczego w latach 1703-1711 i wojna niepodległościowa w latach 1848-1849. Nieprzypadkowo powstały w XIX wieku hymn węgierski był niebywale smętny i zawierał m.in. zwrotkę: „Po tym złym losie, który nękał Węgrów , daj Boże wreszcie weselsze lata. Odpokutował ten naród za przeszłość i przyszłość”. Jakże była to odmienna tonacja od naszego dziarskiego Mazurka Dąbrowskiego, zapowiadającego: „szablą odbierzemy”, „jak zwyciężać mamy”. Potem przyszedł w 1867 r. kompromis ze strupieszałą Austria, który w swych skutkach wciągnął Węgry do I wojny światowej po stronie Niemiec i „owocował” strasznym pokojem w Trianon w 1920 r. Na mocy tego pokoju Węgry straciły aż 71,5 proc. terytorium. Straciły- porównawczo mówiąc” nie tylko „swój Lwów” i „swoje Wilno”, ale „swój Kraków” (tereny Siedmiogrodu ) i „swoją Wielkopolskę” (tereny obok Bratysławy i Koszyc. Poza Węgrami zostało trzy i pół miliona rdzennej ludności węgierskiej. Potem były autokratyczne rządy Horthyego i wejście do II wojny światowej po stronie Niemiec w 1941 r. wbrew protestom premiera P. Telekiego, który popełnił samobójstwo w 1941 r. Plany wycofania z wojny przerwały dwie niemieckie interwencje: w marcu i w październiku 1944 r. A potem przyszły najkrwawsze rządy stalinowskie w Europie Środkowej za czasów Rákosiego i wspaniałe powstanie węgierskie w 1956r, stłumione przez Sowietów. Narzucone przez ZSRS rządy Kádára na długo złamały moralny kręgosłup narodu.

Spartaczona transformacja


Transformacja po 1989 r. okazała się bardzo nieudaną. Rządy zwycięskiej partii prawicowej były wciąż torpedowane przez opozycyjną partię liberalną- Związek Wolnych Demokratów (SZDSZ), siostrzaną partię polskiej Unii Demokratycznej. Nacisk kapitału anglosaskiego (przyjazd inspirowanych przez George’ a Sorosa 7 bankierów z USA ) wymusił na prawicowym rządzie Antalla fatalny kompromis. Zgodzono się na oddanie drugiego stanowiska w kraju – prezydentury politykowi związanemu z liberałami –Á. Gönczowi i utrzymanie dotychczasowego liberalnego i lewicowego kierownictwa mediów elektronicznych. Nowy prezydent podkopywał wszystkie posunięcia rządu. Mimo, że sam był niegdyś więźniem, zablokował lustrację i dekomunizację ( dość podejrzane są intencje jego działań). Ogromna część mediów prowadziła wojnę przeciw prawicowemu rządowi. Doszło w pewnym momencie do rzeczy niesłychanej – prezes telewizji E. Hankiss uniemożliwił transmisję telewizyjną przemówienia premiera Antalla. W 1994 r. po klęsce wyborczej rządzącej partii prawicowej władzę objęła scementowana przez Sorosa koalicja postkomunistów i liberałów. Koalicję ułatwił fakt, że na czele liberałów, niegdyś opozycyjnych wobec komunistów, stali podobnie jak u postkomunistów politycy z „czerwonych dynastii”. Głównym liderem był Iván Petö, syn oprawcy ze stalinowskiej bezpieki, tzw. awosza. Na czele rzadu koaliczyjnego stanął zaś były wegierski ZOMO-wiec – z formacji strzelajacej do tłumów manifestujących po klęsce powstania – Gyula Horn. Kilkunastoletnie rzady koalicji postkomunistów i liberałów doprowadziły do ogromnego okradzenia i zubożenia kraju. Gros zysków przejął kapitał zachodni pod kuratelą Miedzynarodowego Funduszu Walutowego. Działał on na Węgrzech od 1982 r. i dokładnie spenetrował co zyskowniejsze dziedziny gospodarki. Do tego doszły działania setek stypendystów Sorosa, też oddziaływujacego na Wegrzech od 1982 r. – tzw. Soros huzárók (huzarów Sorosa), oraz postkomunistów i liberałów, wspierajacych wyprzedaż przemysłu za bezcen. Węgierscy ekonomisci oceniaja, że w rezultacie tego rabunku Węgry zostały okradzione przez kapitał zachodni na ok. 270 miliardów dolarów.

Droga Orbána do władzy


     Już w 1998 r V. Orbán po raz pierwszy doszedł do władzy na fali niezadowolenia z powodu ubożenia kraju. Przyhamował okradanie Węgier, zmniejszył zadłużenie, poprawił sytuację gospodarczą w wielu dziedzinach. Nie docenił jednak zagrożeń wynikających z ciągłej kampanii szczucia przeciw rządowi w ogromnej części mediów. Jego partia Fidesz była w tym czasie partią kadrową (5 tysięcy członków), wyraźnie zamknięta na nabór nowych członków. Postawa wielu działaczy Fideszu mocno przypominała mi to, co mówił pewien poseł PiS-u z południa Polski o niektórych działaczach swej partii – uważają, że jeśli jest pięć miejsc w Radzie Miejskiej, to po co szósty członek PiS-u? Wybory w 2002 r. przyniosły niewielkie zwycięstwo koalicji postkomunistów i liberałów nad Fideszem – o 40 tysięcy głosów – powszechnie podejrzewano oszustwo.


Orbán błyskawicznie wyciągnął wnioski z przegranej. Zreorganizował partię, czyniąc ją partia bardzo otwartą i wielonurtową. Poszerzaniu partii sprzyjało tworzenie tzw,. „polgári körök” (klubów obywatelskich , otwartych na wszystkich patriotów, nie zważając na różnice poglądów w poszczególnych sprawach. Bardzo często kluby te tworzył sam Orbán podczas objazdu kraju. Nie bawiono się w narzucanie dyscypliny formalnej, czy zależności od Fideszu. Maksymalnie szanowano odrębność każdej organizacji, która godziła się współdziałać z Fideszem. Dziś tych klubów obywatelskich jest razem ok. 12 tysięcy, z tego parę tysięcy wśród mniejszości węgierskich poza granicami Węgier (na 10 – milionowe Węgry). Porównajmy to z Klubami Gazety Polskiej, podobnie otwartymi na różne środowiska – jest ich jednak tylko ponad 380. W zreorganizowanej partii Orbána znaleźli się członkowie rozlicznych partrii i środowisk patriotycznych: obok Fideszu, chrześcijańskich demokratów, drobnych rolników, Węgierskiego Forum Demokratycznego etc. Dziś wielonurtowa partia Orbána liczy ok.40 tys. członków (w stosunku do liczby ludnosci jak 160 tysięcy w Polsce). Głównym podziałem, akcentowanym przez Orbána, stał się podział nie na prawicę i lewicę, lecz na patriotów i węgierskich targowiczan (tzw.labanców). Eksponowane niezwykle silnie przez Fidesz i Orbána idee patriotyzmu i obrony interesów narodowych stały się głównym źródłem sukcesu w walce przeciw koalicji postkomun istów i liberałów. (Por. szerzej tom 1 mojej świeżo wydanej książki „Węgierska droga do zwycięstwa”ss. 131-133).


Szczególnie ważnym działaniem Orbána na drodze do zwycięstwa stało się bardzo znaczące poszerzenie zestawu mediów opozycyjnych, zarówno prasowych jak i elektronicznych. Bardzo pomogły w tym Fideszowi zabiegi o przychylność węgierskich przedsiębiorców. Orbán obiecał im, że po dojściu do władzy zrobi wszystko dla ukrócenia tak niszczących im nierówną konkurencją koncernów zagranicznych poprzez ich opodatkowanie, podobnie jak banków i supermarketów. Zyskał dzięki temu zaufanie węgierskich przedsiębiorców i pieniądze na opozycyjne nowe media. Mobilizacja sił patriotycznych w myśl zasady „wszystkie ręce na pokład” dała Fideszowi miażdżące zwycięstwo w wyborach 2010 r. (ponad dwie trzecie głosów), co zapewniło możliwość szybkiego przeprowadzenia wielu rewolucyjnych reform, w tym zmiany konstytucji.

  Kolejne sukcesy w walce o węgierskie interesy narodowe

     Po objęciu władzy Orbán konsekwentnie realizuje swoje obietnice z czasów walki opozycyjnej, wciąż stając po stronie węgierskich przedsiębiorców, kupców i rolników w walce o ograniczenie zysków zagranicznych koncernów i banków. Już w parę tygodni po objęciu władzy opodatkował zagraniczne banki, okładając je pierwszym i największym podatkiem w Europie Na próżno niektóre banki groziły, że wycofają się z działalność i finansowej na Węgrzech – ostatecznie żaden nie zdecydował się na opuszczenie tego kraju. Opodatkowanie banków spowodowało bardzo ostre antywęgierskie ataki luminarzy UE i niektórych rządów zachodnich. Orbán, znany jako twardy fajter, nie ustąpił pod żadnym względem, mówiąc: „Jesteśmy gotowi na wojnę z bankami w kraju i na arenie międzynarodowej, Będziemy walczyć aż wygramy”. Kilkuletnia walka z bankami zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem rządu węgierskiego, Wprowadzona w 2014 r., a u nas przemilczana, ustawa o rozliczeniu banków doprowadziła w efekcie do uderzenia w nieuzasadnione zyski kilkudziesięciu tych banków, które przegrały procesy z Narodowym Bankiem Węgierskim. Pełnym sukcesem zakończyło się również działanie rządu Orbána w sprawie kredytów we franku szwajcarskim. Rząd doprowadził do przewalutowania franków na forinty w sposób bardzo korzystny dla węgierskich kredytobiorców. 16 stycznia 2015 r. na Węgrzech przytoczono informację agencji Bloomberga, stwierdzająca, iż: „Wielce krytykowany z powodu antybankowych rozporządzeń Viktor Orbán, teraz witany jest jak bohater, ponieważ zapobiegł katastrofie finansowej, jaka przyniósłby dla jego kraju skokowy wzrost odsetek od franków szwajcarskich”.Wg. agencji Bloomberga: „Orbán zrobił najlepszy interes na frankach szwajcarskich”. Orbán opodatkował supermarkety i wyrzuca je na obrzeża miast. Uderzając w zyski zachodnich koncernów, dominujących w węgierskiej energetyce, w ciągu trzech lat obniżył o 25 proc. opłaty za prąd, gaz, ciepłownictwo. Idąc na rękę węgierskim przedsiębiorców zmniejszono im podatki do 10 proc. Dzięki tej polityce Węgry stały się rajem podatkowym dla przedsiębiorców austriackich. czeskich i słowackich. W 2013 r. na Węgrzech przyjęto ustawę o ochronie ziemi, maksymalnie utrudniającą jej sprzedaż w obce ręce. Orbán osiągnął tak duże sukcesy w poprawie stanu zrujnowanej i rozkradzionej przez postkomunistów i liberałów gospodarki, że w maju tego roku został pochwalony za skuteczną politykę gospodarczą nawet przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który parę lat temu został wyrzucony z Węgier.

     W niemal wszystkich sprawach reformy węgierskie różnią się od rozwiązań przyjętych przez rząd Platformy w Polsce, i co więcej są lepsze i skuteczniejsze. Dość przypomnieć politykę Orbána wobec banków i supermarketów czy przewalutowanie franka. Podczas gdy rządy PO doprowadziły do lawinowego wzrostu zadłużenia Polski, na Węgrzech znacząco je zmniejszono dzięki polityce oszczędnościowej. Podczas gdy w Polsce za rządów PO o ponad 100 tysięcy osób wzrósł aparat administracyjny, na Węgrzech doprowadzono do jego zmniejszenia o kilkadziesiąt tysięcy osób. Redukcje zaczęto od góry.. Doprowadzono do zmniejszenia składu rządu z 16 do 8 ministrów. Bardzo wydatnie zmniejszono ilość wiceministrów, podczas gdy w Polsce, o ile wiem, mamy największą ilość wiceministrów w Europie. Przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi w 2014 r. uchwalono zmniejszenie składu parlamentu o połowę. Znacząco zmniejszono ilość radnych. W wyborczym systemie okręgów jednomandatowych wprowadzono wybór rad złożonych z 2 do 8 członków zamiast 3-13 członków jak poprzednio, Liczba radnych wojewódzkich zmniejszyła się o ponad połowę z 835 na 391. Z powodu trudnej sytuacji Węgier premier Orbán zakazał wypłacania jakichkolwiek premii czy nagród w ministerstwach i urzędach, twierdząc, że nie można na to sobie pozwolić w sytuacji, gdy wielka część narodu wegetuje. Orbán powiedział dosłownie: "W firmach, które tracą, oraz w państwach, które mają kłopoty, nie można wypłacać sobie premii, bo jeśli to uczynimy, zniszczymy sobie przyszłość". (Podkr.- JRN) Na Węgrzech uporano się z tak kosztownymi, podobnie jak w Polsce, milionowymi odprawami dla usuwanych prezesów państwowych spółek czy zjednoczeń. Premier Orbán wprowadził opodatkowanie tych odpraw na 98 proc. Przykładowo, gdyby usuwany prezes miał dostać jako odprawę sumę odpowiadającą 3 milionom polskich złotych, dostawał ostatecznie wielokrotnie mniejszą sumkę odpowiadającą 60 tysiącom polskich złotych na rękę.


Dzięki stanowczej polityce wobec imigrantów Orbán uważany jest za czołowego obrońcę Europy przeciw „najazdowi muzułmanów”. Ostatnio nawet premier Bawarii uznał, że to Orbán ma rację w swej polityce wobec imigrantów, a nie kanclerz Merkel.

Wizjoner- realista


   Viktor Orbán jest idealistą, wizjonerem i politykiem przekonanym o swej misji. Najlepiej świadczą o tym jego liczne żarliwe wystąpienia za granicą w obronie chrześcijańskiej Europy i państwa narodowego (m.in. na kongresach katolików w Madrycie i Bilbao, na konferencji w Berlinie, w polemikach na forum Parlamentu Europejskiego). Swój idealizm łączy jednak z bardzo dużą zręcznością i elastycznością polityczną. Skrajnie agresywny przeciwnik premiera Węgier przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz w kilka dni po obradach w Strasburgu w styczniu 2012 r. zaatakował Orbána, zarzucając mu, że gra na dwóch fortepianach Gdy jest bowiem w Brukseli, to przedstawia się jako postać konstruktywna, a po powrocie na Węgry znowu agituje przeciw UE. Schulz stwierdził, że: " europejscy partnerzy widzą, że Orbán jest mądrym człowiekiem, ale i on musi pamiętać, że Europejczycy nie są głupcami". Faktem jest, że tak uparty i odważny w swych wystąpieniach Orbán, gdy czuje się słabszy, kluczy, wyraźnie stara się przeczekać do odpowiedniego momentu. Jestem na przykład absolutnie przekonany, że Orbán od początku chciał wystąpić ze znienawidzonego przezeń Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale wciąż wyczekiwał na dogodny moment, w międzyczasie udając, że chce prowadzić negocjacje..

Ataki na „węgierską zarazę”

    Niebywała rewolucyjna skala węgierskich reform i ich popularność Polsce ściąga na Węgry Orbána skrajne, nierzadko wręcz brutalne, ataki ze strony różnych liberałów i lewaków. Za wszelką cenę próbuje się zanegować węgierskie osiągnięcia gospodarcze, o których niedawno tak przekonywująco pisał na łamach „Kuriera Wnet” Maciej Szymanowski w korespondencji z Budapesztu. Zamiast argumentów jakże często mnoży się inwektywy i epitety. Nader typowy pod tym względem był wyskok znanego nienawistnika, b. zausznika T. Mazowieckiego Waldemara Kuczyńskiego, który uskarżał się na to, że z Węgier „doleciał go smród PRL-u. I to nie ten najłagodniejszy. Jak taki reżim może być tolerowany w Unii”.. Tomasz Lis chamsko atakując Orbána w styczniu 2015 r. w TOK FM powiedział:„To przywódca państwa nad zgniłym jeziorem.”.Atakowali Orbána nie przypadkowo tacy liberałowie jak Leszek Balcerowicz i Ryszard Petru. Ten ostatni, broniąc interesów zachodnich banków, oskarżył Orbána o rzekomy nacjonalizm – jak premier Węgier śmiał opodatkować zagraniczne banki ?! Wyjątkowo chamskim atakiem na Węgry popisał się profesor –liberał z "czerwonych dynastii” Wojciech Sadurski, nazywany „Stefanem Niesiołowskim blogosfery”, pisząc o Węgrzech jako o „śmiesznym kraiku”” a Orbána przyrównując do Mussoliniego. Od lat z niebywałą furią atakuje Orbána "Gazeta Wyborcza”. Robi to nieprzypadkowo, drżąc ze strachu przed „węgierską zarazą”. Dość typowy pod tym względem był lament Wojciecha Maziarskiego w „GW” z kwietnia 2014 r.: "Węgry mogą się stać w Europie rozsadnikiem nacjonalizmu gospodarczego i etatyzmu. Łatwo sobie wyobrazić, że np. węgierska ustawa o ziemi rolnej wywoła entuzjazm PiS-u czy nawet PSL-u, które zaproponują, by Polska poszła tą samą drogą (...) Nie tylko Węgrzy, wszyscy mamy problem z Fideszem”. Naczelny „Wyborczej” A. Michnik posunął się aż do przyrównania premiera Węgier V.Orbána do Hitlera ( w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” z 29 lipca 2013 r.)


Nienawistnikom w Polsce, przyrównującym Orbána do Hitlera i Mussoliniego, przypomnijmy tu jakże inne, bardzo pochwalne, oceny zachodnich polityków i intelektualistów na temat lidera Fideszu. B. kanclerz Niemiec Helmut Kohl akurat w czasie jednej z większych nagonek na Węgry w wywiadzie dla „Sterna” z 5 listopada 2014 r. Kohl nazwał premiera Orbána „wielkim Europejczykiem, który po europejsku myśli i działa". Wielkim Europejczykiem nazwał Orbana również przewodniczący EPP w Parlamencie Europejskim Joseph Daul. Wśród osób występujących z jednoznacznym entuzjastycznym poparciem dla Orbána znaleźli się m. in. najsłynniejszy konserwatywny filozof brytyjski Roger Scruton, słynny rosyjski dysydent pisarz Władimir Bukowski, parokrotny gubernator Nowego Jorku George Pataki i jeden z najaktywniejszych kongresmanów amerykańskich, od 2011 r. współprzewodniczący Kongresu Helsińskiego w USA Christopher H. Smith./ Ten ostatni przyrównał osobę węgierskiego premiera do postaci prezydenta Ronalda Reagana, z którym współpracował przez lata. Trudno byłoby chyba znaleźć lepszy wyraz uznania dla Orbána. W stanowczej obronie Orbána wobec ataków z zewnątrz występowali m.in. prezydent Czech Vaclav Klaus, premier Czech Petr Necas, premier W. Brytanii Cameron. Jakże żałośnie na tym tle wyglądają ataki na Orbána ze strony małych żałosnych chuliganów pióra typu Tomasza Lisa czy Waldemara Kuczyńskiego.

Idźmy węgierską drogą

Węgry niewątpliwie stanowią świetne laboratorium reform, które nadają się do natychmiastowego odważnego zastosowania w Polsce. Cieszę się, że dostrzega to coraz więcej zwolenników reform w Polsce. Spośród jakże wiele poglądów, nader przychylnie oceniających rewolucyjne reformy V. Orbána pozwolę sobie na przytoczenie dwóch jakże wymownych opinii. Pierwsza to ocena obecnego prezydenta RP Andrzeja Dudy, który w programie telewizyjnym: „Debata. Czas decyzji” z 7 maja 2015 r. powiedział: „Chcę pójść drogą Victora Orbana. W sprawach gospodarczych prowadzi dobrą politykę, potwierdza to Fundusz Walutowy. Jego reformy były skuteczne i wyciągnęły kraj z kryzysu”. (Podkr.- JRN ). Drugą z tych opinii jest wypowiedź głównego ekonomisty SKOK-ów, świeżo wybranego do Sejmu ,Janusza Szewczaka. W internetowym wywiadzie , udzielonym A. Sarzyńskiej 30 lipca 2013 r. Szewczak powiedział m.in.„Reformy węgierskie są niesłychanie mądre i przemyślane. Uważam, że polska opozycja powinna zorganizować wyjazd studyjny na Węgry, żeby się przygotować do rządzenia w ciężkich czasach, żeby zobaczyć, jak to się robi. Tam są gotowe projekty ustaw, rozwiązań, rozporządzeń. To trzeba ściągnąć od Węgrów, bo inaczej nikt sobie nie poradzi z tą stajnią Augiasza".

Zainteresowanych szerszą relacją na temat spraw węgierskich odsyłam do mojej nowej książki „Węgierska droga do zwycięstwa” (t.1 i 2), którą można zamawiać pod telefonami 608-854-215 i 603-199-036).


(Tekst był publikowany wcześniej na lamach Kuriera „WNET”)

Nowe bajdurzenia prof. J. Staniszkis

      Pisałem już na tym blogu o jakże dziwnych bajdurzeniach prof. Jadwigi Staniszkis, jakże odległych od jej dawnych prawicowych poglądów. Niestety widać, że wyraźnie brnie na manowce myśli, rozczarowując tych, którzy kiedyś cenili jej wizje. Była prawicówka i była intelektualistka prof. Staniszkis najwyraźniej przeżywa jakiś mentalny upadek. Szczególnym tego wyrazem jest jej najnowszy wywiad w dzisiejszym „Wprost” (nr z 10 stycznia 2015) pod kasandrycznym tytułem : „Partii Kaczyńskiego grozi rozłam”. Staniszkis niezwykle ostro atakuje PiS, zarzucając mu działania „na granicy prawa", których jej zdaniem „część posłów PiS-u już się wstydzi”. Atakuje J. Kaczyńskiego, zarzucając mu próbę podzielenia społeczeństwa, tak jakby nie zostało już dawno podzielone na mniejszość – beneficjentów transformacji po 1989 r. i większość oszukaną i eksploatowaną przez kolejne rządy w interesie obcego kapitału. Najbardziej haniebny w wywiadzie Staniszkis jest jej pożałowania godny atak na prezydent Andrzeja Dudę, który jest tak wielką nadzieją wszystkich patriotycznych Polaków. Staniszkis mówi o prezydencie: „Andrzej Duda zaczął fatalnie swoje urzędowanie i jego pozycja ciągle się pogarsza. Kompromituje się nie tylko jako prezydent, ale i jako prawnik”.(Podkr.-JRN).

     W czasie, gdy funkcjonariusze dotychczasowej władzy, przepędzani od koryta, rozpętali dziką kampanię nienawiści przeciw prezydentowi A. Dudzie i PiS-owi, od prof. Staniszkis można było oczekiwać stanowczego przeciwstawienia się tej kampanii./ Zamiast tego prof. Staniszkis dodała swymi słowami amunicji dla kampanii wrogów prezydenta i PiS-u. Natychmiast to wykorzystali. Już dziś, tj.28 grudnia dwukrotnie słyszałem w lewackiej stacji telewizyjnej „SuperStacja” powoływanie się na agresywne opinie Staniszkis, godzące w prezydenta RP. Czyż nie jest to totalny upadek profesor, która niegdyś aspirowała do rangi „autorytetu”?! Staniszkis zaatakowała działania PiS-u dla naprawy Trybunału Konstytucyjnego również w dwóch kolejnych numerach tygodnika „Do Rzeczy” ( z 27 grudnia 2015 i 10 stycznia 2016 r.) W„Do Rzeczy” z 27 grudnia 2015 r. z werwą piętnowała rzekomy „nihilizm prawny” PiS i jego przystawek”. W „Do Rzeczy” z 10 stycznia 2016) atakowała PiS za „dziecinne próby postawienia – za wszelką cenę” na swoim”. W czasie, gdy przeważająca część mediów jest w rękach lewaków i „różowych” tym mocniej dziwię się,że redakcja tak świetnie redagowanego prawicowego tygodnika „Do Rzeczy” traci całą stronę na popularyzowanie coraz nudniejszych „wyznań” pani profesor. Z całego serca radziłbym redakcji przeprowadzenie małego plebiscytu wśród czytelników na temat tego, co czytają najchętniej w tym tygodniku. Jestem przekonany, że taki sondaż dałby jedno z ostatnich miejsce niegdyś tak popularnej pani profesor.

28 grudnia 2015


niedziela, 27 grudnia 2015

Przemilczani wybitni Polacy za granicą

W Polsce ciągle za mało znane są rozliczne postacie wybitnych Polaków za granica. A przecież pokazanie ich zasług dla rozwoju kultury. nauki, sztuki inżynieryjnej i gospodarki innych krajów jakże skutecznie pomagałoby w przezwyciężaniu polskiego tak silnego niestety zakompleksieni i masochizmu narodowego. Od dawna już starałem się więc upowszechniać nazwiska niedocenianych wybitnych Polaków w publikowanej już w trzech wydaniach książce „Co Polska dała światu”. Pomimo, że sprawą ta zajmuję się już od paru dziesięcioleci w ostatnich latach z satysfakcją natrafiłem na nową wielką porcję wybitnych polskich postaci zasłużonych w rozwoju innych krajów. W związku z tym przygotowuje nową dwukrotnie powiększoną wersję książki „Co Polska dała światu” i chciałbym się podzielić z czytelnikami „Niedzieli” informacjami o niektórych z tych niedocenionych polskich postaci, licząc na ewentualne uzupełnienia ze strony krajowych i polonijnych czytelników.

Polak, który uratował muzeum w Luwrze przed zagładą


    Do najbardziej skandalicznie przemilczanych zasług polskich za granicą należy rola Polaka Floriana Trawińskiego w uratowaniu przed zniszczeniem najsłynniejszego muzeum świata - muzeum w Luwrze .Powinniśmy szczycić się tym w polskich podręcznikach i encyklopediach . Tymczasem jednak historia uratowania Luwru przez Polaka jest w Polsce niemal zupełnie nieznana poza informacjami w internecie i w paru niskonakładowych publikacjach. Przypomnijmy więc tak niesłusznie zapomnianą postać Floriana Trawińskiego. Pracujący we francuskim Ministerstwie Oświaty Trawiński w czasie Komuny Paryskiej wszedł w skład jej władz jako kierownik resortu kultury i sztuki. Wielu Polaków poparło Komunę Paryską, tak jak Jarosław Dąbrowski, licząc, że po zwycięstwie nad wersalczykami obróci się przeciw Prusakom, co wzbudziłoby nowe nadzieje dla ciemiężonej Polski. Pod koniec swego istnienia w maju 1871 r. Komuna Paryska wpadła jednak w prawdziwy paroksyzm barbarzyństwa. Komunardzi zamordowali grupę aresztowanych przez nich zakładników, w tym arcybiskupa Paryża. Z niszczycielską pasją zaczęli niszczyć różne paryskie zabytki jako pozostałości feudalne i burżuazyjne. Puszczono z dymem m.in. renesansowo- barokowy Pałac Tuileries i paryski ratusz, obalono kolumnę Vendôme. Postanowiono również zniszczyć Luwr jako "siedlisko burżuazyjnej kultury". W tym celu rozstawiono we wszystkich komnatach Luwru bańki z naftą- muzeum czekało tylko na podpałkę. I wtedy Luwr uratowała odwaga Trawińskiego, który z grupą pracowników muzeum w Luwrze wylał naftę z baniek i nalał do nich zamiast tego wody. Trawiński ryzykował życiem, bo zostałby natychmiast rozstrzelany, gdyby komunardzi dowiedzieli się o jego czynie. Na szczęście były to już końcowe dni Komuny i Luwr został uratowany. Zwycięzcy pogromcy Komuny -wersalczycy bezlitośnie obchodzili się ze schwytanymi komunardami, szczególnie okrutnie odnosząc się do Polaków. Nawet i oni jednak potrafili docenić zasługi Trawińskiego. Nie tylko nie został zabity, lecz przeciwnie mianowano go jednym z dyrektorów Luwru, którą to funkcję sprawował aż 35 lat.. Zbawca Luwru, powinien mieć swój pomnik przed tym muzeum. A ma tylko skromną tablicę ufundowaną w 2004 r w Domu Kombatanta przez polskie MON.

Zapoznani polscy dowódcy

Szczególnie długa wydaje się lista wybitnych polskich wojskowych, ciągle zbyt mało znanych lub wręcz zapomnianych. Przypomnę tu kilka postaci, których zapomnienie jest szczególnie szokujące. Zacznę od polskiego XIX-wiecznego generała Izydora Borowskiego. Szczególnie zasłynął już w walkach prowadzonych przez Simona Boliwara o wyzwolenie krajów Ameryki Południowej spod władztwa Hiszpanów. Stał się adiutantem Boliwara i generałem,
szczególnie zasłużonym w walkach o niepodległość Kolumbii i Wenezueli. Około 1821 r. przybył do Persji (Iranu), gdzie stopniowo awansował najpierw na emira, później na wezyra. Został dowódcą wojsk walczących przeciw Afganom i emiratom arabskim. Zginął jako głównodowodzący armii oblegającej twierdzę Herat. Dziś jest uważany za bohatera narodowego Persji (Iranu).

     Paru Polaków w Brazylii wsławiło się wspaniałymi karierami wojskowymi. Szczególnie wyróżnił się pod tym względem, dochodząc aż do stopnia marszałka Brazylii, Leitao de Almeida Robert Trompowski (1853-1926), wywodzący się z polskiego rodu szlacheckiego herbu Toporczyk z okolic Krakowa. W 1894 został komendantem Szkoły Wojskowej w Rio de Janeiro. Był autorem wielu cenionych prac z dziedziny wojskowości. W 1919 r. mianowano go marszałkiem Brazylii. Kilkadziesiąt lat później dekretem z 13 marca 1962 r. prezydent Brazylii João Goulart ustanowił Trompowskiego patronem brazylijskiego nauczania wojskowego. Warto dodać, że od 1953 r. osobom zasłużonym w szkolnictwie przyznaje się "medal Marszalka Trompowskiego". Syn marszałka Trompowskiego Fegueira de Almeido Arnando Trompowski był ministrem lotnictwa i ministrem Najwyższego Trybunału Wojskowego.

  Do szczególnie skandalicznych zaniedbań należą trwające wiele dziesięcioleci przemilczenia jakże wielkich zasług wywiadowczych polskiego majora, a później generała Mirosława Słowikowskiego. Odegrał on niezwykle dużą rolę w skutecznym przygotowaniu inwazji wojsk alianckich na francuską Afrykę Północną w 1942 r., czym według niektórych autorów uratował wojska alianckie przed stratą dziesiątków tysięcy żołnierzy. z. Po sukcesach armii gen. E. Rommla w Libii i Egipcie Słowikowskiego odkomenderowano do Algerii dla zorganizowania tam siatki wywiadowczej. Jako przykrywkę do tego celu założył fabrykę produkującą płatki owsiane Floc- Av Company, która osiągnęła wielkie sukcesy handlowe na terenie całej północnej Afryki. W oparciu o finanse uzyskane z zysków fabryki Słowikowski finansował działalność wywiadowczą przeciw Osi. Działał z ogromnym rozmachem, wciągając do swej siatki wywiadowczej aż kilka tysięcy ludzi, głównie antyniemiecko nastawionych Francuzów , od przedsiębiorców i komisarzy policji do prostych sklepikarzy i pracowników portowych. Kierowana przez Słowikowskiego (" Rygora") siatka szpiegowska ogarnęła wszystkie ważniejsze lotniska, porty i centra administracyjne Afryki Północnej. Dzięki informacjom siatki szpiegowskiej Słowikowskiego lądowanie wojska amerykańsko- brytyjskich pod dowództwem gen. Dwighta Eisenhowera w dniu 8 listopada 1942 r. na wybrzeżach Maroka i Algerii okazało się niemal bezbolesne dzięki dokładnemu rozpracowaniu wojskowemu i brakowi oporu ze strony wojsk francuskich. Zaledwie jedna doba wystarczyła dla opanowania przez wojska alianckie całej francuskiej Afryki Północnej. Akcja wywiadowcza polskiego majora okazała się więc niezwykle skuteczna w przyśpieszeniu zwycięstwa aliantów w Afryce Północnej. W uznaniu zasług dla Aliantów Słowikowski został odznaczony jako pierwszy polski żołnierz sił lądowych słynnym brytyjskim odznaczeniem- Orderem Imperium Brytyjskiego. Z kolei prezydent USA D. Roosevelt przyznał Słowikowskiemu amerykańską Legię Zasługi (Legion of Merit). W 1972 r. został awansowany na generała brygady. Do tych nazwisk warto dodać dowódcę armii kanadyjskiej Waltera Natyńczyka. Był on Szefem Sztabu Obrony (Chief of the Defence Staff) wojsk kanadyjskich w okresie od czerwca 2008 r do lata 2012 r. W 2013 r. został prezesem Kanadyjskiej Agencji Badań Kosmicznych.

Inni niedocenieni Polacy

W przygotowywanym do druku dwukrotnie powiększonym wydaniu „Co Polska dała światu” dodam dziesiątki innych nazwisk wybitnych Polaków działających zagranicą, którzy nie znaleźli się w dotychczasowych wydaniach mojej książki. Będą tam m.in. takie postacie jak Polak Janusz Żurakowski, najsłynniejszy as lotnictwa w Kanadzie, którego wizerunek uczczono w 1996 r. srebrną monetą o nominale 20 dolarów, Zbigniew Ziembiński, powszechnie uważany za twórcę nowoczesnego teatru brazylijskiego, Władysław Starewicz, pionier animacji i twórca pierwszego w świecie filmu lalkowego. Akcentując wyjątkowo dużą rolę wywiadu polskiego czasie wojny pokażę m.in. ciągle za mało spopularyzowane (poza Krystyna Skarbek) agentki wywiadu: Władysławę Macieszynę, Marię Sapieżynę, Halinę Szymańską, Klementynę Mańkowską, Halinę Szwarc, Zofię Rapp- Kochańską. W książce znajdą się również wybitne, nagradzane amerykańskimi nagrodami liczne aktorki polskiego pochodzenia, m.in. Jane Kaczmarek, Jane Krakowski, Christie Barańska, Dagmara Domińczyk i Loretta Swit (nagrodzona za doskonałą rolę major Margaret w serialu M.A.S.H.). (tekst ten ukazał się w „Niedzieli”, nr 46 z 2015 r.)

Apeluję do czytelników mego blogu z Kraju i z Polonii o nadsyłanie ewentualnych uzupełnień do powiększonego wydania mojej ksiązki „Co Polska dała światu”. Z góry bardzo mocno dziękuję J R Nowak

sobota, 26 grudnia 2015

Zabijanie pamięci o wielkich Polakach

    Ciągle zbyt mało naszych rodaków zdaje sobie sprawę z rozmiarów dokonań wybitnych Polaków w przeróżnych krajach świata. A były one tym większe, że tragiczne losy Polski po klęskach kolejnych powstań wypchnęły na emigrację dziesiątki tysięcy dynamicznych, uzdolnionych osób. Jakże wymowne pod tym względem były oceny tak wybitnego zagranicznego obserwatora naszej historii jak prof. Norman Davies. Stwierdził on m.in.: „W szeregach Wielkiej Emigracji znalazła się cała niemal elita polityczna królestwa Kongresowego, a także znaczny procent wybitnych przedstawicieli świata artystycznego epoki. To, czego dokonali, było o wiele znakomitsze niż osiągnięcia współczesnych im rodaków, którzy zdecydowali się pozostać w ojczyźnie (Podkr.- JRN). Ten wkład Polski w cywilizacje innych narodów był bardzo silnie doceniany w Drugiej Rzeczypospolitej, gdy u szczytu władzy znaleźli się długoletni emigranci , tacy jak prezydenci Gabriel Narutowicz i Ignacy Mościcki czy premier Ignacy Jan Paderewski.

Skutki PRL-owskich fobii do Emigracji

     Jakże inna, wręcz żałośnie odmienna była sytuacja w tzw. Polsce Ludowej, gdy samo słowo „emigrant” budziło skrajne podejrzenia. Wtedy właśnie, faktycznie od 1945 roku, zaczęło się zajadłe zabijanie pamięci o jakże wielu wybitnych Polakach, którzy zasłużyli się dla nauki, kultury czy walk wolnościowych innych krajów. Dotąd płacimy bardzo wysoką˛ cenę˛ za ideologiczne PRL-owskie fobie do wszystkiego, co było tworzone na Emigracji po 1944 r. Jak pisał Gabriel Pierocki w wydawanym w USA polonijnym czasopiśmie ,,Gazeta Polarna’’ z 28 lipca 2001 r.: „Tematem zakazanym lub na wszelki wypadek przemilczanym, były w PRL-u wszelkie wzmianki o osiągnięciach Polaków w krajach swego zamieszkania”. .W efekcie tych świadomych pominięć i zakazów przez kilkadziesiąt lat PRL-u nagromadziły się ogromne zaniedbania w krajowej wiedzy o dokonaniach wybitnych Polaków z emigracji. Trudno się˛ nie zgodzić´ z oceną wyrażoną˛ kilka lat temu na łamach ,,Rzeczpospolitej’’ przez Małgorzatę˛ Dzieduszycką˛ (b. konsul w Kanadzie) i Zygmunta Skórzyńskiego: „Trzeba (...) wreszcie powiedzieć´ jasno i wyraźnie, że osiągnięcia polskiej emigracji są ˛w Polsce wbrew obiegowemu przekonaniu niemal zupełnie nieznane. O znaczących postaciach emigracji ostatnich 50 lat, wybitnych inżynierach i mających wielkie osiągnięcia naukowcach dowiadujemy się˛najzupełniej przypadkiem” (podkr. – J.R.N.). Fakt, że zbyt wielką część kadr dyplomatycznych po 1989 r. stanowili ludzie z dawnej komunistycznej nomenklatury, różnych „czerwonych dynastii” i ich dzieci nie sprzyjał nadrobieniu luk w wiedzy o wybitnych Polakach z Polonii.

Zaniedbania pamięci o wielkich Polakach w III RP

       Dominacja sił lewicowych w mediach i fatalny stan tzw. elit po 1989 r. sprzyjały utrzymywaniu się masochizmu narodowego i pedagogiki wstydu. Jakże trafne wydaja się w tym kontekście uwagi świetnego historyka i publicysty prof. Andrzeja Nowaka, publikowane 28 maja 2004 roku na łamach ”Tygodnika Solidarność”. A. Nowak zwrócił uwagę na konsekwencję, „z jaką elity polityczne Iii RP starały się zaniżać samoocenę Polaków i zmieniać ich stosunek do tradycji narodowych. W myśl koncepcji, uporczywie lansowanej po 1989, r, to nie komunizm był zły, ale Polska jest zła, źli są Polacy. Co więcej Polak jest nieudolny, Polak nie potrafi, jest zaledwie pół-dzikim stworzeniem, które dopiero dzięki surowej tresurze po opanowaniu zachodnich wzorców zostanie przystosowane do życia w cywilizowanym świecie”.

    W rezultacie takiego podejścia nazwiska jakże wielu wybitnych XX –wiecznych Polaków były dalej traktowane po macoszemu w najbardziej wpływowych mediach i pomijane nawet w znaczących encyklopediach. Zadałem sobie trud dokładnego przewertowania pod tym względem jednotomowej Encyklopedii PWN-u z 1997 roku. Wyniki były szokujące. Próżno szukałem tam np. postaci doktora Hilarego Koprowskiego, który kilkadziesiąt lat temu wsławił się w USA wykryciem pierwszej szczepionki przeciwko chorobie Heinego-Medina, a więc odkryciem na światową sławę. Nazywany był „polskim Pasteurem w USA”. Gdyby Koprowski był Czechem, Węgrem, Żydem czy Anglikiem ileż rozpisywano by się˛ wówczas wśród każdej z tych nacji na temat jego odkrycia. A u nas pominięto go w „renomowanej” zdawałoby się encyklopedii. Znalazło się w niej za to miejsce dla b. przewodniczącego maleńkiej partii komunistycznej z Luksemburga Dominique Urbany. W tejże Encyklopedii zabrakło miejsca także dla takich postaci jak słynny historyk i historiozof Feliks Koneczny, pewno zbyt „reakcyjny” dla encyklopedystów z PWN-u, jak słynny inżynier generał Zdzisław Julian Starostecki, twórca amerykańskiej rakiety „Patriot” czy konstruktor Henryk Sikorski, współtwórca rakiety „Redstone”, która wyniosła pierwszego amerykańskiego kosmonautę na orbitę. Z dawniejszych stuleci pominięto m.in. takie postaci jak Aleksander Kurczewski (Curtis), założyciel pierwszej wyższej uczelni w Nowym Amsterdamie (Nowym Jorku) w połowie XVII wieku, jak Stanisław Polak z Sewilli, twórca pierwszego w świecie nowoczesnego wydawnictwa na przełomie XV i XVI wieku, jak pierwszy pomysłodawca Kanału Panamskiego Aleksander Hołyński. W Encyklopedii pominięto b. powstańca, a później profesora w Sorbonie Aleksandra Boecka, który w 1854 roku założył pierwszą P Politechnikę w Stanach Zjednoczonych (por. tekst internetowy: „Catholic Encyclopedia. Poles In the United States”.). Amerykański pisarz Louis von Norman w wydanej w 1908 r. w Warszawie książce „Polska jako Rycerz wśród narodów” nazwał prof. Boecka „twórcą najlepszej amerykańskiej Politechniki.” Pominięto wicemarszałka RAF-u Aleksandra Meisnera, później prezesa Stowarzyszenia Polskich Lotników w Anglii oraz naukowca i inżyniera Józefa Stanisława Kosackiego, który wynalazł ręczny wykrywacz min, dając tym istotny wkład w zwycięstwo aliantów. Przykłady takich pominięć można długo mnożyć. Wspomniana encyklopedia PWN szokowała skrajnymi dysproporcjami miejsca poświęcanego poszczególnym postaciom. Np. Karolowi Modzelewskiemu poświęcono więcej miejsca (11 wierszy) niż Tadeuszowi Kościuszce (7 wierszy) i ks. Adamowi Czartoryskiemu (8 wierszy). Adamowi Michnikowi poświęcono 11 wierszy podczas gdy Zbigniewowi Herbertowi tylko 7 wierszy.

Depolonizacja wielkich Polek i Polaków

      W okresie od 1989 roku, gdy tak wiele nazwisk wybitnych Polaków wciąż było okrywane zapomnieniem doszło do jeszcze skrajniejszej rzeczy. W polskich (!) mediach wielokrotnie próbowano depolonizować postacie największych Polek i Polaków, przypisując im inną narodowość. Np. u publicysty „Gazety Wyborczej” Jerzego Sosnowskiego czytamy w "Gazecie Wyborczej” z z 5 sierpnia 1991 o Niemcu Koperniku, Francuzie Chopinie, „nie mówiąc już o Żydzie (po babce) Adamie Mickiewiczu”. Prof. Krystyna Kersten pisała w "Gazecie Wyborczej” z 25 kwietna 1997, że świadomie nie zaliczyła Marii Skłodowskiej – Curie do polskiego Panteonu, bo jej „naukowa twórczość należy do dorobku nauki francuskiej, nie polskiej”. Szczególnie uparcie zawłaszczano Adama Mickiewicza dla Żydów powołując się na jego rzekomą żydowską matkę i oskarżając o „antysemityzm" wszystkich negujących żydowskość poety. Przykłady tego typu depolonizacji wspomnianej wielkiej Polki i wielkich Polaków mógłbym długo mnożyć. A jak wyglądała prawda? Przypomnijmy, że „”Niemiec” Kopernik w 1521 r ,.kierował obroną zamku w Olsztynie przed niemieckimi Krzyżakami. „Francuz” Chopin pisał w listopadzie 1831 roku na wieść o upadku Warszawy : „Niech najstraszniejsze męki dotkną Francuzów, którzy nam nie pomogli!” I Jeszcze w 1848 roku, na rok przed śmiercią wyrażał niewzruszona nadzieje, że znowu odrodzi się „Polska świetna, duża, słowem: Polska”. Uparte brednie o żydowskim pochodzeniu Mickiewicza ostatecznie obalił białoruski badacz Sergiusz Rybczonok, który odnalazł w archiwach materiały dowodzące, że matka poety pochodziła ze starej polskiej rodziny szlacheckiej, znanej już w XVII wieku na Nowogródczyźnie. Maria Skłodowska–Curie „dziwnym” trafem wynaleziony przez siebie pierwiastek nazwała polonem, a nie frankonem. W swych pamiętnikach zaś wielokrotnie wyrażała nostalgię za utraconą polską ojczyzną.  

Wszystkie te fakty pokazują jak potrzebna jest głoszona przez PiS polityka historyczna, której jednym z celów jest zadbanie o docenienie zasług Polaków w różnych krajach świata.

  ( Powyższy tekst ukazał się w Wigilię Bożego Narodzenia 2015 r. na łamach tygodnika „Niedziela”, nr 1 z 3 stycznia 2016 r.).

piątek, 18 grudnia 2015

Polacy gorszego sortu

   Kilka dni temu lemingi podniosły straszliwą wrzawę o to, że prezes PiS-u Jarosław Kaczyński „podzielił Polaków”, mówiąc , że są „Polacy gorszego sortu” Zaraz zrobiła się histeryczna awantura. Około 7 tysięcy osób podpisało się pod zbiorowym pozwem wobec Kaczyńskiego za „naruszenie dóbr osobistych”. Była, dość żałosna, premier Ewa Kopacz gromko żądała, aby Kaczyński przeprosił Polaków. Podobnie zrobił Schetyna. Totalna grotecha! Histerykom atakującym prezesa Kaczyńskiego przypomnę więc, że tak słynny polityk jak Karol de Gaulle kiedyś powiedział: „Są Francuzi lepsi i gorsi; lepsi to ci, którzy wiedzą, kim była Joanna d’Arc”. Przenosząc te słowa na polski grunt chętnie powtórzę: „Są Polacy lepsi i gorsi; lepsi wiedzą, kiedy był zamach majowy”. Przypomnijmy bowiem, że niedawno Ryszard Petru stwierdził, że zamach majowy miał miejsce w 1935 r., a więc nie w 1926 r., jak powinien wiedzieć nawet uczeń szkoły podstawowej. Inny ignorant – rzecznik SLD Dariusz Joński powiedział kiedyś, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1988 roku ! Dla mnie ludzie z taką ignorancja narodowej historii są na pewno „gorszymi Polakami” gorszymi pod względem wiedzy i stopnia świadomości narodowej.

Watahy anty-Polaków, rzucających oszczerstwa na Polskę i polskość

   Są jednak jeszcze gorsze rzeczy kwalifikujące do określenia „gorsi Polacy” niż tylko niewiedza o podstawowych faktach naszej narodowej historii. Myślę tu o watahach wpływowych Polek i Polaków, świadomie obrzucających najgorszymi epitetami Polskę i Polaków oraz symbole narodowe. Wyliczę ich poniżej, dodając, że jest to tylko cząstka spośród tłumu antypolskich oszczerców.



Niegodne zachowania polityków i innych wpływowych postaci życia publicznego


- Były prezydent RP Bronisław Komorowski niebywale splamił się wypowiedzią w liście do uczestników obchodów 70-lecia rocznicy zbrodni w Jedwabnem. Stwierdził wówczas o Polakach: "Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”. (Czyli katem). Tylko anty-Polak mógł zdobyć się na tak nikczemne uogólnienie na temat całego narodu polskiego. Ogromna część Polaków zachowała się w czasie wojny przyzwoicie, a generalnie nasz naród należy do niewielu narodów europejskich, które spisały się wówczas najlepiej, płacąc za to ogromną daninę krwi. Tym bardziej oburzające jest więc uogólnienie na cały naród winy za zachowanie paru dziesiątek wyrzutków z Jedwabnego, inspirowanych przez Niemców. Wyobraźmy sobie jak zareagowaliby Żydzi, gdyby izraelski prezydent obciążył ich generalnie winą za zbrodnicze zachowanie wobec Żydów ogromnej części policjantów żydowskich i zdradę wielkiej części Judenratów. (Por. moją wydaną w 2013 r. dwutomową książkę „ Żydzi przeciw Żydom”).

- Były premier RP Donald Tusk już w 1987 r. „popisał się” pogardą do polskości i narodowym masochizmem. W publikowanym na łamach „Znaku” (nr 390-391 z 1987 r.) szkicu „Polak rozłamany” Tusk pisał m.in.: „Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość – to nienormalność (podkr.- JRN) – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesna uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu”. W maju 2012 r. Tusk dopuścił się szczególnie haniebnego czynu, niegodnego jakiegokolwiek Polaka patrioty – przyjął z rąk kanclerz Niemiec Angeli Merkel nagrodę im. Walthera Rathenau. Przypomnijmy, że Rathenau był jednym z najgorszych niemieckich polakożerców .Jako niemiecki minister spraw zagranicznych dążył do ponownego rozbicia i rozbioru Polski. To on zawarł z Rosją Sowiecką w 1922 r. godzący wyłącznie w Polskę złowieszczy układ w Rapallo. Jak określić więc zachowanie Tuska, historyka z profesji, który przyjął nagrodę ku czci śmiertelnego wroga Polski. Dla ,mnie osobiście była to symboliczna zdrada Polski ! Europoseł Zbigniew Kuźmiuk skomentował w internecie zachowanie Tuska w ten sposób m.in.: „Nagroda, której patronuje człowiek z takimi poglądami na Polskę, nie powinna być przyjęta przez premiera naszego kraju, chyba że ma on za nic patriotyczne postawy milionów Polaków”.

- Były premier Leszek Miller dużo wcześniej, bo już w 1989 r. w wywiadzie dla francuskiego „postępowego” „Liberation” stwierdził, iż nie należy przesadzać z rolą Polski, bo ona jest raczej tylko „dużą myszą”. (Cyt. za „Forum” 17 września 1989 r.).

- Aleksandra Jakubowska, wiceminister kultury w rządzie SLD, już 3 maja 1992 r. pisała na łamach postkomunistycznego „Wprost”:„Zużyte, wyświechtane, skompromitowane słowa ”patriotyzm”, „polskość”, „ojczyzna” nie odrodziły się w III Rzeczpospolitej”.

  - Lewicowy działacz Piotr Ikonowicz, b. prezes PPS, a od 2014 r. prezes Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, popisał się w 1998 r. szczególnie haniebną potwarzą przeciw żołnierzom AK i NSZ. Nazwał żołnierzy owych formacji „wściekłymi bestiami, rozwydrzonymi bandami, żądnymi krwi żydowskiej.(Wg. „Polityki” z 18 lipca 1998 r.).

- Adam Michnik przez wiele lat popularyzował i wychwalał najgorszego polakożercę Jana Tomasza Grossa, i m.in. nazwał go w niemieckim wstępie do „Sąsiadów” kontynuatorem A. Mickiewicza i J. Słowackiego w demaskowaniu polskich kłamstw. Michnik wielokrotnie szkalował historię Polski. Jednym z jego najbrudniejszych antypolskich oszczerstw było tłumaczone na parę języków stwierdzenie w rozmowie z niemieckim socjologiem Jurgenem Habermasem dające Polakom pierwszeństwo w stworzeniu obozów koncentracyjnych przed Niemcami hitlerowskimi. Michnik dosłownie powiedział: „Zanim Hitler przyszedł, myśmy założyli własny obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej”.(Wg. „Polityki”, nr 47 z 1993 r.) I taki oszczerca nosi wciąż jakże niesłusznie przyznany mu Order Orła Białego. Kiedyż nadejdzie wreszcie czas pozbawienia niegodnych osób tego Orderu?

- Marcin Król, redaktor naczelny miesięcznika „Res Publica Nowa”, dofinansowywanego z polskich publicznych pieniędzy, donośnie zawyrokował: „Polska w swej najnowszej historii, liczącej dwieście lat, krajem normalnym nie była, a więc po to, żeby stać się krajem normalnym – Polska musi zapomnieć samą siebie”. (Podkr.-JRN). („Res Publica Nova”, nr 3 z 1991 r.). Tenże M. Król pisał na łamach „Rzeczypospolitej” z 6 listopada 2003 r.; „Polska głównym warchołem w Unii (…) Może tak, bo taka była nasza tradycyjna rola w Europie”.

  - Dziennikarka "Gazety Wyborczej” Teresa Bogucka posunęła się do nazwania jednego z największych patriotów polskich Tadeusza Rejtana „maniakiem”. (Por. „Gazeta Wyborcza” z 21 marca 1997 ).
  - Autor „Gazety Wyborczej” Włodzimierz Kalicki swoiście „uczcił” święto Konstytucji 3 Maja w 2003 r. W tekście, zatytułowanym:"Później z tym 3 maja” starał się maksymalnie pomniejszyć i przeczernić znaczenie Konstytucji 3 Maja, piętnując ją jako błąd i sugerując, że „może bez niej uratowalibyśmy państwo, uniknęlibyśmy XIX-wiecznej martyrologii, cywilizacyjnej zapaści rozbiorów?”.

  - Jadowita dziennikarka telewizyjna Monika Olejnik, znana jest z wielu kłamstw i pomówień na małym ekranie. Przez wiele lat z lubością nagłaśniała w swych programach najgorszego polakożercę w skali światowej Jana Tomasza Grossa. (Por. uwagi w mojej książce „Czerwone Dynastie", Warszawa 2014, t.3 , ss.161-162.) Po niedawnym antypolskim wywiadzie Grossa dla "Die Welt” nagle uznała, że Gross się „zhańbił". A czy ona nie zhańbiła się wieloletnim propagowaniem oszczerczej „myśli „ Grossa?!

- Socjolog prof. Paweł Śpiewak, obecnie dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego ma w swym „dorobku” bardzo wiele kłamstw i oszczerstw na temat Polski. W oparciu o obiektywnych autorów żydowskich oraz autorów żydowskich pracowicie prostowałem niektóre z jego najjaskrawszych kłamstw na temat Polskim i Polaków. (Por. szerzej: J. R. Nowak: „Spory o historię i współczesność, Warszawa 2000,ss.292-300). Prawdziwym skandalem stało się jego zamieszczone w w wywiadzie dla "Angory" z 2 stycznia 2005 chamskie oszczerstwo: „Nie mam wątpliwości, że Dmowski był ideologicznym łobuzem i stworzył wszystko, co jest najgorsze w polskiej tradycji”. Trudno ukryć oburzenie z powodu faktu, że Śpiewak, tak poniewierający postać największego polskiego myśliciela politycznego XX , niedługo potem – w 2005 roku został wybrany na posła do Sejmu RP z ramienia PO. W czasie rządów PO Śpiewak zapisał się bardzo niechlubnie swymi zagranicznymi „donosami na Polskę”. (Por. szerzej : J. R. Nowak: „Czerwone Dynastie”, Warszawa 2014, t. 3,s.39).
Wybielanie Niemiec kosztem Polski

  - Piotr Gadzinowski, b. zastępca red. naczelnego „Nie” J. Urbana i kilkakrotny poseł z ramienia SLD, 15 sierpnia 2004 r. wystąpił na łamach postkomunistycznego „Przeglądu” z tekstem „Przepraszam za przepraszam”, usprawiedliwiającym nazistowskich pacyfikatorów Powstania Warszawskiego. Pisał tam m.in.: „Proszę mnie nie przepraszać, skruszeni Niemcy (…) Nie przepraszajcie ,mnie za wasze czyny sprzed 60 lat, podczas powstania warszawskiego. Dzisiejsi Niemcy nie muszą mnie przepraszać za działania ówczesnej armii niemieckiej i jej sojuszników. Nawet za czyny, które dziś można nazwać zbrodniami. Armia wykonywała swoje obowiązki, chcąc jak najszybciej złamać opór powstańców i popierającej ich ludności. (Podkr.-JRN) Zbrodnie napawają wstrętem, wywołują sprzeciw, ale trudno wymagać od władz okupacyjnych, aby przywitały powstańców chlebem i solą i symbolicznymi kluczami do bram miasta”.(Podkr.-JRN). Usprawiedliwiającemu „wykonującą swe obowiązki” armię nazistowską Gadzinowskiemu wyraźnie nie przeszkadza, że w ramach tych obowiązków wymordowała 200 tysięcy mieszkańców Warszaw i metodycznie zniszczyła całą polską stolicę.

  - Dyrektor Muzeum Miejskiego we Wrocławiu dr Maciej Łagiewski znany jest ze skrajnego germanofilstwa i odpowiedniego uhonorowania przez Niemcy (odznaczony Federalnym Krzyżem Zasługi na Wstędze. W książce „Pełzająca germanizacja Wrocławia (Warszawa 2010,ss.121-130) omawiam szerzej jego germanofilskie „wyczyny”. Najhaniebniejszym z nich był panegiryczny i fałszujący historię 18-stronnicowy tekst o królu Prus Fryderyku II w katalogu wystawy królów pruskich we Wrocławiu,. Skupiając się głównie na opiewaniu zaborczego króla Prus Łagiewski ani słowem nie zająknął się na temat antypolskich działań Fryderyka II,: jego ogromnej roli w zainicjowaniu I rozbioru Polski, fałszowaniu polskich monet i zakrojonych na bardzo dużą skalę poczynań germanizatorskich wobec polskiej ludności Śląska.

  - Skrajny germanofil prof. Marek Zybura w wydanej w 2001 r. przez Wydawnictwo Dolnośląskie książce „Niemcy w Polsce” przewyższył nazistów w oczernianiu działań Polaków we wrześniu 1939 r. Podał w swej książce, że Polacy rzekomo zamordowali wówczas 5800 Niemców internowanych w Berezie Kartuskiej (!!!) Jego dane o rzekomych niemieckich ofiarach polskich działań były większe ilościowo nawet od danych podawanych w antypolskiej literaturze nazistowskiej w listopadzie 1939 r. Za swoje kłamstwa powinien być poddany dyscyplinarnej komisji naukowej i procesowi sądowemu. Nic takiego się jednak nie stało. (O kłamstwach Zybury por. szerzej wspomniana moja książka „Pełzająca… op.cit.,ss.216-223.).

- Dziwny „Europejczyk” prof. Jan Waszkiewicz (w latach 1999-2001 pierwszy marszałek województwa dolnośląskiego) w publikowanym w 1991 r .tekście (w „Sumienie- Literatura-Filozofia –Eseje”) skrajnie wybrzydzał się na polskie zwycięstwo w bitwie pod Grunwaldem, pisząc m.in.: „My Europą nigdy nie byliśmy (…) Ja patrzę na to (bitwę pod Grunwaldem – JRN ) jako na walkę Europy z tym, co Europą nie było. Europą był zakon NMP (czyli Krzyżacy- JRN)… w jego szeregach występowali Europejczycy – wśród nich zeuropeizowani Piastowie Śląscy (…) z drugiej strony występowało coś, co przypomina dzisiejsze RWPG”. Prof. Waszkiewicz w swym szkicu z werwą oskarżył oddziały polskie i litewskie, walczące pod Grunwaldem, że nie stosowały tam rycerskich metod walki, bo były to „chłopy z drągami”, którymi uderzali w Krzyżaków, przywykłych do zupełnie innych rycerskich metod.

  - Jeden z czołowych redaktorów TVN 24 nauczyciel historii (!) Jan Wróbel napiętnował we „Wprost„ z 4 maja 20013 króla Bolesława Chrobrego jako awanturnika, bo wciąż walczył z cesarstwem niemieckim , i jak wiadomo wciąż zwyciężał. Wróbel uznał za słuszne twierdzenia niemieckiego kronikarza Thietmara o „pysze” Bolesława Chrobrego, uzasadniając je słowami: „Bolesław bez potrzeby wdał się w nie kończące się wojny z cesarzem niemieckim (…) sojusz Polski z cesarzem był warunkiem pomyślności państwa Piastów, czego Bolesław zdawał się nie rozumieć. Tymczasem polscy dziejopisowie, począwszy od Gala Anonima, sławią awanturnika”. Niedouczony nauczyciel Wróbel najwidoczniej nie wie, że Niemcom wcale nie chodziło o sojusz z Polską Chrobrego, tylko o jej lenne zhołdowanie na wzór Czech, i dlatego wszczynali wojny z Polską .

Reżyserzy na bakier z polskością


- Reżyser Kazimierz Kutz w wydanym w  2004 r. książkowym wywiadzie (razem z prof. J. Staniszkis) „to nie to… nie tak miało być”. kilkakrotnie porównywał Polskę do „wywłoki wiejskiej” (Warszawa 2004,ss. 9, 11, 13, 14). Na str. 21 sugerował, że dorobek całego polskiego XIX-wiecznego życia umysłowego „nadaje się do kosza”. A więc do kosza – według Kutza- należałoby wrzucić twórczość Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Chopina, Sienkiewicza, Prusa, Wyspiańskiego, Żeromskiego etc. Tenże Kazimierz Kutz stwierdził, że: „może być konieczny jakiś zarząd komisaryczny nad Polską, taki swoisty treuhanderyzm (…) nie ma wyboru. Europa dostaje niejako upoważnienie, by – jeśli zaczniemy zagrażać jej globalnym interesom – zrobiła z nami porządek. (Oba podkr.- JRN). (Cyt. za: to nie to…op.cit.,ss.158,162-163).
Tak pisać mógł tylko zajadły wróg Polski, a ten człowiek był dwukrotnie senatorem RP, zanim fatalnie przegrał w eurowyborach 2014 roku. Dodajmy, że Kutz w wywiadzie dla „Magazynu Gazety Wyborczej” w 1993 roku stwierdził: ”Polska była biednym, głupim krajem zidiociałym na skutek swoich nieszczęść”. (Cyt. za M. A. Wasilewski: Katzenjammer, „Ład”,22 sierpnia 1993 ). I taki anty-Polak dostał w 2010 r,. tytuł honorowego obywatela Katowic ! Prawdziwy masochizm narodowy!


- Reżyser Agnieszka Holland z „czerwonych dynastii” niejednokrotnie z furią atakowała urojony przez nią „polski antysemityzm” i wychwalała polakożercę Grossa. Wielokrotnie mnożyła negatywne opinie na temat polski i Polaków. Już w wywiadzie dla "Tygodnika Kulturalnego” z 23 lipca 1989 r. oskarżając Polaków o „specyficznie polską ucieczkę przed odpowiedzialnością” oceniła: „można powiedzieć, że Polska nie jest Europą”.

  - Reżyser Janusz J. Kijowski z „czerwonych dynastii” wielokrotnie oczerniał Polskę i Polaków. W artykule na łamach „Życia” z 30 maja 1994 r. pisał m.in.: „Wczorajsze szumowiny (…) są znów na wierzchu. Polska dla Polaków! – krzyczą. Prawdziwy Polak to katolik ! Prawdziwa Polka to matka ośmiu poczętych bękartów! Precz z obcym kapitałem!. Pij tylko polskie mleko od naszej słowiańskiej krowy!”. Parokrotnie piętnował polskie zwycięstwo pod Grunwaldem, przedstawiając je jako triumf „azjatyckiej dziczy” nad kwiatem europejskiego rycerstwa.

- Skandalizujący reżyser Andrzej Żuławski wielokrotnie zohydzał Polskę i Polaków. W wywiadzie dla czasopisma ‘Gala „ stwierdził m.in.: „Polskie opinie uważam za zaściankowe, prześmiardłe , absurdalne”. (Cyt. za „Przegląd” z 29 lutego 2004). W2000 roku Żuławski wydał książkę „Zaułek pokory”, która była dość szczególnym wyrazem bezmyślności i nieuctwa uogólnień na temat Polaków. Autor zaprezentował w niej megalomańskie, pogardliwe sady o polskiej historii w stylu Europejczyka, pouczającego głupich i dzikich Zulusów. M.in. „poczęstował" czytelników niebywałym odkryciem historycznym głoszącym, że to wojska tatarskie „przeważyły” bitwę pod Grunwaldem.

- Dyrektor dofinansowywanego z pieniędzy Ministerstwa Kultury Narodowego Teatru Starego w Krakowie reżyser Jan Klata, znany jest z wyszydzania polskości i katolicyzmu („Trylogia”, „Nie-Boska komedia”) oraz promocji wulgarności („Do Damaszku”).Jego wystawienie "Trylogii” wytrawny recenzent Paweł Głowacki z "Dziennika Polskiego„ nazwał „pierdnięciem sztubaka”. Odpowiadając na pytanie „Jakim jesteśmy narodem” Klata stwierdził: "Dobrze jest się od czasu popytać o to wieszczów, nawet jeśli są to tacy zborsuczeni, kieszonkowi bastardowie- wieszczowie jak Sienkiewicz(…) „.(Cyt. za tekstem M. Miszalskiego w "Najwyższym Czasie" z 21 marca 2009).


Celebryci przeciw polskości

- Aktor Daniel Olbrychski w  tekście na łamach „Gazety Wyborczej” z kwietnia 2006 r. jak prawdziwy jurgieltnik usprawiedliwiał rozbiory Polski, mówiąc: „W XVIII w. Europa odetchnęła z ulgą. Trzy kraje normalne i przewidywalne, jak na owe czasy, dokonały zaboru czwartego kraju. Kraju głupiego i swarliwego”. Tak więc według Olbrychskiego „głupia” była Polska, Polska pierwszego Ministerstwa Edukacji w Europie i pierwszej europejskiej konstytucji. A „normalne” według Olbrychskiego były despotyczne Prusy i barbarzyńska Rosja. Dodajmy, że tenże Olbrychski podczas pobytu w Moskwie przyrównał polski IPN do KGB.

-Znana feministka Kinga Dunin, dziś „wsławiona” głównie oskarżeniami o molestowanie i zgwałcenie dużo młodszego od niej lewicowego pisarza Karpowicza. W 48. numerze „Ex Libris” (dodatku do „Życia Warszawy” z 1994 r.) wystąpiła ona za odrzuceniem całej literatury polskiej jako bezużytecznego balastu. Napisała expressis verbis: „Przestańmy uważać, że literatura polska musi istnieć. Nie musi. Nawet, jeśli zniknie, i tak będzie w Polsce istniała jakaś literatura. Każdy będzie mógł coś wybrać z ogromnej światowej oferty”. (Podkr.- JRN).


- Feministka Bożena Umińska w dofinansowywanej z grosza publicznego „Res Publice Nowej” z 2000 roku imputowała Żeromskiemu antysemityzm w związku z jego książką „Przedwiośnie”. Pisała tak w haniebnym tekście zatytułowanym: „Czy Stefan Żeromski sypałby gaz cyklon B w obozie?

  -Aktor Jerzy Stuhr -zajadły krytyk polskości. Już w wywiadzie dla "Tygodnika Solidarność” z 14 maja 1993 r. powiedział: "Zgadzam się z Gombrowiczowskim obrazem naszego społeczeństwa, w którym panoszy się polactwo, kościółek i nasz prowincjonalizm. Przed tym się bronię". W wywiadzie dla "Newsweek”-a z 10 listopada 2011 powiedział: „Antysemityzm, płytki katolicyzm...i histeryczny patriotyzm. Z tego składa się polskość obśmiewana przez mnie w „Obywatelu”. Jego syn Maciej Stuhr „wyróżnił się” m.in. rolą w polakożerczym filmie „Pokłosie”. Sam Maciej Stuhr znany jest ze skrajnych antypolskich uogólnień. M.in. totalnie wygłupił się, mówiąc; „My Polacy nie mówimy o sobie źle (…) Przywiązywaliśmy dzieci pod Cedynią jako tarcze i to jest super”. Skrajnemu niedouczkowi z historii M. Stuhrowi pomyliła się bitwa pod Cedynią z obrona Głogowa, gdzie przywiązywano do machin oblężniczych polskie dzieci i robili to Niemcy.

- Krytyk filmowy Tomasz Raczek rozpoczął karierę w dobie jaruzelszczyzny, wyróżniając się tekstami dogodnymi dla ówczesnej władzy. We „Wprost” z 18 maja 1997 dał upust swemu poczuciu masochizmu narodowego, pisząc: „Nie umiemy przyjąć do wiadomości, że jesteśmy prowincjonalnym krajem o niewielkim znaczeniu,, bardziej folklorem Europy niż jej siłą i dumą”.


- Satyryk i aktor Stanisław Tym, członek Komitetu Poparcia B. Komorowskiego, „wyróżnił się już w 8 marca 1992 tekstem pt. „Śmieszna polska nędza”, w którym pisał m.in.: ”Polska ksenofobia, prowincjonalizm, nasz mentalny lamus i zaścianek – to mamy na co dzień i od święta, i to SA nasze główne artykuły eksportowe”.

- Aktor filmowy i teatralny Krzysztof Majchrzak z pogardą mówił o sprawach polskich, stwierdzając; „(…)to nie jest już polskie czy srolskie, tylko – jak powiedziałem- człowiecze” -Por. K. Majchrzak : Nie polskie, nie srolskie, tylko człowiecze”- w wywiadzie dla dodatku do „Gazety Wyborczej” – „Duży Format” z 3 listopada 2003 r.

- Zygmunt Miłoszewski, grafomański pisarzyna antypolski i antykatolicki, laureat paszportu „Polityki” w 2014 r. „Zabłysnął” w "Newsweek”-u z 29 października 2006 r. paszkwilanckim tekstem „Wściekłość polska". Pisał w nim m.in.: "Mam takie chwile, kiedy tak mocno nienawidzę skrzywionej w grymasie wściekłości gęby tego kraju, że całe dnie przeglądam w Internecie strony obcych ambasad, zastanawiając się , gdzie złożyć wniosek o kartę stałego pobytu (…) I nie chodzi tylko o antysemityzm –chodzi o agresję wobec wszelkiej inności, której Polak nie akceptuje. Narodowej, obyczajowej, wyznaniowej, seksualnej(…) Nieszczęsnego Grossa najchętniej spalono by na stosie za naruszenie tabu (…) Kim ja jestem? Polak mały, mały, zawistny i podły. Jaki znak mój? Krwawe gały”.

- Lewacki publicysta Przemysław Wielgosz, obecnie redaktor naczelny polskiego wydania miesięcznika „Le Monde Diploatique”. Autor jednego z najskrajniejszych antypolskich artykułów z całego okresu od 1989 r.- tekstu o rabacji Jakuba Szeli w „Przekroju” z 2012 r. Pisał w nim o krwiożerczej rabacji Szeli, że była najpiękniejszym, najczystszym zrywem wolnościowym spośród wszystkich polskich zrywów , a sam Szela powinien być dziś wzorem w walce przeciw kapitalizmowi. Nawet red. Krzysztofowi Vardze w „Gazety Wyborczej” dywagacje Wielgosza wydały się prawdziwie skrajne. (Por. K. Varga: Szela był cool, „Gazeta Wyborcza” z 17 maja 2012 ).


- Satyryk i pieśniarz Maciej Zembaty w wywiadzie dla postkomunistycznej „Trybuny” z 10-11 sierpnia 2002 r. zapewniał: „Jedyną szansą dla Polski jest wejście do U ii Europejskiej (…) Polską powinien rządzić ktoś inny, kto się lepiej zna i nawet kradnie lepiej niż my, nie tak ostentacyjnie. Tu potrzebny jest gubernator (oba podkr. –JRN), bo my się nadajemy wyłącznie do walki o imponderabilia, a teraz akurat nie ma co walczyć o imponderabilia, bo one są w dzisiejszym świecie tandetne”.

- Totalne wręcz odrzucenie Polski i polskości znajdujemy w tekście Włochatego „Polska” z młodego zespołu punk rockowego: „Polska Polska, co to k…jest? Ukrzyżowana na mapie świata(…) Ja nie wybrałem tego kraju (…) Mam w d. patriotyczne deklaracje. Jakaś ojczyzna, jakiś hymn – polityczne sztuczki. A wciąż wystarczy jedna głupia bomba. By w jednej chwili zginął jeden głupi naród (…). (Cyt. za "Tygodnik Powszechny” z 28 czerwca 1998 r.).

  - Andrzej Czeczot, satyryczny rysownik o poglądach lewackich, współpracownik „Nie” Urbana./ W wywiadzie dla postkomunistycznego „Przeglądu” z 5 lutego 2006 r. stwierdził m.in.: „Każdy naród ma swoją głupotę (…) w Polsce panuje głupota wściekła, nienawistna (…)”.

- Anna Mucha, aktorka, znana ze skandalizowania. Akurat w Święto Niepodległości 11 listopada 2014 powiedziała, że „ma w nosie Boga, honor i ojczyznę”. Jako narzeczona Kuby Wojewódzkiego „zabłysnęła” szczególnie żarliwą propagandą antykoncepcji. W wywiadzie dla „Vivy” z 11 sierpnia 2005 r. nazwała Polskę „tym śmiesznym krajem”, bo nie przegłosowano nim dotowania środków antykoncepcyjnych.